M jak mogło być lepiej
Neil Gaiman, M jak Magiatytuł oryginalny: M is for Magic
przekład: Paulina Braiter
wydawnictwo: MAG
data wydania: 16 marca 2007 r.
liczba stron: 230
ISBN: 978-83-7480-052-5
ocena: 4/6
Gaiman, pisarz czarujący słowem, aczkolwiek specyficzny. Jego powieści albo się uwielbia, albo omija szerokim łukiem. Jeśli o mnie chodzi należę do pierwszej grupy osób. Odkąd przeczytałam Księgę cmentarną, sięgam po wszystko, gdzie jako autor wymieniony został pan Gaiman. Tym razem wybór padł na króciutki zbiór opowiadań M jak Magia. I – tak jak napisałam w tytule – mogło być lepiej.
M jak Magia to zbiór jedenastu opowiadań. Niektóre z nich zajmują trzy kartki, inne zajmują ich trzydzieści. Ale nie o długość tu chodzi, tylko o jakość. A z tą jakością w przypadku tego zbioru było dość różnie, bowiem obok rewelacyjnych opowiadań, pojawiały się te niezbyt udane w mojej ocenie. Taka nierówność zabierała trochę przyjemności wynikającej z czytania, ale ogólnie rzecz ujmując: źle nie było.
Opowiadania to niewielkie okienka do innych światów, innych umysłów i snów. To podróże, które pozwalają odwiedzić drugi koniec wszechświata i zdążyć wrócić na kolację.
– twierdzi autor we wstępie swojej książki. Całkowicie się z nim zgadzam. Opowiadanie pozwala na zakosztowanie różnych stylów pisarskich i jeśli któreś z nich się nie spodoba, to nie będzie nas długo męczyć, bowiem wiemy, że za kilka stron wkroczymy w nowy świat, rozpoczniemy nową przygodę.
Do moich faworytów z tego zbioru na pewno należą opowiadania: „Nie pytaj diabła”, „Trollowy most” i „Cena”.
„Nie pytaj diabła” zajmuje raptem trzy strony, dzieje się w nim niewiele, ale... przemawia do wyobraźni. A traktuje o... zabawce, diable w pudełku, który nawiedza dziecięce sny. Dlaczego akurat to opowiadanie mi się podobało? Bo... wiem jak to jest bać się zabawki (chwila wiedźmich zwierzeń). Moim strachem z dzieciństwa są... klauny. W sumie to, jeśli mam być szczera, to nadal się ich boję. Panicznie. Ilekroć jakiegoś widzę, to przed oczami staje mi postać Pennywise’a z To Kinga... Ok, lepiej skończę temat...
„Trollowy most” – pierwsze opowiadanie Gaimana, które kiedykolwiek przeczytałam. I które zapamiętałam, a to wszystko zawdzięczam mojemu bliskiemu kumplowi. I chociaż nie od razu zapałałam miłością do pana Gaimana, to teraz to nadrabiam. Mogłabym rzec, że była to lokata długoterminowa, ale za to bardzo satysfakcjonująca na końcu.
„Cena”. Jestem kociarą, więc wszystko, co kocie, nie jest mi obce. A „Cena” to właśnie opowiadanie o kocie-przybłędzie, który broni pewną rodzinę przed złem niewiadomego pochodzenia.
Istota, która przychodzi do mojego domu, nie zjawia się każdej nocy. Przychodzi jednak bardzo często. Można to poznać po pokrywających kota ranach i bólu, jaki dostrzegam w jego lwich oczach. Stracił już władzę w lewej przedniej łapie, jego prawe oko zamknęło się na dobre.Zastanawiam się czym sobie zasłużyliśmy na Czarnego Kota. Zastanawiam się, kto go przysłał. I, przerażony i samolubny, zastanawiam się też, jak wiele jeszcze zniesie.
Chociaż w zbiorze znajdują się opowiadania, które pojawiły się już np. w zbiorze Dym i lustra czy innych książkach, jak chociażby opowiadanie „Nagrobek dla wiedźmy”, które pojawiło się w wydanej później (wg. bibliografii powieści Gaimana) Księdze cmentarnej.
Jednakże jeśli chodzi o mnie, lektura książki M jak Magia była przyjemnością, pomijając kilka wpadek. Myślę jednak, że bardziej wciągające są Gaimanowe powieści, dlatego też kolejną książką tego pana, jaką mam w planach, będzie Nigdziebądź.
Gaiman to ten sam Gaiman co tam jakieś opowiadanka z Pratchettem pisał? Jeżeli tak to sprawdzę, bo o ile pamiętam to bardzo zabawne historyjki były :)
OdpowiedzUsuńTak, to ten :) Z Pratchettem napisał "Dobry omen". Przynajmniej tylko ten tytuł kojarzę, może być ich więcej :)
UsuńCzyli podobnie jak ja odebrałaś tę pozycję :) Ja wolę zdecydowanie dłuższe twory Gaimana i komiksy. Opowiadania jego autorstwa są dla mnie męczące, głównie dlatego że są strasznie nierówne.
OdpowiedzUsuńKomiksów Gaimana jeszcze nie czytałam, ale może kiedyś się na nie skuszę :)
UsuńUrocza okładka. Ale skoro Mogło być lepiej, to ja spasuję, choć, kurczę, lubię opowiadania. A ten najdłuższy cytat całkiem fajny, też jestem niereformowalną kociarą :) A wiesz, King inaczej opisał opowiadania we wstępie do "Szkieletowej załogi". Tam porównał powieść do długo trwającego romansu, zaś opowiadanie - do krótkiego pocałunku, muśnięcia, co by nie powiedzieć - one night standu :) I ja się z tym zgadzam, jak i z Gaimanem, krótkie twory też mają swoje piękno.
OdpowiedzUsuńHmm... czytałam "Szkieletową załogę" i faktycznie coś takiego napisał we wstępie... :)
UsuńM jak Magia to całkiem przyzwoity zbiór opowiadań, tylko tyle że "nierówny". Jak będziesz miała kiedyś okazję to do przeczytaj :)
Dziękuję za podesłanie linku do recenzji,
OdpowiedzUsuńzostała ona dodana do wyzwania.
Pozdrawiam!
PS> Tu Miłośniczka Książek. Kochany Google+ zmienił mi dane po synchronizacji bloga z kontem...
Uwielbiam "Trollowy most". Moim zdaniem to co fajne w zbiorach opowiadań, to ta nierówność. Nie żebym lubił słabe opowiadania. Po prostu wynika ona często z różnego stylu poszczególnych opowieści. Dzięki temu każdy znajdzie coś dla siebie. Pamiętam zbiór opowiadań który dzieliłem z dziewczyną. Oboje go uwielbialiśmy. Oboje za zupełnie inne historie.
OdpowiedzUsuńMi taka nierówność trochę przeszkadza, tym bardziej jeśli zbiór zaczyna się od odpowiadania dobrego, potem jest jeszcze lepsze opowiadanie i nagle bum! coś słabego.
UsuńTak, wiem, kwestia gustu, ale Gaiman bardziej mi pasuje w powieściach jednak :)
Teoretycznie nie przepadam za opowiadaniami, ale na te jakoś mam ochotę :D
OdpowiedzUsuńJa je uwielbiam i tą książeczkę mogę Ci polecić :) Przekrój opowiadań w niej zawartych jest tak szeroki, że na pewno coś dla siebie znajdziesz :)
UsuńNie, nie, nie. Już naczytałam się ostatnio opowiadań i mimo to, że nie były one złe, to daję sobie z nimi spokój.;)
OdpowiedzUsuńCo kto lubi ;)
UsuńAch, Nigdziebądź to z kolei moja pierwsza książka Gaimana, a wszystkie wymienione dziś przez Ciebie opowiadania znam, większość z "Dym i Lustra".
OdpowiedzUsuńI ja również jestem wielką entuzjastką tego pisarza. :)
"Nigdziebądź" ciągle przede mną, więc spodziewam się najlepszego po tej powieści :)
UsuńJa "Nigdziebądź" przeczytałam, jak związałam się z moim aktualnym chłopakiem (no, czyli 3 lata temu), pod jego wpływem. Do dziś tekst "Panie Croup... - Tak, panie Vandemar" jest u nas klasykiem ;)
UsuńPS jest miniserial, po przeczytaniu zachęcam do obejrzenia :)
Dzięki za informację. Jak tylko przeczytam "Nigdziebądź" to poszukam miniserialu :)
UsuńO panu Gaimanie słyszałam już wiele razy i od dawna chcę coś przeczytać, ale jakoś nadal nie ma okazji. Już jakiś czas, na oku mam "Nigdziebądź", więc poczekam na Twoją recenzję i zobaczymy ;)
OdpowiedzUsuńMyślę, że w czerwcu przeczytam "Nigdziebądź". Takie przynajmniej mam plany na tą chwilę ;)
Usuń