Historia jednego oceanu, dwóch okrętów i stu pięćdziesięciu mężczyzn
Nicholas Monsarrat, Okrutne morzetytuł oryginalny: The Cruel Sea
przekład: Maria Boduszyńska-Borowikowa
wydawnictwo: Bellona
data wydania: 25 maja 2017 r.
liczba stron: 704
ISBN: 978-83-11-15063-8
okładka: broszurowa ze skrzydłami
Bitwa o Atlantyk była najdłuższą kampanią wojenną w czasie II wojny światowej. Trwała od 3 września 1939 roku do 7 maja 1945. Były to wyczerpujące i wyniszczające walki, w wyniku których zatopionych zostało łącznie po obu stronach blisko sześć tysięcy statków i okrętów oraz niezliczone zastępy marynarzy. O tym, jak wyglądało starcie mocarstw na wodach Atlantyku napisał Nicholas Monsarrat w swojej najsłynniejszej powieści Okrutne morze.
Rok 1939, trwa II wojna światowa. Na potrzeby ochrony konwojów morskich płynących przez Atlantyk brytyjska marynarka wojenna zleca budowanie w stoczniach coraz to nowych jednostek. Jednym z modeli, które weszły do służby są korwety ‒ niewielkie, chybotliwe, niezbyt dobrze wyposażone statki, mające dozorować konwoje. Jedną z nich jest Compass Rose, a jej dowódcą zostaje doświadczony kapitan Ericson z Rezerwy Królewskiej Marynarki Wojennej. Wraz z młodymi i nieopierzonymi porucznikami Bennetem, Lockhartem i Ferrabym musi stawić czoła niemieckiej machinie wojennej.
Główną rolę w tej opowieści grają mężczyźni. Jedynymi bohaterkami są korweta i fregata, jedynym zaś czarnym charakterem ‒ okrutne morze.
Powyższy akapit doskonale odzwierciedla to, o czym jest Okrutne morze. To historia marynarzy i okrętów, którzy razem stawili czoło kaprysom morza. Bo o ile można wymienić kilku najbardziej wyeksponowanych bohaterów powieści, to prawda jest taka, że nawet najmniej znaczący marynarze, którzy sporadycznie zostają wymienieni z nazwiska, odgrywają niezwykle istotną rolę w tej historii. Tworzą oni jeden organizm, który ‒ po pewnym czasie ‒ zaczyna działać harmonijnie, bez zgrzytów. Tak jak po prostu powinno być.
Co równie istotne powieść jest pozbawiona patosu, tej taniej bohaterskości, która potrafi wszystko zniszczyć. Monsarrat pisze prosto, niemalże surowo, ale jednocześnie czuć przebijające się ze stron książki emocje, które po prostu oddziałują na czytelnika. Strach, niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa, przyjaźń, przywiązanie, miłość i wiele innych ‒ autor doskonale oddał uczucia targające bohaterami powieści, wplatając w opowieść o życiu na morzu fragmenty dotyczące ich przeszłości. I robi to w tak elegancki i harmonijny sposób, że wszystkie retrospekcje nie wnoszą do historii wrażenia chaosu. Subtelny jest też wątek miłosny, lecz Monsarrat podszedł do niego w taki sposób, że jego lektura to czysta przyjemność, bez względu na to czy odbiorcą powieści jest mężczyzna czy kobieta.
Anglia nie miała jednostek eskortowych, a Niemcom brakowało okrętów podwodnych. Atlantyk to ocean ogromny, a w czasie zimowych sztormów nie znalazłbyś na świecie wspanialszej kryjówki. Była to więc, zaiste, zabawa w chowanego.
Akcja Okrutnego morza rozwija się powoli. Czytelnik poznaje statek, Compass Rose, i jej dowodzących od podszewki. Widzi jak przebiegają prace na korwecie, jak załoga dociera się podczas ćwiczeń, tuż przed wyruszeniem w morze. W tych początkowych rozdziałach wydaje się, że wojna jest gdzieś tam, daleko, że marynarzy z korwety ona nie dotyczy. I choć pływają w konwojach, eskortując statki z zaopatrzeniem, to brak jest jakiejkolwiek aktywności wroga. Do czasu. Później akcja nabiera rozpędu, a spokojne rejsy ustępują miejsca walce na morzu. A to Monsarrat opisał szalenie dokładnie, co jest między innymi wynikiem tego, że w sam służył w marynarce wojennej, pływał w konwojach. Dosłużył się też stopnia kapitana fregaty. Dzięki tym doświadczeniom wszystko, co Monsarrat napisze, jest szczegółowe i realistyczne.
Ludzie odlani byli z tego samego kruszcu co okręty. Dla marynarzy bitwa o Atlantyk zmieniła się we własną, prywatną wojnę. Kto raz w nią wdepnął, ten musiał poznać wszystkie jej tajniki. (...) Bitwa o Atlantyk stała się osobistą sprawą każdego marynarza, a ci, którzy brali w niej udział, zaznali tego rodzaju dumy i koleżeństwa, którego nic nie może zastąpić.
Podsumowując, Okrutne morze to świetnie napisana powieść, pełna emocji, a przy tym pozbawiona patosu, która przypadnie do gustu wszystkim fanom historii z okresu II wojny światowej. Polecam!
Za książkę serdecznie dziękuję
Wydawnictwu Bellona!


Wydaje się całkiem niezła! jedyne co mnie przerażą, to tylko ilość stron, ale spokojnie, z każdą przeczytaną stroną, będzie mniej, prawda?:)
OdpowiedzUsuńOj tak, w przypadku "Okrutnego morza" nie zwraca się uwagi na ilość stron, naprawdę :)
UsuńDobrze zwróciłaś uwagę pisząc - "Co równie istotne powieść jest pozbawiona patosu, tej taniej bohaterskości, która potrafi wszystko zniszczyć." Tam bynajmniej nie było podkreślanie bohaterstwa, a bardziej braterstwa, no ale ogólnie to realnego obrazu jak to wyglądało, bo tam niejeden pokazał swoje prawdziwe nieobliczalne oblicze. Bardzo fajna książka. Polecam.
OdpowiedzUsuńTak, i okazało się, że tchórze mają więcej odwagi niż chojraki na pokaz.
UsuńMorskie historie chyba wolę oglądać niż czytać. ;)
OdpowiedzUsuńTę też się dobrze czyta ;) Ale skoro lubisz oglądać, to z tego, co wiem, to "Okrutne morze" zostało zekranizowane :)
Usuń