O zombie z innej perspektywy
Øystein Stene, Wyspa zombietytuł oryginalny: Zombie Nation
przekład: Milena Skoczko
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 13 lipca 2015 r.
liczba stron: 328
ISBN: 978-83-7785-555-3
okładka: miękka ze skrzydłami
Od
kilku lat trwa boom na powieści z zombie w tle. Do wzrostu popularności
tego tematu przyczyniły się w dużej mierze filmy i seriale, które
rozpowszechniły go wśród wielbicieli szeroko pojętego horroru. Jako że
wspomnianych wyżej form przekazu, w których pojawia się odwołanie do
żywych trupów, jest wiele, mogłoby się wydawać, że wszystko już było.
Tak się jednak składa, że norweskiemu pisarzowi Øysteinowi Stene udało
się wprowadzić powiew świeżości do książki o zombie. W jaki sposób tego
dokonał i jak mu to wyszło? O tym przeczytacie poniżej.
Labofnia.
Tajemnicza wyspa na środku Atlantyku. Nie wie o niej nikt z wyjątkiem
kilkunastu osób, przywódców najważniejszych światowych mocarstw. Powodem
utajnienia istnienia wyspy są jej mieszkańcy. Ich cera ma niezdrowy
szary lub niebieskawy kolor, ruchy są ociężałe, a wzrok pusty. Serca
wyspiarzy biją bardzo powoli, a oddychanie nie jest czynnością konieczną
do „życia”. Pewnego dnia na Labofnii pojawia się nowy mieszkaniec,
któremu władze nadają imię i nazwisko: Johannes van der Linden. Nie wie,
kim jest i w jaki sposób pojawił się na wyspie. Powoli uczy się
funkcjonować w tym niezwykłym społeczeństwie, lecz bardzo szybko do jego
świadomości dociera fakt, że coś jest nie tak i z Labofnią dzieje się
coś złego. Johannes zostaje wciągnięty w działania, które mogą zmienić
bieg wydarzeń na całym świecie.
Wyspa zombie
to czwarta w dorobku literackim powieść Øysteina Stene, norweskiego
pisarza, literaturoznawcy, reżysera, rysownika i scenarzysty, lecz
pierwsza, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym. Przez długi
czas zastanawiałam się, jak zakwalifikować tę historię. Koncentruje się
ona na zombie, lecz w żaden sposób nie jest to horror w stylu The Walking Dead. Nie ma w nim też postapokaliptycznej wizji, jak na przykład w Apokalipsie Z. Jestem skłonna stwierdzić, że to w jakiejś części powieść psychologiczna, a dlaczego – wyjaśnię w późniejszych akapitach.
Głównym
bohaterem powieści jest Johannes van der Linden, który w
niewyjaśnionych okolicznościach nagle pojawia się na wyspie. Dodatkowo
dezorientuje go sztywność rąk i nóg oraz brak koordynacji ruchowej.
Otrzymuje schronienie oraz powoli uczy się żyć w nowym środowisku.
Mężczyzna zostaje przydzielony do pracy w archiwum, gdzie natrafia na
dokumenty dotyczące przeszłości wyspy. Jego zdolności analityczne
zostają docenione przez władze Labofnii, które werbują go do wykonania
pewnego zadania.
Johannes
van der Linden nie jest szczególnie intrygującą postacią, lecz
zdecydowanie wyróżnia się na tle innych osób pojawiających się na
kartach powieści. Można odnieść wrażenie, że protagonista jako jedyny ma
osobowość i charakter. Owszem, bohaterowie Wyspy zombie
są głównie żywymi trupami, lecz – widząc świat oczami Johannesa i
śledząc jego tok rozumowania – można by się spodziewać, że w historii
pojawi się choć kilka innych ciekawych jednostek. Tak się jednak nie
dzieje, postaci w tle niewiele wnoszą, nie interesują czytelnika na
tyle, by zaczął się on zastanawiać, jak wyglądało ich wcześniejsze
życie.
Akcja w
dużej mierze rozgrywa się na Labofnii, by dopiero pod koniec powieści
przenieść się poza jej granice. Ograniczona przestrzeń nie jest w tym
przypadku wadą, bowiem dzięki temu można poznać specyfikę wyspy oraz jej
mieszkańców, a także zagłębiać się w historię tego miejsca, która wraz z
kolejnymi rozdziałami jest przedstawiana coraz bardziej szczegółowo.
Łączy się to z alternatywną rzeczywistością, w jakiej rozgrywa się
fabuła Wyspy zombie. Najwięcej informacji na jej temat
zostało zawartych w „częściach kronikarskich”, które poprzedzają każdy
rozdział. Objaśnienia powoli klarują obraz Labofnii oraz jej statusu, a
także opisują kontakty ludzi z mieszkańcami wyspy od jej odkrycia do
współczesności.
Największą
zaletą powieści jest oryginalne podejście autora do samych zombie.
Ukazał je nie jako bezmyślne, krwiożercze stworzenia, lecz jako
jednostki myślące, muszące wielu rzeczy uczyć się na nowo. Jak mówić,
poruszać się, koordynować swoje ruchy – po prostu: jak żyć. Wraz z
rozwojem psychofizycznym u poszczególnych labofnijczyków zaczynają
krystalizować się myśli dotyczące ich pochodzenia oraz przeszłości, a
także emocje. Ciekawe są te fragmenty, w których pokazano próby
odwzorowania przez zombie ludzkiej mimiki oraz zrozumienia jej. Coś, co
dla człowieka jest normalnym odruchem, dla mieszkańców wyspy stanowi
całą gamę niedostrzegalnych napięć mięśni i ruchów gałek ocznych.
Dlatego też o Wyspie zombie myślę poniekąd jako o powieści
psychologicznej, ze względu na relacjonowanie wewnętrznych rozterek
głównego bohatera, analizę zachowania jego samego i otoczenia, w którym
przebywa oraz próbę zrozumienia sytuacji, w jakiej się znalazł.
Krwawe fragmenty można zliczyć na palcach jednej ręki, w Wyspie zombie
więcej jest wspomnianego rozmyślania niż typowej akcji, dlatego
recenzowana pozycja nie spodoba się wszystkim fanom tematyki zombie.
Pytania o sens bycia człowiekiem i szeroko pojęty humanitaryzm zajmują w
powieści więcej miejsca niż porywająca intryga. Niemniej nowe
spojrzenie na oklepaną już tematykę wprowadza powiew świeżości i
zaciekawia. Warto sięgnąć po tę książkę, by spojrzeć na żywe trupy z
zupełnie innej perspektywy. Może akurat przypadnie Wam do gustu.
Za możliwość zapoznania się z historią tajemniczej Labofnii
serdecznie dziękuję portalowi eFantasyka.pl!

Mnie tradycyjne zombiaki nie ruszają, ale takie oryginalne podejście do tematu mogłoby mi się spodobać :)
OdpowiedzUsuńTrzeba by się kiedyś przekonać ;)
UsuńTe zombie są zdecydowanie zbyt...filozoficzne :D Już wolę wersję z bezmyślnymi, gryzącymi, rozkładającymi się trupami. A ta okładka jest świetna - tylko mi się podoba, czy ogólnie jest dobra? :D
OdpowiedzUsuńAle całość, to raczej niższe stany średnie :P
Mi okładka w jakiś sposób kojarzyła się z "Wyspą tajemnic" Lehane'a ;)
UsuńNom, masz rację, też dostrzegam wiele podobieństw :D Może dlatego mi się spodobała :P
UsuńWidzisz? We wszystkim można znaleźć jakiś plus ^^
UsuńInne podejście do tej tematyki bym chętnie poznała, nawet wolę książki z mniejszą ilością krwawych scen :)
OdpowiedzUsuńJa wręcz odwrotnie - uwielbiam kiedy spomiędzy stronic, na moje ręce, kapie gorąca krew ;)
Usuń