Jeśli bardzo się czegoś pragnie, zawsze jest nadzieja
Matthew Quick, Poradnik pozytywnego myśleniatytuł oryginału: Silver Linings Playbook
przekład: Maria Borzobohata-Sawicka, Joanna Dziubińska
wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
data wydania: 6 marca 2013 r.
liczba stron: 374
ISBN: 978-83-7515-264-7
ocena: 6/6
Zwlekałam trochę, zanim zabrałam się za czytanie Poradnika pozytywnego myślenia. Przede wszystkim chciałam przeczytać tą książkę na spokojnie, bez medialnego szumu, który wokół niej powstał (szczególnie po zekranizowaniu). Przeczytałam kilka recenzji Poradnika..., wszystkie szalenie pozytywne, ale chciałam wyrobić sobie własną opinię. A potem oglądnąć film, tak hojnie obsypywany nagrodami. Ale najpierw książka. Książka, która mnie urzekła. Oczarowała. Od której nie mogłam się oderwać.
Pat Peoples ma ponad trzydzieści lat. Kilka ostatnich spędził w „niedobrym miejscu”, szpitalu psychiatrycznym. Nie wie dlaczego w nim wylądował i ile ostatecznie spędził w nim czasu. Wie natomiast jedno: że był niezbyt dobrym mężem dla swojej żony Nikki. Czas spędzony w „niedobrym miejscu” postanowił więc spędzić na doskonaleniu się, pod każdym możliwym względem. Zaczął dbać o siebie i regularnie ćwiczyć. Zainteresował się literaturą współczesną. Stara się być miłym, być optymistą. Wyjście ze szpitala psychiatrycznego oznacza dla niego jedno: koniec „rozłąki” z Nikki. Postanawia być dla niej dobrym mężem i ogólnie być dobrym człowiekiem. Ale całe jego otoczenie działa przeciwko niemu. Temat jego żony w ogóle nie jest poruszany w rozmowach, a jeśli tylko Pat o niej wspomni, temat rozmowy szybko zostaje zmieniony. Jednakże według mężczyzny życie to film, a jak powszechnie wiadomo, mają one szczęśliwe zakończenia. Dlatego też nie przestaje myśleć pozytywnie i dąży do osiągnięcia postawionego sobie celu. Lecz czy to wystarczy?
Pamiętaj, przyszłość zaczyna się dziś.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałam powieść, która tak na mnie działała, którą tak przeżywałam. Od samego początku. I po trosze żałuję, że dopiero teraz ją przeczytałam. Bo przecież miałam możliwość poznania Pata już wcześniej. To o niego tu przede wszystkim chodzi. Polubiłam faceta od pierwszych stron powieści. Pat jest trochę nieporadny i niepotrafiący się odnaleźć w sytuacji, ale za to bardzo sympatyczny i naładowany niezwykle pozytywną energią.
Świadomość, że cuda się zdarzają, wielu ludziom daje siłę do życia.
Pat to postać, której kibicuje się od momentu poznania. Nie wiemy wiele o jego przeszłości: dlaczego znalazł się w szpitalu psychiatrycznym i jak długo tam przebywał, i wydaje się dziwne, że ktoś tak szalenie pozytywny mógł w ogóle znaleźć się w takim miejscu. I choć czasami miałam ochotę po przyjacielsku trzepnąć go w łeb, aby się opamiętał w swojej pogoni za żoną, to przede wszystkim bardzo się do niego przywiązałam i życzyłam mu wszystkiego dobrego, niekoniecznie wiążącego się z życiem z Nikki.
Tiffany natomiast stanowiła zagadkę. Chociaż już od momentu kiedy się pojawia przeczuwamy, jak rozwinie się ta znajomość, to nie wiemy w jaki sposób do tego dojdzie. Bo Tiffany też jest kobietą z przeszłością i, podobnie jak Pat, nie jest uważana przez ogół społeczeństwa za osobę normalną. Na swój sposób prześladuje Pata, który początkowo stara się od niej uwolnić, by z czasem potrzebować jej bardziej.
– Życie jest ciężkie Pat, i dzieci muszą się o tym dowiedzieć.
– Dlaczego?
– Żeby potrafiły współczuć innym. Żeby rozumiały, że niektórym ludziom jest trudniej i że jazda przez ten świat może być bardzo zróżnicowanym doświadczeniem, w zależności od tego, jakie substancje szaleją komuś w mózgu.
Jak wspomniałam na wstępie, nie mogłam się oderwać od czytania. Słodko-gorzka historia Pata wciągnęła mnie mocno. Wydawać by się mogła dosyć schematyczna, typowa, ale jeśli się w nią zagłębimy, przestaje taka być. Przede wszystkim dzięki dużej dawce optymizmu i nadziei, którą wręcz promieniuje powieść. Jest to ciepła, wzruszająca i naprawdę przyjemna powieść, do której na pewno niejeden raz wrócę.
I nawet nie zniechęciły mnie częste wstawki dotyczące amerykańskiego futbolu, co zazwyczaj nieco odtrąca mnie od lektury. Choć przyznam szczerze, że trochę się zdenerwowałam, kiedy w Poradniku pozytywnego myślenia przeczytałam o zakończeniach dwu książek, które chciałam przeczytać w najbliższej przyszłości, Wielkiego Gatsby’ego i Pożegnania z bronią. Złość jednak przeszła mi bardzo szybko.
W pewnym sensie Pat miał rację, jego życie to film, który zakończy się happy endem, chociaż nie będzie on taki, jakim go oczekiwał na samym początku.

Nieźle, nieźle 6/6, nie często się zdarzają takie książki, które niesamowicie przypadną do gustu. Wiem, że koniecznie będę musiała ją przeczytać :)
OdpowiedzUsuńDobrze powiedziane, koniecznie ;)
UsuńCzytałam i mile wspominam. :)
OdpowiedzUsuńNie wiem jak Ty, ale ja na pewno do niej wrócę ;)
UsuńOglądałam film. Wiem, zła kolejność. Ale nie mogłam się oprzeć Cooperowi, oj, mam do faceta słabość :) I nie ukrywam, że film mnie odrobinkę rozczarował. Książkę chętnie przeczytam, fajne cytaty zamieściłaś, a nawet ten futbol jakoś przeboleję. Co do spoilerowania zakończeń innych książek to jeszcze się z tym nie spotkałam. Zgroza! Za to powinny być bardzo surowe kary :)
OdpowiedzUsuńSłyszałam o filmie, że trochę rozczarowuje, że główny nacisk położony jest na wątek romansowy Pat-Tiff, a nie na samego Pata, na jego rozterki. Ale i tak oglądnę, też ze względu na pana Coopera ;)
UsuńI zgadzam się co do kar za spoilery książek w innych książkach! Tak nie można ;)
Zachęcająca recenzja. Oglądałam film, ale nie czytałam książki, muszę jednak się za nią zabrać, bo film okazał się dla mnie rozczarowaniem. :)
OdpowiedzUsuńJa się tym razem mocno trzymałam kolejności najpierw książka, potem film :)
UsuńKsiążki nie znam, film oglądałam. A Twoja recenzja brzmi bardzo zachęcająco! ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję ;)
UsuńZamówione, niedługo zasili stos nieprzeczytanych książek, który bezustannie rośnie! :)
UsuńNie czytałam książki i nie oglądałam filmu, ale mam ochotę i na jedno, i na drugie. Widzę, że warto. :)
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o film to jeszcze nie wiem czy warto, ale książkę polecam jak najbardziej :)
UsuńO, ciekawe :)
OdpowiedzUsuńJa mam tendencję, że unikam wszystkich książek i filmów, wokół których jest taki szum, ale chyba się skuszę.
Powiem Ci, że tutaj warto się skusić, ze względu na Pata :)
UsuńPodobnie jak Ty, czekałam aż troszkę uspokoi się medialna burza wokół książki i filmu. A ponieważ również wolałabym zacząć od czytania książki, to film poczeka troszkę dłużej na swoją kolej :)
OdpowiedzUsuńW takim razie czekam aż przeczytasz książkę i podzielisz się swoją opinią na jej temat ;)
UsuńWłaśnie widziałem że pojawiła się na półce w domu i grzecznie wpisałem się na listę oczekujących.
OdpowiedzUsuńCzekam na Twoją opinię w takim razie :)
UsuńChyba przydałaby mi się taka książka, bo jestem urodzoną pesymistką (choć mówię, że jestem realistką) :P
OdpowiedzUsuńZaczytywałem się kiedyś w podobnej literaturze, dlatego z całą pewnością mogę stwierdzić, że warto i tę książeczkę przeczytać. Człowiek powinien cały czas się doskonalić.
OdpowiedzUsuńJa wybrałem się do kina na film i to był błąd. Wynudziłem się.
OdpowiedzUsuńFilm moim zdaniem jest naprawdę znakomity!:) Ma w sobie to coś, co wyróżnia go od innych dennych romansideł:) Nie jestem zwolennikiem czytania książek po obejrzeniu już ekranizacji, ale być może na "Poradnik..." kiedyś się skusze:)
OdpowiedzUsuńBardzo chętnie przeczytam, uwielbiam takie historie:)
OdpowiedzUsuń