Był sobie naukowiec...
Richard P. Feynman, „Pan raczy żartować, panie Feynman!”. Przypadki ciekawego człowiekatytuł oryginału: „Surely You're Joking, Mr Feynman!” Adventures of a Curious Character
przekład: Tomasz Biedroń
wydawnictwo: Znak
data wydania: 2 stycznia 2007 r.
liczba stron: 350
ISBN: 978-83-240-0776-9
ocena: 5/6
Poniższą recenzję sponsoruje Ula, która pożyczyła mi tą książkę, twierdząc, że powinna mi się podobać, pomimo tego, iż w dużej mierze opowiada o fizyce i szeroko pojętej nauce.
Odkąd pamiętam fizyka była moim nemezis. Za trudna do pojęcia przez mój humanistyczny rozum. Same wzory, regułki i twierdzenia. Momentami była nawet gorsza od matematyki, którą również nie darzyłam miłością (ciekawostka: nigdy nie miałam problemów z chemią, a to również przedmiot ścisły). Dlatego też kiedy tylko skończyłam liceum odetchnęłam z ulgą, oznaczało to bowiem koniec moich zmagań z tym przedmiotem (na studiach miałam tylko do czynienia z odrobiną matematyki w postaci ekonomii i statystyki, ale jakoś dałam radę przetrwać, zaliczając nawet te przedmioty na oceny dobry i bardzo dobry, ale to już zupełnie inna historia).
Książka „Pan raczy żartować, panie Feynman!”. Przypadki ciekawego człowieka to autobiograficzna powieść słynnego fizyka teoretycznego, Richarda P. Feynmana. Feynman był jednym z twórców teorii elektrodynamiki kwantowej, a w 1965 roku został laureatem Nagrody Nobla z dziedziny fizyki za niezależne stworzenie relatywistycznej elektrodynamiki kwantowej.
Można by rzec: „typowy naukowiec!”, ale kogo jak kogo, ale Feynmana nie można nazwać człowiekiem typowym. Feynman był osobliwością nawet jak na hermetyczny, naukowy światek. Podchodził do życia w sposób naukowy, interesowało go wszystko, nie skupiał się tylko i wyłącznie na świecie fizyki, choć wiele problemów, z którymi się stykał, odnosił do tej dziedziny naukowej i dzięki niej otrzymywał odpowiedzi.
Feynman był człowiekiem ciekawym i ciekawskim, ale w sposób jak najbardziej pozytywny. Kiedy zainteresował go jakiś problem, to zajmował się nim, dopóki nie natrafił na rozwiązanie. To zamiłowanie do nauki i rozwiązywania problemów tkwiło już w nim od dzieciństwa, kiedy to na własną rękę rozpracowywał działanie radia oraz we domowym laboratorium, które znajdowało się w jego pokoju, tworzył coraz to nowsze wynalazki, które niekoniecznie ułatwiały jemu (i innym) życie.
Feynman był facetem pełnym życia, który, jak już wspomniałam, nie skupiał się tylko na fizyce (choć od tego wszystko się zaczęło; Feynman był najmłodszym członkiem wśród grupy naukowców, którzy pracowali przy Projekcie Manhattan [budowa pierwszej bomby atomowej w czasach II wojny światowej]), lecz również opracował technikę otwierania sejfów, próbował zreformować system edukacyjny w Brazylii, brał udział w brazylijskim karnawale jako facet grający na frigideira oraz skłonił Marię Skłodowską Curie do pozowania w akcie (tak, Feynman był również doskonałym rysownikiem). Jedno o Feymanie można powiedzieć na pewno: on sam, jak i jego życie, na pewno nie było nudne.
„Pan raczy żartować, panie Feynman!”. Przypadki ciekawego człowieka nie są typową, suchą autobiografią. Życie Feynmana przedstawione zostało w postaci licznym anegdot, pełnych humoru i napisanych bardzo przystępnym językiem, co jest niezwykle ważne, ponieważ facet był przecież fizykiem, a oni – jak wiadomo – posługują się własnym, tajemnym szyfrem. Fizyki jest naprawdę mało, a w momentach kiedy się pojawia, to nawet da się ją radę zrozumieć (choć będę szczera, że z moją prawie że zerową wiedzą z tego zakresu, mimo to miałam małe trudności przy fizycznych fragmentach życia Feynmana).
Jeśli więc nie boicie się tej odrobiny fizyki i chcecie się nieco zagłębić w świat naukowy, a przede wszystkim jeśli chcecie poznać faceta, który patent na elektrownię jądrową sprzedał rządowi amerykańskiemu za jednego dolara (!), to koniecznie przeczytajcie książkę „Pan raczy żartować, panie Feynman!”. Przypadki ciekawego człowieka. Gwarantuję wam, że nudzić się nie będziecie.

Uh, i mnie by przeraziła ta fizyka, brrr! Ale takie biografie bywają bardzo ciekawe. Nie skończył jednak pan Feynman jak profesor Nash, co? ;) Chętnie bym przeczytała. Za jednego dolca? Zgłupiał? Rzeczywiście naukowcy bywają... kuriozalni, co by nie powiedzieć wręcz absurdalni :)
OdpowiedzUsuńCzytałam, co prawda wieki temu, ale urzekła mnie ta książka. Okazuje się, że fizycy też są ciekawi.
OdpowiedzUsuńWygląda na naprawdę ciekawą pozycję.
OdpowiedzUsuń