O człowieku, który uratował brytyjskiego monarchę
Mark Logue i Peter Conradi, Jak zostać królemtytuł oryginału: The King’s Speech
przekład: Bożenna Stokłosa
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 2 marca 2011 r.
liczba stron: 336
ISBN: 978-83-247-2410-9
O istnieniu książki Jak zostać królem dowiedziałam się długo po tym, jak oglądnęłam film o tym samym tytule. Jako że lubię przeczytać od czasu do czasu książkę związaną w jakiś sposób z filmem (stanowiącą albo jego pierwowzór literacki albo inną wariację na ten temat) to z wielką ochotą zabrałam się za czytanie wyżej wymienionej książki, mając nadzieję, że oczaruje mnie w takim samym stopniu, w jakim zrobił to film.
Jak zostać królem to historia przyjaźni, która nawiązała się między brytyjskim królem Jerzym VI a australijskim terapeutą mowy Lionelem Logue’em. Powieść powstała z inicjatywy wnuka Lionela Logue’a, Marka, który będąc już dojrzałym mężczyzną, zainteresował się historią swojej rodziny. Swoją uwagę skoncentrował na swoim dziadku, terapeucie, który uratował króla, pomagając mu zwalczyć wadę wymowy, którą było jąkanie się. W pisaniu książki Logue’owi pomagał brytyjski dziennikarz Peter Conradi, nieznany szerzej w Polsce autor kilku powieści biograficznych.
Historia przedstawiona w Jak zostać królem została niejako podzielona na dwie części. W pierwszej przedstawione zostały pokrótce biografie Lionela i Alberta do momentu ich spotkania na pierwszej terapii w gabinecie Logue’a przy Harley Street w Londynie w 1926 roku. Druga część powieści przedstawia kolejne etapy terapii przyszłego króla brytyjskiego wraz z ważnymi wydarzeniami z jego życia, jakimi były między innymi objęcie tronu brytyjskiego po starszym bracie czy władanie Imperium Brytyjskim w czasie II wojny światowej.
Przyznam się Wam szczerze, że spodziewałam się czegoś lepszego, czegoś bardziej... wciągającego, przykuwającego uwagę. Książka niestety taka nie była. Odniosłam wrażenie, że została napisana tylko po to, by wykorzystać sławę jaką niósł za sobą oskarowy film Hoopera (w tym przypadku bowiem było tak, że autor wziął się za pisanie już po ukończeniu zdjęć do filmu w 2010 roku). Możecie się ze mną nie zgadzać, ale takie odczucie towarzyszyło mi przez cały czas czytania. Brakowało mi polotu, jakiegoś takiego, hmmm, pisarskiego drygu w prowadzeniu fabuły powieści. Przeszkadzała mi zbyt duża ilość suchych, nikomu niepotrzebnych tak na dobrą sprawę faktów, typu:
Piętnastego września 1913 roku siedemnastoletni wówczas Bertie został mianowany młodszym aspirantem marynarki wojennej na pancerniku HMS Collingwood o wyporności dziewiętnastu tysięcy dwustu pięćdziesięciu ton.
Naprawdę, po co zagłębiać się w takie szczegóły? Jeśli ktoś będzie zainteresowany wypornością floty brytyjskiej marynarki wojennej, to znajdzie takie dane w specjalistycznej literaturze. Po co przeciętnego czytelnika zasypywać takimi faktami? Co gorsza, podobne dane są rozsiane po całej powieści, nawet we fragmencie o żonie Lionela, Myrtle, i jej zdrowotnej podróży do rodzimej Australii. Tam też uraczono czytelników danymi o wyporności statku, którym płynęła.
Innym przykładem wspomnianych już niepotrzebnych faktów może być poniższy fragment opisujący powrót państwa Logue do domu z ceremonii koronacyjnej króla Jerzego VI:
(...) Po trzydziestu minutach ich wóz został przyprowadzony i wsiedli do środka. Logue omal nie potknął się o swój lekki pałasz. Przejechali przez Westminster Bridge, a następnie obok opustoszałych już punktów widokowych i o czwartej trzydzieści byli już w domu. Z powodu bólu głowy i zęba Lionel położył się do łóżka, aby się zdrzemnąć.
Nie jest jednak tak, że książki należy się wystrzegać i uciekać z krzykiem na jej widok. Bo jeśli przymkniemy oko na wyżej wspomniane minusy (ok, przyznam, że jest ich całkiem sporo...), to przeczytamy całkiem przyzwoitą powieść o niezwykłej przyjaźni króla i jego terapeuty. Z każdą kolejną przeczytaną stroną przekonujemy się bowiem, że tych panów, Logue’a i króla Jerzego VI naprawdę łączyła przyjaźń, nie zaś sterylne, czysto zawodowe stosunki terapeuta-pacjent.
Jak zostać królem to, według mnie, przede wszystkim pozycja dla osób zainteresowanych dziejami monarchii brytyjskiej. Inni czytelnicy mogą być nieco zawiedzeni lekturą, chyba że są wytrwali i bardzo mało rzeczy jest w stanie ich zrazić do danej książki.

Słyszałam o tym filmie, ale go jeszcze nie oglądałam. Nie wiedziałam, że powstał na podstawie książki. Być może, w wolnej chwili, go obejrzę i wtedy zdecyduję, czy sięgnąć po książkę ;)
OdpowiedzUsuńFilm polecam gorąco, książę już mniej... :)
Usuńhmm, chyba najpierw skusze się na film, a później dopiero ksiazke przeczytam :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
W tym przypadku ta kolejność jak najbardziej wskazana ;)
UsuńOglądałam film i był bardzo ciekawy. Nie miałam pojęcia, że został nakręcony na podstawie książki. Może kiedyś ją przeczytam, ale póki co jakoś mnie do niej nie ciągnie.
OdpowiedzUsuńFilm o niebo lepszy niż książka, aczkolwiek książka - choć nieco nudna - jest uzupełnieniem. Masz rację z tą wypornością floty brytyjskiej ;-)))
OdpowiedzUsuńTak, myślę, że traktowanie książki jako uzupełnienie filmu jest chyba najlepszym rozwiązaniem. W końcu film obejmuje bardzo krótki okres czasu ich przyjaźni, książka zaś opowiada ich historię do samego końca.
UsuńAlbo facet nie bardzo wiedział, czym zapełnić strony, albo jest fanatycznym fanem marynarki ;)
OdpowiedzUsuńFilm już obejrzałam, więc po TAKĄ książkę nie chce mi się sięgać. Nie ciekawi mnie wyporność floty brytyjskiej ;)
Na usprawiedliwienie autora i książki napiszę tylko, że nie jest mi wiadome, czy jest fanem marynarki wojennej, a dane o wyporności pojawiają się tylko kilkukrotnie. Choć z drugiej strony, jak tylko się pojawią, to - jak widać - zapadają w pamięć ;)
UsuńNie czytałam ani książki, ani nie oglądałam filmu, ale bardzo bym chciała!
OdpowiedzUsuńProponuję zacząć o filmu. Jeśli Ci się spodoba, to możesz w ramach uzupełnienia sięgnąć po książkę :)
UsuńKsiążkę przeczytam na pewno, ponieważ wygrałam ją kiedyś w konkursie i od tej pory leży nieczytana... Mam nadzieję, że nie zawiodę się na niej zbyt mocno.
OdpowiedzUsuńKto wie, może Tobie się akurat spodoba? :)
UsuńOglądałam film, dlatego dobrze by było zajrzeć również do książki:)
OdpowiedzUsuńJeśli Cię interesuje to śmiało, ale nie obiecuj sobie po niej wiele :) Chyba że interesuje Cię wyporność niektórych z brytyjskich okrętów wojennych ;)
Usuń