Zgniłe love story
Isaac Marion, Wiecznie żywytytuł oryginalny: Warm Bodies
przekład: Martyna Plisenko
cykl: Ciepłe ciała tom 1
wydawnictwo: Replika
data wydania: 28 luty 2013 r.
liczba stron: 307
ISBN: 978-83-7674-233-5
okładka: miękka
Motyw zombie od kilku lat cieszy się dużą popularnością w literaturze. I choć z reguły autorzy powieści o żywych trupach korzystają z utartego schematu, jakim jest walka o przetrwanie garstki ocalałych ludzi, to co jakiś czas na rynku wydawniczym pojawia się coś, co pokazuje zupełnie inne podejście do tematu. Tak też było w przypadku Wiecznie żywego Isaaca Mariona, który pokazał czytelnikom romantyczną stronę zombizmu.
R jest żywym trupem. Nie pamięta, ile już czasu spędził w tym nieżyciu, lecz nie jest to jego zmartwieniem. Liczy się jedzenie, konkretnie mózgi. Ciepłe, okrwawione organy, które kryją w sobie wspomnienia, uczucia i emocje. Do momentu w którym spotyka Julie. Kiedy R zjada mózg jej chłopaka, Perry’ego, oplata go gęsta i trudna do pojęcia siatka uczuć, która zmieni nie tylko jego dotychczasową egzystencję, ale też losy całego nieumarłego świata.
Isaac Marion zdecydował się na dość ryzykowny krok, kiedy wziął się za pisanie Wiecznie żywego. Bo jak inaczej można traktować fakt stworzenia wątku romantycznego między żywym trupem a młodą dziewczyną. Tym bardziej że zdecydował się na stworzenie typowo romantycznej otoczki, z jakiej słyną powieści dla nastolatek.
Mamy bowiem R, który nie pamięta nic ze swojego życia „przed”, lecz kolejne chwile spędzane w towarzystwie początkowo nieufnej Julie, budzą w nim człowieka. Może nie tyle w biologicznym sensie, ile raczej psychologicznym. R zaczyna inaczej postrzegać świat, odczuwa emocje i, co dziwne, nie zamierza jej zjeść. Ba! Postanawia odprowadzić dziewczynę w bezpieczne miejsce, czyli do twierdzy, w której mieszka. A co z Julie? Mimo niezbyt komfortowej sytuacji, w jakiej się znalazła (porwanie i otaczające ją tłumy zombie), stopniowo zaczyna odczuwać sympatię do swojego nieumarłego znajomego. Ot, love story na miarę postapokalipsy.
Ale żeby nie było tak cukierkowo, Isaac Marion postanowił zagęścić nieco atmosferę i co jakiś czas serwuje czytelnikom krwawe sceny z „życia” delektujących się ludzkim mięsem zombie. Krew i wnętrzności wesoło chlapią i brudzą wszystko wokół, a na koniec najlepsze: deser. Ciepły, parujący mózg, a wraz z nim wspomnienia, które w jakiś sposób „ożywiają” na jakiś czas nieumarłych, dodając im sprytu i elokwencji. Tak, zombie w Wiecznie żywym komunikują się między sobą, choć tempo wypowiedzi i ekspresja są dostosowane do ich powolnych ruchów. Ale to nie jest istotne, ciekawiej wygląda fakt, że nieumarli potrafią stworzyć coś na kształt społeczności, łącząc się w pary i przygarniając dzieci. Są również posłuszni swoistej elicie, Kościstym.
Wątek romansowy w połączeniu ze szczegółowymi i rozbudowanymi opisami wewnętrznego rozwoju głównego bohatera oraz specyficznej struktury nieumarłego obozu wydaje się intrygujący, ale zabrakło jednego istotnego czynnika – akcji. Nie powiem, w Wiecznie żywym zdarzają się dynamiczne, trzymające w napięciu fragmenty – szczególnie w końcowych rozdziałach – ale zanim czytelnik do nich dotrze, może się mocno wynudzić. W książce brakowało mi przede wszystkim grozy, tego dreszczyku emocji, sprawiającego, że trudno oderwać się od czytania. Delikatne przebłyski dostrzegłam pod sam koniec, na ostatnich stronach Wiecznie żywego, w którym zapowiedziane zostały dalsze losy bohaterów w wymarłym świecie, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem, a nieumarły nieumarłemu człowiekiem. I mam nadzieję, że się nie rozczaruję.
Język i warsztat autora wypadły dobrze, podobnie jak samo wydanie książki. Ciekawe są rozdzielające rozdziały ryciny przedstawiające szczegółową budowę anatomiczną poszczególnych części ludzkiego ciała. Gdyby tylko były ciut wyraźniejsze, można by połączyć przyjemne z pożytecznym i w trakcie lektury poznać nie tylko losy bohaterów, ale też naukowe nazwy poszczególnych kości, mięśni i ścięgien.
Podsumowując, Wiecznie żywy to książka łącząca romans z makabrą. To może nie arcydzieło literatury zombistycznej, ale lektura jest lekka i przyjemna, choć zdecydowanie zbyt mało w niej grozy i akcji. Zakończenie sugeruje ciekawą kontynuację fabuły, pod warunkiem, że większy nacisk zostanie położony na podział zombie – ludzie, a nie wątek romansowy między głównymi bohaterami.
Recenzja napisana dla portalu Ostatnia Tawerna


Ooo coś dla mnie :)
OdpowiedzUsuńSuper! :)
UsuńKsiążki nie czytałam, ale próbowałam obejrzeć film - nie udało mi się :(
OdpowiedzUsuńFilmu też nie mam w planach, wolę bardziej krwiste wydanie zombie :)
UsuńChętnie spróbuję czy taki nowy dla mnie gatunek przypadnie mi do gustu...
OdpowiedzUsuńPróbuj, może akurat się w nim zaczytasz? :)
UsuńZnam tę książkę jako "Ciepłe ciała" :) Pamiętam, że odebrałam ją raczej pozytywnie, była dla mnie czymś nowym i intrygującym, bo nie spodziewałam się takiego wykorzystania motywu zombie. W każdym razie nie miałabym nic przeciwko kontynuacji :)
OdpowiedzUsuńZ tego, co wiem, kontynuacja w polskim wydaniu jest już od jakiegoś czasu dostępna na polskim rynku :)
UsuńMam nadzieję, że kiedyś będzie dane mi ją przeczytać. Może nie jest idealna, ale z pewnością zapowiada się jako ciekawa rozrywka :)
OdpowiedzUsuńZgodzę się: nie jest idealna, ale też czyta się ją całkiem dobrze :)
UsuńJaki tytuł :) Przeczytałabym z ciekawości.
OdpowiedzUsuńOby przypadła Ci do gustu kiedy już po nią sięgniesz :)
UsuńPrzyznaję, że to coś nietypowego jak dla mnie, ale chyba zrezygnuję.
OdpowiedzUsuńRozumiem :)
UsuńRozbroiłaś mnie tytułem notki. :P
OdpowiedzUsuńAle książka nie dla mnie. ;)
Dziękuję, starałam się :D
Usuń