Wieczne Miasto Vakkerby
Rafał W. Orkan, Głową w murcykl: Paramythia Vakkerby tom 1
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 26 lutego 2009 r.
liczba stron: 358
ISBN: 978-83-7574-010-3
ocena: 5/6
„Nigdy nie oceniaj książki po okładce” – powtarzam sobie te słowa bardzo często, stając przed półką w księgarni, przeglądając publikacje, które mogłyby mi wpaść w oko. Czasem jest to chwytliwy tytuł, innym razem nazwisko autora, którego książki szczególnie przypadły mi do gustu. Bywa, że elementem decydującym o sięgnięciu po daną powieść jest właśnie jej okładka. Nie ukrywam, że jest to czasem zagranie ryzykowne, bowiem zdarza się, że okładka jest piękna, przykuwająca wzrok, lecz treść już nie zachwyca i tylko siła uporu połączona, niepozwalająca odłożyć niedokończonej książki na półce sprawia, że docieram do ostatniej strony. Jednakże, całe szczęście, w przypadku powieści Głową w mur było tak, że przykuwająca wzrok okładka była doskonałym uzupełnieniem do wciągającej lektury.
Pod wysokim, niemal bezkresnym sklepieniem rozciągało się podziemne miasto. Przerośnięte, przeludnione, duszne. Zatęchłe wilgocią i parujące brudem. Napęczniałe przemocą i przesiąknięte zdradą. Buzujące od miodowego blasku spadziowych latarni. Przesycone narkotycznymi oparami i wyziewami licznych fabryk.
Moje miasto.
Powyższy opis jest esencją Wiecznego Miasta Vakkerby, miejsca, w którym rozgrywa się akcja powieści autorstwa Rafała W. Orkana. Vakkerby, miasto-ul, podzielone na dzielnice, zamieszkane przez mieszankę społeczności: od Arystokratów począwszy, przez Najrajów, po biedotę, zasiedlającą najniżej położone dzielnice. Władzę nad wszystkim sprawuje Zakon Braci Konstruktorów, zwanych przez wszystkich Technomagami. To tu, w wąskich uliczkach najbiedniejszych dzielnic, zamieszkiwanych przez grono mutantów, efektów ubocznych eksperymentów Zakonu Braci Konstruktorów, rodzi się bunt. Bunt skierowany przeciwko Technomagom i Maszynowemu Bogu. Bunt, który sprawi, że ulice Vakkerby staną w ogniu...
Głową w mur to zbiór powiązanych ze sobą opowiadań z gatunku science fantasy. Po raz pierwszy miałam do czynienia z tym podgatunkiem fantastyki i bardzo szybka moja początkowa dezorientacja przerodziła się w prawdziwą przyjemność, wynikającą z lektury. Dlaczego dezorientacja? Autor, na potrzeby stworzonego przez siebie uniwersum, stworzył pokaźną ilość pojęć, takich jak flogenit, żywotwór czy wokalizer. Zrobił to jednak tak umiejętnie, że powieść bez problemów czyta się bez słownika, który czasami bywa wręcz niezbędny w podobnych powieściach. Już po kilku pierwszych stronach przyzwyczaiłam się do języka powieści, ciężkiego, pełnego wspomnianych już neologizmów, lecz zarazem bardzo łatwego w odbiorze. Dobrym przykładem tego będzie dialekt, nazywany pyskówką, którym posługuje się ludność zamieszkująca Psi Dołek. Stworzony ze zrostów, tudzież zlepków, znanych wszystkim słów, został wystylizowany tak, że momentami odnosiłam wrażenie jakbym słuchała (czytała) rozmowy prowadzonej przez społeczność wiejską gdzieś z kresów Polski. Całkiem ciekawe doświadczenie, które dodatkowo uatrakcyjnia lekturę powieści.
Muszę się jednak przyczepić do częstych powtórzeń, które im bliżej końca książki, z tym większą częstotliwością się pojawiały. I „niech mnie utopią w Mrocznicy”, jeśli w trakcie czytania nie zorientujecie się o które powtórzenie mi chodzi.
Klimat powieści jest ciężki, duszny. Nie można nastawiać się na happy endy, bo u Orkana takowe nie występują. Moralność nie istnieje, została zdławiona przez brutalność, seks i ogólną przemoc. Trup ściele się gęsto, a hektolitry juchy wylewają się z kolejnych stron książki, zaś połączenie techniki i magii dało autorowi szerokie pole do popisu, które moim zdaniem w pełni wykorzystał.
Akcja jest dynamiczna, choć autor nie szczędził obszernych opisów miasta i jego mieszkańców. Jako że moja wyobraźnia przestrzenna jest raczej upośledzona, to było mi trudno wyobrazić sobie Vakkerby, lecz już z postaciami nie miałam takiego problemu, bo ich opisy są bardzo obrazowe. Potworność, ohyda, przerażające zdeformowanie: oto z czym, a raczej kim, spotkałam się na ulicach Orkanowego Wiecznego Miasta. Wyobraźnia autora okazywała się w tym temacie nie mieć żadnych granic. Warto przy tym zauważyć, że w powieści autor zerwał ze stereotypem, że brzydkie = złe, co w szczególności odczuć można w opowiadaniu zatytułowanym Nikczemny bohater.
Zachęcona tym, co przeczytałam w Głową w mur, rozglądnęłam się za innymi książkami Orkana. Okazało się, że Głową w mur jest pierwszym tomem trylogii Paramythia Vakkerby. Jednakże jak się okazało, cyklowi do trylogii jeszcze daleko. W listopadzie 2009 roku, czyli już w kilka miesięcy po premierze tomu pierwszego cyklu, ukazał się jego drugi tom, Dziki Mesjasz. I nastała cisza. O trzecim tomie wieńczącym cykl głucho. Czy to brak weny u autora, czy jakieś inne przyczyny, nie wiem. W każdym bądź razie, przy odrobinie szczęścia, będę świadkiem, jak:
Ulice miasta będą niczym krew Świętego Tchnienia...
...
...
...
...spłoną...
Cykl Paramythia Vakkerby:
| Głową w mur | Dziki Mesjasz | Oblężone miasto |
Faktycznie brzmi ciekawie. Już kiedyś wpadła mi w oko i fajnie, że Twoja recenzja mi o niej przypomniała.
OdpowiedzUsuńTo teraz wypadałoby przeczytać ;)
UsuńWcale się nie dziwię, że sięgnęłaś po tę książkę. I sam opis jak i okładka przyciąga. Wydaje się ciekawa; widzę ją na półce mojej przyjaciółki. Pasowałaby tam :)
OdpowiedzUsuńJeśli tylko Twoja przyjaciółka lubi takie książki, to myślę, że "Głową w mur" możesz jej spokojnie polecić :)
UsuńŚwietna okładka, a i recka bardzo zachecająca. Przeczytałbym z wielką przyjemnością :)
OdpowiedzUsuńW takim razie szukaj i czytaj, i daj znać czy Ci się podobała ;)
UsuńWyd. Fabryka Słów ma właśnie takie "czysto" fantastyczne powieści, które nie zawsze mi się podobają... Ale ta zapowiada się wyjątkowo ciekawie. :)
OdpowiedzUsuńNo cóż, ja właśnie za to lubię Fabrykę Słów, za tą "czystą" fantastykę :) Choć nie należy zapominać, że FS wydaje jeszcze powieści z innych gatunków :)
UsuńOkładka na miarę najlepszych wydawnictwa:) W dodatku książka naprawdę przednia, a jeszcze większy dziw bierze, że to debiut:) Być może niedługo na mojej półce ;>
OdpowiedzUsuńSkoro tak, to czekam na Twoją opinię o tej powieści ;)
UsuńA na okładce pojawił się jeden z bohaterów powieści, niejaki pan Byhtra, emerytowany uciszyciel ;)
Pamiętam swoją wściekłość przy wątku Tane Tani, chyba gdzieś na początku. Tak się wkurzyłam, że przestałam czytać, lecz potem wróciłam ;)
OdpowiedzUsuńCo do braku kontynuacji to chyba zmora polskich autorów...
Pozdrawiam :)
Tak, wątek Tane Tani... powiem tak: był obiecujący, szkoda, że autor tak gwałtownie go zakończył :)
UsuńTen gatunek nie jest mi za bardzo znany. Muszę to nadrobić jak najszybciej:)
OdpowiedzUsuńJeśli tylko lubisz brutalną fantasy, to jak najbardziej ;)
UsuńDziękuję za podesłanie linka do recenzji :)
OdpowiedzUsuńMelduję, że została ona dodana do wyzwania "Czytam Fantastykę" :)
I cóż mi pozostało? Pozdrowić i uciekać :)
Miłośniczka Książek
Po okładce faktycznie można by sądzić, że to horror lub jakiś inny krwawy gatunek. Fabuła podobna jak w starszych grach RPG. Skojarzyło mi się trochę z Neverwinter Night (fani gier wiedzą o co chodzi)
OdpowiedzUsuń- mroczne miasto rządzone przez oprychów, miasto pełne trupów i ognia.
Hmm... wiesz, nie bardzo książka Orkana kojarzy mi się z NwN. Może tylko te pierwsze chwile, zaraz po ataku na Akademię, z misjami w dzielnicach Doków i Żebraczego Gniazda (choć tutaj po prawdzie grasowały zombie po ulicach). Reszta gry to już zupełnie inna bajka :)
UsuńMnie ani okładka ani treść raczej nie zachęciła. Jak wiesz, nie przepadam za fantastyką. Ale najważniejsze, że Tobie się podobała :)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za miłą recenzję. A komentarz piszę w ramach usprawiedliwienia... Otóż literacko milczę, ponieważ od paru lat zajmuję się pracą scenopisarską w branży gier wideo - ostatnio wydany projekt - Call of Juarez: Gunslinger.
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=0TcY8d2bNRY
Nie porzuciłem jednak planów napisania trzeciego tomu. Po prostu czasu brak.
pozdrawiam,
Rafał W. Orkan