Piekielnica niebieska
Arael Zurli, Bagienna niezapominajka. Nieznane życie Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiejwydawnictwo: Bellona
data wydania: 15 stycznia 2015 r.
liczba stron: 295
ISBN: 978-83-11-13276-4
okładka: broszurowa
Poetki zawsze kojarzyły mi się z istotami eterycznymi, delikatnymi, patrzącymi na świat zupełnie innymi oczyma niż zwykli śmiertelnicy. Moje myślenie zmieniło się po tym, jak w moje ręce trafiła druga w dorobku książka autorstwa Arael Zurli, opowiadająca o ostatnich latach życia Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Całkowicie zmieniło, bowiem ta, o której jest niniejsza powieść, w żadnym wypadku nie utożsamiała się z chociażby jednym z powyższych określeń.
Bagienna niezapominajka to beletryzowana biografia Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, nazywanych przez najbliższych Lilką. Autor książki skoncentrował się na ostatnich latach życia poetki. Powieść rozpoczyna się w lecie 1939 roku, kiedy to w powietrzu czuć było zagrożenie nadchodzącej wojny. Czytelnik poznaje losy Lilki i jej męża, Stefana Jasnorzewskiego, czule nazywanego przez rodzinę i znajomych Lotkiem, z racji wykonywanego przez niego zawodu, ich wędrówkę przez Europę i ostateczne uchodźstwo w Anglii. Nigdy już nie wrócili do Polski. Obydwoje zostali pochowani w Manchesterze, Lilka w 1945 roku, Lotek w 1970.
Muszę przyznać, że nie była to lekka i przyjemna lektura. Lubię biografie i książki historyczne, na dobrą sprawę mogłabym je czytać ciągle. Mój problem wiązał się raczej z główną bohaterką Bagiennej niezapominajki. Na dobrą sprawę nie wiem jak przedstawiali Jasnorzewską jej inni biografowie, ale z kontekstu zawartego w książce można się domyślić, że z reguły nieco wybielali jej postać. Lilka była rozwydrzona, rozpieszczona, egocentryczna i skoncentrowana na własnej wygodzie. Nie potrafiła znieść sytuacji, gdy ktoś z jej otoczenia jej nie podziwiał, co dotyczyło się w szczególności mężczyzn. Była święcie przekonana, że każdy facet powinien szaleć z miłości za nią, a gdy tego nie robił, był przez nią określany różnymi ciekawymi inwektywami. Oczywiście nie wprost, tego typu uwagi zapisywała w swoich dziennikach i pamiętnikach. W kilku słowach, prawdziwa piekielnica.
Choć to Lilka jest główną bohaterką książki, sporo miejsca zostało poświęconego również jej mężowi oraz najbliższej rodzinie, czyli Kossakom. Jej ojcu Wojciechowi, słynnemu malarzowi, matce Marii oraz bratu Jerzemu, również artyście pędzla i siostrze Magdalenie Samozwaniec, znanej pisarce satyrycznej. Trzeba przyznać, że była to rodzina pod wieloma względami niezwykła, lecz zarazem bardzo materialnie podchodząca do życia. Widać to w szczególności na przykładach Lilki i Magdy, które będąc już blisko pięćdziesięcioletnimi mężatkami nadal naciągały swojego ponad siedemdziesięcioletniego ojca na różne fanaberie, głównie związane z coraz to nowymi strojami, zgodnymi z obowiązującą modą. A on im ulegał i popadał w coraz to nowsze długi. Trudno mi było nie tylko zrozumieć, ale i wyobrazić sobie taką sytuację.
Dużą zaletą Bagiennej niezapominajki są rozliczne listy i fragmenty dzienników Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, które ukazują czytelnikowi nie tylko jej prawdziwy charakter, ale i targające nią uczucia, wspomnienia i stosunek do wojny. Sporo miejsca zostało również poświęconego sytuacji Polaków w Anglii, którzy szukali tam schronienia. Pod tym kątem powieść Zurli jest naprawdę pouczająca i warta poznania.
Co do samych pism Lilki sprawa przedstawia się nieco inaczej. Poetka pisała bardzo niechlujnie, z rozlicznymi błędami gramatycznymi, co już samo w sobie jest drażniące. Listów nie datowała, jej notatki były chaotyczne. W publikacji można znaleźć na niektóre z nich odpowiedzi jej męża, bardzo schludne, logiczne, po prostu ładnie napisane. Dzięki temu wydać kontrast między ich osobowościami, choć nie ulega wątpliwości, że byli kochającym się małżeństwem (ze strony Lotka chyba nawet bardziej, co bardzo łatwo można odczuć w jego listach).
Bagienna niezapominajka. Nieznane życie Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej to lektura ciekawa i intrygująca, jako że wyłania na światło dzienne drugą twarz jednej z najbardziej znanych polskich poetek. Czy została ukazana tam jako zła osoba? Nie mnie to ocenić, ale na pewno Zurli przedstawił ją zupełnie inaczej niż inni jej biografowie. Który z tych obrazów jest prawdziwy? Co do tego pozostanie tylko snuć domysły.
Dziękuję!


Do biografii i książek historycznych niestety mnie nie ciągnie :)
OdpowiedzUsuńWidzę, że czytasz "Sekretne życie pszczół". Czekam na opinię :)
"Sekretne..." przeczytane. Na dniach recenzja :)
UsuńBo każda baba to świnia :D Dać nam palec, utniemy całą rękę. Jednak nie przyszłoby mi do głowy, że pani, która tak często pisała o miłości, może być taką heterą...
OdpowiedzUsuńTaka to już nasza rodzima Safona była ;)
UsuńChyba tym razem sobie odpuszczę powyższa publikację, jakoś specjalnie mnie do niej nie ciągnie, a i osoba Pawlikowskiej nie bardzo mnie interesuje.
OdpowiedzUsuńBywa i tak.
UsuńPrzyznam, że nie wiem za dużo o tej poetce, więc ta książka byłaby na pewno przydatna.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o jej życie prywatne i wspomnienia, to jak najbardziej.
UsuńUwielbiam kobiece biografie, choć przyznam, że do poznania Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej nigdy specjalnie mnie nie ciągnęło... Wygląda na to, że warto byłoby zapoznać się z innymi materiałami na jej temat, by wyrobić sobie jakąś pewniejszą opinię :)
OdpowiedzUsuńTeż mi się wydaje, że prawda może leżeć gdzieś po środku :)
UsuńJak ja dawno nie słyszałam nigdzie tego nazwiska. Pawlikowską-Jasnorzewską czytało się w czasie wczesnonastoletnich porywów ;) Ale o niej samej to chyba czytać mi nie spieszno.
OdpowiedzUsuńOsobiście wolałam poezję Baudelaire'a, ale co jak co, na podryw to ona się nie nadawała ;)
UsuńRzadko czytam biografie, na tę raczej się nie skuszę ;)
OdpowiedzUsuń