
Raz na zawsze król
Peter Ackroyd, Śmierć króla Arturatytuł oryginalny: The Death of King Arthur
przekład: Dorota Guttfeld
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 27 października 2014 r.
liczba stron: 465
ISBN: 978-83-7785-172-2
okładka: miękka ze skrzydłami
Każdy z nas zna choć fragmenty legendy arturiańskiej. O magicznym mieczu Excaliburze, o miłości Tristana i Izoldy czy zakazanym uczuciu między królową Ginewrą a sir Lancelotem z Jeziora. Motywy te, oraz inne przewijające się w pieśniach o królu Arturze, wielokrotnie pojawiają się zarówno w literaturze, jak i kinematografii. Jakby na to nie popatrzeć, jest to temat wdzięczny i nieśmiertelny, tak jak nieśmiertelna jest legenda o Rycerzach Okrągłego Stołu. W niniejszej recenzji przedstawię Wam książkę Śmierć króla Artura autorstwa Petera Ackroyda, która jest uwspółcześnioną wersją dzieła Thomasa Mallory’ego.
Śmierć króla Artura Petera Ackroyda jest skróconą i uwspółcześnioną wersją staroangielskiego poematu Le Morte d’Arthur. Pochodzi on z XV wieku i obecnie jest najbardziej znaną wersją legendy arturiańskiej. Nie zawiera jednak wszystkich wątków, które można spotkać w innych wariantach opowieści o królu Arturze. Mallory po prostu połączył najważniejsze mity, najczęściej spotykane w anglojęzycznej literaturze. Dzieło to w oryginalne jest monumentalne, liczy ponad 21 ksiąg, zaś większość tekstu stanowią rozwlekłe opisy walk oraz liczne powtórzenia, które dla współczesnego czytelnika byłyby drogą przez mękę. I w tym właśnie miejscu wkracza Ackroyd.
Autor Śmierci króla Artura przedstawia czytelnikowi uwspółcześnioną pod kątem językowym wersję jednego z najsłynniejszych romansów rycerskich, nadając mu przejrzystość, dzięki czemu łatwiej jest oddać się lekturze. Usunął powtórzenia i bardzo skrócił sceny batalistyczne, które kończą się tu najczęściej prostym ścięciem głowy tudzież wymianą kilku ciosów. Przyznam, że w tym względzie oczekiwałam czegoś więcej, żywszego obraz z pola bitwy, a nie sprowadzenia walki do prostego „i jednym cięciem pozbawił ją głowy”. Jako że Ackroyd opierał się na dziele Mallory’ego, to nie mogę mieć do niego jakichkolwiek pretensji dotyczących najczęstszego sposobu uśmiercania przeciwników, ale mógł nadać temu trochę polotu. Sądzę, że w oryginale fragmenty te były bardziej spektakularne i ciekawsze.
Jako że Ackroyd usuwając powtórzenia i skracając wspomniane wyżej sceny batalistyczne, to i samo dzieło doznało sporego odchudzenia. Stąd też krótkie rozdziały bez opisów miejsca czy okoliczności. Akcja Śmierci króla Artura biegnie od jednego zdarzenia do drugiego. Od pojedynku o honor białogłowy do leczenia ran u pustelnika. Od turnieju rycerskiego do przygody w zaczarowanym lesie. Nie powiem, tempo jest szybkie, ale brak szerszego przedstawienia wydarzeń z czasem zaczyna nudzić. Pojedynek, przygoda, romans, znowu pojedynek, turniej i tak w koło. Co więcej czasami natknąć się można na brak konsekwencji i chronologii zdarzeń. Przy tym wszystkim należy jednak pamiętać, że to nie jest wina Ackroyda, tylko tego, że tak kiedyś pisano romanse rycerskie. Trzeba mieć to cały czas na uwadze, biorąc do ręki niniejszą książkę.
Fabuła Śmierci króla Artura skoncentrowana jest na najważniejszych postaciach i wydarzeniach z arturiańskiej mitologii. Czytelnik pozna dzieje króla Artura, Merlina. Przeczyta o uczuciu łączącym dwie najpopularniejsze pary kochanków: Lancelota i Ginewrę oraz Tristana i Izoldę. Pozna legendę o poszukiwaniu Świętego Graala. Dowie się też co było przyczyną tytułowej śmierci króla Artura. Pod tym względem jest to lektura ciekawa i pouczająca, dająca nieco satysfakcji, wynikającej z uzupełniania wiedzy. I myślę, że należy rozpatrywać ją pod tym właśnie kątem – jako przybliżenie legendy o królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu. Na pewno nie jest to publikacja „epicka i pełna życia”, jak to głosi blurb na tylnej okładce. Niemniej jednak na pewno sięgną po nią osoby interesujące się wspomnianą wyżej tematyką. Innych czytelników lektura może odstraszyć już po kilku stronach brakiem polotu i ciężkością. Plusem polskiego wydania książki jest umieszczone na końcu dobrze opracowane posłowie, wyjaśniające poszczególne podrozdziały oraz ich zawiłości, dotyczące szczególnie miejsc i postaci.
Podsumowując, Śmierć króla Artura to pozycja przede wszystkim dla osób pasjonujących się legendą arturiańską, którym nie będzie przeszkadzać ciężki język i ogromna prostota fabuły. Myślę, że ta grupa znajdzie w niej to, czego szuka, swojego Graala.
Dziękuję!

Mój król Artur i Merlin. Bardzo poważnie rozważam zakup tej pozycji lub pożyczenie :) Szkoda tylko, że moja, nie doszła do mnie...
OdpowiedzUsuńPamiętaj, jak coś, mogę Ci ją wysłać :)
UsuńCiekawa publikacja, coś innego na tle współczesnych powieści.
OdpowiedzUsuńInnego tak, ale na pewno nie dla wszystkich ze względu na styl.
UsuńLudzie tak ładnie piszą.
OdpowiedzUsuńJakoś nie wyobrażam sobie książki opowiadającej o legendach arturiańskich bez pasjonujących i rozwiniętych scen walk.
http://www.youtube.com/watch?v=Xwr-7nkTuX4
Ale "Faceci w rajtuzach" to o Robin Hoodzie ;)
UsuńWiem, ale Robin jest fajny i też jest z wysp. Także jakby nie patrzeć, utwór jest w odpowiednich klimatach :D
UsuńKiedyś fascynowała mnie historia o Królu Arturze. Obecnie jednak nie mam ochoty na tę książkę. Może kiedyś.
OdpowiedzUsuńSkoro tak, to może i kiedyś przyjdzie czas na prozę Ackroyda :)
UsuńNie jestem fanką legend arturiańskich, więc obawiam się, że ta książka strasznie by mnie wymęczyła. Chwała pisarzowi za to, że podjął się uwspółcześnienia historii, ale jednak ja nie podejmę się przeczytania.
OdpowiedzUsuńJeśli nie jest w Twoich klimatach, to raczej faktycznie mogłabyś się namęczyć przy jej lekturze, a przecież nie o to chodzi :)
UsuńTematyka ciekawa. Z chęcią bym przeczytała, choć trochę odstrasza mnie ciężki styl o którym wspomniałaś.
OdpowiedzUsuńCzasami nie można mieć wszystkiego :)
UsuńSama nie wiem. Ten ciężki język i prostota jednak mnie odstraszają.
OdpowiedzUsuńW bibliotekach można znaleźć inne opracowania mitu o królu Arturze, więc w razie czego, gdybyś chciała je poznać, powinnaś coś dla siebie znaleźć :)
UsuńNiby intryguje, ale ten ciężki język jakoś mnie zniechęca.
OdpowiedzUsuńTo może być ciekawa lektura - będę ją miała na uwadze :)
OdpowiedzUsuńZ jednej strony trochę mnie kusi, żeby po nią sięgnąć, a z drugiej boję się, że może być ciężko :)
OdpowiedzUsuń