![]() |
| Reprint z 1933 roku |
Kiedy byłam mała, miałam w domu całkiem pokaźną biblioteczkę różnorodnych bajek i legend dla dzieci. Obok Złotego kluczyka, baśni Andersena i braci Grimm, na półce była jeszcze jedna, szczególna książeczka, którą w dzieciństwie czytałam z wypiekami na policzkach. Złota różdżka. Czytajcie dzieci, uczcie się, jak to niegrzecznym źle bywa – taki był jej tytuł. Zarówno się jej bałam, jak i w pewien sposób mi się podobała. Cieniutka bajeczka, a wywołująca tak wiele emocji.
Złota różdżka. Czytajcie dzieci, uczcie się, jak to niegrzecznym źle bywa to publikacja, która została po raz pierwszy wydania w 1844 roku. Jej autorem był frankfurcki lekarz Heinrich Hoffman. Nie była to słodka i typowa książeczka dla grzecznych dzieci. Wręcz przeciwnie, jej bohaterami byli malcy, którzy nie słuchali się swoich rodziców, przez co spotykała ich zasłużona i – co ważniejsze – okrutna kara. Jak Juleczka, któremu krawiec ucina duże palce, żeby chłopczyk ich potajemnie nie ssał. Czy Józia, znęcającego się nad zwierzętami, co kończy się tym, że zostaje boleśnie pogryziony przez psa.
Efekt umoralniający bajeczek zawartych w Złotej różdżce był i jest piorunujący. Historyjki przedstawione w książeczce, mające nauczyć dzieci podstawowych zasad dobrego wychowania oraz empatii są brutalne i dość bulwersujące, ale... skuteczne? Na pewno wykraczają poza ogólnie przyjęte ramy i to właśnie drażni opinię publiczną, bowiem o pewnych rzeczach można porozmawiać z dzieckiem, pokazać mu w całkiem inny, delikatniejszy sposób, jak to ma miejsce w większości współczesnych bajek. A autor zaaplikował czytelnikom swoistą terapię szokową.
Treść została dodatkowo ozdobiona sugestywnymi rycinami (egzemplarz, który ja posiadałam, reprint z 1933 roku, zdobiły ilustracje Bohdana Nowakowskiego. I muszę Wam przyznać, że to właśnie one wywoływały u mnie ciarki na plecach. Były piękne, ale zarazem bardzo sugestywne, co dla dziecka z żywą wyobraźnią jest szczególnie wymowne. I choć kilkakrotnie miałam przez Złotą różdżkę koszmary, to regularnie co jakiś czas do niej wracałam, bo na swój sposób mi się podobała. I mnie straszyła. To właśnie było fajne.
Na dobrą sprawę nie wiem gdzie się podział mój egzemplarz tej książeczki, ale takich emocji nie zapewniła mi żadna inna bajka w dzieciństwie. Nie wiem czy wyszło mi to na dobre czy nie, co jednak z nią przeżyłam, to moje.
A czy Wy mieliście w dzieciństwie jakąś bajkę, której baliście się czytać?
Może ktoś z Was też zaczytywał się w Złotej różdżce?



Nie znam tej bajki... Szkoda, że nie miałam okazji zapoznać się z nią, gdy byłam młodsza.
OdpowiedzUsuńJa osobiście zaczytywałam się w "Akademii Pana Kleksa", Dickensie i w różnorakich baśniach rosyjskich.
Drugastronaksiazek.blogspot.com
Mi bardziej baśnie fińskie przypadły do gustu :)
UsuńPierwsze widzę, pierwsze słyszę. Ale faktycznie - wrażenie robi. :D
OdpowiedzUsuńNa dorosłym robi, więc pomyśl jakie wrażenie robi na dziecku taka "bajeczka" ;)
UsuńNie kojarzę powyższej pozycji :( Ja nie pamiętam bajki, której bałam się czytać :) Tak więc chyba takiej nie miałam.
OdpowiedzUsuńMoże to i lepiej...? :)
UsuńNie znam tej lektury, ale widzę, że jest kontrowersyjna... Na pewno rozważałabym wszelkie "za" i "przeciw", zanim pokazałabym ją jakiemukolwiek dziecku - czy to swojemu, czy cudzemu. ;-)
OdpowiedzUsuńZdecydowanie trzeba się zastanowić czy ją dać dziecku do poczytania, aczkolwiek ja sama ją ze stosu książek wygrzebałam ;)
UsuńNigdy nie słyszałam o tej książce, ale chyba nie chciałabym się na nią natknąć w dzieciństwie. Chyba leczyłabym się do dzisiaj.
OdpowiedzUsuńJa tam większego uszczerbku na zdrowiu nie odniosłam ;)
UsuńNie słyszałam wcześniej o tej książce, ale już żałuję, że nie miałam okazji jej przeczytać jako dziecko. Myślę, że podzielałabym fascynację pomieszaną ze strachem, bo podobnie czułam się, pochłaniając wspomniane baśnie Braci Grimm. Zresztą w ogóle baśnie były dla mnie źródłem strachu, ale i tak je uwielbiałam :)
OdpowiedzUsuńI to było fajne :) Można było się bać, ale w taki... "bezpieczny" sposób :)
UsuńZłoty kluczyk znam, ale tej nie pamiętam. U mnie przodował Andersen, potem dopiero Grimm i reszta ;)
OdpowiedzUsuńAndersen był, że tak powiem, przy okazji. Częściej sięgałam jednak po Grimmów :)
UsuńI to jest bajka dla dzieci, a nie jakieś pieprzenie o księciach i księżniczkach. I morał prosty - będziesz chujem to ktoś Ci urwie ryja. Z dzieciami trzeba dosadnie - to mi się podoba :D
OdpowiedzUsuńJak to dobrze, że nie mam już tej bajki w księgozbiorze. Przynajmniej dzieci nie będziesz stresował :P
UsuńPrzyznam, że nie słyszałam nigdy o tej książce. Chętnie bym zajrzała do tej bajki. Sama raczej nie miałam takowej w dzieciństwie.
OdpowiedzUsuńZaczęłam się zastanawiać czy jakaś biblioteka miejska/szkolna ma ją na stanie :)
UsuńByłam na spektaklu w Teatrze Syrena na podstawie tej książeczki. Nosi tytuł "Makabreski. Muzyczny seans czarnego humoru" ;) Polecam - moja recenzja :)
OdpowiedzUsuńCzytałam :) Powiem Ci, że chętnie oglądnęłabym to przedstawienie - moje dziecięce strachy by odżyły ;)
Usuń