Prosta droga nie zawsze prowadzi do celu
Arkadij i Borys Strugaccy, Piknik na skraju drogitytuł oryginalny: Пикник на обочине
przekład: Irena Lewandowska
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 15 marca 2007 r.
liczba stron: 176
ISBN: 978-83-7468-064-0
okładka: miękka
Przyznam szczerze, że uniwersum S.T.A.L.K.E.R.-a kojarzyło mi się dotychczas z katastrofą czarnobylską i grami oraz książkami wykorzystującymi w swojej fabule tamte wydarzenia. Jednakże kiedy w ręce wpadła mi książka Piknik na skraju drogi okazało się jak mylne były moje pierwsze skojarzenia...
W roku 19... doszło do Lądowania. W pięciu miejscach na Ziemi wylądowali obcy. Nie wiadomo kim byli, skąd i po co przylecieli. Przybyli na naszą planetę na bardzo krótko, a ich odlot był równie niespodziewany jak przybycie. Pozostały po nich Strefy, objęte przez ONZ rezolucją o eksterytorialności, nad którymi pieczę sprawuje wyłącznie Międzynarodowy Instytut Cywilizacji Pozaziemskiej. Jednakże zdarzają się jednostki, które przekradają się do Strefy i wynoszą stamtąd przedmioty pozostawione przez obcych, których przeznaczenie nie jest znane. Nazywa się ich stalkerami.
Akcja powieści, nie licząc pierwszego, wprowadzającego rozdziału, rozgrywa się na przestrzeni około 8 lat. Jej głównym bohaterem jest Red, laborant Międzynarodowego Instytutu Cywilizacji Pozaziemskich w Harmont, a na wolnej chwili stalker. Przeszłość bohatera nie jest jasna, wiadomo, że miał wcześniej kłopoty z prawem właśnie za sprawą nielegalnych wypraw do Strefy. Z jednej strony jest to facet lubiący pieniądze, a z drugiej zależy mu na dobrze i szczęściu swoich bliskich i przyjaciół. Red dość szybko budzi sympatię u czytelnika.
Piknik na skraju drogi jest książką, którą można przeczytać kilkakrotnie i za każdym razem znajdzie się w niej coś nowego, nowy fakt, na jaki wcześniej nie zwróciło się uwagi. Jest to możliwe głównie dzięki temu, że powieść jest dość oszczędna w formie. Autorzy nie skupiają się na szczegółach, jak na przykład dokładne wyjaśnienie pojawiającej się w treści terminologii. Owszem, na początku czytelnik może odczuwać z tego powodu lekkie zagubienie, ale wraz z kolejnymi rozdziałami poszczególne elementy zostają mniej więcej wyjaśnione wraz z rozwojem fabuły. I właśnie owo mniej więcej sprawia, że fabuła tak mocno pobudza wyobraźnię. Strugaccy rzucają odbiorcom od czasu do czasu kilka luźnych faktów i pozwalają, by zadziałała ich wyobraźnia. Niech sami określą, jak wyglądają „pustaki”, „owaki” czy „czarne bryzgi”.
W Pikniku na skraju drogi autorzy poruszają dwa zagadnienia. Pierwszym z nich jest dość ciekawa kwestia tego jak wyglądałyby odwiedziny Obcych na Ziemi. Czy byłaby bliska wyobrażeń znanych nam z amerykańskich filmów sf czy miałaby właśnie formę takiego właśnie pikniku na skraju drogi. Drugą istotną sprawą jest chciwość i bezwzględność, fakt, że niektórzy, bardziej od ludzkiego życia i zdrowia, cenią sobie błyskotki, nawet jeśli nie wiedzą jakie jest/jakie może być ich przeznaczenie. Kiedy w grę wchodzą duże pieniądze, idee humanitaryzmu schodzą na dalszy plan.
Książka została po raz pierwszy wydana w 1972 roku i momentami przebija się przez nią duch ZSRR, ale w dalszym ciągu jest szalenie świeża. Strugaccy pokazali ciekawe oblicze science ficiton, które wciąga czytelnika niczym łysica już od samego początku. Piknik na skraju drogi to powieść, którą po prostu trzeba przeczytać.
Akcja powieści, nie licząc pierwszego, wprowadzającego rozdziału, rozgrywa się na przestrzeni około 8 lat. Jej głównym bohaterem jest Red, laborant Międzynarodowego Instytutu Cywilizacji Pozaziemskich w Harmont, a na wolnej chwili stalker. Przeszłość bohatera nie jest jasna, wiadomo, że miał wcześniej kłopoty z prawem właśnie za sprawą nielegalnych wypraw do Strefy. Z jednej strony jest to facet lubiący pieniądze, a z drugiej zależy mu na dobrze i szczęściu swoich bliskich i przyjaciół. Red dość szybko budzi sympatię u czytelnika.
Piknik na skraju drogi jest książką, którą można przeczytać kilkakrotnie i za każdym razem znajdzie się w niej coś nowego, nowy fakt, na jaki wcześniej nie zwróciło się uwagi. Jest to możliwe głównie dzięki temu, że powieść jest dość oszczędna w formie. Autorzy nie skupiają się na szczegółach, jak na przykład dokładne wyjaśnienie pojawiającej się w treści terminologii. Owszem, na początku czytelnik może odczuwać z tego powodu lekkie zagubienie, ale wraz z kolejnymi rozdziałami poszczególne elementy zostają mniej więcej wyjaśnione wraz z rozwojem fabuły. I właśnie owo mniej więcej sprawia, że fabuła tak mocno pobudza wyobraźnię. Strugaccy rzucają odbiorcom od czasu do czasu kilka luźnych faktów i pozwalają, by zadziałała ich wyobraźnia. Niech sami określą, jak wyglądają „pustaki”, „owaki” czy „czarne bryzgi”.
W Pikniku na skraju drogi autorzy poruszają dwa zagadnienia. Pierwszym z nich jest dość ciekawa kwestia tego jak wyglądałyby odwiedziny Obcych na Ziemi. Czy byłaby bliska wyobrażeń znanych nam z amerykańskich filmów sf czy miałaby właśnie formę takiego właśnie pikniku na skraju drogi. Drugą istotną sprawą jest chciwość i bezwzględność, fakt, że niektórzy, bardziej od ludzkiego życia i zdrowia, cenią sobie błyskotki, nawet jeśli nie wiedzą jakie jest/jakie może być ich przeznaczenie. Kiedy w grę wchodzą duże pieniądze, idee humanitaryzmu schodzą na dalszy plan.
Książka została po raz pierwszy wydana w 1972 roku i momentami przebija się przez nią duch ZSRR, ale w dalszym ciągu jest szalenie świeża. Strugaccy pokazali ciekawe oblicze science ficiton, które wciąga czytelnika niczym łysica już od samego początku. Piknik na skraju drogi to powieść, którą po prostu trzeba przeczytać.
(...) No a Lądowanie? Przynajmniej powiedz, co myślisz o samym Lądowaniu?
– Proszę bardzo – powiedział Walentin. – Wyobraź sobie piknik...
Nunnun drgnął.
– Jak powiedziałeś?
– Piknik. Wyobraź sobie: las, przesieka, polana. Z przesieki na polanę wjeżdża samochód, z samochodu wysiada młodzież, butelki, koszyki z prowiantem. Dziewczyny, tranzystory, kamery filmowe... Rozpalają ognisko, stawiają namioty, gra muzyka. A rankiem odjeżdżają. Zwierzęta, ptaki i owady, które przez całą noc ze zgrozą obserwowały to, co się działo, wyłażą ze swoich kryjówek. I cóż widzą? Na trawie kałuża oleju, rozlana benzyna, leżą nieprzydatne już świece i olejowe filtry. Poniewierają się stare szmaty, przepalone żarówki, ktoś zgubił klucz francuski. Z opon spadło błoto przywiezione z niewiadomych bagien... no, sam rozumiesz, ślady ogniska, ogryzki jabłek, papierki od cukierków, puszki po konserwach, puste butelki, czyjaś chusteczka do nosa, czyjś scyzoryk, podarte przedwczorajsze gazety, bilon, zwiędłe kwiaty z innych lasów...
– Zrozumiałem – powiedział Nunnun. – Piknik na skraju drogi.

Książka zdecydowanie w moim guście. Od razu rozpoczynam polowanie ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
I bardzo słusznie czynisz :)
UsuńCzytałam w zeszłym roku i również bardzo mi się podobała.
OdpowiedzUsuńMa w sobie "to coś" :)
UsuńIntrygująca recenzja :)
OdpowiedzUsuńA dziękuję :)
UsuńKiedyś chciałam to przeczytać (nie pamiętam nawet dlaczego), ale wtedy nie wyszło, a teraz mam opory przed sięganiem po ten gatunek. Jakoś tak... nie mój świat literacki. ;)
OdpowiedzUsuńFakt, mało u Ciebie recenzji podobnych książek, ale mam nadzieję, że kiedyś się przełamiesz i dasz się zaprosić na piknij na skraju drogi ;)
UsuńBardzo podobał mi się "Piknik..." i wiem, że jeszcze do niego wrócę. Tak jak napisałaś, to taka książka, którą można za każdym razem odkrywać na nowo :)
OdpowiedzUsuńI to jest świetne, bo za każdym razem masz zupełnie nowy pogląd na daną sytuację :)
UsuńAż dziwne, że do tej pory jej nie przeczytałam, muszę to nadrobić!
OdpowiedzUsuńJeśli tylko lubisz klimaty post-apo, to koniecznie! :)
UsuńZawsze mi się wydawało, że ciężko przebrnąć przez "Stalkera" i każdy mnie w tym przekonaniu utwierdzał, więc ja ciągle zwlekałam. Ale widać niesłusznie... :)
OdpowiedzUsuńTeż miałam podobne obawy zanim sięgnęłam po lekturze, ale rozwiały się już na samym początku, podczas lektury fantastycznie napisanego pierwszego rozdziału, który wprowadza w wykreowany przez autorów świat :)
UsuńNo jak kiedyś czytałem taką "recenzję" tej książki (http://bibliotekarki.blog.pl/?s=piknik), gdzie autorka twierdzi, że twórcy ewidentnie wzorowali się na katastrofie w Czarnobylu, to mi się scyzoryk w kieszeni otwierał :) Strugaccy napisali świetny tekst, otwarty na masę interpretacji, co też słusznie wykozrystują późniejsi twórcy, z Andriejem Tarkowskim na czele. Film też bardzo warto obejrzeć
OdpowiedzUsuńHmm... zastanawiam się jak w zgrabny sposób ubrać wszystkie te myśli, które chodzą mi po głowie po przeczytaniu tamtej opinii i dochodzę do wniosku, że to dla mnie zbyt trudne zadanie.
UsuńSwoją drogą patrz jacy ci Strugaccy byli przewidujący... Napisali o katastrofie przed katastrofą! :D