Umarli nigdy nie przestają gadać
Marlon James, Krótka historia siedmiu zabójstwtytuł oryginalny: A Brief History of Seven Killings
przekład: Robert Sudół
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 26 października 2016 r.
liczba stron: 752
ISBN: 978-83-08-06221-0
okładka: twarda
Nie dajcie się zwieść tytułowi, Krótka historia siedmiu zabójstw to długa, pogmatwana i dość wymagająca lektura, której trzeba poświęcić sporo czasu i uwagi, by się w niej nie pogubić. A czego to w Krótkiej historii... nie ma! Narkotyki, prostytucja, korupcja, walka o władzę... a wszystko to w rytmach muzyki reggae.
Fabuła zbudowana jest wokół wydarzeń z 5 grudnia 1976 roku, kiedy to przed charytatywnym koncertem Smile Jamaica została zaatakowana ikona Jamajki, Bob Marley. Nie było ofiar śmiertelnych, lecz kilka osób zostało rannych, wśród nich sam muzyk. Akcja powieści rozpoczyna się kilka dni wcześniej, 2 grudnia 1976 roku. Czytelnik poznaje kolejne postacie, których w powieści jest naprawdę sporo, a także zapoznaje z gorącą sytuacją polityczną, jaka w tamtym czasie miała miejsce, zaś kończy się w marcu 1991.
Trudno mi było sklasyfikować Krótką historię siedmiu zabójstw. Są w niej elementy sensacji, thrillera politycznego, ale też twardej powieści obyczajowej. Autor szczegółowo opisuje brutalny świat, pełen nieuzasadnionej przemocy, zarówno ze strony gangsterów, jak i policji. Świat, w którym liczy się mieć, a nie być. Gdzie miejsce urodzenia i zamieszkania z góry decyduje kim jesteś i kim będziesz. W powieści pełno jest emocji, głównie złości, nienawiści i zwykłej ludzkiej frustracji. To one nadają bieg kolejnym wydarzeniom, a po skończonej lekturze sprawiają, że człowiek czuje się brudny i wypompowany.
Grono bohaterów, pojawiających się na stronach książki, jest naprawdę szerokie i różnobarwne. Są szefowie gangów i ich żołnierze, skorumpowani politycy i brutalna policja, prostytutki i dziennikarze, agenci amerykańskich służb wywiadowczych i zwykli Jamajczycy, którzy zastanawiają się dokąd zmierza ich ojczyzna. A wśród nich wszystkich on, Bob Marley. Co ciekawe, autor skutecznie unika wymieniania tego imienia i nazwiska, posługując się mianem Śpiewaka i podobnymi. Choć fabuła książki kręci się wokół nieudanego zamachu na Marleya, to nie jest on pierwszoplanowym bohaterem. Jest on raczej wspominany przez bohaterów powieści, każda z nich ma swój własny stosunek do jego osoby. Część go ubóstwia, inni mają mu za złe kolejne zachowania i posunięcia.
Niemniej jednak muszę przyznać, że powieść mnie nieco rozczarowała. Albo może inaczej – miałam w stosunku do niej zupełnie inne oczekiwania. Spodziewałam się kryminału, powieści sensacyjnej z szybką akcją, a dostałam powieść, w której dzieje się za dużo. Po prostu. Na dodatek Marlon James dość często przeskakuje od wątku politycznego (walka między socjalistyczną Ludową Partią Narodową a Jamajską Partią Pracy) do powiązanej z nim ingerencji ze strony obcych państw i walk o realną władzę gangów, po życie codzienne zwykłych mieszkańców Jamajki. Motywy te, choć współgrające, są ze sobą mocno pomieszane. Chociaż w ten sposób autor odmalował swoisty obraz epoki, to niestety przyznaję się, że nie mogłam za tym wszystkim nadążyć.
No i ten język. Miałam z nim problemy, wszystkie te kolokwializmy, błędy popełniane przez poszczególne postacie, ogólne niechlujstwo wypowiedzi. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że taki właśnie efekt chciał uzyskać autor – i doskonale mu się to udało. Jednak mi trudno było mi się przez to przebić. Niemniej jednak podziwiam tłumacza, który odwalił kawał naprawdę dobrej roboty przy przekładzie, by cały ten slang brzmiał naturalnie.
Podsumowując, Krótka historia siedmiu zabójstw to powieść dla osób lubiących, gdy w książce dużo się dzieje. Szybkie tempo akcji współgra z barwnym tłem i wyrazistym, choć dość trudnym i specyficznym językiem. Ciągle przeplatające się wątki mogą wprowadzić wrażenie chaosu, ale część czytelników może uznać to atut tej powieści. Mnie ta powieść nie powaliła na kolana, ale może Wam przypadnie do gustu, czego Wam życzę.
Trudno mi było sklasyfikować Krótką historię siedmiu zabójstw. Są w niej elementy sensacji, thrillera politycznego, ale też twardej powieści obyczajowej. Autor szczegółowo opisuje brutalny świat, pełen nieuzasadnionej przemocy, zarówno ze strony gangsterów, jak i policji. Świat, w którym liczy się mieć, a nie być. Gdzie miejsce urodzenia i zamieszkania z góry decyduje kim jesteś i kim będziesz. W powieści pełno jest emocji, głównie złości, nienawiści i zwykłej ludzkiej frustracji. To one nadają bieg kolejnym wydarzeniom, a po skończonej lekturze sprawiają, że człowiek czuje się brudny i wypompowany.
Grono bohaterów, pojawiających się na stronach książki, jest naprawdę szerokie i różnobarwne. Są szefowie gangów i ich żołnierze, skorumpowani politycy i brutalna policja, prostytutki i dziennikarze, agenci amerykańskich służb wywiadowczych i zwykli Jamajczycy, którzy zastanawiają się dokąd zmierza ich ojczyzna. A wśród nich wszystkich on, Bob Marley. Co ciekawe, autor skutecznie unika wymieniania tego imienia i nazwiska, posługując się mianem Śpiewaka i podobnymi. Choć fabuła książki kręci się wokół nieudanego zamachu na Marleya, to nie jest on pierwszoplanowym bohaterem. Jest on raczej wspominany przez bohaterów powieści, każda z nich ma swój własny stosunek do jego osoby. Część go ubóstwia, inni mają mu za złe kolejne zachowania i posunięcia.
Niemniej jednak muszę przyznać, że powieść mnie nieco rozczarowała. Albo może inaczej – miałam w stosunku do niej zupełnie inne oczekiwania. Spodziewałam się kryminału, powieści sensacyjnej z szybką akcją, a dostałam powieść, w której dzieje się za dużo. Po prostu. Na dodatek Marlon James dość często przeskakuje od wątku politycznego (walka między socjalistyczną Ludową Partią Narodową a Jamajską Partią Pracy) do powiązanej z nim ingerencji ze strony obcych państw i walk o realną władzę gangów, po życie codzienne zwykłych mieszkańców Jamajki. Motywy te, choć współgrające, są ze sobą mocno pomieszane. Chociaż w ten sposób autor odmalował swoisty obraz epoki, to niestety przyznaję się, że nie mogłam za tym wszystkim nadążyć.
No i ten język. Miałam z nim problemy, wszystkie te kolokwializmy, błędy popełniane przez poszczególne postacie, ogólne niechlujstwo wypowiedzi. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że taki właśnie efekt chciał uzyskać autor – i doskonale mu się to udało. Jednak mi trudno było mi się przez to przebić. Niemniej jednak podziwiam tłumacza, który odwalił kawał naprawdę dobrej roboty przy przekładzie, by cały ten slang brzmiał naturalnie.
Podsumowując, Krótka historia siedmiu zabójstw to powieść dla osób lubiących, gdy w książce dużo się dzieje. Szybkie tempo akcji współgra z barwnym tłem i wyrazistym, choć dość trudnym i specyficznym językiem. Ciągle przeplatające się wątki mogą wprowadzić wrażenie chaosu, ale część czytelników może uznać to atut tej powieści. Mnie ta powieść nie powaliła na kolana, ale może Wam przypadnie do gustu, czego Wam życzę.
Za podróż przez Jamajkę lat siedemdziesiątych serdecznie dziękuję
Wydawnictwu Literackiemu!


To musi być niesamowita lektura! Chciałabym się z nią zmierzyć! ☺
OdpowiedzUsuńZmierzyć to bardzo dobre słowo w ujęciu tej książki :)
UsuńZ jednej strony jestem tej powieści bardzo ciekawa, z drugiej obawiam się, że będę miała podobne kłopoty co, Ty. Niby lubię szybką akcję, ale nie przepadam za wrażeniem, że poszczególnych wątków i wydarzeń jest za dużo. Jeszcze muszę przemyśleć sprawę.
OdpowiedzUsuńKoniecznie przemyśl, bo tutaj naprawdę jest zatrzęsienie i wątków, i bohaterów. Łatwo się pogubić w tym nadmiarze.
UsuńImponuje skala podjętego ambitnego wyzwania, siła wnikania w przedstawiany świat, szczegółowość jego przedstawiania i odmalowywania. :)
OdpowiedzUsuńBookendorfina
Oj, odmalowanie świata bardzo się udało autorowi, to trzeba przyznać :)
Usuń