Początek końca
Max Brooks, World War Z. Światowa wojna zombie w relacjach uczestnikówtytuł oryginału: World War Z. An Oral History of the Zombie War
przekład: Leszek Erenfeicht
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 8 maja 2013 r.
liczba stron: 544
ISBN: 978-83-7785-119-7
ocena: 5/6
Późno przekonałam się do książek o zombie. Bo co ciekawego można napisać o sztywnych? Że są trudne do... hmmm... pokonania? Że plenią się na potęgę? To wiedzą wszyscy miłośnicy filmów grozy, w szczególności tych autorstwa pana Romero. Dopiero lektura Feed zmieniła moje zapatrywanie na zombie-literaturę, pokazując, że są one tłem do powstania całkiem ciekawych i wciągających powieści. O książce World War Z zrobiło się głośno w momencie, kiedy w sieci pojawiły się pierwsze zwiastuny filmu o tym samym tytule z główną rolą Brada Pitta. Lecz, jak się dobrze przyjęło, najpierw sięgnij po książkę, potem zaś udaj się na film.
Ta wojna miała wiele nazw: Wielki Kryzys, Lata Ciemności, Chodząca Zaraza, a ostatnio doszły także nowsze i bardziej chwytliwe, jak Światowa Wojna Z czy Pierwsza Wojna Z. Mnie osobiście ta ostatnia bardzo się nie podoba, bo wskazuje na nieuchronność Drugiej Wojny Z. Jak dla mnie, to była po prostu Wojna Zombie, Wojna Z.
World War Z. Światowa wojna zombie w relacjach uczestników to powieść napisana jako reportaż, wywiad-rzeka z osobami, które w jakiś sposób uczestniczyły w Wojnie Z. Powstała w ten sposób literatura faktu pokazuje przebieg wojny: od pierwszych doniesieniach o zarazie – w tamtych chwilach jeszcze nienazwanej – przez użycie po raz pierwszy terminu „zombie”, po wprowadzenie mocno radykalnych i kontrowersyjnych planów uratowania ludzkości przez ostateczne zwycięstwo nad żywymi trupami. Zwycięstwo, które, choć ogłoszone 10 lat po pierwszych doniesieniach o zarazie, jeszcze przez lata nie miało być definitywne.
Wszystkie książki o zombie jakie dotychczas czytałam, choć różne pod względem fabuły i pomysłu na żywe trupy miały jedną wspólną cechę – były powieściami fabularnymi. Brooks zaproponował z kolei swoim czytelnikom coś zupełnie innego. Odszedł od powieści na rzecz reportażu. Był to krok zarówno pomysłowy, jak i ryzykowny. Bo o ile łatwiej jest poruszać się czytelnikowi i samemu pisarzowi w powieści, nie ważne jak bardzo rozbudowanej i wielowątkowej, niż ma to miejsce w przypadku reportażu, który musi trzymać się ściśle określonych reguł. Powiem Wam jednak jedno: Brooksowi się to jednak udało, i to z fantastycznym rezultatem.
Ale ta broń, która nas pobiła, to nie było coś, co można wyprodukować. To coś tak starego jak świat, no, w każdym razie starego jak sama wojna. To był strach, po prostu przerażający, wszechogarniający strach, i nie trzeba być Sun-Pieprzonym-Tzu, żeby zrozumieć, że na wojnie nie chodzi o to, aby przeciwnika zabić lub choćby zranić. Celem prowadzenia wojny jest przerazić tego drugiego skurwysyna tak, żeby odechciało mu się wojować. (…) Tylko co zrobić, jeśli walczy się z przeciwnikiem, którego nie można zszokować, ani przerazić? Bo on po prostu nie potrafi odczuwać strachu? A właśnie z takim przeciwnikiem przyszło nam się zmierzyć tego dnia na przedmieściach Nowego Jorku, i ta klęska o mało nie przesądziła o naszej przegranej w tej wojnie.
Przede wszystkim World War Z nie jest tak naprawdę powieścią o zombie. Żywe trupy stanowią jej (nie)zgrabne tło, na którym rozgrywa się ludzki dramat. Wojna z nieznanym przeciwnikiem, który można powiedzieć zaatakował z wielu stron jednocześnie siejąc strach i zniszczenie. To powieść o upadku ludzkości, początku końca, bo tym dla większości nienazwanych postaci z książki, tłumów ludzi uciekających przed zombie, było właśnie to starcie, początkiem końca. Końca życia w wygodzie i z poczuciem bezpieczeństwa. Nagle zło zaczęło kryć się w opuszczonym budynku, który mógłby wydawać się idealnym miejscem na schronienie. Ukryło się w opuszczonych samochodach na autostradzie i w zatopionym liniowcu. Dawne życie odeszło w zapomnienie, a to kim byłeś przed wojną – maklerem, analitykiem finansowym czy gwiazdą filmową – straciło znaczenie wraz ze zmobilizowaniem wszystkich sił zbrojnych w ogólnoświatowy konflikt. W czasach trwania Wojny Z liczyć się zaczęły umiejętności praktyczne, nawet te najbardziej podstawowe i prymitywne. To one miały stanowić podwalinę w budowaniu nowego, powojennego świata.
Nie mogę jednoznacznie określić gatunku literackiego, który można by przypisać World War Z. Nie jest to bowiem horror w typowym tego słowa znaczeniu. Bliżej mu do thrillera połączonego z dramatem psychologicznym. Przedstawione historie osób z całego świata, które w mniej lub bardziej aktywny sposób uczestniczyły w walkach przeciwko zombie. Muszę przyznać, że autor naprawdę się postarał, bo czytając tą książkę czułam emocje osób relacjonujących swoje historie z pola walki. Stach, nadzieja, rozpacz, radość. Determinacja, chęć walki, powoli przeradzająca się w apatię i rezygnację. Naprawdę, podczas lektury dostałam tak potężną dawkę emocji, jakiej dawno nie czułam przy innych powieściach. Obok aktów ludzkiego miłosierdzia i pomocy międzyludzkiej pojawiają się obrazy bezmyślnego okrucieństwa, wręcz wyzbycia się jakichkolwiek ludzkich odruchów, człowieczeństwa. Masowe morderstwa w imię wyższego dobra. Zimna kalkulacja przeliczana na bilans zysków i strat w miejsce zwykłego ludzkiego współczucia i pomocy. Szczególnie dobrze zostało to pokazane w momencie przedstawiania „Planu Redekera”...
Samą powieść czyta się szybko, choć niektórych może przerazić jej objętość, lecz już od pierwszych stron książka wciąga czytelnika mocno. Pewnie niektórym osobom jej czytanie zajmie mniej czasu niż mi, lecz wspomniane przeze mnie wcześniej nagromadzenie emocji nie pozwoliło mi na błyskawiczne przeczytanie World War Z.
W sierpniu tego roku wydawnictwo Zysk i S-ka planuje wydać pierwszą książkę Brooksa, Zombie Survival, swoisty przewodnik przetrwania w świecie opanowanym przez krwiożercze żywe trupy. Myślę, że będzie to bardzo dobre uzupełnienie powieści World War Z oraz lektura idealna dla każdego zombie-maniaka, do których zaliczam się i ja. Co więcej mogę powiedzieć o World War Z? Książka, którą warto przeczytać, i to nie tylko dla fanów zombie.

Po prostu muszę przeczytać ! :)
OdpowiedzUsuńTylko kieszonkowych już brak niestety...
Ja swój egzemplarz kupiłam zaraz po wypłacie majowej... wraz z czterema innymi książkami ;)
UsuńChciałam kupić, ale jednak wybrałam ,,Ciepłe ciała", jednak wiem, że tę książkę też muszę zdobyć.
OdpowiedzUsuńO "Ciepłych ciałach" coś niecoś słyszałam i nie jest to raczej powieść w moim stylu :)
UsuńO Zombie mogę czytać w nieskończoność. Świetny tekst, świetna książka, chcę ją mieć :) Jasne jest przecież, że nie ma nic piękniejszego niż porządna zombie-apokalipsa :D
OdpowiedzUsuńBo zombiaczki są dobre na każdą porę dnia i nocy ;)
UsuńOraz na każdą apokalipsę - to mówi samo przez się :D
Skoro tak lubicie zombiaczki, to może zagrajcie w książkową grę "Incydent". Ostatnio trafiłam na nią przypadkiem na jakimś blogu: http://masz-wybor.com.pl/tag/beniamin-muszynski/ (pasek po prawej)
UsuńNie jest może wysokich lotów, ale potraktowałam jak zabawę. I raz zginęłam i raz uszłam z życiem :P
Fajna zabawa :D Jedna śmierć, jedno uniknięcie zombie, podoba mi się ta gierka ;)
UsuńBędę miała co w pracy dzisiaj robić :P
UsuńWiedziałam, że się skusicie :P
UsuńOna ciągle mi się gdzieś przed oczami przewija, to chyba znak :D
OdpowiedzUsuńMyślę, że tak, coś w tym być musi ;)
UsuńMyślałam, że to nie jest książka dla mnie, ale się powoli przekonuję.
OdpowiedzUsuńin-corner-with-book.blogspot.com
Co kto lubi, do zombie-literatury nie można nikogo zmuszać :)
UsuńDla mnie co za dużo zombie, to niezdrowo. Dlatego poprzestanę na razie na "Zombiefilii" oraz "Przeglądzie świata. Feed" - który czeka i czeka i czeka na swoją kolej. To chyba znak ;)
OdpowiedzUsuńWiki... nie męcz tak zombiaczków... przeczytaj w końcu "Feed" ;)
UsuńWiem, że muszę w końcu ją przeczytać. Przeraża mnie tylko jej objętość, a jak mi się nie spodoba. A recenzję napisać trzeba :P
Usuń"Feed" nie jest znowu tak duże objętościowo (na pewno duuużo "chudsze" od "World War Z" ;) I ma tą zaletę, że czyta się ją bardzo szybko :)
UsuńTo dobrze :)
UsuńNo i kolejny tytuł do zapisania w notesie spod szyldu: Zombie.
OdpowiedzUsuńCoś czuję, że wezmę się za "World...." jeszcze w tym roku, oczywiście gdyby nie twoja recenzja to zapewne nawet nie wiedziałbym, że istnieje taka książka oraz, że ekranizacja o której teraz wszędzie głośno jest na jej podstawie.
Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)
http://zzyciafantastycznychswiatow.blogspot.com/
Film oglądałam w niedzielę i w porównaniu do książki... no cóż, bardzo mało wspólnego mają. Wg mnie należy potraktować film jako osadzony w tej samej rzeczywistości co książka i tylko w kilku miejscach do niej nawiązujący.
UsuńDokładnie tak słyszałem, że film prawie w ogóle nie odwołuje się do książki, co według mnie bardzo źle o nim świadczy, jednak słyszałem też, że ów film jest niczego sobie i osiąga bardzo dobre oceny. A więc ja już nie wiem, jeśli robią film na podstawie książki, który w efekcie końcowym ma z nią bardzo mało wspólnego to z góry na dół powinien zostać zjechany, a tymczasem ludzie go bardzo wysoko oceniają oraz polecają. Jestem ciekaw jak czy film równie dobrze przyjął się za granicą (wątpię). A może zapytam ciebie: jak tobie spodobał się film?
UsuńPodobał mi się. Przede wszystkim podeszłam do niego jak do filmu zupełnie niezwiązanego z książką i to chyba mi pomogło ;)
UsuńChoć przyznam, że zombie z turbo przyspieszeniem... to była dla mnie duża przesada już.
Polecam Zombie survival guide, jest naprawdę świetnym udawanym poradnikiem :). Jak nie lubię książek o zombie, tę przeczytałam z wielka przyjemnością.
OdpowiedzUsuńWorld War Z zaczęłam, ale za wielki ze mnie strachuś ze zbyt bujną wyobraźnią, więc odłożyłam. Dobrze wiedzieć, że nie rozczarowuje.
Mam właśnie ochotę na "Zombie survival" :) Wydanie z Redhorse'a należy już do białych kruków, ale, jak wspomniałam w recenzji, w sierpniu Zysk i S-ka ma wydać tą książkę pod swoim szyldem. Myślę, że będzie to wspaniały prezent urodzinowy dla mnie :D
UsuńNie jestem zombie-maniaczką, ale i tak bardzo chętnie przeczytam tę książkę. Coś mnie do niej ciągnie:)
OdpowiedzUsuńTak jak pisałam w recenzji, to nie jest powieść o zombie w sensie stricte :)
UsuńSzczerze mówiąc nie czytałam wiele książek o zombie. O powyższej słyszałam dużo dobrego:) Może się na nią skuszę.
OdpowiedzUsuńZapraszam na konkurs na moim blogu:)
Polecam :)
UsuńCoś mnie ciągnie do tej książki, kiedy znajdę czas z pewnością po nią sięgnę :)
OdpowiedzUsuńI bardzo dobrze :)
UsuńBardzo lubię tematykę zombie, chętnie zapoznałabym się z tą książką :-)
OdpowiedzUsuńDla zombie-fanów pozycja niemalże obowiązkowa ;)
UsuńO filmie wiem jedynie z reklam TV i nie spodziwałem się, że to o zombie:) w takim razie muszę wybrać się do biblioteki a potem na film;> ( niekoniecznie w takiej kolejności :D )
UsuńJako że i oglądałam film, i przeczytałam książkę - a nie chcę zaspoilerować niczego - to powiem Ci, że... w tym przypadku naprawę nie zrobi to żadnej różnicy ;)
UsuńO, właśnie czekam na tę książkę :)
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze :) Z chęcią przeczytam Twoją opinię o niej :)
UsuńKilka dni temu wybrałam się do kina na film. Podchodziłam do niego sceptycznie, ale w sumie nie był taki zły, mimo że nieumarli nieustannie wydawali dziwaczne, irytujące odgłosy. ;) Nie jestem fanką takich motywów, co nie znaczy, że nie doceniłabym dobrej produkcji.
OdpowiedzUsuńMi ich skowyt nie przeszkadzał, gorzej było z tą zadziwiającą prędkością... Przyzwyczaiłam się chyba do zombie w stylu Romero ;)
UsuńTak, prędkość była dla mnie dużym zaskoczeniem - wcześniej widziałam zombie jedynie w TWD, gdzie nie należą do tak wysportowanych nieumarłych. ;) Przez większość filmu nie zwracałam zbyt dużej uwagi na dźwięki, ale w tych końcowych scenach, kiedy Brad się przekradał, skutecznie likwidowały one jakiekolwiek napięcie. ;)
UsuńJeszcze nigdy nie czytałam o zombie i nie powiem - zarówno książka jak i film mnie intrygują :D Jak nadarzy się okazja, chętnie przeczytam :D
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie :)
Co tu dużo mówić: polecam ;)
UsuńMam w planach, koniecznie muszę przeczytać jak najszybciej :D
OdpowiedzUsuńA plany są od tego, by je realizować, więc powodzenia życzę ;)
UsuńTeż mam w planach, ale mam pytanko. Dostanę ją w bibliotece czy raczej jest to 'bestseller rynkowy' ? :)
OdpowiedzUsuńWszystko zależy od biblioteki... bo może w jakiejś ją znajdziesz na półce, ale najprawdopodobniej będziesz miała z tym problemy, radzę więc poszukać wśród znajomych. Może ktoś z nich ma tą książkę i będzie skłonny ją pożyczyć? :)
UsuńMyślałam, nad przeczytaniem tej książki, ale mam pewne wątpliwości, gdyż nie czytałam jeszcze czegoś w tym rodzaju. No, ale skoro wszyscy tak wychwalają, to czemu nie ?
OdpowiedzUsuńŚliczny blog, oczywiście już w obserwowanych : )
Pozdrawiam
Przy okazji, zapraszam do mnie: http://dwiestronyksiazki.blogspot.com