
Co by było, gdyby...
Lavie Tidhar, Osamatytuł oryginału: Osama
przekład: Grzegorz Komerski
wydawnictwo: MAG
data premiery: 30 sierpnia 2013 r.
liczba stron: 304
ISBN: 978-83-7480-370-0
...nie istniał globalny terroryzm? Nie byłoby Al-Kaidy, zaś Osama bin Laden okazałby się tylko i wyłącznie bohaterem tanich – choć poczytnych – powieści sensacyjnych? Jak wówczas wyglądałaby rzeczywistość?
Taki ciekawy eksperyment myślowy i pisarski przedstawia w swojej najnowszej powieści Lavie Tidhar. Nie jest to co prawda nowatorskie podejście do tematu, bowiem już w informacjach prasowych pojawiają się porównania do dzieła Philipa K. Dicka Człowiek z Wysokiego Zamku. Sama nie czytałam tej książki, lecz będąc już po lekturze Osamy, myślę, że mogłabym kiedyś do niej zaglądnąć, tak z czystej chęci poznania pierwowzoru.
Na tą chwilę jednak skupię się na Tidharze i jego najnowszym dziele, której głównym bohaterem jest Joe, prywatny detektyw. Interes idzie raczej niemrawo, co nieszczególnie mu przeszkadza, bowiem dzięki temu może zająć się kontemplowaniem życia. Spokojna rutyna dnia codziennego kończy się w momencie, gdy do jego biura przychodzi tajemnicza kobieta ze zleceniem odnalezienia Mike’a Longshotta, autora serii popularnych tanich thrillerów o Osamie bin Ladenie – Mścicielu. Początkowo zadanie wygląda Joemu na dziecinnie proste, lecz wraz z kolejnymi dziwnymi wydarzeniami detektyw zaczyna odnosić wrażenie, że wpakował się w niezwykle poważną i zagmatwaną sprawę, a każda następna poszlaka daje więcej nowych pytań niż odpowiedzi.
Seria Uczta Wyobraźni MAG-a ma to do siebie, że książki wydane w jej ramach zachwycają i zaskakują czytelnika nagłymi zwrotami akcji oraz odnajdują fantastykę w najprozaiczniejszych chwilach codziennego życia. Nie inaczej wygląda to w przypadku Osamy, kryminału z mocno zaznaczonym wątkiem szpiegowskim.
Miał ochotę zgłosić, że przybył tu, prowadząc śledztwo w sprawie ogólnoświatowego spisku mającego na celu popełnienie ludobójstwa. Mógł również zgłosić, że próbuje pojąć wojnę, której nie rozumie nikt, nawet jej najbardziej zaangażowani uczestnicy. Mógłby zgłosić, że chce znaleźć wyjaśnienie istnienia duchów, które od jakiegoś czasu zaczęły majaczyć mu w kącikach oczu, gdy tylko sądziły, że nie zwraca na nie uwagi.
– Nie, nic – odpowiedział i uśmiechnął się przepraszająco.
Pierwszym z czym styka się czytelnik to atmosfera powieści: gęsta i ciężka jak powietrze tuż przed burzą, co idealnie podkreśla pogmatwaną fabułę książki. Tym samym muszę ostrzec, że nie jest to pozycja dla osób rozkojarzonych, mających problemy ze skupieniem się na studiowanym tekście. Przede wszystkim dlatego, że Tidhar co rusz podsuwa odbiorcy różne wskazówki odnośnie możliwych interpretacji kolejnych wydarzeń. Pomaga w tym nagromadzenie emocji, spostrzeżeń Joego, nie rozumie on mechanizmów wojny, w której bierze udział. Wraz z nim czytelnik gubi się w domysłach dotyczących pochodzenia Mike’a Longshotta oraz tego, dlaczego jego poszukiwania przyciągają zainteresowanie służb specjalnych. Owo początkowe „typowe” nudne śledztwo, przeradza się w poruszającą opowieść, zacierającą granice między rzeczywistością a snem, światem po drugiej stronie. Zaś finał historii, którym tak naprawdę nie jest poznanie Longshotta, lecz tożsamości tajemniczej kobiety, zleceniodawczyni sprawy odnalezienia popularnego autora, oraz tego, co ją łączy detektywem. Totalne zaskoczenie – tyle mogę napisać.
(...) Ważne jest pytanie „co by było, gdyby”. Prawda? Co, gdyby w tysiąc dziewięćset dwudziestym pierwszym konferencja kairska przebiegła zgodnie z planem i T.E. Lawrence wraz z Gertrue Bell podzielili Bliski Wschód w myśl projektu Brytyjczyków? Co, gdyby na tronie Iraku osadzili haszymidzkiego króla, i to z kolei doprowadziłoby do rewolucji w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku? Albo, co, gdyby francuska wojna w Indochinach w jakiś sposób doprowadziła do zaangażowania USA w Wietnamie? Lub gdyby po drugiej wojnie światowej Wielka Brytania zachowała swoje afrykańskie kolonie? Pomyślcie tylko...
Jak już wspomniałam, możliwości interpretacji Osamy jest kilka, wszystko w zależności od osoby mającej w planach przeczytanie tej książki, Ja widzę w niej próbę odpowiedzi na okrucieństwa wojny, którą trudno zrozumieć, lecz toczącej się na naszych oczach, przez co bierzemy w niej nieświadomie udział. Nienawiść i akty terroru popełniane w imię boga, niby tuż obok nas, lecz zarazem niesamowicie nierealne i jakby odległe. Tym samym odbieramy je tak samo jak powieściowi czytelnicy serii książek o Mścicielu, którzy z wypiekami na policzkach pochłaniali opowieści o krwawych zamachach terrorystycznych, snuli własne domysły na ich temat, lecz w głębi duszy zastanawiali się, jak mogło do tego dojść.
Najnowsza książka Lavie Tidhara porusza temat bardzo bolesny i trudny. Niemniej jednak Osama to powieść niezwykła i wartościowa, po którą warto sięgnąć w ramach szeroko pojętej Uczty Wyobraźni.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję
portalowi Efantastyka i Wydawnictwu MAG
portalowi Efantastyka i Wydawnictwu MAG
Książka wydaje się warta przeczytania, ale ja sobie ją odpuszczę...
OdpowiedzUsuńP.S. Czy mogłabyś mnie wesprzeć w konkursie Fabryki Słów? -> in-corner-with-book.blogspot.com/2013/08/konkurs-okadkowy-z-fabryka-sow-jaki_29.html Będę naprawdę wdzięczna!
Co kto lubi :)
UsuńLubię takie klimaty, ostatnio oglądałam świetny film o Osamie, ale niestety nie pamiętam tytułu. Myślę, że po książkę sięgnę równie chętnie :)
OdpowiedzUsuńMoże Ci się spodobać, tylko musisz wziąć pod uwagę to, że nie jest to książka o Osamie takim, jakim go znamy (a raczej znaliśmy).
UsuńTo zdecydowanie nie dla mnie lektura ;)
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że wbrew pozorom książka mogłaby Ci się spodobać :)
UsuńTa ksiażka wydaje mi się strasznie... dziwna. Trudno mi znaleźć inne okreslenie. Z jednej strony jest ten temat terroryzmu, którym się interesuję, ale z drugiej nie wiem czy nie zatrze się on w natłoku innych kwestii poruszanych przez autorkę.
OdpowiedzUsuńAutora... Lavir Tidhar to facet :)
UsuńCo się zaś tyczy książki to może nie jest ona dziwna, a... hmmm... wieloaspektowa :)
Kajam się - wydawało mi się, że dosć uważnie czytałem reckę, ale pisząc komentarz widocznie zabrakło mi skupienia :P Faktycznie, chodziło mi o autora, ale to imię zawsze będzie mi się kojarzyć jakoś kobieco :)
UsuńTeż o nim na początku myślałam jako o kobiecie, ze względu na to imię właśnie, ale wujek Google i ciocia Wikipedia uświadomili mnie, że w tym przypadku jest inaczej ;)
UsuńDodałam recenzję do wyzwania "Czytam Fantastykę" :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
Jak ja lubię takie powieści!!!:) Koniecznie muszę ją zdobyć.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę :) Będę czekać na Twoją opinię, kiedy już znajdziesz "Osamę" :)
Usuń