No więc jakie to uczucie – zabić człowieka?
Åsa Larsson, Krew, która nasiąkłatytuł oryginalny: Det blod som spillts
przekład: Beata Walczak-Larsson
cykl: Rebeka Martinsson tom 2
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 11 stycznia 2011 r.
liczba stron: 423
ISBN: 978-83-08-04567-1
ocena: 3/6
Chyba nie jest mi po drodze, by zacząć czytanie jakiejkolwiek serii od pierwszego tomu. Moje ostatnie wybory czytelnicze to potwierdzają. Nie żebym specjalnie decydowała się na sięgnięcie po tom ze środka serii. Najczęściej robię to nieświadomie, po prostu biorę książkę do ręki i ją czytam, a potem się przekonuję, że było coś wcześniej. Ta sama historia powtórzyła się w przypadku lektury Krwi, która nasiąkła. I tym razem myślałam, że sięgnęłam po początek serii, ale jak się okazało wkrótce, jest to drugi tom cyklu powieści o Rebece Martinsson. Całe szczęście, podobnie jak w przypadku kryminałów Camilli Läckberg, są to książki, przy czytaniu których nie trzeba trzymać się kurczowo określonej kolejności, bowiem wydarzenia z poprzednich tomów zostają po trosze wyjaśnione. Przyjemnie byłoby jednak zmienić nawyk i przeczytać kiedyś jakąś serię po kolei.
W Jukkasjärvi, małym miasteczku na północy Szwecji, w kościele parafialnym dochodzi do brutalnego morderstwa. Jego ofiarą jest Mildred Nilsson, pastor, której dość kontrowersyjne pomysły dzieliły miejscową społeczność. Wkrótce okazuje się, że modus operandi mordercy jest podobny morderstwa sprzed półtorej roku, kiedy to został zabity inny duchowny, Wiktor Strandgård. Problem w tym, że morderca, a konkretniej mordercy Strandgårda nie żyje. Zginęli z ręki prawniczki, Rebeki Martinsson. Od tego czasu Rebeka ma problemy ze swoją psychiką. Nie może nigdzie znaleźć miejsca, podświadomość podpowiada jej, że wszyscy o niej mówią. O niej i o tym co zrobiła. Unika więc kontaktu ze wszelkiego rodzaju mediami. Nieświadoma wydarzeń w Jukkasjärvi, Rebeka udaje się tam w podróż służbową właśnie do tamtejszej parafii. Kiedy dowiaduje się o popełnionym tam morderstwie, wracają do niej demony przeszłości...
– Czasami chce mi się rzygać. – powiedziała zmęczonym głosem.
– Czasami jest to wliczone w obowiązki zawodowe. Pozostaje tylko wytrzeć buty i iść dalej.
Zawiodłam się trochę na Krwi, która nasiąkła. Chyba za bardzo nastawiłam się na okładkowe ochy i achy. Że pani Larsson to królowa kryminału godna tego tytułu. Że powieść robi piorunujące wrażenie. Cóż, może i robi, ale nie na mnie. Może to moja wina? Może powinnam zacząć czytać od początku serii? Od Burzy z krańców ziemi. Może pomogłoby mi to wciągnąć się w prozę autorki.
Zapowiadało się naprawdę ciekawie. Morderstwo duchownej, pastor, którą wielu kochało i równie wielu nienawidziło. Śledztwo nie potrafi ruszyć z miejsca, ponieważ nie ma żadnych poszlak, żadnych punktów zaczepienia. Dopiero trzy miesiące po zbrodni, kiedy to na miejscu pojawia się Rebeka Martinsson, sprawa rusza z kopyta. Jak? Dlaczego? Zdradzać Wam nie będę, sami przeczytajcie. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że autorka położyła – moim zdaniem – zbyt duży nacisk na postać Martinsson, robiąc z niej taką bohaterkę mimo woli. Jak na mój gust był to zabieg wymuszony, aby powieść trzymała się jakoś kupy...
I te krótkie przerywniki w postaci rozdziałów zatytułowanych „Żółtonoga”, a traktujące o wilku. Jak dla mnie nijak się to trzymało całości (choć w książce pojawia się, że się tak wyrażę, motyw wilka i fundacji założonej przez parafię, by go ocalić i monitorować) i przez cały czas czytania zastanawiałam się po jaką cholerę autorka je napisała i wstawiła do tej powieści. Może ktoś z Was czytał Krew, która nasiąkła i mnie oświeci pod tym względem?
Akcja powieści ponad połowę książki jest powolna, leniwa... Ślimaczy się tak bardzo, że miałam ochotę odłożyć kilkakrotnie książkę na półkę i zostawić ją nieprzeczytaną. Ale wytrwałam i czytałam dalej. Około 300 strony coś tam zaczęło się dziać, akcja się ożywiła. Wróciła chęć do czytania.
Lecz zakończenie znowu rozczarowało. Zbyt gwałtowne, za dużo rozwiązań poszczególnych wątków. Wszystko rzucone na raz. Odniosłam wrażenie, że autorka zrzuciła z barków ogromny ciężar, pisząc zakończenie. Bum! – i grande finale mamy za sobą.
Cóż więcej mogę powiedzieć? Krew, która nasiąkła nie zachwyciła mnie. Wiązałam z nią bardzo duże nadzieje, a spotkało mnie jedynie rozczarowanie. Może jeśli sięgnę kiedyś po pierwszą książkę serii to moje odczucia się zmienią. Na tą chwilę jednak Krew, która nasiąkła mogłabym polecić jedynie wytrwałym fanom skandynawskiego kryminału. Może oni znajdą radość w jej czytaniu.
Cykl Rebeka Martinsson:
| Burza słoneczna | Krew, która nasiąkła | I tylko czarna ścieżka |
| Aż gniew twój przeminie | W ofierze Molochowi |
| Aż gniew twój przeminie | W ofierze Molochowi |
Moja pierwsza myśl? Ciekawe jak to wyglądało w wydawnictwie. "Słuchajcie, umarł Stieg, ale znalazłem jakąś Larsson. Myślicie że da się na tumanach wycisnąć parę koron?". Ale okazuje się, że publikowała wcześniej. Jak to pierwsze wrażenie może być mylne :)
OdpowiedzUsuńW sumie miałbyś rację, gdyby nie fakt, że pierwszą książkę wydała na rok przed śmiercią Stiega... Chociaż... czy to aby na pewno tylko przypadek...? ;)
UsuńTak się zastanawiałam, o co chodzi z tym wilkiem na okładce. Ale mimo Twojego wyjaśnienia i tak nie kumam. Cóż, ja mam ten pozytywny nawyk - raczej zaczynam od początku, a na Asę Larsson mam chrapkę odkąd pojawiła się na liście 225 najlepszych kryminałów, jednak teraz skutecznie ostudziłaś mój zapał. Jak wpadnie w ręce - why not, póki co bez presji.
OdpowiedzUsuńNie martw się, ja też nie bardzo rozumiem o co z tym wilkiem chodzi, chociaż książkę przeczytałam ;)
UsuńMnie strasznie fascynują kryminały Skandynawskie, choć tak naprawdę... czytałam jeden. "Kobieta ze śniegu". Dlatego, że dopiero niedawno przekonałam się do gatunku, ale w kolejce mam ich jeszcze kilka ;)
OdpowiedzUsuńTeż mogę powiedzieć, że dopiero zapoznaję się z tym gatunkiem :) Raptem kilka skandynawskich kryminałów przeczytałam, ale - z nielicznymi wyjątkami - podobają mi się :) Przede mną jeszcze trylogia "Millennium" ;)
UsuńSpoko, mi też się jej twórczość nie pdodba ;) Czytałem "I tylko czarna ścieżka" i była to strasznie słaba, nierówna książka. Nie warto.
OdpowiedzUsuńUfff... przynajmniej nie jestem sama ;)
UsuńMam tak samo, mało którą serię czytam od początku... Tak też jest i z tą - czytałam tylko w "Ofierze Molochowi" i ta książka przypadła mi do gustu. Może kiedyś zdobędę pozostałe części i będę mogła sobie wyrobić własne zdanie. Jestem bardzo ciekawa, czy tym tomem też będę zawiedziona... Z pewnością o tym napiszę:)
OdpowiedzUsuńTeż zainteresowałam się Larsson po szalenie optymistycznych recenzjach "W ofierze Molochowi" i miałam straszną chęć przeczytać tą powieść. A teraz... już tak niekoniecznie ;)
UsuńAle pewnie kiedyś ją przeczytam :)