Cień Rasputina
Jacek Piekiełko, Ciemne siływydawnictwo: Videograf
data wydania: 19 czerwca 2017 r.
liczba stron: 336
ISBN: 978-83-7835-577-9
okładka: miękka
Cenię sobie powieści grozy za ich duszną i ciężką atmosferę oraz psychologiczną grę z odbiorcą. Za tę ciągłą niepewność i dynamiczne postacie. Niestety, nie dostałam tego w Ciemnych siłach, książce, która według opisu wydawcy miała być historią grozy...
Troje polskich archeologów wyjeżdża do Rosji w celu odnalezienia i zbadania polskich regaliów, które prawdopodobnie znajdują się w pobliżu jednej wsi. Jednakże zamiast tego odnajdują tajemniczą trumnę, a w niej zwłoki jednego z najbardziej tajemniczych i wpływowych ludzi, żyjących w czasach dynastii Romanowów. Szokujące odkrycie poprzedza szereg dziwnych i niepokojących zdarzeń, które zmienią sposób myślenia polskich naukowców.
Ciemne siły zapowiadały się intrygująco. Początkowa scena ceremonii była intrygująca i mroczna, i miałam nadzieję, że taki właśnie klimat będzie miała cała powieść. Niestety, dosyć szybko się zawiodłam. Owszem, książka miała kilka mocniejszych momentów, ale w dużej mierze była przegadana. Ważne dla fabuły wątki były często usunięte w cień na rzecz licznych retrospekcji, co zarówno zabijało atmosferę, jak i przesuwało uwagę czytelnika na ukazanie przeszłych relacji między bohaterami. Sami protagoniści nie budzą jakichś głębszych uczuć, ot, po prostu są. Napisani schematycznie, bez polotu i pomysłu, przez co nie zapadają w pamięć.
Co zapamiętałam z lektury? Bioenergioterapię. Autor gani ją niemalże na każdej stronie i widzi w niej całe zło tego świata. Nie wiem na ile to zabieg celowy dla fabuły książki, a ile jest w tym z prywatnych przekonań Jacka Piekiełko. W pewnym momencie temat przesłonił nawet główną oś wydarzeń, ba, nawet samego Rasputina, który niczym cień przemyka pomiędzy stronami Ciemnych sił. Niestety, nie wyszło to książce na dobre.
Jak na tak krótką powieść – nieco ponad trzysta stron – jest w niej za dużo wątków. Rozumiem, że za ich pomocą autor chciał poszerzyć czytelnikom perspektywę, by spojrzeli na temat inaczej. Jednakże rozwiązanie to wprowadza niepotrzebny chaos, tym bardziej że ich zakończenia są dość nagłe i często niewiele wnoszą do fabuły.
Z przykrością przyznaję, że Ciemne siły mnie wynudziły, co było o tyle smutne, że początek powieści był intrygujący. Później niestety było coraz gorzej. Schematyczni bohaterowie, brak atmosfery niepokoju i toporny język – jest po prostu źle. Może kolejne książki autora będą ciekawsze i bardziej dopracowane, czego życzę i jemu, i jego przyszłym czytelnikom.
Co zapamiętałam z lektury? Bioenergioterapię. Autor gani ją niemalże na każdej stronie i widzi w niej całe zło tego świata. Nie wiem na ile to zabieg celowy dla fabuły książki, a ile jest w tym z prywatnych przekonań Jacka Piekiełko. W pewnym momencie temat przesłonił nawet główną oś wydarzeń, ba, nawet samego Rasputina, który niczym cień przemyka pomiędzy stronami Ciemnych sił. Niestety, nie wyszło to książce na dobre.
Jak na tak krótką powieść – nieco ponad trzysta stron – jest w niej za dużo wątków. Rozumiem, że za ich pomocą autor chciał poszerzyć czytelnikom perspektywę, by spojrzeli na temat inaczej. Jednakże rozwiązanie to wprowadza niepotrzebny chaos, tym bardziej że ich zakończenia są dość nagłe i często niewiele wnoszą do fabuły.
Z przykrością przyznaję, że Ciemne siły mnie wynudziły, co było o tyle smutne, że początek powieści był intrygujący. Później niestety było coraz gorzej. Schematyczni bohaterowie, brak atmosfery niepokoju i toporny język – jest po prostu źle. Może kolejne książki autora będą ciekawsze i bardziej dopracowane, czego życzę i jemu, i jego przyszłym czytelnikom.
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję
wydawnictwu Videograf!


Szkoda, że książka nie do końca Cię usatysfakcjonowała. Może kiedyś dam jej szansę, ale nie kusi mnie jakoś szczególnie. ;)
OdpowiedzUsuńSzkoda, że nuda...a tak ciekawie się prezentowało streszczenie fabuły :)
OdpowiedzUsuńMiało być tak pięknie :)
OdpowiedzUsuń