Chaos, wszędzie chaos
Youssef Rakha, Bejrut jest gdzieś tamtytuł oryginalny: Bejrut szi mahall
przekład: Agnieszka Piotrowska
seria: Lektury reportera
wydawnictwo: Dobra Literatura
data wydania: 23 października 2012 r.
liczba stron: 136
ISBN: 978-83-935437-0-0
okładka: miękka
Po książce Bejrut jest gdzieś tam spodziewałam się czegoś mocnego i egzotycznego. Tym bardziej, że takie właśnie wrażenia obiecywał mi wstęp, a raczej przedmowa do polskiego wydania. Rozczarowałam się jednak, bo zamiast wciągającej lektury otrzymałam reportaż sama nie wiem o czym, i ciekawa jestem czy autor sam ma pojęcie na jaki temat pisał.
Bejrut jest gdzieś tam to króciutki, bo liczący zaledwie sto trzydzieści sześć stron, reportaż z podróży egipskiego dziennikarza, Youssefa Rakha, do stolicy Libanu. Jaki był cel rzeczonej wędrówki? Nie wiem. Naprawdę. Publikacja składa się ze zlepków historii, sytuacji politycznej panującej w Libanie w latach 1975–2005 i niezbornych opisów napotkanych ludzi. Takie przedstawienie historii sprawia bardzo chaotyczne wrażenie, tym bardziej że autor nie trzyma się żadnej chronologii, tudzież określonego schematu. Przeskakuje z tematu na temat, trudno jest nadążyć za jego myślami i wyłapać sens o co w tym wszystkim chodzi. W jednym akapicie pisze o politycznych konotacjach wojny domowej w Libanie, by w drugim opisać, że w momencie pogrzebu Arafata... siedział na kiblu. Ale kogo to obchodzi? Tak samo jak jego seksualne podboje i fakt, że woli starsze kobiety. Za nic nie potrafiłam znaleźć sensu takiego pisania.
Autor nie opowiada się po żadnej stronie konfliktu, ani za muzułmanami, ani za chrześcijanami. Być może to generuje swoisty chaos w jego reportażu. Może. Bo w tym momencie nie ma stanowiska, które mógłby bronić i wokół niego skoncentrować swoją powieść. Ale to są tylko moje przypuszczenia.
A tytułowy Bejrut? No cóż... prawie go nie ma. Na dobrą sprawę Rakha poświęcił mu tylko kilka akapitów, które nawet nie potrafiły oddać jego atmosfery. Jedyne, czego udało mi się dowiedzieć to to, że stolica Libanu stylizuje się na prozachodnią modłę wraz z jej wolnością obyczajów. Tyle. Nic więcej z lektury nie udało mi się wynieść. Żadnej atmosfery orientu, ukazania społeczeństwa jeszcze kilka lat temu przebywającego pod okupacją wojsk syryjskich. Tylko nazwiska, nazwiska i przypisy na pół strony. Aha, i cytaty z artykułu Rakhy, opublikowanego w bejruckiej gazecie „Zawaja”. Niech żyje autopromocja!
Bejrut jest gdzieś tam zupełnie mi się nie podobało. Oczekiwałam wciągającego reportażu, a dostałam pseudointelektualną papkę. Nawet recenzję nie bardzo udało mi się sklecić. Nie polecam.

Coś mi się wydaje, że zabrakło pomysły na ten reportaż, chyba że miszmasz ma być jego znakiem rozpoznawczym ;-)
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że nie wiem jak jest z innymi publikacjami autora, i wcale nie mam ochoty ich poznawać ;)
UsuńNie czytałam, nie znam, ale po tym, co piszesz, od razu widać, że to marny reportaż. 136 stron o Bejrucie... Nie przekonuje ;)
OdpowiedzUsuńMoże i byłoby z tego coś fajnego, nawet na tych stu trzydziestu sześciu stronach, ale pod warunkiem, że faktycznie byłyby o Bejrucie, a nie o... kij wie czym :)
UsuńNie cierpię jak autor pcha takie dziwne, osobiste wstawki do reportażu, podczas gdy czytelnika dużo bardziej interesuje to, co widział w danym miejscu i co o nim wie. Podobnie męczyłam się przy którejś książce Kruszony.
OdpowiedzUsuńBezczelnie podczepiam się pod Twoją wypowiedź :P
UsuńJa również. :/
UsuńCzyli "Bejrut jest gdzieś tam" to nie jedyny gniot wśród reportaży...
UsuńZastanawiam się jaki jest cel wydawania takich książek. Chyba tylko z uwagi na to, że ktoś temu panu sponsorował wyjazd do Bejrutu i głupio było, żeby hajs się nie zgadzał :/ Dziwne to takie trochę - zostanę przy Czarnym :P
OdpowiedzUsuńNiby pan autor pojechał tam za własne pieniądze, ale kto go tam wie...
UsuńŚmiech mnie ogarnia jak widzę książkę pretendującą do miana reportażu, która ma ledwie ponad sto stron. Moim zdaniem nie da się stworzyć ciekawego reportażu w tak niewielkiej objętościowo publikacji. No i najgorsze jak jeszcze autor pisze jakieś totalne głupoty, które nikogo nie interesują. Współczuję, że trafiła Ci się tak słaba książka.
OdpowiedzUsuńCałe szczęście mam ją już za sobą i powoli wymazuję ją z pamięci ;)
UsuńMnie również taka forma by mocno rozczarowała. Raczej nie przeczytam.
OdpowiedzUsuńZdecydowanie odradzam.
Usuń