Gdzie diabeł nie może, tam szlag go trafia
Marcin Mortka, Projekt Mefistowydawnictwo: W.A.B.
data wydania: 12 października 2016 r.
liczba stron: 400
ISBN: 978-83-280-3710-6
okładka: miękka
Ci z Was, którzy w miarę często zaglądają na mojego bloga wiedzą, że uwielbiam powieści Marcina Mortki. Kiedy tylko na rynku wydawniczym pojawi się coś nowego, odczuwam nieodpartą potrzebę zagłębienia się w lekturę, zastanawiając się przy tym, co też tym razem autor wymyślił... Nie inaczej było w momencie, kiedy w moje ręce wpadła książka Projekt Mefisto. Ile z wizji piekła jest w Piekle i czego boją się diabły ‒ tego wszystkiego dowiecie się z tej powieści.
Zygmunt jest diabłem. Wysłany na Ziemię ma misję: wraz z pobratymcami sprawdzić funkcjonowanie wdrażanego od lat Projektu Mefisto. Jego zadanie jest proste: ma bałamucić i wodzić na pokuszenie ludzi, a jego starania będą odpowiednio punktowane w piekielnych rankingach skuteczności. Zygmuntowi zostaje przydzielona miejscowość Wypluty jako miejsce działania przez najbliższe dwa tygodnie. I już od samego początku coś idzie nie tak. Ludzie tutaj jacyś dziwni, wyćwiczone pod okiem trenerów techniki na nich nie działają, a po całym dniu starań na tablicy wyników nie przybyło nawet kilka marnych punktów! Co jest grane? I na dodatek to uczucie, że ktoś go obserwuje... Co jest nie tak z tym miastem i z tymi ludźmi?!
‒ Nawet nie pytaj ‒ uciął nauczyciel. ‒ Już chyba wolę rozmawiać z miśkami Piniewskiego niż z wicedyrą. A kto weźmie za pana dyżur? A kogo mam dać na zastępstwo? A co z przygotowaniem do Dnia Patronów?
‒ W Piekle mamy dla takich miejsce ‒ mruknął diabeł.
‒ Jak się nazywa?
‒ Dział kadr.
Miałam już okazję poznać Mortkową wizję piekła przy okazji lektury Wysp Plugawych. To tam po raz pierwszy zaprezentował czytelnikom piekło jako wielką korporację ‒ biurokracja, papierkologia, zestawienia, tabele... Zresztą, część z Was pewnie doskonale wie o czym mówię z życia codziennego. Pozostali będą mieli okazję zapoznać się z tematem podczas czytania Projektu Mefisto. Ogólnie rzecz ujmując: chodzi o wyniki. Wyniki, wyniki i jeszcze raz wyniki. Im bardziej perfidny, tudzież kreatywny sposób na sprowadzenie ludzi na drogę grzechu, tym lepiej. I nawet największe piekielne pierdoły mają rewelacyjne wyniki, tylko nie Zygmunt, który wylądował w Wyplutach, miejscu, gdzie nie działają jego diabelski urok i mroczne zdolności. A terminy naglą...
Bohaterowie pojawiający się w powieści w dużej mierze odwzorowują dość specyficzne zachowania poszczególnych grup ludzi, jakich każdy z nas spotyka na ulicy każdego dnia. Stąd też na stronach książki nawiedzone katechetki, panowie, którzy mają znajomości w każdej firmie i instytucji i bezczelnie z tych przywilejów korzystają, osiedlowe osiłki czy panie, które wiedzą wszystko o wszystkich i uznają za wręcz konieczne głośne omówienie tego w swoim gronie.
W Projekcie Mefisto autor z powodzeniem połączył małomiasteczkową mentalność z wizją korpopiekła i wierzeniami słowiańskimi. Na pierwszy rzut oka taka mieszanka może wydawać się małostrawna, że co za dużo, to niezdrowo, ale wcale tak nie jest. Marcin Mortka nie przesadził z proporcjami i stworzył zgrabną, ciekawą i bardzo humorystyczną opowieść z odpowiednią ilością cynizmu i sarkazmu.
‒ Chcesz powiedzieć, że ruch oazowy jest zainspirowany przez Piekło? ‒ spytała z mieszaniną niedowierzania i pogardy.
‒ Użyłbym raczej słowa „zainspirowany”, ale odpowiedź brzmi: tak. Podobnie jak parę innych rzeczy, na przykład chwilówki. Zmiana czasu na letni. Totalizator sportowy. Opcje komentarza na stronach internetowych. Ruch prolife’owy.
‒ A antyszczepionkowcy?
‒ O nie. ‒ Diabeł uśmiechnął się zimno. ‒ To akurat wasze dzieło. Czegoś tak idiotycznego Piekło nie było w stanie wymyślić.
Projekt Mefisto to powieść ciekawa, z dużą dozą ciętego humoru, dobrze napisana i wciągająca. Nawiązania do słowiańskiego folkloru i odmiennej wizji piekła zdecydowanie działają na plus, co w połączeniu z bardzo dobrym warsztatem autora sprawia, że lektura najnowszej książki Marcina Mortki jest czystą przyjemnością.
Za hasła dostępowe do programu Mefistofeles serdecznie dziękuję
Wydawnictwu W.A.B. i Grupie Wydawniczej Foksal!


Określenie "korpopiekło" to strzał w dziesiątkę :D Koniecznie muszę zapoznać się z tą historią, mimo że humorystyczne powieści rzadko wzbudzają moje zainteresowanie.
OdpowiedzUsuńTo nie jest powieść humorystyczna, ale nie da się ukryć, że humoru w niej nie brak :)
UsuńMortki w takiej odsłonie chyba się nie spodziewałam, ale też lubię jego powieści, więc chętnie sięgnę. Teraz jestem świeżo po "Mieczu i kwiatach", no każdy wieczór spędzam z Wikingiem Tappim ;)
OdpowiedzUsuń"Miecz i kwiaty"... <3
Usuńmuszę w końcu poznać jakąś książkę tego autora :) Ta wydaje się naprawdę ciekawa. Od niej powinnam zacząć?
OdpowiedzUsuńNa pierwszy rzut poleciłabym Ci raczej "Morza Wszeteczne" i "Wyspy Plugawe". Ja sama zaczęłam od "Listów lorda Bathursta", a potem czytałam już każdą kolejną książkę Mortki, bez względu na to o czym pisał :)
Usuń