A miało być tak pięknie...
Adrian Zawadzki, Krwawy umysłseria: eXst eXiste tom 1
wydawnictwo: Novae Res
data wydania: 22 stycznia 2014 r.
liczba stron: 278
ISBN: 978-83-7942-067-4
okładka: broszurowa ze skrzydełkami
Pierwszą rzeczą, dzięki której zwróciłam
uwagę na powieść Adriana Zawadzkiego, była okładka. Mocna, przyciągająca wzrok,
nietypowa. Dla części czytelników pewnie obrzydliwa i odstraszająca, jednak ja widziałam
w niej – w połączeniu z blurbem – zapowiedź historii, która powinna mi się spodobać,
powieści brutalnej, obrazoburczej i przy tym inteligentnej. Dodatkowo utwierdził
mnie w tym przekonaniu jej prolog. Lecz im bardziej zagłębiałam się w lekturę,
tym większe było moje rozczarowanie pozycją, bowiem otrzymałam coś kompletnie
innego niż to, co mi obiecywano.
Różnica między dobrem a złem jest taka, że zło kompromisu nie uznaje.
eXst eXiste, w skrócie eXeX, to
tajne stowarzyszenie założone po drugiej wojny światowej, które ma na
celu zmianę postrzegania otaczającej bohaterów rzeczywistości. Jego członkami,
nazywanymi Realitami, są jednostki powszechnie znane i uwielbiane przez tłumy
oraz osoby pochodzące ze znamienitych, bogatych rodzin. Trzeciemu pokoleniu eXeX przewodzi Główny Przewodniczący, Oliwer Micali. Jednakże wnętrze organizacji
zaczyna toczyć choroba, której pierwszymi objawami są wyjątkowo brutalne
morderstwa osób związanych z przywódcą oraz członków tajnego stowarzyszenia.
Wiele sobie obiecywałam po Krwawym umyśle. Czytając powieść, wydawało mi się, że mam w ręce książkę w
sam raz dla mnie, która mi się na pewno spodoba. Sugerowały to okładka, jej opis
i prolog. Okazało się jednak, że była to swoista zasłona dymna.
Jest więc tajne stowarzyszenie,
które zostało założone w celu zmiany sposobu postrzegania świata. Jak ma się
owa metamorfoza dokonać – nie wiadomo. Do tejże elity rekrutuje się osoby
sławne: pisarza, którego pierwsza powieść wywołała czytelniczy orgazm u
masowego odbiorcy; młodego modela i zarazem redaktora naczelnego pisma
ustanawiającego trendy w modzie; synach właściciela sieci północnoamerykańskich
banków. Do grona wybrańców ma też dołączyć popularny muzyk, kompozytor utworów porywających
do tańca cały świat. Owa grupa młodych ludzi nie wyróżnia się praktycznie
niczym, oprócz tego, że, jak już wspomniałam, jest o nich głośno. Tyle.
Imprezują, piją bez umiaru, zażywają narkotyki i inne „czarodziejskie” proszki.
I to właśnie oni mają w jakiś sposób zmienić świat, nie wiem tylko, jak chcą
tego dokonać.
Wydawać by się mogło, że gdy
bliski współpracownik Oliwera Micaliego zostaje zamordowany, akcja ruszy do
przodu. Tak się jednak nie dzieje, co więcej, o samej zbrodni mówi się bardzo
niewiele, mimo iż koncentruje się ona wokół osoby Głównego Przewodniczącego eXeX, który na dobrą sprawę z nikim nie dzieli się posiadanymi informacjami, sam
prowadzi „jakieś dochodzenie”, lecz autor w ogóle nie przedstawia go w książce.
Czyli jest to jedna wielka zagadka, nikt nic nie wie.
Duże problemy sprawia również
sposób narracji, którą prowadzą różne osoby. Czasami trudno się połapać who’s who i kto w danym momencie ciągnie
opowiadaną historię. Narracje przeplatają się ze sobą, utrudniając czytelnikowi
odbiór. Rozumiem, że autor najprawdopodobniej chciał w ten sposób ukazać wielostronny
punkt widzenia danej sprawy, ale w mojej ocenie nie udało mu się to. Zamiast
zróżnicowania odczuwałam zagubienie, które z czasem zaczęło coraz bardziej
wpływać na mój odbiór powieści.
W Krwawym umyśle na pierwszy
plan wysuwa się trójka postaci. Gregory Yard, młody model, właściciel pisma MASHTIE. Przystojny, bogaty, aczkolwiek nieprzystosowany do życia społecznego
i tym samym nie pasujący do towarzystwa zgromadzonego w eXeX. Drugim jest Tristan
Roance, pisarz, którego dzieło podbiło serca czytelników na całym świecie.
Lubiący łamać reguły swoim zachowaniem i obrazoburczymi wypowiedziami. Wreszcie
Oliwer Micali, Główny Przewodniczący. Młody człowiek, którego pochodzenie
obarczyło ciężarem udźwignięcia władzy nad tajemnym stowarzyszeniem, jak i międzynarodową
korporacją, lecz mimo to izolujący się od otoczenia. Są to bardzo różne
osobowości, trudno znaleźć jakieś wspólne dla nich cechy. Być może z tego
właśnie powodu autor zdecydował się wysunąć tych właśnie mężczyzn na pierwszy
plan w swojej książce, by oddać pełnię obrazu opowiadanej przez siebie
historii.
W powieści przewija się jeszcze
kilka innych postaci, jak Daniel Rosser czy Sergiusz, zwany Agamemnonem,
aczkolwiek są to bohaterowie występujący raczej w tle, niewiele wnoszący do przedstawianych
wydarzeń. Wybija się jedynie wspomniana wyżej trójka, lecz nie powiem, by były to
jakieś szczególne kreacje. A ów krwawy umysł, całe to nieznajome i nieprzewidywalne zło, o którym napisano w blurbie? Owszem,
pojawia się... kilka razy, na samym końcu powieści.
Człowiek nie po to odstawia na bok zasady, przykazania i morały, aby poruszyć tych, którzy je dobrze znają. Chce przekraczać granice, by poznać, co się za nimi znajduje. I nie widzi oburzenia innych. Widzi przestrzeń poza granicami. To egoistyczne, ponieważ można zostawić więcej, niż się ujrzy...
W trakcie lektury Krwawego
umysłu odniosłam wrażenie, że powieść ta powstawała w kawałkach, które potem posklejano
w jedną całość. Odczucie to dodatkowo potęgowały fragmenty, gdzie autor opisywał sny (swoje? Jednego z
bohaterów? Krwawego umysłu?); nijak się one miały do opowiadanej w danym
momencie historii.
Tak samo motyw morderstwa,
najpierw bliskiego współpracownika Micaliego, a potem jednego z członków
stowarzyszenia. Sprawy, jakby się mogło wydawać, ważne zarówno dla
bezpieczeństwa interesów, jak i dobra eXeX, zostały praktycznie pominięte. Ot,
od czasu do czasu coś się wspomni, ważniejsza jest jednak rekrutacja nowego
członka eXst eXiste!
Choć powieść ma tylko dwieście
siedemdziesiąt osiem stron, to czytając ją, strasznie się wynudziłam, niemalże
z radością patrzyłam, jak od zakończenia dzieli mnie coraz mniej stron. I
zdecydowanie nie będę sięgać po kolejne tomy serii, która w zamierzeniu autora
jest trylogią. Lektura Krwawego umysłu to absolutnie wszystko, na co mnie
stać w tym przypadku. Być może obraz powieści rozjaśniłaby lektura bloga, na
którym w rozmowach z przyjaciółmi autor objaśnia poszczególne części książki.
Pewnie gdyby Krwawy umysł choć trochę mnie zainteresował, to zagłębiłabym się
w te rozmowy, ale w tym przypadku powiem pas.
Być może komuś ta powieść się
spodoba, ja na pewno nie zaliczam się do tego grona. Książka nic nie wniosła w
moje życie, choć wiele sobie po niej obiecywałam. I jestem z tego powodu
niezwykle rozczarowana i zawiedziona.
Dziękuję!


Szkoda, że lektura nie spełniła Twoich oczekiwań - a zapowiadała się tak dobrze...
OdpowiedzUsuńHmm widziałam ją już jakiś czas temu i chyba miałam podobne podejście, co Ty zanim zaczęłaś czytać. Jednak jeszcze nie miałam okazji się przekonać, czy mnei się spodoba.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście okładka ,,wwierca się" w oczy, szkoda tylko że zawartość nie jest równie barwna...
OdpowiedzUsuńJaka makabryczna okładka!!!!! :> I chyba tyle ;)
OdpowiedzUsuńNajgorzej to przeczytać coś, po czym ma się wrażenie, że straciło się tylko czas. Niemniej, takie lektury pozwalają na dokładniejsze poznanie własnych upodobań i na poćwiczenie krytycznych recenzji ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Świetna okładka, szkoda tylko, że książka słaba ;)
OdpowiedzUsuń