Wysyp superbohaterów
Jakub Ćwiek, Dreszczwydawnictwo: Fabryka Słów
cykl: Dreszcz tom 1
data wydania: 20 marca 2013 r.
liczba stron: 285
ISBN: 978-83-7574-846-8
ocena: 4/6
Na Dreszcza czekałam od momentu, kiedy kilka miesięcy temu ujrzałam go w zapowiedziach wydawniczych Fabryki Słów. Twórczość Jakuba Ćwieka uwielbiam, jest jednym z moich ulubionych polskich pisarzy fantasy, a zaczęło się od Kłamcy. Po przeczytaniu całej serii, byli Chłopcy. Loki i Milczek wraz z Kędziorem zajmują w moim sercu miejsce szczególne. Kiedy przyszedł czas na Dreszcza stwierdziłam, że być może i on do nich dołączy. Z takim nastawieniem zaczęłam rock and rollową przygodę z najnowszą powieścią Jakuba Ćwieka. I choć było dobrze, liczyłam na coś więcej...
Ryszard „Zwierzu” Zwierzchowski jest pasożytem na (nie)zdrowym ciele polskiego społeczeństwa. Ten podstarzały rockmen, żyjący na utrzymaniu córki, doskonale wie, jak unikać wszelkiej pracy. Całe dnie poświęca na graniu na gitarze, ukochanym fenderze, piciu piwa i innych produktów alkoholowych oraz paleniu, niekoniecznie papierosów. Ot, typowy rockandrollowiec na emeryturze. Całe jego życie diametralnie się zmienia, kiedy podczas jednego z takich leniwych popołudniu razi go... piorun. Z czystego, pogodnego, błękitnego nieba. Owo zdarzenie (nazwane później przez nielubiące stylu życia Ryśka, upierdliwe sąsiadki ukaraniem antychrysta) sprawia, że Zwierzu zostaje obdarzony mocą, konkretnie mocą prądu elektrycznego. I wtedy całe jego spokojne, dotychczasowe życie zostaje podporządkowane nowym zasadom, nowym regułom. W końcu od superbohaterów należy czegoś wymagać...
Jakub Ćwiek lubuje się w mieszaniu fantastyki z elementami mitologii (seria Kłamca), powieściami dla dzieci (Chłopcy). Teraz postawił na czysty, niczym nie zmącony klasyczny rock. Dreszcz to powieść fantasy z dużą dawką dobrej muzyki i wątkiem kryminalnym. Jak już wspomniałam, w książce czytelnik chce czy nie chce, będzie miał do przeczytania sporo słów z mniej lub bardziej znanych piosenek legend klasycznego rocka. Przede wszystkim z AC/DC, lecz również Led Zeppelin czy Black Sabbath oraz kilka innych starych, dobrych kapel. Tak, jestem fanką tego gatunku muzycznego i podobało mi się bardzo. Więc tutaj ode mnie duży plus dla autora.
Wątek kryminalny jest rozbudowany i... nie zakończony. Ćwiek tak skonstruował powieść, że będzie on kontynuowany w kolejnej części, Dreszcz 2: Facet w czerni, którą autor zapowiada już po epilogu.
Jak tytuł sugeruje, w Dreszczu nastąpił wysyp superbohaterów, bowiem nie tylko jeden Rysiek otrzymał w dziwnych okolicznościach supermoce. A skoro mamy superbohaterów, to muszą mieć oni swoich przeciwników, również obdarzonych niezwykłymi umiejętnościami i zdolnościami. Status quo musi zostać utrzymane. I jest. A najlepiej to widać w finałowym pojedynku Ekumena z... Matką Boską. Tak, tak, dobrze przeczytaliście. W mojej opinii, jeden z najlepszych fragmentów książki, tuż obok krótkiego dialogu Alojza i Ryśka:
– Co mi się stało? – zapytał.
– Wersja dugo czy krótko?
– Krótka.
– Pieron cie ciulnoł.
Ponieważ akcja książki toczy się w dwu miejscach, Krakowie – wątek kryminalny, i Katowicach – wątek Ryśkowy, to czytelnik niejako skazany będzie na gwarę śląską. Osobom obytym (osłuchanym) nie powinno to sprawić jakiejś specjalnej różnicy. Mnie ta śląska gadka w wykonaniu przyjaciela Ryśka, emerytowanego górnika Alojza, nie tyle denerwowała, co utrudniała czytanie. Całe szczęście tylko Alojz (nie licząc epizodycznych postaci przewijających się w powieści) posługiwał się śląską gwarą, reszta mówiła, niekoniecznie mickiewiczowską, polszczyzną. Przekleństw w Dreszczu też jest cała masa, ale... nie kolą w oczy, wzrok jakoś się po nich prześlizguje, nie rażąc w oczy. Ale kto by wymagał od rockandrollowca erudycji profesora Miodka? To dopiero byłoby przegięcie.
Co jeszcze mogę o Dreszczu powiedzieć? Na pewno nie do końca spełnił moje oczekiwania. Co gorsza, sama nie wiem czego dokładnie oczekiwałam po tej książce, ale na pewno moje wyobrażenia różnią się od tego, co przeczytałam. Źle nie było, to na pewno. Było dużo muzyki, dobrej muzyki. Był główny charakter, dziarski stary rockandrollowiec. Była w końcu, do bólu klasyczna, walka dobra ze złem.
Czegoś jednak mi brakowało, czegoś, co sprawiłoby, że Rysiek zająłby miejsce obok Lokiego, Milczka i Kędziora. Teraz, co najwyżej, mogą wyskoczyć razem na piwo, i na panienki, oczywiście.
Może w kolejnej części, wspomnianym wcześniej Dreszczu 2: Facet w czerni to coś mi się ukaże i wtedy ze spokojem serca będę mogła powiedzieć, że
Rock'n'Roll Is Not Dead!

Dużo dobrego czytam o twórczości tego pana, ale mnie póki co nie ciągnie do jego książek.
OdpowiedzUsuńps. recenzja dodana do wyzwania :)
Często bywam w tyle, dlatego nie znam ani "Kłamcy", ani "Chłopców", ale wszystko przede mną, ponieważ czuję, że twórczość Ćwieka to zdecydowanie coś dla mnie i na pewno zainteresują się tymi tytułami, włącznie z "Dreszczem".
OdpowiedzUsuńProponuję zacząć do Kłamcy :) Być może dlatego, że sama tak zaczęłam ;)
UsuńPoluję na tę książkę, "Kłamca" jednak, przyznam się, był dla mnie irytującym czytadłem. Słyszałam już takie teorie, że albo się "Kłamcę" uwielbia, albo nie cierpi ;)
OdpowiedzUsuńJako, ze miałam okazję kiedyś poznać autora, staram się pomimo wszystko nadążać ^^
Myślę, że to kwestia podejścia. Ćwiek wyspecjalizował się w czytadłach. Mocno osadzonych popkulturowo, czasami jadących po bandzie, dowcipnych czytadłach fantasy. I jeśli od początku podejdziesz do jego książek w ten sposób, szukając w nich tylko czystej rozrywki i puszczonych do czytelnika oczek, zabawa powinna być przednia :)
UsuńHej :-) Nominowałam Cię do "nagrody" Liebster Award.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję,że nie masz mi tego za złe.
Szczegóły: http://ivka86.blogspot.com/2013/03/liebster-award.html
Pozdrawiam ;)
Za nominację dzięki ślicznie. Nad wzięciem udziału zastanowię się jeszcze :)
UsuńChociaż nie wszystkie książki Ćwieka mi się podobały, to naszywki na kurtce pana na okładce gwarantują, że po tę pozycję sięgnę. Najwyżej będę rozczarowana.
OdpowiedzUsuńPodobałą mi się :D Trochę się pośmiałam i w ogóle tak przyjemnei się czytało :)
OdpowiedzUsuńJakoś nie mogę się przekonać do tej serii mimo, że brzmi zachęcająco. ;)
OdpowiedzUsuńPo przeczytaniu kilku książek Ćwieka zauważyłam, że jak ktoś go nie polubi po jednej, to raczej kolejne nie przypadną mu do gustu :) Ale spróbuj, a nuż Ci się spodoba ;)
UsuńJuż sam fakt, że część akcji toczy się w Krakowie sprawia, że mam ochotę przeczytać tę książkę :D A tak serio - zazdroszczę, że poznałaś już tyle powieści Jakuba Ćwieka, sama mam sporo do nadrobienia, bo nie czytałam jeszcze żadnej...
OdpowiedzUsuńPolecam go gorąco ;)
UsuńĆwiek pisze specyficznie, ale jak Ci się spodoba, to gwarantuję, że nie "przepuścisz" każdej kolejnej jego książce ;)
Wydaje mi się, że kampania reklamowa Dreszcza nieco znieczuliła czytelników na słabsze opinie, ale niestety - nowa książka Ćwieka nieco odstaje od Chłopców czy Kłamcy :)
OdpowiedzUsuń