W służbie Złemu
Piotr Rozmus, Bestiawydawnictwo: Videograf
data wydania: 9 kwietnia 2014 r.
liczba stron: 457
ISBN: 978-83-7835-301-0
okładka: broszurowa
Każde miasto skrywa mroczną tajemnicę. Czasem dotyczy ona zamierzchłej przeszłości, inne swoją sławę opierają na doniosłych wydarzeniach z teraźniejszości. Lecz nie ważne jak popularne jest miasto, bo gdy na jego terenie zaczyna grasować psychopatyczny zabójca, nawet najdonioślejsza historia nie jest w stanie przesłonić oczu opinii publicznej, która z niezdrową fascynacją zaczyna śledzić jego kroki. Z takiego założenia wyszedł Piotr Rozmus w swojej debiutanckiej powieści Bestia.
W spokojnym zazwyczaj Szczecinku zostają brutalnie
zamordowane dwie młode kobiety, ginie dwójka małych dzieci, a jakby tego było
mało niedługi czas później policja znajduje zwłoki mężczyzny, któremu żywcem
zdarto skórę z twarzy. Na mieszkańców miasta pada blady strach, nikt bowiem nie
wie gdzie i kiedy psychopata uderzy ponownie. W tym samym czasie, w odległym o dwieście kilometrów
Szczecinie, komisarz policji, Robert Donovan decyduje się przejść na
wcześniejszą emeryturę. Jego decyzji nie zmieni nawet fakt, że za kilka dni ma
wyjść na wolność jeden z najsłynniejszych szefów mafii, Łezka, do którego
aresztowania Donovan przyczynił się trzynaście lat wcześniej; człowiek, który w
odwecie za zamknięcie w więzieniu, przyczynił się do zabójstwa córeczki
komisarza i tym samym do zniszczenia mu życia. Donovan postanawia wrócić do rodzinnego Szczecinka, by tam w
spokojności spędzić swoją emeryturę. Nie wie jednak, że pakuje się wprost w
środek wydarzeń, których korzenie sięgają czasów II wojny światowej...
Jak wspomniałam na wstępie, Bestia to pierwsza powieść Piotra Rozmusa. A z debiutami różnie bywa, są gorsze i lepsze. Według mnie Bestia plasuje się tak po środku: nie jest rewelacyjna, ale nie jest też najgorsza.
Jak wspomniałam na wstępie, Bestia to pierwsza powieść Piotra Rozmusa. A z debiutami różnie bywa, są gorsze i lepsze. Według mnie Bestia plasuje się tak po środku: nie jest rewelacyjna, ale nie jest też najgorsza.
Upił mały łyk kawy i spojrzał na porozrzucane na odrapanym biurku zdjęcia. Było ich około dwudziestu. Na każdym z nich widniały zwłoki dziewczyny, do których wczoraj zostali wezwani. (…) Zbliżenie twarzy pozbawionej oczu. Usta wykrzywione w grymasie ogromnego bólu i przerażenia. Rozpruta, ziejąca czarną otchłanią szyja. Piersi pozbawione sutków, ręce częściowo pozbawione palców, okolice pochwy wyraźnie okaleczone, ponadto całe ciało poszarpane i fragmentarycznie nadgryzione.
Akcja powieści jest w gruncie rzeczy dwutorowa. Z jednej
strony Donovan, emerytowany policjant, walczący ze swoimi demonami przeszłości,
z których jeden, Łezka, lada dzień ma wyjść na wolność po trzynastu latach
odsiadki. Z drugiej Szczecinek i dokonywane tam makabryczne zbrodnie, w centrum
których znaleźli się podkomisarz Michalski oraz reporterka lokalnej telewizji,
Aleksandra Markowska, która widzi w tym temacie wielką szansę dla siebie i
swojej kariery.
Oprócz tego jest i tajemnica, sięgająca roku 1941, kiedy to Szczecinek nosił jeszcze nazwę Neustettin. Choć początkowo historia ta wydaje się być całkowicie niezwiązana z fabułą powieści, to wraz z rozwojem akcji wszystko zaczyna się układać, a czytelnik poznaje znaczenie epilogu książki.
Wraz z przyjazdem Donovana do rodzinnego Szczecinka oba wątki zaczynają się zazębiać, gdyż były policjant zostaje siłą przypadku wciągnięty w tamtejszy wir wydarzeń. Jeśli więc chodzi o poziom skomplikowana fabuły, to nie jest ona wybitnie rozbudowana i łatwo można się przez nią przebić.
Biorąc pod uwagę postacie występujące w Bestii to zostały one nakreślone dość schematycznie. Jest były policjant, który ma porachunki z mafią; sprytna i nieugięta dziennikarka na tropie sensacji; szef miejscowej policji chcący zarówno złapać przestępcę, jak i jak najdłużej utrzymać sprawę w tajemnicy w obawie przed wybuchem paniki wśród mieszkańców. Nie będę się rozpisywać na temat tych bohaterów, bowiem są one przeciętne, niewyraziste. Nie ma więc sensu dłużej się im przyglądać.
Na uwagę zasługuje jedynie postać mordercy, która co jakiś czas pojawia się na kartach Bestii. Z początku czuje się do niego niechęć, obrzydzenie wręcz, lecz wraz z rozwojem wydarzeń, gdy czytelnik poznaje jego historię, swoją drogą dość smutną, jego wyobrażenie nieco się zmienia. Nie na tyle by mu przebaczyć popełnione przez niego zbrodnie, lecz w pewnym sensie jest go żal, współczuje się mu.
Trwało chwilę, zanim ojciec Mateusz zrozumiał co widzi i nabrał pewności, że może zaufać własnym oczom. Kołyska była pusta. Tuż za nią ktoś wbił w ziemię odwrócony krzyż, na którym głową w dół wisiało ukrzyżowane małe dziecięce ciałko. Ksiądz Mateusz jedynie przez chwilę łudził się, że jest to lalka, która powinna znajdować się w kołysce. Kapiąca z ciała krew pozbawiła go wszelkich złudzeń.
Lubię książki krwawe, brutalne. Nadmiar juchy i wnętrzności
przewalających się na kartkach powieści w zupełności mnie nie odstrasza, a
wręcz zaciekawia. I pod tym względem Bestią czuję się usatysfakcjonowana.
Bestialskich opisów w swoim debiucie Rozmus zawarł naprawdę sporo. Pod tym
względem muszę przyznać, że obrazy, namalowane słowami przez autora, są
niezwykle plastyczne i oddziaływające na wyobraźnię, która w trakcie lektury
zaczyna pracować na podwyższonych obrotach.
Równocześnie z tego też powodu „Bestia” może odstraszyć
niektórych czytelników, którzy unikają nadmiaru brutalności i krwistych opisów
w czytanych przez siebie powieściach. Co więcej, obok wspomnianych deskrypcji,
pojawiają się w książce sceny makabryczne, wręcz obrazoburcze, takie jak
rytualne morderstwa małych dzieci, zobrazowane z całą szczegółowością.
Poszczególne grupy czytelników mogą się poczuć nimi zniesmaczone, więc dobrze
będzie, by przed sięgnięciem po Bestię zapoznały się z jej treścią, by potem
nie musiały rzucać książki daleko w kąt.
Autorowi momentami udało się poprowadzić akcję tam, by
napięcie sięgnęło niemalże szczytu, czego idealnym przykładem jest scena na
samym początku książki, w której tytułowa Bestia niczym drapieżnik poluje na
swoją ofiarę, niewinną, nastoletnią dziewczynę. Bardzo dobrze czuć zarówno jej
strach, jak i pragnienie krwi i pożądanie mordercy. Byłoby idealnie gdyby
wyglądała tak cała powieść, lecz niestety tak nie jest, głównie z tego względu,
że momentami książka jest zwyczajnie przegadana. Zamiast ciekawić, nudzi.
Bohaterowie wygłaszają długie monologi, które nie zawsze wnoszą coś do treści
powieści, a bardzo często powtarzają informacje, które czytelnik już zdobył
rozdział, dwa wcześniej.
Drugą sprawą, która irytowała mnie w trakcie lektury była
nielogiczność niektórych sytuacji. Najbardziej rzuca się to w oczy w sytuacji,
gdy przy zwłokach drugiej kobiety, ofiary Bestii, policja znajduje pusty wózek
dziecięcy. Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji powinni być szczególnie
nastawieni na poszukiwania dziecka, że powinna się liczyć każda minuta. A tu
coś sobie pogadają, coś ustalą i... cisza. Nie ma dziecka? Mówi się trudno,
wróćmy do poszukiwań mordercy.
Długowłosy ściągał z nieszczęśnika jego własną twarz, odrywając od kości i tkanki żywą skórę, niczym groteskową maskę. Ta ciągnęła się jak guma, wydając przy tym okropne mlaśnięcia.
Bestia ukazała mi się jako powieść z potencjałem, lecz w
niekoniecznie dobrym wykonaniu. Wpadek było kilka, niektóre dość rażące (jak
np. pomylenie mienia zmarłej córki Donovana, Zuzi, z jego siostrzenicą, Zosią),
lecz widać, że autor chce pisać i ma do tego smykałkę. Debiutancka powieść
Rozmusa w moich oczach wypadła raczej średnio, lecz mam nadzieję, że to nie
było pierwsze i ostatnie razem słowo tego pisarza i że kolejne dzieło, które
wyjdzie spod jego pióra, po prostu okaże się lepsze.
Dziękuję!


Jakoś nie jestem przekonana - sama nie wiem czmeu.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że teraz, kiedy jestem już po lekturze, mam mieszane uczucia co do niej, bo niby jest to książka dla mnie, ale... nie do końca :)
UsuńA myślałam, że tylko mnie przeszkadzał wątek z pustym wózkiem i brakiem działań policji w sprawie poszukiwań dziecka...
OdpowiedzUsuńGdzie nie spojrzeć niemal same entuzjastyczne recenzje, a mnie niestety "Bestia" bardzo rozczarowała. Właśnie schematycznością i brakiem logiki w poprowadzeniu niektórych wątków fabularnych.
Dokładnie, zapowiadało się naprawdę dobrze i w sumie pozostaje mieć tylko nadzieję, że kolejna książka autora będzie lepsza, bo trzeba mu przyznać, że mimo wszystko ma potencjał.
UsuńTroszkę nie w moim stylu książka, aczkolwiek może kiedyś sie skuszę na nią ;]
OdpowiedzUsuńJeśli nie będziesz miała czegoś innego do poczytania, to dlaczego by nie ;)
UsuńPowiem szczerze mnie wcale nie dziwiło zachowanie policji - no cóż - w rzeczywistości nasze organa ścigania niestety działają dokładnie tak jak opisał to Piotr Rozmus.
OdpowiedzUsuńAle raczej nie w przypadku, gdy w tajemniczych okolicznościach znika dziecko. Wtedy jest o sprawie głośno i bardzo często staje się ona priorytetowa.
UsuńEee tam, zdarta z twarzy skóra - pewnie jakieś ekstremalne samobójstwo - sprawa zamknięta.
OdpowiedzUsuńZniknęło dziecko - pewnie wyjechało na truskawki do Holandii - sprawa zamknięta.
Obstawiam, że nie ma żadnego mordercy, to tylko taka ściema :D Zresztą pisanie kryminałów z naszym krajem w tle mija się z celem, bo rzeczywistość jest często okropniejsza niż fikcja :P
Zastanawiałam się, w jaki sposób mogę zripostować Twój komentarz, ale... brakło mi pomysłów ;)
UsuńMorderstwo w Szczecinku? Już chyba nigdzie nie jest bezpiecznie. :D
OdpowiedzUsuńNa to wychodzi ;)
UsuńTemu schematycznego policjantowi zabrakło jeszcze alkoholizmu na karku. ;) To też taka norma, którą mają tego typu bohaterowie. :)
OdpowiedzUsuńNie brakło, po prostu o nim nie wspomniałam ;)
UsuńNie często czytam kryminały, ale może warto wreszcie spróbować ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Mimo mankamentów zaryzykuję :)
OdpowiedzUsuńNie ryzykuj,to strata czasu,mówiąc delikatnie
OdpowiedzUsuń