Uspokajająca obecność
Matthew Quick, Niezbędnik obserwatorów gwiazdtytuł oryginalny: Boy 21
przekład: Joanna Dziubińska
wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
data wydania: 23 października 2013 r.
liczba stron: 320
ISBN: 978-83-7515-270-8
okładka: miękka
Prozę Matthew Quicka poznałam w zeszłym roku, kiedy w moje ręce trafiła kupiona pod wpływem impulsu powieść Poradnik pozytywnego myślenia. Książka szalenie mi się spodobała, choć filmu nakręconego na jej podstawie nie byłam w stanie obejrzeć do końca, gdyż całkowicie rozmijał się z tym, co przeczytałam. Niemniej jednak z chęcią zakupiłam jakiś czas później drugą powieść autora, która przez kilka miesięcy czekała swoją chwilę. Miała ona miejsce wczoraj wieczorem, kiedy to przez dwie i pół godziny podróżowałam po kosmosie z bohaterami Niezbędnika obserwatorów gwiazd.
Bellmont to małe amerykańskie miasteczko, w którym zależnie od dzielnicy rządzą czarne gangi i irlandzka mafia. Mieszkańców łączy jedno: miłość do koszykówki. Kiedy drużyna z miejscowego liceum ma mecz, na trybunach zasiada niemalże cała ludność miasta. Sport ten jest nadzieją dla osiemnastoletniego Finleya, marzącego tylko o jednym: by wyrwać się z Bellmont. Z miastem wiąże się bowiem wiele bolesnych dla niego wspomnień z dzieciństwa, których jednym ze skutków jest małomówność chłopaka. Zanim jednak stąd wyjedzie – oczywiście razem z Erin, swoją dziewczyną i jedyną przyjaciółką – musi zaliczyć ostatni rok szkoły oraz jak najlepiej zaprezentować się w prawdopodobnie ostatnim dla siebie już sezonie meczów. Na kilka dni przed rozpoczęciem nauki do Finleya, nazywanego przez kolegów z drużyny Białym Królikiem (jako że jest jedynym białym w drużynie), przyjeżdża trener, prosząc o nietypową przysługę. Finley ma się zaprzyjaźnić i namówić do powrotu do gry Russela Allena, młodego sportowca, który przeniósł się do Bellmont po tym, jak jego rodzice zostali zamordowani. W wyniku stresu pourazowego stał się całkowicie innym dzieciakiem i problemy z dotarciem do niego mają nawet jego dziadkowie, do których się przeprowadził. Chłopak każe się bowiem nazywać Numerem 21 i twierdzi, że przybył z kosmosu, by prowadzić badania na temat tego, co Ziemianie nazywają emocjami...
– On chodzi za mną tylko dlatego, że trener mu kazał – mówię. – To jedyny powód.– Nie, nieprawda, Finley. Robi to, bo jesteś dobrym człowiekiem. Bo łatwo się z tobą przebywa. Bo jesteś, jaki jesteś. Nie stawiasz ludziom żądań i nigdy nie mówisz nic negatywnego. Przenigdy. Tak wielu ludzi wysysa życie ze wszystkich, którzy ich otaczają, ale nie ty. Dajesz ludziom siłę, tylko będąc sobą.
Kiedy zaczynałam czytać Niezbędnik obserwatorów gwiazd i dotarłam do miejsca, w którym Finley poznaje Russela, a właściwie Numer 21, jak nastolatek chce być nazywany, przyznam, że nasuwały mi się skojarzenia dotyczące filmu K-Pax z Kevinem Spacey i Jeffem Bridgesem. Dominowało jednak jedno wrażenie: że powieść napisana jest w identyczny sposób, jak Poradnik pozytywnego myślenia. Pomysł na historię jest taki sam: główny bohater z trudną przeszłością, którą czytelnik poznaje pod koniec powieści, spotyka osobę, która również wiele w swoim życiu przeszła. Od tego momentu obie postacie kroczą razem przez codzienne życie, wzajemnie się wspierając i powoli odkrywając swoje wnętrze przed tą drugą osobą. Wszystko to podane w sportowej otoczce. Choć nie lubię powtarzalności w książkach, to przyznam się, że w przypadku tej historii nawet tak bardzo mi to nie przeszkadzało, głównie z tego powodu, że jest Niezbędnik obserwatorów gwiazd to naprawdę piękna, wzruszająca, ale też nieco smutna opowieść.
Bohaterowie powieści są oryginalni, wyraziści i pełni różnorodnych emocji. Poczynając od głównego bohatera, Finleya, który z powodu traumatycznych wydarzeń w dzieciństwie, z którymi wiąże się śmierć jego matki, zamknął się w sobie i stał się małomówny. Jedynie koszykówka była dla niego sposobem na oderwanie się od przykrych wspomnień. Kiedy był na parkiecie i miał piłkę w dłoniach, stawał się zupełnie innym człowiekiem. Poprzez koszykówkę właśnie drogę do jego serca znalazła Erin, dziewczyna i sąsiadka Finleya, która kilka lat wcześniej po prostu przyłączyła się do niego, kiedy ten samotnie rzucał do kosza. I już przy nim została. Erin jest całkowitym przeciwieństwem swojego chłopaka, jest energiczna, wygadana i optymistycznie nastawiona do życia, czym zjednała sobie serca ojca i dziadka Finleya. Nie było to łatwe zadanie, zważywszy na to, że obaj panowie w wyniku zdarzeń z przeszłości stali się zgorzkniali (dziadek Finleya) i stracili wszelką radość życia (ojciec chłopaka).
Interesującym bohaterem jest również Russell Allen, wschodząca gwiazda koszykówki, która nie mogąc sobie poradzić z tragiczną śmiercią rodziców, porzuca swoją dotychczasową egzystencję i staje się kimś innym. Psycholodzy bardzo często mają do czynienia z takimi przypadkami i wiedzą jak sobie z nimi radzić, ale Finley nie jest psychologiem. Jest tylko nastolatkiem, którego trener poprosił o nietypową przysługę, mając na względzie to, że obaj chłopcy stracili kogoś bliskiego i ta tragedia ich połączy, co z czasem zaowocuje przyjaźnią i powrotem do pełnego zdrowia Russela.
Muszę jednak przyznać, że dwie rzeczy odbierały mi nieco przyjemność z lektury. Pierwszą są sportowe wstawki. O ile w przypadku Podręcznika..., w którym wydarzenia kręciły się wokół futbolu amerykańskiego, zupełnie mi to nie przeszkadzało, tak w Niezbędniku... dość ciężko czytało mi się o koszykówce. Być może powód tego jest taki, że nie lubię tej dyscypliny, lecz z drugiej strony wzmianek tych jest całe mnóstwo. Z tego też powodu książka zalicza u mnie mały minus.
Drugi powód jest nieco inny, lecz również związany z tematem koszykówki. Dotyczy on tego, że nie rozumiałam dlaczego na czas trwania sezonu Erin i Finley, za każdym razem ze sobą... zrywają. Nie tyle zawieszają swój związek, co całkowicie unikają ze sobą jakiegokolwiek kontaktu, zwykłej rozmowy. Po zakończeniu rozgrywek do siebie wracają. Przyznam szczerze, że trudno jest mi znaleźć logikę w tym działaniu. Rozumiem, że sport może być dla kogoś ważny, stanowić praktycznie o całym jego życiu, ale żeby aż tak na serio go traktować?
Interesującym bohaterem jest również Russell Allen, wschodząca gwiazda koszykówki, która nie mogąc sobie poradzić z tragiczną śmiercią rodziców, porzuca swoją dotychczasową egzystencję i staje się kimś innym. Psycholodzy bardzo często mają do czynienia z takimi przypadkami i wiedzą jak sobie z nimi radzić, ale Finley nie jest psychologiem. Jest tylko nastolatkiem, którego trener poprosił o nietypową przysługę, mając na względzie to, że obaj chłopcy stracili kogoś bliskiego i ta tragedia ich połączy, co z czasem zaowocuje przyjaźnią i powrotem do pełnego zdrowia Russela.
– Ty też jesteś wyjątkowy Finley. Nie zawsze można wybrać rolę, jaką będzie się odgrywać w życiu, lecz cokolwiek by ci się trafiło, dobrze tę rolę grać najlepiej, jak się potrafi – ciągnie dziadek. – I wiem, że mówienie o tym robi ze mnie cholernego hipokrytę, ale moje słowa nie przestają być prawdziwe. Jak do tej pory obaj mieliśmy ciężkie życie. Obaj mieliśmy pod górkę.Jako że Niezbędnik obserwatorów gwiazd to historia opowiadana z punktu widzenia Finleya, czytelnik ma okazję zobaczyć, że ten nastolatek, który tak na dobrą sprawę powinien czerpać z życia pełnymi garściami, jest nad wyraz dojrzały i odpowiedzialny. Wrażenie to potęguje jego małomówność, empatia i swego rodzaju prostolinijność.
Muszę jednak przyznać, że dwie rzeczy odbierały mi nieco przyjemność z lektury. Pierwszą są sportowe wstawki. O ile w przypadku Podręcznika..., w którym wydarzenia kręciły się wokół futbolu amerykańskiego, zupełnie mi to nie przeszkadzało, tak w Niezbędniku... dość ciężko czytało mi się o koszykówce. Być może powód tego jest taki, że nie lubię tej dyscypliny, lecz z drugiej strony wzmianek tych jest całe mnóstwo. Z tego też powodu książka zalicza u mnie mały minus.
Drugi powód jest nieco inny, lecz również związany z tematem koszykówki. Dotyczy on tego, że nie rozumiałam dlaczego na czas trwania sezonu Erin i Finley, za każdym razem ze sobą... zrywają. Nie tyle zawieszają swój związek, co całkowicie unikają ze sobą jakiegokolwiek kontaktu, zwykłej rozmowy. Po zakończeniu rozgrywek do siebie wracają. Przyznam szczerze, że trudno jest mi znaleźć logikę w tym działaniu. Rozumiem, że sport może być dla kogoś ważny, stanowić praktycznie o całym jego życiu, ale żeby aż tak na serio go traktować?
– Za każdym razem, kiedy myślę sobie, że ten świat jest paskudny, że życie nie ma żadnego znaczenia, przypominam sobie, że to tu jest i zawsze na mnie czeka – mówi Russ. – Zawsze mogę spojrzeć w kosmos i się zachwycić, bez względu na to, co się dzieje. A gdy spoglądam w górę, moje problemy robią się takie małe. Nie wiem czemu, ale zawsze czuję się wtedy lepiej.– I to wystarcza? – pytam. – Samo patrzenie na gwiazdy?
– Chyba tak – odpowiada Russ.
Niezbędnik obserwatorów gwiazd to powieść o sile przyjaźni i spełnianiu marzeń. O konieczności zmierzenia się z trudną i bolesną przeszłością oraz potrzebie akceptacji. Oraz o miłości, która nadaje życiu sens. Historia autorstwa Matthew Quicka bardzo szybko wciągnie i oczaruje czytelnika, który nie będzie chciał odłożyć książki przed jej zakończeniem. Według mnie naprawdę warto się z nią zapoznać. Polecam!

Nom, to może mnie zaciekawić. Choć na obyczajówki zwykle mam alergię, to podoba mi się ten pomysł na fabułę i sportowa otoczka historii. W sumie dawno nie miałem żadnej książki poza thrillerami/fantastyką/horrorami w łapie, więc może czas się od tej niszy na chwilkę oderwać. Akurat tę książkę powinienem sprawdzić w najbliższym czasie. Trzymaj kciuki z moją decyzję :D
OdpowiedzUsuńNie no, jestem w szoku... bo to zupełnie nie Twoje klimaty :) Ale co tam, będę trzymać kciuki ;P
UsuńNiepotrzebnie się dziwiłaś. Świetna książka, przeczytałem ją w jeden wieczór. Bardzo dobrze napisana i mega pozytywna. Podobała mi się. Dzięki ;)
UsuńNo proszę :) A ja już miałam do Ciebie pisać czy pożyczyć Ci ją ku odmianie czytelniczych trendów, a tu taki szok ;)
UsuńHaha, a widzisz jak Cię zaskoczyłem ;D Ale dzięki za dobre chęci :*
UsuńNie znam twórczości tego autora. Twoja recenzja spowodowała, że pozycja wydała mi się na tyle ciekawa, że mogłabym po nią sięgnąć.
OdpowiedzUsuńAutor ma na swoim koncie dwie książki, więc wcale się nie dziwię, że go nie znasz.
UsuńOstatnio mam fazę na tego typu książki, a "Niezbędnik..." bardzo chętnie chciałam przygarnąć z Biedronki, jednak w moim mieście ten market jest widocznie zbyt słabo zaopatrzony... Może kiedyś przeczytam, bo bardzo ciekawi mnie ta lektura. Czy muszę sięgać jednak po pierwszą książkę autora, czy jest to zupełnie inna historia?
OdpowiedzUsuńU mnie było kilka egzemplarzy i to w całkiem dobrym stanie. Ale nie interesowałam się nimi, bo miałam już swój na półce od jakiegoś czasu.
UsuńNie, nie musisz sięgać po "Poradnik pozytywnego myślenia", bo są to dwie całkowicie różne historie, tyle tylko, że napisane w podobny sposób.
Oglądałam tylko film "Poradnik...", a do prozy tego autora mnie nie ciągnie. Szkoda, że schemat książek został powielony, przydałby się powiew świeżości.
OdpowiedzUsuńPowielony pod względem pomysłu na strukturę powieści, bo całość jest jak najbardziej ciekawa i warta zapoznania.
UsuńWstawki sportowe chyba by mnie zamęczyły, ale wszystko inne wydaje się całkiem niezłe... Przynajmniej po Twojej recenzji. Obawiam się tylko stylu autora. "Poradnik" mam i nadal czeka... Obawiam się, że jest zbyt "rozrywkowy", lekki, a po filmie (który uwielbiam) mam szczególnie duże oczekiwania.
OdpowiedzUsuńNie, obie książki zdecydowanie nie są rozrywkowe. Fakt, czyta się je przyjemnie, ale ich tematyka nie jest wcale łatwa.
UsuńCo do filmu nakręconego na podstawie "Poradnika..." to mnie kompletnie rozczarował. Znacznie bardziej podobała mi się książka i cieszę się, że najpierw ją przeczytałam, a potem wzięłam się za oglądanie filmu (którego swoją drogą nie skończyłam).
Film na podstawie "Poradnika..." był koszmarny do tego stopnia, że zupełnie zniechęcił mnie do poznania książki (wiem, wiem, najpierw książka, później film :P). Na "Niezbędnik..." może kiedyś się skuszę, choć póki co nie napalam się na powieść :)
OdpowiedzUsuńJa nawet nie dałam rady skończyć go oglądać. Bardzo się rozbiegał z moim wyobrażeniem, które dała mi książka :)
UsuńMoże kiedyś przeczytam, ale póki co nie mam ochoty na tego typu książki ;)
OdpowiedzUsuńJak wolisz :)
UsuńBardzo miło wspominam sobie tę książkę. Rozczarowało mnie jedynie jej zakończenie.
OdpowiedzUsuń