Kilka dni temu dostałam zaproszenie od Karoliny z bloga Zwiedzam wszechświat do zabawy blogowej typu #booktag. Jego motywem przewodnim jest jeden z ulubionych napojów bogów/blogerów (podkreślić określenie właściwe dla czytającego), czyli herbata.
Zapraszam na aromatyczną wycieczkę po świecie herbaty i literatury!
Czarna herbata, czyli twój ulubiony klasyk.
Nie miałam okazji zapoznać się z wieloma powieściami zaliczanymi do klasyki literatury, lecz wśród nich jest jedna pozycja, którą wręcz uwielbiam i jednocześnie żałuję, że tak późno po nią sięgnęłam. To Wichrowe Wzgórza autorstwa Emily Jane Brontë. Przeczytałam ją dopiero w zeszłym roku, ale historia w niej opisana bardzo szybko skradła moje serce.
Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasypiasz.
Nie mogłam się przebić przez cegiełkę Saga o Rubieżach. Tom 1. Męczyłam ją bardzo długo, bo ilekroć po nią sięgałam, to po kilku, kilkunastu stronach bardzo, ale to bardzo chciało mi się spać i koniec końców odkładałam ją na półkę. Czytałam ją jakieś trzy lata temu i jedyne, co mi się z nią kojarzy, to fakt, że kilkakrotnie musiałam przedłużać w bibliotece termin jej oddania.
Czerwona herbata, czyli książka, której bohaterowie ciągle się przemieszczają.
Droga Cormaca McCarthy’ego jest taką powieścią. Piękna, wzruszająca, lecz zarazem smutna i bolesna historia o miłości ojca i syna, którzy wędrują przez zniszczone tereny Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Mam też jej ekranizację, choć jeszcze nie potrafię jej oglądnąć. Pamięć o wydarzeniach jest jeszcze zbyt świeżą, choć powieść czytałam w zeszłym roku.
Herbata Ooolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.
Myślę, że obecnie zbyt mało uwagi poświęca się dziełom Edgara Allana Poe. Jego gotyckie powieści grozy są szalenie klimatyczne, z gęstą atmosferą, lecz przy tym nieskończenie piękne. Próżno szukać podobnych wirtuozów słowa wśród współczesnych pisarzy.
Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.
Ogólnie jestem zdania, że każdy powinien czytać to, co lubi i nic komu do tego. Niemniej jednak obecny boom na literaturę erotyczną (bardzo często podchodzącą nawet pod pornografię) zaczyna mnie męczyć. Odnoszę bowiem wrażenie, że powieści te niczym się od siebie nie różnią, wszystkie pisane są według jednego schematu.
Herbata Yerba Mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła.
Sasha, pierwszy tom tetralogii Joela Shepherda jest tego typu powieścią. Zanim na dobre wciągnęła mnie fabuła musiałam dosłownie przemęczyć kilka pierwszych rozdziałów. Całe szczęście później akcja zaczęła nabierać rozpędu i przestał mnie przerażać fakt, że książka liczy sobie coś około 700 stron :)
Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano ci w dzieciństwie na dobranoc.
Wychowałam się na starych bajkach. Do snu mama najczęściej czytała mi wiersze Brzechwy, Tuwima i innych klasyków. Lokomotywa była pierwszym wierszem, jaki nauczyłam się na pamięć i kiedy mama podczas czytania gdzieś się przejęzyczyła, natychmiast ją poprawiałam. Ponadto czytała mi jeszcze Klechdy sezamowe Leśmiana i Złoty kluczyk, czyli Niezwykłe przygody pajacyka Buratino A.N. Tołstoja.
Herbata owocowa, czyli twoja ulubiona lekka książka.
Uwielbiam Kota w stanie czystym autorstwa Terry’ego Pratchetta. To króciutka lektura, ale niezwykle sympatyczna i poprawiająca humor. Nie ma możliwości by się nie uśmiechnąć, a nawet wybuchnąć śmiechem podczas czytania. W szczególności powinni się z nią zapoznać właściciele i miłośnicy kotów, którzy dzięki niej dowiedzą się czy pod ich dachem mieszka Prawdziwy Kot.
Ice tea, czyli książka, która zmroziła ci krew w żyłach.
Niejednokrotnie ciarki przeszły mi po plecach w trakcie lektury Cmętarza zwieżąt Kinga. Choć książkę czytałam głównie w dzień, to momentami czułam psychiczny dyskomfort, a parę razy zdarzyło mi się podskoczyć na krześle, kiedy ktoś cicho (albo i nie, nie wiem, skupiona na książce byłam) poszedł do mnie i się odezwał. Stan przedzawałowy gwarantowany.









Ach, jak mogłam zapomnieć o "Wichrowych Wzgórzach"? Właśnie walę łbem w klawiaturę :(((
OdpowiedzUsuńNo i Edgar Allan Poe plus Leśmian - uwielbiam Cię za ujęcie ich w Twoim zestawieniu! <3
<3
UsuńSama dopiero niedawno nabyłam kilka klasyków, a wśród nich właśnie "Wichrowe Wzgórza". Czasami aż mi wstyd, że tak znane i świetne pozycje ciągle są przede mną :)
OdpowiedzUsuńCzasami po prostu nie ma kiedy sięgnąć po klasykę :) Sama mam na półce jeszcze kilka nieprzeczytanych tytułów, wśród nich "Dumę i uprzedzenie". Na wszystko jednak znajdzie się czas ;)
Usuń"Wichrowe Wzgórza" to również jedna z moich ulubionych klasycznych powieści. I zgadzam się z Tobą co do białej herbaty:)
OdpowiedzUsuńTo dobrze, że nie jestem w tym sama ;)
UsuńCmętarza zwieżąt faktycznie mrozi krew w żyłach. Długo się o tej książce pamięta. Interesujący tag :)
OdpowiedzUsuńMi szczególnie zapadły w pamięć ostatnie rozdziały tej powieści :) Były straszne :)
Usuń"Wichrowe wzgórza", "Droga", Poe, "Cmętarz..." - podpisuję się rękoma i kolanami :)
OdpowiedzUsuńZdolna jesteś ;)
UsuńZauważyłam, że większość uczestników tej zabawy w podpunkcie z czerwoną herbatą wymienia „Drogę”. Widać ta książka ma coś w sobie.
OdpowiedzUsuńJest piękna... Trudno o niej zapomnieć.
Usuń