Od ostatniej odsłony serii Mój pierwszy raz z... minęło trochę czasu. Nie żebym o niej zapomniała, po prostu były inne, pilniejsze posty do publikowania. Jednakże jako że dzisiaj mam nieco luźniejszy piątek, postanowiłam skrobnąć co nieco o moim kolejnym pierwszym spotkaniu z pewnym autorem. Jego nazwisko podpowiedziała mi dzisiaj Ula, która na dobrą sprawę wprost zapytała się kiedy napiszę coś o twórcy serii Świat Dysku. A że ze mną dużo zachodu nie potrzeba, zapraszam Was na kolejny odcinek Mojego pierwszego razu z... Sir Terrym Pratchettem.
Sir Terence David John Pratchett urodził się 28 kwietnia 1948 roku w Beaconsfield (Buckinghamshire, Anglia). Jako jedynak miał duże zasoby wolnego czasu, który poświęcał najpiękniejszej zabawie, jaką ludzkość sobie wymyśliła, czyli czytaniu książek. Trzeba jednak przyznać, że miał dość niecodzienny gust w doborze swoich lektur, bowiem zdarzyło mu się kilkakrotnie czytać... słowniki, ortograficzne czy wyrazów bliskoznacznych.
Jak sam Sir Pratchett przyznaje duży wpływ na jego zamiłowanie do czytania miała jego babcia, właścicielka skromnej domowej biblioteczki, na której półkach młody Terry znalazł książki autorstwa między innymi George’a Wellsa czy Sir Artura Conan Doyle’a.
Swoje zdolności literackie po raz pierwszy ujawnił w wieku 13 lat, publikując na łamach szkolnej gazetki opowiadanie zatytułowane The Hades Business (dwa lata później ukazało się ponownie w magazynie Science Fantasy). Pierwsze honorarium przeznaczył na zakup maszyny do pisania, co – jak się miało okazać – było inwestycją w przyszłość.
Pierwszą powieść napisał i opublikował jako 17-latek. Była to książka Dywan (1971). Sam autor wyraża się o niej niezbyt pochlebnie, uważając, że w momencie, gdy pisał swoje dzieło, był przekonany, że na literaturę fantasy składają się tylko „królowie i bitwy”. W 1991 roku debiutancka powieść Pratchetta została wznowiona, aczkolwiek autor nieco ją wcześniej przeredagował.
W 1983 roku ukazała się pierwsza część cyklu Świat Dysku, Kolor magii. Co ciekawe, źle przeprowadzona kampania reklamowa sprawiła, że powieść nie sprzedawała się dobrze. Dopiero premiera drugiego tomu serii, Blasku fantastycznego, który z miejsca stał się bestsellerem, zwróciła uwagę czytelników na pisarza, który bardzo szybko został przez nich pokochany. Trzecia część Świata Dysku, Równoumagicznienie było już powieścią wyczekiwaną przez rzesze odbiorców.
Gwiazda Pratchetta rozbłysła.
W 1998 roku został uhonorowany przez królową Elżbietę II Orderem Imperium Brytyjskiego, który został mu przyznany za zasługi dla literatury. W 2008 roku Pratchettowi nadano tytuł szlachecki.
12 grudnia 2007 roku brytyjskie media (dziennik Guardian) poinformowały, że Terry Pratchett cierpi na rzadką odmianę choroby Alzheimera.
O Sir Terrym Pratchecie mogłabym pisać jeszcze długo, bo to naprawdę wyjątkowy pisarz. Przejdę jednak teraz do przedstawienia Wam krótkiej historii mojego zapoznania się z tym autorem.
Otóż w tym momencie powinnam serdecznie podziękować za to... Piotrkowi, kumplowi mojego brata ze studiów. Pewnego weekendu odwiedziałam mojego brata w Krakowie. Kiedy weszłam do jego pokoju w akademiku nie było go, musiałam więc na niego poczekać. Był za to jego współlokator, Piotrek. Przywitał się ze mną szybko i wrócił do lektury. Jako że nie lubię jak mi ktoś przeszkadza w momencie, gdy czytam, to zajęłam się swoimi sprawami, Piotrka zostawiając samemu sobie. Ale się nie dało. Co chwila się chichrał, tak strasznie zaraźliwie. Nie wytrzymałam i spytałam się co takiego czyta, bo powiem szczerze, że mnie zaintrygowała lektura, która sprawiła, że chłopak obok mnie się zapowietrza ze śmiechu. Jak się trochę uspokoił, pokazał mi okładkę. Wiedźmikołaj. No dobra, co to takiego? Dowiedziałam się wieczorem, gdy włączyliśmy sobie całą trójką film na komputerze, ekranizację tejże powieści. I zrozumiałam dlaczego Piotrek się tak śmiał podczas lektury.
Jakiś czas później zakupiłam swój własny egzemplarz Wiedźmikołaja i zagłębiłam się w lekturze. Chyba pierwszy raz tak bolał mnie brzuch ze śmiechu w trakcie czytania. Od tej książki pokochałam prozę Pratchetta. Szybko zakupiłam kilka kolejnych części serii, z podcyklu o Śmierci, mojego ukochanego jak do tej pory. Śmierć, wróć, antropomorficzna personifikacja Śmierci, z tymi swoimi ciągotami do ludzi, chęcią ich zrozumienia po prostu rozłożyła mnie na łopatki.
I za to właśnie uwielbiam prozę Pratchetta: za niezwykły humor; za żywe, komiczne, czasem przerysowane postacie; za charakterystyczne podejście do fantastyki; za cięte komentarze w przypisach; za Śmierć, który chce się bliżej zapoznać ze wszystkimi butelkami w barze; i za Pimpusia, konia, który się nie uśmiecha, bowiem konie, zdaniem Śmierci, nie powinny się uśmiechać. Koń, który się uśmiecha, z pewnością coś knuje.
Przede mną jeszcze wiele książek z serii Świat Dysku, ale wiem, że ich lektura na pewno nie będzie straconym czasem.


Wiedźmikołaja jeszcze nie czytałam, tylko oglądałam ekranizację i strasznie mi się spodobała. Wiem, że w przyszłości przeczytam tą pozycję.
OdpowiedzUsuńTak, w ogóle Sir Terry Pratchett to bardzo ciekawa osoba :) Z książek tzn. z ekranizacji bardzo podobało mi się "Piekło pocztowe". Tylko brakuje czasu, aby zapoznać się z całą jego twórczością :)
UsuńJa jeszcze nie czytałem nic książek tego autora, ale chyba wypada to nadrobić;D
OdpowiedzUsuńMój pierwszy raz z Pratchettem właśnie nadchodzi. Już nie mogę się doczekać:)
OdpowiedzUsuńMój pierwszy pratchettowy raz to był "Mort" - do tej pory moja ulubiona część Świata Dysku :)
OdpowiedzUsuńJa lekturę książek Prattcheta zaczęłam jakoś tak całkiem od dziwnej strony - od ,,Warstw wszechświata". Czasem trochę jeszcze mi się zdarza płakać, że nie pisał bardziej w nurcie sci-fi. Ech. Tyle przegrać.
OdpowiedzUsuńJa również odkryłam Pratchetta troszkę późno. Jest rewelacyjny, ale zwyczajnie brakuje mi na niego czasu. Ostatnio rzadko czytam coś dla czystej zabawy, potrzebuję jednak czegoś więcej. No ale dwie pierwsze książki ze Świata Dysku za mną i złego słowa o Pratchetcie nie powiem.
OdpowiedzUsuńJa czytałam tylko jedną powieść tego autora - "Niuch". Była dość dobra, choć nie zachwyciła mnie jakoś specjalnie. Może kiedyś się skuszę na inne ;)
OdpowiedzUsuńMój pierwszy raz z tym panem wypadł marnie, bo mimo że jego talent doceniłam to "Kolor magii" mnie znudził, ale wiem już, że złą książkę wybrałam na początek. :)
OdpowiedzUsuńJa też bardzo chciałabym się za niego wziąć ;)
OdpowiedzUsuń