M-Day
Raymond Benson, Dying Light. Aleja Koszmarówtytuł oryginalny: Dying Light. Nightmare Row
przekład: Piotr Pietrzak
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 7 kwietnia 2015 r.
liczba stron: 280
ISBN: 978-83-7785-656-7
okładka: broszurowa ze skrzydłami
Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie – ta reguła jest nieustannie powielana przez autorów, którzy w swoich powieściach decydują się na wykorzystanie nieumarłych. Pewnie niektórzy z Was zapytają: „ileż można pisać/czytać o zombie?!”. Cóż, prawda jest taka, że ja je uwielbiam i nie potrafię obojętnie przejść obok pozycji, w której pojawiają się moje nadgniłe piękności. Tak też było i w przypadku Dying Light. Aleja Koszmarów, książki podarowanej mi przez Karolinę z bloga Kultura czytania.
Harran to miasto-państwo położone na granicy z Turcją, Gruzją i Armenią. To właśnie tam zostały zorganizowane Światowe Igrzyska Lekkoatletyczne, do udziału w których zaproszono młodzież z całego świata. Mimo licznych ostrzeżeń ze strony policji i głównego komisarza do spraw zdrowia, prezydent nie zamierza odwołać imprezy, choć sytuacja jest niezwykle poważna. Wszystko bowiem wskazuje na to, że w mieście pojawiła się nieznana dotąd infekcja, wywołująca u zarażonych ogromną agresję. Wśród tego zamieszania, które wkrótce zmienia się w masakrę, znalazła się osiemnastoletnia Mel Wyatt, uczestniczka zawodów. Czy uda się jej przetrwać i ocalić najbliższych?
„Całe życie do hazard, Melanie – mawiał. – Sztuka polega na tym, by właściwie ocenić własne szanse i ustalić, czy los jest po twojej stronie, ale zawsze trzeba dołączyć do rozważań magiczny element zwany szczęściem. Z odrobiną szczęścia można dopiąć swego, nawet jeśli szanse są niewielkie. Któż przewidzi, co się może zdarzyć?”
Dying Light. Aleja Koszmarów to swego rodzaju uzupełnienie do wydanej przed kilkoma miesiącami gry Dying Light. Jej producentem jest polski developer, firma Techland, która ma na swoim koncie inne produkcje osadzone w klimacie zombie apokalipsy, czyli serię Dead Island.
Prolog powieści przybliża czytelnikom spojrzenie na sytuację oczami doktora Khalima Abbasa, dzięki czemu odbiorca widzi w jak drastyczny sposób zmieniły się okoliczności na trzy i dwa tygodnie przez rozpoczęciem igrzysk, by później przeskoczyć w czasie o dwa tygodnie po finale imprezy. Informacje są szczątkowe i nieco mylące, lecz gdy w kolejnych rozdziałach główną bohaterką zostaje Mel Wyatt, sportsmenka biorąca udział w zawodach, sytuacja zaczyna się klarować.
Mel nie jest postacią, której czytelnik się spodziewa. Okoliczności, w jakich ją poznaje są nietypowe i zaskakujące, co w moim odczuciu niewątpliwie stanowiło ogromny atut powieści. Choć nastolatka szybko przyzwyczaja się do widoku krwi i zabijania Zarażonych, nie ma w niej typowego bohaterstwa. Kiedy może unika walki i chowa się przed szwendającymi się chorymi. Zależy jej na tym, by odnaleźć swojego autystycznego brata, lecz aby tego dokonać musi przedrzeć się przez Aleję Koszmarów, główną arterię miasta, obleganą przez hordy nieumarłych.
Sposób prowadzenia fabuły ewidentnie wskazuje na to, że powieść wzorowana była na grze komputerowej, lecz trzeba przy tym zaznaczyć, że jej akcja jest niezwykle wartka. Choć nie ma w niej zbyt wielu dramatycznych zwrotów, to mocno wciąga czytelnika w przedstawioną rzeczywistość, a jest ona brutalna, krwawa i pełna przemocy.
To, co wyróżnia Dying Light. Aleję Koszmarów jest jej tło, czyli zombie. Owszem, w dalszym ciągu są to istoty złaknione ludzkiego mięsa i wnętrzności, z radością ciapiące się w krwi, lecz w tej książce zostały one przedstawione bardziej jako osoby zainfekowane nieznanym wirusem, wywołującym niepohamowane wybuchy agresji i apetytem na świeże jedzenie. Nie są bezmyślnymi potworami kierującymi się pragnieniem, tylko posiadają pewien instynkt stadny. Porozumiewają się między sobą i w pewien specyficzny sposób są inteligentne. Nie ma się do czynienia z kalką, lecz innym, ciekawym spojrzeniem na temat zombie.
Autorowi udało się też zakończenie. Jest mocne, satysfakcjonujące, choć już na samym początku można się domyślić, jaki finał będzie miała ta historia. Chyba że czytelnik jest wyjątkowym optymistą, z sercem przepełnionym nadzieją. W takim przypadku sądzę, że koniec książki mocno go zaboli.
Podsumowując, Dying Light. Aleja Koszmarów to mocna, krwawa powieść dla wielbicieli wszelkiej masy zombie. Czyta się ją błyskawicznie, akcja cały czas biegnie do przodu, a pojawiające się elementy retrospekcji pogłębiają obraz pierwszych tygodni katastrofy, jaką był wybuch epidemii. Nie jest to książka ambitna, ale jej lekturę można uznać za zadowalającą.

Książek o zombie nie znajdzie się w mojej biblioteczce, ale uwielbiam czytać Twoje recenzje o ich poczynaniach w kolejnej powieści :)
OdpowiedzUsuńBo zombie to temat bardzo wdzięczny według mnie :)
UsuńKocham książki o Zombie, aktualnie czytał Alicja po drugiej stronie lustra-podoba mi się :)
OdpowiedzUsuńNie miałam okazji zapoznać się z tą serią :)
UsuńAwww "Nadgniłe piękności" - jak to pięknie ujęłaś :) Też mam absolutnego fioła na punkcie zombie i jestem przekonana, że takie historie nigdy mi się nie znudzą. Oczywiście ta książka jest dla mnie lekturą obowiązkową także dlatego, że gra mnie zachwyciła :) Polecam, jeśli miałabyś okazję zagrać w "Dying Light".
OdpowiedzUsuńW "Dying Light" jeszcze nie grałam, ale miałam okazję pozabijać trochę zombie (i być przez nie zabijana) w "Dead Island" :)
UsuńDead Island też uwielbiam :)
UsuńLubię motyw zombie w literaturze, więc może się skuszę. Kto wie...
OdpowiedzUsuńMoże się spodoba :)
UsuńZakończenie strasznie mi się podobało, przeczuwałam że pójdzie w tym kierunku, ale i tak byłam zaskoczona ;)
OdpowiedzUsuńPrawda? :) I ten pomysł z postawieniem głównej bohaterki w takiej sytuacji na początku. Nie spotkałam się z jeszcze z podobnym :)
UsuńWłaśnie ją wypożyczyłam, idealnie się wstrzeliłaś z tą recenzją ;)
OdpowiedzUsuńTo ten wiedźmi instynkt ;)
UsuńBardzo lubię tematykę zombie, dlatego niezwykle zaciekawiła mnie ta książka. Jednak jeszcze nie miałam okazji po nią sięgnąć, do tego słyszałam o niej same niepochlebne opinie, więc przeczytanie tej powieści nie było moim priorytetem...Jesteś pierwszą osobą, która tak chwali tą pozycję. Mimo wszystko jeszcze dam jej szansę, by móc wyrobić własną opinię na jej temat. :)
OdpowiedzUsuńWiesz, nie można jej porównać do serii książek "Przegląd Końca Świata", w których była szalenie rozbudowana fabuła i duża ilość postaci. "Dying Light. Aleja Koszmarów" to powieść na podstawie gry, więc należy się spodziewać raczej uproszczonej, liniowej fabuły. Niemniej jednak czyta się ją dobrze :)
UsuńSłyszałem, że ta akurat książka jest w miarę przyzwoita, ale sam staram się nie czytać pozycji promujących gry komputerowe. Głównie dlatego, że akcja gna w nich strasznie szybko do przodu, a fabuła jest szczątkowa. To już lepiej samemu pograć w jakiś tytuł, niż poświęcać czas na czytanie, jak ktoś realizuje kolejne "misje". Wiem, że podobne wrażenie można było odnieść w przypadku książek o Asasynie. Tutaj jest chyba troszkę lepiej, ale i sam Dying Light nie miał zbyt dobrej fabuły, więc wystarczyło stworzyć coś przyzwoitego. Gdyby nie zombie powiedziałbym zdecydowane nie :P
OdpowiedzUsuńJak coś, co zawiera w sobie zombie, może nie mieć dobrej fabuły? ;) Herezja jakaś :P
UsuńJeżeli chodzi o grę, to jakoś dali radę :D Przewidywalne zakończenie, drętwe dialogi i schematyczne postacie zrobiły swoje ;)
UsuńW "Dying Light" nie grałam, więc się nie wypowiem, ale miałam okazję zapoznać się z inną produkcją Techlandu, "Dead Island" i mi się podobało, choć prawda jest taka, że nie skończyłam w nią grać :)
UsuńCo do fabuły w Dead Island też słyszałem niepochlebne opinie. Oba tytuły są fajne jako gra, bo mają dobrą mechanikę, ale przydałoby się to uzupełnić wciągającą historią :P
Usuń"Choć nastolatka szybko przyzwyczaja się do widoku krwi i zabijania Zarażonych, nie ma w niej typowego bohaterstwa. Kiedy może unika walki i chowa się przed szwendającymi się chorymi. Zależy jej na tym, by odnaleźć swojego autystycznego brata, lecz aby tego dokonać musi przedrzeć się przez Aleję Koszmarów, główną arterię miasta, obleganą przez hordy nieumarłych"
OdpowiedzUsuńPodobnie jest w Angelfall. Książkę naprawdę polecam. Ale bez podśmiechujków, to naprawdę fajna książka.
Nabierałam ochoty pna książkę, podczas czytania tych twoich zachęt, ale to:
"akcja cały czas biegnie do przodu, a pojawiające się elementy retrospekcji pogłębiają obraz pierwszych tygodni katastrofy, jaką był wybuch epidemii"
to sprawiło, że dodaje ją sobie na półkę "chcę przeczytać".
Kiedyś miałam ochotę na "Angelfall", gdzieś tak w okolicach kilku miesięcy od premiery pierwszej części, ale do tej pory zdążyło mi już przejść :)
UsuńOsobiście od dłuższego już czasu męczy mnie tematyka: wilkołaki, wampiry, zombie, choć staram się być na bieżąco, przynajmniej jeśli chodzi o kino, bo jednak książki to na tyle rozległy temat, że zaległości mam ogromne. O tej pozycji - jak pewnie o wielu innych - nawet nie słyszałem. Nie zaliczam się do wielbicieli wszelkiej masy zombie, ale czuję się zachęcony, więc może, może kiedyś ;)
OdpowiedzUsuń