Twarz rewolucji
Przy ekranizacjach powieści z reguły stosuję zasadę „najpierw książka, potem film”. Zdarza się jednak, że odstępuję od niej, kiedy wiem, iż o wiele szybciej uda mi się oglądnąć adaptację niż przeczytać jej literacki pierwowzór. Tak miało miejsce między innymi w przypadku każdej kolejnej odsłonie „Igrzysk śmierci”. Pierwsza produkcja była dobra, ale nie porwała mnie, dlatego też z dużą rezerwą podchodziłam do drugiej części, „W pierścieniu ognia”. I tu czekało mnie niesamowicie miłe zaskoczenie, bo film okazał się rewelacyjny, widowiskowy i po prostu wbijający w fotel. Po seansie wiązałam ogromne nadzieje z recenzowanym tytułem, mając nadzieję, że będzie równie porywający co jego poprzednia część.
Po przerwanych siedemdziesiątych piątych Głodowych Igrzysk Katniss (Jennifer Lawrence) wraz z Finnickiem (Sam Claflin) znajduje schronienie w Dystrykcie 13, który, jak wyszło na jaw, nie został do końca zniszczony w Dniu Poskromienia. W potężnie rozbudowanym podziemnym byłym kompleksie wojskowym toczy się normalne życie, a jego mieszkańcy codziennie przygotowują się do stawienia oporu Kapitolowi. Zgromadzonym tam ludziom przewodzi prezydent Alma Coin (Julianne Moore), która za namową Plutarcha (Philip Seymour Hoffman) decyduje się wykorzystać Katniss jako twarz rodzącej się rewolucji zapoczątkowanej zwycięstwem dziewczyny i jej kompana, Peety (Josh Hutcherson), we wcześniejszych Głodowych Igrzyskach. Lecz nastolatka wzbrania się przed zostaniem Kosogłosem, symbolem nadziei i wyzwolenia. Jej myśli krążą wokół Peety, którego przechwycili ludzie prezydenta Snowa (Donald Sutherland). Dopiero gdy dziewczyna na własne oczy widzi do czego jest zdolny Kapitol, by stłumić bunt, zgadza się stanąć na czele rewolucjonistów.
„Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1” zdecydowanie odbiegają od poprzednich części, które nastawione były na widowiskową akcję. W tym filmie reżyser pokazał widzom narodziny buntu ze wszystkimi jego konsekwencjami. Od pojedynczych egzekucji w poszczególnych dystryktach, przez masowe rozstrzelanie mające zdusić rebelię, po zrównanie z ziemią całych dystryktów. Jednak nawet tak dotkliwe kary nie są w stanie zabić ducha rewolucji, która coraz bardziej zaczyna zagrażać rządom prezydenta Snowa. W przeciwieństwie do pierwszych dwu ekranizacji, „Kosogłos. Część 1” jest filmem bardziej skoncentrowanym na słowach niż czynach. Widać trwającą mobilizację do walki wyzwoleńczej, mającej raz na zawsze powstrzymać wyzyskiwanie dystryktów przez stolicę.
Na tle tych przygotowań pojawia się postać Katniss. Nie jest to już ta sama dziewczyna, jaką widz miał okazję oglądać wcześniej. Dwukrotny udział w Głodowych Igrzyskach ją zniszczył i teraz, kiedy ma stanąć na czele buntu jako Kosogłos, czuje wewnętrzne rozdarcie. Z jednej strony pragnie spokoju i wolności dla swoich bliskich, z drugiej zaś martwi się o Peetę, który został zabrany z areny przez ludzi Kapitolu. Kiedy w wywiadzie udzielonym dla telewizji okazuje się, że chłopak żyje, szczęście Katniss trwa tylko przez chwilę, bowiem staje się on „ustami” prezydenta Snowa, chcącego za wszelką cenę stłamsić buntowników. Dziewczyna nie wie do końca czy Peeta zdradził i przeszedł na stronę Kapitolu, czy może w dalszym ciągu prowadzi grę, mającą na celu jej ochronę.
Na tle tych przygotowań pojawia się postać Katniss. Nie jest to już ta sama dziewczyna, jaką widz miał okazję oglądać wcześniej. Dwukrotny udział w Głodowych Igrzyskach ją zniszczył i teraz, kiedy ma stanąć na czele buntu jako Kosogłos, czuje wewnętrzne rozdarcie. Z jednej strony pragnie spokoju i wolności dla swoich bliskich, z drugiej zaś martwi się o Peetę, który został zabrany z areny przez ludzi Kapitolu. Kiedy w wywiadzie udzielonym dla telewizji okazuje się, że chłopak żyje, szczęście Katniss trwa tylko przez chwilę, bowiem staje się on „ustami” prezydenta Snowa, chcącego za wszelką cenę stłamsić buntowników. Dziewczyna nie wie do końca czy Peeta zdradził i przeszedł na stronę Kapitolu, czy może w dalszym ciągu prowadzi grę, mającą na celu jej ochronę.
Widz przez dłuższą część filmu ogląda zmagania Katniss przed przyjęciem roli, narzucanej jej przez Plutarcha i prezydent Almę Coin. Tak naprawdę przełamuje się dopiero, gdy na własne oczy widzi, co zostało z Dystryktu 12, jej domu, gdy widzi na ulicy kości ludzi, którym nie udało się uciec przed wojskami Kapitolu. Jennifer Lawrence sprawdziła się w roli Katniss zarówno w scenach akcji, gdy walczy o przeżycie, jak i jako buntowniczka mimo woli. Całkiem prawdopodobne, że jeszcze przez lata ludzie będą patrzeć na nią właśnie przez pryzmat tego filmu.
Bardzo dobrze spisują się też pozostali aktorzy. Demoniczny Donald Sutherland jako prezydent Snow idealnie pasuje do swojej roli, podkreślając to w każdym kolejnym filmie serii. Grany przez Josha Hutchersona Peeta Mellark jest dla widza zagadką, trudno bowiem jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie po czyjej stoi stronie, co intryguje i niejako zmusza do oglądania. Wybiła się postać Gale’a Hawthorne’a, który w poprzednich dwóch częściach pozostawał w cieniu Katniss i jej towarzysza. Teraz na ekranie jest go więcej, a co za tym idzie położono większy nacisk na jego wzajemne relacje z główną bohaterką, a te okazują się być znacznie bardziej skomplikowane niż się to wydawało w „Igrzyskach śmierci”. Wśród nowych postaci znalazła się prezydent Alma Coin, w którą wcieliła się rewelacyjna Julianne Moore. To kobieta twarda, z tragiczną przeszłością, lecz wierząca w swoją misję. Wie, że zwycięstwo wymaga ofiar, że tego nie da się uniknąć, ale dzięki temu inni będą mogli żyć w wolnym Panem.
Jak wcześniej wspomniałam, „Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1” nie są spektakularne i zapierające dech w piersiach. Należy traktować je jako wprowadzenie do wielkiego finału, swoistą „ciszę przed burzą”. Wszystko bowiem wskazuje na to, że druga część „Kosogłosa” będzie kinem pełnym emocji, widowiskowych akcji, po prostu wbijającym widza w fotel. I oby tak właśnie było.
Dziękuję!
tytuł oryginalny: The Hunger Games: Mockinjay Part 1
tytuł polski: Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1
gatunek: Akcja, Sci-fi
czas trwania: 118 minut
kraj produkcji: USA
reżyseria: Francis Lawrence
scenariusz: Danny Strong, Peter Craig
na podstawie książki „Igrzyska śmierci: Kosogłos” autorstwa Suzanne Collins
muzyka: James Newton Howard
zdjęcia: Jo Willems


.jpg/1.0/Igrzyska%20(8).jpg)


Z Igrzysk Śmierci oglądałam tylko pierwszą część, cała trylogia czeka grzecznie na półce do przeczytania :)
OdpowiedzUsuńOglądałam i miałam podobne odczucia :).
OdpowiedzUsuńOglądałam - bardzo się wynudziłam. Nie podobała mi się ta część, ciekawe co będzie dalej - czy efektywny finał? - zobaczymy.
OdpowiedzUsuńFilm wspominam całkiem dobrze, aczkolwiek według mnie nic nie przebije trylogii w wersji papierowej. :)
OdpowiedzUsuńWidziałam pierwszą część filmu i podobało mi się, naprawdę, ale nie poczułam więzi z tą produkcją, także nie sięgnęłam po kolejne części. Tym bardziej nie sięgnę po książkę :) Ba, ja już nawet nie pamiętam po co są te igrzyska całe XD Z tego co mi świta, to dla czystej rozrywki, także jakoś temat mnie nie porywa.
OdpowiedzUsuńkurcze trochę się boję tej ostatniej części, bo zawiodło mnie zakończenie powieści. Ciekawe czy coś zmienią! Ta część nie wciągnęła mnie tak jak poprzednie!
OdpowiedzUsuńOglądałam dwie pierwsze części trylogii. "Kosogłos" dopiero przede mną ;)
OdpowiedzUsuń