Pionki na szachownicy
Mark Lawrence, Książę Głupcówtytuł oryginału: Prince of Fools
przekład: Marek Najter
cykl: Wojna Czerwonej Królowej tom 1
wydawnictwo: Papierowy Księżyc
data wydania: 22 lutego 2017 r.
liczba stron: 484
ISBN: 978-83-61386-94-0
okładka: broszurowa ze skrzydłami
Mark Lawrence, autor, który szturmem zdobył moje serce. Jego trylogia Rozbite Imperium jest brutalna, krwawa, pełna sarkazmu i nietuzinkowych bohaterów. W skrócie ‒ jest w niej wszystko, co lubię w książkach. Kiedy brałam do rąk Księcia Głupców oczekiwałam tego samego. I otrzymałam, choć w nieco innej kombinacji.
Książę Jalan Kendeth z Czerwonej Marchii nie przejmuje się sprawami sukcesji. Wie, że jego szanse na objęcie tronu są bliskie zeru, toteż swoją energię życiową przeznacza za zupełnie inne cele. Jest bawidamkiem ze skłonnością do hazardu, kłamcą idealnym, ciągle szlifującym swój fach. Kiedy w wyniku pewnych zdarzeń zostaje związany zaklęciem z pewnym Wikingiem, będącym jego całkowitym przeciwieństwem, Jalan musi porzucić wygodne życie wśród pałacowych jedwabi i wyruszyć w podróż. Daleka, mroźna Północ czeka i choć droga będzie pełna niebezpieczeństw, to jest to jedyne wyjście, by przełamać zaklęcie.
Książę Jalan Kendeth z Czerwonej Marchii nie przejmuje się sprawami sukcesji. Wie, że jego szanse na objęcie tronu są bliskie zeru, toteż swoją energię życiową przeznacza za zupełnie inne cele. Jest bawidamkiem ze skłonnością do hazardu, kłamcą idealnym, ciągle szlifującym swój fach. Kiedy w wyniku pewnych zdarzeń zostaje związany zaklęciem z pewnym Wikingiem, będącym jego całkowitym przeciwieństwem, Jalan musi porzucić wygodne życie wśród pałacowych jedwabi i wyruszyć w podróż. Daleka, mroźna Północ czeka i choć droga będzie pełna niebezpieczeństw, to jest to jedyne wyjście, by przełamać zaklęcie.
Jestem kłamcą, oszustem i tchórzem, ale nigdy, przenigdy nie zawiódłbym przyjaciela. No chyba że wymagałoby to szczerości, uczciwości i odwagi.
Czytając najnowszą książkę Marka Lawrence’a stwierdzam, że autor lubuje się w kreowaniu antybohaterów, postaci niejednoznacznych, takich, które na pierwszy rzut oka powinny wejść w konflikt z czytelnikiem i jego moralnością. Tak było w przypadku głównego bohatera trylogii Rozbite Imperium, Jorga Ancratha, tak jest w przypadku księcia Jalana Kendetha. Jalan to krętacz, tchórz, kłamca i bałamuta. Swój czas dzieli sprawiedliwie między wino, kobiety i śpiew. Próżno szukać w jego sposobie bycia i myśleniu odwagi czy sprawiedliwości. Niemniej jednak trudno nie poczuć do niego sympatii. Jego kombinatorstwo i sposób wychodzenia z kłopotów mają w sobie jakiś urok.
Zupełnie innym typem postaci jest towarzyszący Jalanowi Snorri. To olbrzymi, umięśniony Wiking, który wie jak posługiwać się toporem. Choć na pierwszy rzut oka można by powiedzieć o nim: „typowy barbarzyńca”, to wrażenie to bardzo szybko zostaje zastąpione jego prawdziwym obrazem. Snorri, mimo iż zamieszkuje daleką i mroźną północ, jest bardziej oczytany i obyty niż wychowany w pałacu Jalan. Ponadto Snorrim kieruje bardzo rygorystyczny kodeks moralny, więc połączenie obu bohaterów było dość ryzykowne. Przyznam się, że na początku obawiałam się, że Lawrence może przesadzić, zacząć przerysowywać charakter jednej lub obu postaci, ale całe szczęście tego nie zrobił. Dlatego też kontakty Jalana i Snorriego są ciekawe, a ich dialogi zarówno sarkastyczne, jak i zabawne.
Zupełnie innym typem postaci jest towarzyszący Jalanowi Snorri. To olbrzymi, umięśniony Wiking, który wie jak posługiwać się toporem. Choć na pierwszy rzut oka można by powiedzieć o nim: „typowy barbarzyńca”, to wrażenie to bardzo szybko zostaje zastąpione jego prawdziwym obrazem. Snorri, mimo iż zamieszkuje daleką i mroźną północ, jest bardziej oczytany i obyty niż wychowany w pałacu Jalan. Ponadto Snorrim kieruje bardzo rygorystyczny kodeks moralny, więc połączenie obu bohaterów było dość ryzykowne. Przyznam się, że na początku obawiałam się, że Lawrence może przesadzić, zacząć przerysowywać charakter jednej lub obu postaci, ale całe szczęście tego nie zrobił. Dlatego też kontakty Jalana i Snorriego są ciekawe, a ich dialogi zarówno sarkastyczne, jak i zabawne.
‒ To szaleństwo, mój książę. Barbarzyńca wziął cię w jasyr, jesteś zakładnikiem jego losu. I jeszcze wciąga cię w straszliwe niebezpieczeństwo. Dawno temu pisał o tym pewien mędrzec, lord Sztokkolm. W miarę upływu czasu zakładnik zaczyna postrzegać porywacza jako przyjaciela.
Dobrze zarysowane są również postacie drugoplanowe i epizodyczne. Zrzędliwa i ciągle knująca Czerwona Królowa oraz budząca grozę towarzysząca jej Milcząca Siostra. Uległy, fajtłapowaty ojciec Jalana. Wymądrzająca się kuzynka, w której władczyni widzi swoją następczynię. Bohaterowie są barwni i różnorodni, za każdym z nich stoi jakaś historia.
Muszę przyznać, że bardzo spodobało mi się nawiązanie do wydarzeń z pierwszego tomu Rozbitego Imperium, czyli Księcia Cierni. Autor bardzo ładnie wkomponował wizytę Jalana i Snorriego w Crath z przybyciem do miasta zaginionego księcia Jorga i zamieszaniem na Wysokim Zamku.
Została mi do opisania jeszcze kwestia uniwersum. Przypomina ono Europę tyle że wiele, wiele lat po jakimś potężnym kataklizmie o skali światowej. Być może wojnie atomowej, być może też towarzyszącej temu potężnej pandemii wywołanej przez broń biologiczną. Tego typu informacji czytelnik nie dostaje wprost, może je jednak wyczytać pomiędzy wierszami. Tylko niewielka część wiedzy przetrwała do czasów, w których rozgrywa się akcja książek Lawrence’a. Co prawda w oczy rzucają się monumentalne pozostałości budynków, niegdyś stworzone przez Budowniczych (czyli nas), przetrwała też wiara chrześcijańska, w dalszym ciągu reprezentowana przez Watykan. Pozostałe relikty, znaki „naszych czasów” pojawiają się w historii sporadycznie, lecz natrafienie i odczytanie ich sprawia czytelnikom dużą frajdę.
Na wstępie recenzji Księcia Głupców napisałam, że otrzymałam nieco inną powieść niż z początku oczekiwałam. W pierwszym tomie Wojny Czerwonej Królowej dużo jest zakulisowych zagrań politycznych oraz pałacowych intryg. Scen batalistycznych jest całkiem sporo ‒ ich natężenie rośnie pod koniec książki ‒ ale nie jest to książka tak brutalna i brudna, jak to miało miejsce przy powieściach z serii Rozbite Imperium. Więcej w niej humoru i sarkazmu oraz nawiązań do legend i mitologii. Przebijający się przez całą historię motyw poszukiwań pewnego magicznego artefaktu jest wyraźnie zaznaczony, toteż czytelnik już w trakcie lektury Księcia Głupców wie wokół czego koncentrować się będą kolejne tomy. I wcale nie jest to wadą książki, bo sposób w jaki autor przygotowuje odbiorców do kolejnych zdarzeń jest intrygujący.
Podsumowując, Książę Głupców to kawał dobrego fantasy, z wartką akcją i pełnokrwistymi bohaterami oraz ciekawymi nawiązaniami do naszego świata i kultury. Co ważne, serię tę można zacząć czytać bez znajomości trylogii Rozbite Imperium. Mimo iż obie trylogie są osadzone w tym samym świecie i miejscami ze sobą powiązane, ich fabuły są inne. Dlatego czytelnicy mogą spokojnie zapoznać się z prozą Marka Lawrence’a sięgając właśnie po tę pozycję. Polecam!
Muszę przyznać, że bardzo spodobało mi się nawiązanie do wydarzeń z pierwszego tomu Rozbitego Imperium, czyli Księcia Cierni. Autor bardzo ładnie wkomponował wizytę Jalana i Snorriego w Crath z przybyciem do miasta zaginionego księcia Jorga i zamieszaniem na Wysokim Zamku.
Została mi do opisania jeszcze kwestia uniwersum. Przypomina ono Europę tyle że wiele, wiele lat po jakimś potężnym kataklizmie o skali światowej. Być może wojnie atomowej, być może też towarzyszącej temu potężnej pandemii wywołanej przez broń biologiczną. Tego typu informacji czytelnik nie dostaje wprost, może je jednak wyczytać pomiędzy wierszami. Tylko niewielka część wiedzy przetrwała do czasów, w których rozgrywa się akcja książek Lawrence’a. Co prawda w oczy rzucają się monumentalne pozostałości budynków, niegdyś stworzone przez Budowniczych (czyli nas), przetrwała też wiara chrześcijańska, w dalszym ciągu reprezentowana przez Watykan. Pozostałe relikty, znaki „naszych czasów” pojawiają się w historii sporadycznie, lecz natrafienie i odczytanie ich sprawia czytelnikom dużą frajdę.
Na wstępie recenzji Księcia Głupców napisałam, że otrzymałam nieco inną powieść niż z początku oczekiwałam. W pierwszym tomie Wojny Czerwonej Królowej dużo jest zakulisowych zagrań politycznych oraz pałacowych intryg. Scen batalistycznych jest całkiem sporo ‒ ich natężenie rośnie pod koniec książki ‒ ale nie jest to książka tak brutalna i brudna, jak to miało miejsce przy powieściach z serii Rozbite Imperium. Więcej w niej humoru i sarkazmu oraz nawiązań do legend i mitologii. Przebijający się przez całą historię motyw poszukiwań pewnego magicznego artefaktu jest wyraźnie zaznaczony, toteż czytelnik już w trakcie lektury Księcia Głupców wie wokół czego koncentrować się będą kolejne tomy. I wcale nie jest to wadą książki, bo sposób w jaki autor przygotowuje odbiorców do kolejnych zdarzeń jest intrygujący.
Podsumowując, Książę Głupców to kawał dobrego fantasy, z wartką akcją i pełnokrwistymi bohaterami oraz ciekawymi nawiązaniami do naszego świata i kultury. Co ważne, serię tę można zacząć czytać bez znajomości trylogii Rozbite Imperium. Mimo iż obie trylogie są osadzone w tym samym świecie i miejscami ze sobą powiązane, ich fabuły są inne. Dlatego czytelnicy mogą spokojnie zapoznać się z prozą Marka Lawrence’a sięgając właśnie po tę pozycję. Polecam!
Cykl Wojna Czerwonej Królowej:
| Książę Głupców | The Liar’s Key | The Wheel of Osheim |
Za podróż do Czarnej Warowni serdecznie dziękuję
Wydawnictwu Papierowy Księżyc!


Coś czuje, że nie miałabym nic przeciwko tej książce.
OdpowiedzUsuńJeśli lubisz tego typu powieści, to "Książę głupców" przypadnie Ci do gustu, a potem - lub wcześniej, jak wolisz - sięgnij po "Rozbite imperium" :)
UsuńKolejna seria do nadrobienia :)
OdpowiedzUsuńZdecydowanie ;)
UsuńBardzo mnie cieszy Twoja dobra opinia, bo książka już czeka :)
OdpowiedzUsuń:D Czekam na Twoją opinię :)
UsuńFantastyka to gatunek, po jaki w zasadzie nie sięgam, więc tym razem odpuszczę.
OdpowiedzUsuńUwielbiam fantasy, a więc to coś dla mnie.
OdpowiedzUsuń