Milicjanci znowu w akcji
Ryszard Ćwirlej, Błyskawiczna wypłataseria: Milicjanci z Poznania tom 6
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 10 listopada 2014 r.
liczba stron: 504
ISBN: 978-83-7785-572-0
okładka: miękka ze skrzydłami
Jednym z powodów, dla których lubię czytać powieści autorstwa Ryszarda Ćwirleja jest to, że w barwny i zabawny sposób potrafi opisać rzeczywistość czasów PRLu, kiedy to naród polski żył głównie dzięki hektolitrom wódki, swojskiej kiełbasie i dobrami kupowanymi za dolary w Peweksie, marząc, by kiedyś i w Polsce zapanował dobrobyt. Ale w okresie stanu wojennego nawet z marzeniami trzeba było uważać. Nie o tym jednak mowa, bo tym razem trio śledczych z poznańskiej milicji ma do rozwiązania jedną z najbardziej zawiłych spraw w swojej karierze.
Czerwiec 1982 roku, Poznań. Zbliża się czas wypłat, w tym między innymi w największej w Poznaniu fabryce, zakładów przemysłowych H. Cegielskiego. Pieniądze tam przewozi milicyjna furgonetka, lecz w trakcie kursu dochodzi do zaskakującego i zuchwałego napadu. W jego wyniku z samochodu zostaje skradziona suma blisko stu milionów złotych oraz ginie dwóch konwojentów, trzeci zaś zostaje ciężko ranny. Mniej więcej w tym samym czasie w odległej o około osiemdziesiąt kilometrów od Poznania Pile zostają znalezione zwłoki emerytowanego funkcjonariusza Służb Bezpieczeństwa. Z pozoru sprawa wygląda na samobójstwo przez powieszenie, lecz teza ta zostaje szybko obalona, bowiem ciało denata nosi ślady wcześniejszego pobicia. Historia komplikuje się tym bardziej, gdy w mieszkaniu zmarłego milicjanci znajdują spore ilości gotówki, złota oraz niedawno wyrobiony paszport. Do wyjaśnienia spraw zostają skierowani porucznik Marcinkowski i jego współpracownicy: podporucznik Brodziak i chorąży Olkiewicz.
Błyskawiczna wypłata to najnowsza powieść Ryszarda Ćwirleja i zarazem szósty tom serii Milicjanci z Poznania. Choć z początku obawiałam się nieco, że peerelowskie realia mogły mi się nieco przejeść – bo i picie wódki ma swoje limity – to bardzo szybko okazało się, że jednak nie, że powieści tego autora mają w sobie ten dziwny magnetyzm, który sprawia, że w sumie można czytać je na okrągło i wcale nie ma się dość. Tym bardziej, że w Błyskawicznej wypłacie dzieje się tak wiele i tak szybko. Przede wszystkim fabuła – z początku czytelnik ma wrażenie, że dostał do ręki dwie odrębne powieści, tyle że osadzone w tym samym okresie czasu. Wątek napadu na furgonetkę z pieniędzmi i rzekomego samobójstwa byłego esbeka wydają się całkowicie ze sobą niepowiązane, ale po prostu wie się, że te dwie sprawy musi coś łączyć i z pewną dozą determinacji odbiorca zagłębia się w lekturę, by odkryć wspólny mianownik. A że historia jest złożona, to wcale nie jest to takie łatwe, co tylko na nowo roznieca ciekawość. Czytelnik wraz ze śledczymi analizuje i odrzuca kolejne pojawiające się tezy. A tych pojawia się całkiem sporo, tym bardziej, że już na wczesnym etapie siły milicjantów z wydziału dochodzeniowo-śledczego zostają podzielone: Brodziak odnawia kontakty z młodości i próbuje się dowiedzieć kto mógłby pokusić się o kradzież stu milionów złotych, zaś Olkiewicz zostaje wysłany do Piły, by przyjrzeć się sprawie zamordowanego pracownika Służb Bezpieczeństwa. I to właśnie ci dwaj bohaterowie są wysunięci na pierwszy plan powieści. Ci, którzy czytali poprzednie powieści Ćwirleja znają już ich charaktery i wiedzą jak zachowują się w pracy, jaki mają stosunek do spraw służbowych. Nowi czytelnicy zaś poznają w jaki sposób poszczególne postacie wypełniają swoje obowiązki służbowe – młody Brodziak i jego poczucie obowiązku oraz stary Olkiewicz, który jak ognia unika większego wysiłku, aczkolwiek nie można przy tym powiedzieć, że jest złym funkcjonariuszem. Ot, po prostu lubi wypić – też na służbie – ale bardzo często owa ciągota i jowialność sprawiają, że w znacznej mierze pomaga rozwiązać śledztwo, często całkowicie nie zdając sobie z tego sprawy. Inną silną stroną powieści są postacie drugoplanowe. Wszystkie narysowane z charakterem, po prostu „żyjące”. Mają swoje miejsce w historii, nie są tylko jej tłem.
Błyskawiczna wypłata, podobnie jak wcześniejsze powieści z serii, przybliżają czytelnikom czasy PRLu, dziś znane z filmów Barei i opowieści starszych pokoleń. Jak wspomniałam wcześniej, obawiałam się, że ów społeczno-historyczny kontekst mógł mi się nieco „przejeść”, bo i minionych absurdów ma się kiedyś dość. Jednakże Ćwirlej pisze o tamtych czasach w taki sposób, że nie ma się uczucia wtórności, niby wiemy, jak to wszystko wyglądało, ale jednocześnie możemy o tym czytać z przyjemnością, uśmiechając się nawet w tych szczególnych momentach z pewną dozą ulgi, że nas już to nie dotyczy. Wieczne kolejki za wszystkim, puste sklepowe półki, powiew Zachodu w peweksowskich sklepach i niepewna aura stanu wojennego – niekiedy aż trudno uwierzyć, że ludzie potrafili wtedy normalnie funkcjonować. Dodatkowo autor osadza akcje swoich powieści w okolicach istotnych dla Polaków wydarzeń, w najnowszej książce jest to zajęcie przez polską drużynę piłki nożnej trzeciego miejsca na mundialu w Hiszpanii w 1982 roku. Dodaje to historii sporą dawkę autentyzmu, bo na pewno część z rozmów, które toczą bohaterowie powieści – początkowa niewiara w kadrę przez niedowierzanie w zwycięstwo – miała miejsce naprawdę.
Podobnie jak w poprzednich częściach w Błyskawicznej wypłacie czuć specyficzny czarny humor autora, ale jest w niej zarazem więcej głębszych emocji. Więcej smutku, żalu i rozmyślań. Nie jest to lekki kryminał, który czyta się z lekkim uśmiechem na ustach. Pod tym względem autor poszedł o krok dalej i zintensyfikował emocje, które będą towarzyszyć czytelnikowi w trakcie lektury. Zaznaczę przy tym, że nie jest to książka w depresyjnym, ciężkim wydźwięku – jest ona po prostu inna od wcześniejszych powieści z serii Milicjanci z Poznania, aczkolwiek uszczypliwy humor i sarkastyczne przedstawianie ówczesnej rzeczywistości pozostało, więc jest dobrze.
Każdą część wspomnianej serii czytało mi się dobrze i szybko, nie inaczej jest z Błyskawiczną wypłatą. Akcja jest wartka, język cięty i pełen aluzji, a wódka mocna. Książkę polecam wszystkim czytelnikom lubiącym powieści kryminalne, przy których od czasu do czasu można się uśmiechnąć i powspominać lub zagłębić się w to, jak wyglądało życie w PRLu. Osobiście mam nadzieję, że milicjanci z Poznania jeszcze kiedyś powrócą, nie tylko po to, by się napić, ale i rozwiązać kolejną kryminalną zagadkę.
Cykl Milicjanci z Poznania:
| Upiory spacerują nad Wartą | Trzynasty dzień tygodnia | Ręczna robota | Mocne uderzenie | Śmiertelnie poważna sprawa | Błyskawiczna wypłata |

Dziękuję!

I Ćwirleja też żadnej książki nie znam... Oj, źle ze mną...
OdpowiedzUsuńZawsze istnieje szansa na poprawę ;)
UsuńCzyli jeżeli dobrze rozumiem podeszłaś do tej powieści z ogromnym dystansem i taką samą ilością wódki? :D Zaskakuje mnie jedynie to, że zdołałaś napisać tak długą i konkretną recenzję ;P
OdpowiedzUsuńCo do całego cyklu, to nie miałbym pretensji jeśli poczytałabyś mi na dobranoc :D
Gdybym w ogóle piła wódkę, i to w takich ilościach jak Ci tam, to odwiedzić mógłbyś mnie jedynie na cmentarzu :P
UsuńCo do czytania przed snem, to umówmy się, że jeśli uda Ci się przeczytać mi do poduszki całe "To" - i przeżyjesz - to poświęcę tych kilkanaście wieczorów na Milicjantów z Poznania :P
Ale masz świadomość, że to zajmie co najmniej 2 lata :D Wytrzymasz tyle ze mną? :D
UsuńUwielbiam wszelkie książki, które dotykają tematu PRL-u, więc to tytuł dla mnie :)
OdpowiedzUsuńDomyślam się, że PRL był bardzo "barwny" w pewnych aspektach, które autor nie omieszkał zawrzeć w swej serii, ale przyznam, że kompletnie nie mam chęci zagłębiać się w ten miniony czas... Nawet jeśli to aktualnie tylko powieść, a już nie rzeczywistość :)
OdpowiedzUsuńNo tak, Ty przeczytałaś już książkę, a ja póki co muszę się zadowolić kubkiem z namalowanym na niej okładką "Błyskawicznej wypłaty". Mam do nadrobienia wcześniejsze tomy i wyjątkowo chciałabym się trzymać właściwiej kolejności czytania.
OdpowiedzUsuń