Historia zbrodni jest stara jak świat
Mariusz Koperski, Po własnych śladachwydawnictwo: Astraia
data wydania: 6 lipca 2017 r.
liczba stron: 262
ISBN: 978-83-65686-08-4
okładka: broszurowa ze skrzydłami
Zakopiańska powieść kryminalna? Takiej książki jeszcze w rękach nie miałam, więc zaintrygowana czym prędzej zagłębiłam się w lekturze. Jakie są moje odczucia? Przeczytacie o nich poniżej.
W śnieżną wigilijną noc dochodzi do wypadku drogowego, w którym ginie znany zakopiański biznesmen, Albert Cyrwus. Na miejscu zdarzenia zostają znalezione dowody, wskazujące na to, że w sprawę zamieszany jest przebywający w Warszawie komisarz Karpiel, niegdyś pracujący w Zakopanem. Na dodatek policjant, który jako pierwszy przybył na miejsce wypadku, znika w tajemniczych okolicznościach...
Jeśli spodziewacie się, że Po własnych śladach to rasowy kryminał, który zmrozi wam krew w żyłach, to niestety, ale się zawiedziecie. Ale po kolei.
Głównym bohaterem powieści jest komisarz Tomasz Karpiel, który przeniósł się z Zakopanego do Warszawy, gdzie na nowo układa sobie życie ze swoją narzeczoną. Jednakże jego serce ciągnie do rodzinnego domu, gdzie została jego niepełnosprawna w wyniku wypadku siostra i sędziwy dziadek. Jak się szybko okazuje, tragedia, która przed kilkoma laty dotknęła rodzinę Karpielów, jest powiązana z śmiertelnym wypadkiem z wigilijnego wieczoru.
Na dobrą sprawę, postać Tomasza Karpiela jest najlepiej przedstawioną ze wszystkich, które pojawiają się na kartach powieści. Pozostałe, w tym osoby Derebasa, Hermanna czy Jasińskiego, zostały sportretowane bardzo pobieżnie, przez co nie wzbudzają w czytelniku żadnych głębszych uczuć, są mu wręcz obojętne.
Cała fabuła skoncentrowana jest wokół wypadku Alberta Cyrwusa oraz odkrywaniu tajemnicy, jaką skrywał denat. Choć pomysł był interesujący (zważywszy na wykorzystanie futurystycznych elementów w postaci mocno zaawansowanej wirtualnej rzeczywistości), to jednak autor posłużył się sporą ilością schematów, przez co czytelnik bardzo szybko sam dochodzi do rozwiązania zagadki, i to na długo przed zakończeniem książki.
Ciekawym urozmaiceniem mogłyby być wątki poboczne, których w Po własnych śladach jest kilka, lecz niestety są bardzo zdawkowe. W szczególności rozczarowuje ten dotyczący porwanego policjanta, nie tyle pod kątem samego pomysłu, ale zakończenia i tego, że nie ma w sumie większego znaczenia na rozwój wydarzeń. I bez tego motywu prowadzący dochodzenie doszliby do tych samych wniosków.
Po własnych śladach to lekki kryminał, który chętniej przeczytają miłośnicy powieści obyczajowych niż fani mocniejszej literatury, głównie ze względu na stonowaną akcję i delikatnie zaznaczoną zakopiańską mentalność. Mi osobiście książka nie przypadła do gustu, brakło w niej pazura, tego dreszczyku emocji, którego oczekuję po powieściach kryminalnych.
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję
Oficynie Wydawniczej Astraia i agencji Business&Culture!


Zastanowię się and lekturą ;)
OdpowiedzUsuńMoże akurat przypadnie Ci do gustu :)
UsuńTo może być dla mnie akurat:)
OdpowiedzUsuńJeśli lubisz lżejsze kryminały, to zdecydowanie tak :)
Usuń