Morze tajemnic
Erik Larson, Tragedia „Lusitanii”tytuł oryginalny: Dead Wake
przekład: Monika Wyrwas-Wiśniewska
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 30 marca 2016 r.
liczba stron: 480
ISBN: 978-83-7999-574-5
okładka: twarda
Zdarza się, że niektóre książki z literatury faktu wciągają czytelnika o wiele mocniej niż zwykłe powieści. Tak było w przypadku, gdy wzięłam się za lekturę Tragedii „Lusitanii”, transatlantyckiego parowca, który w trakcie I wojny światowej został storpedowany przez niemiecki okręt podwodny u wybrzeży Anglii. Zginęło wtedy ponad 1000 osób.
RMS „Lusitania” był w swoim czasie najszybszym, największym i szalenie luksusowym statkiem transatlantyckim należącym do linii Curanda. Potrafił rozwinąć prędkość 25 węzłów, dzięki czemu podróż przez Atlantyk była w miarę szybka. Kursował nawet w okresie I wojny światowej, kiedy to Niemcy położyli duży nacisk na wojnę na morzu. Jednakże jako statek pasażerski „Lusitania” była bezpieczna, a przynajmniej tak się wydawało, do czasu. Okręt został zatopiony u wybrzeży Wielkiej Brytanii 7 maja 1915 roku.
Spośród 1959 pasażerów i załogi „Lusitanii” przeżyły tylko 764 osoby; łącznie zginęło 1195 osób. Z 33 niemowląt przebywających na pokładzie przeżyło tylko sześcioro. Ciał ponad 600 pasażerów nigdy nie odnaleziono.
W Tragedii „Lusitanii” autor szczegółowo opisuje wydarzenia, które miały miejsce owego feralnego dnia 7 maja 1915 roku. Co ważne, nie skupia się tylko na nich, lecz zarysowuje szerokie tło historyczno-polityczne, skupiając się na zdarzeniach, które w dużej mierze przyczyniły się do jednej z największych morskich tragedii. Zanim więc czytelnik przeczyta o samym zatopieniu i zatonięciu „Lusitanii”, zapozna się z początkiem I wojny światowej, o tym jak na samym jej początku ani Niemcy, ani Wielka Brytania nie pojmowały znaczenia okrętów podwodnych oraz tego, że już wkrótce całkowicie odmienią losy konflikt. Dużo miejsca poświęcono też początkowej neutralności Stanów Zjednoczonych, która stopniowo przechodziła w nastawienie prowojenne wraz z doniesieniami o storpedowaniach kolejnych statków płynących pod banderami państw neutralnych, na pokładach których często podróżowali obywatele amerykańscy. Szalę goryczy przechyliło zatopienie „Lusitanii”.
Wydarzenia przedstawione w publikacji przebiegają dwutorowo. W poszczególnych rozdziałach czytelnik towarzyszy pasażerom „Lusitanii” w ich rejsie i poznaje jak w owych czasach wyglądała podróż przez Atlantyk. Sporo uwagi skierował przy tym na postać kapitana „Lusitanii”, Turnera, opisując zarówno jego ścieżkę kariery, ale też cechy charakteru, które odegrają później ważną rolę w dniu tragedii, a także późniejszych wydarzeniach. W następnych rozdziałach czytelnik przenosi się na pokład U-boota i zapoznaje ze specyfiką życia na okrętach podwodnych i sposobie ich walki. Najwięcej miejsca poświęcono oczywiście dowódcy U-20, Waltherowi Schwiegerowi, który żądny sławy i pochwał, wydał rozkaz storpedowania „Lusitanii”.
Korzystając z bogatych i różnorodnych źródeł autor przedstawił czytelnikom nie tylko owe tragiczne wydarzenia, ale też wszystko to, co miało miejsce później. Prezentuje teorie, które miały na celu wyjaśnienie drugiego wybuchu pod pokładem. Schwieger utrzymywał, że wystrzelił w kierunku statku tylko jedną torpedę, zaś ocalali z katastrofy zgodnie utrzymują wersję, że doszło do dwóch wybuchów. Co spowodowało drugi? Nigdy nie wydano jednoznacznej opinii pod tym względem. Ważny jest również aspekt polityczny, dotyczący konkretnie pracy służb wywiadowych Wielkiej Brytanii, w tym przede wszystkim Pokoju 40, który zebrał wiele istotnych informacji na temat planów zatopienia „Lusitanii”. Informacji, których nie wykorzystano by zapobiec tragedii. Nie bez winy był też armator, Curand Line, który wymuszając na kapitanach wprowadzenie oszczędności w postaci zakazu płynięcia z pełną prędkością, by zmniejszyć zużycie węgla...
Tragedię „Lusitanii” czyta się naprawdę dobrze i – o dziwo – szybko. Zdarzają się drobne wtrącenia ze słownictwem morskim, technicznym czy wojskowym, lecz nie są one skomplikowane i ich wyjaśnienie w żaden sposób nie komplikuje lektury. Ilość przypisów i bogata bibliografia podana na końcu książki robią wrażenie i pozwalają dociekliwym czytelnikom na samodzielne zagłębienie się w historii. Lecz i bez tego, Tragedia „Lusitanii” to wstrząsająca lektura, która nikogo nie pozostawi obojętnym, zapewniam.
Za możliwość uczestniczenia w ostatnim rejsie „Lusitanii”
serdecznie dziękuję sklepowi internetowemu Empik!


Bardzo chętnie pogłębię swoją znajomość tematu. Poza tym zatonięcie "Lusitanii" to jedna z tych historii, która ogromnie mnie porusza, więc tym bardziej jest to lektura dla mnie.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że porusza bardzo i to z naprawdę różnych powodów. Nie tylko w kwestii, że tyle osób zginęło, ale też z powodu błędów ze strony brytyjskiej marynarki wojennej...
UsuńPrzyniosłam ją sobie z biblioteki, mam nadzieję, że spełni moje oczekiwania:)
OdpowiedzUsuńŻyczę udanej lektury w takim razie i czekam na Twoją opinię :)
UsuńJa to właśnie też chcę ją przeczytać, bo mi się wydaje, że dla Brytyjczyków zatonięcie tego statku było szalenie na rękę. Ale żeby tak w ciemno głupot nie pisać, to z wielką chęcią się zapoznam z tą książką - czekałem właśnie na Twoją opinię, bo widziałem, że czytasz (tak, podglądam Cię :D).
OdpowiedzUsuńOj, bardzo na rękę, baaardzo... Ta kwestia zresztą została poruszona w książce :)
Usuń