Mroczna Jasna Góra
Carla Mori, Krew, pot i łzy
seria wydawnicza: ja gorę
wydawnictwo: Oficynka
wydawnictwo: Oficynka
data wydania: 8 marca 2013 r.
liczba stron: 309
ISBN: 978-83-62465-66-8
ocena: 6/6
Naprawdę dobra książka to dla mnie taka, po przeczytaniu której myślę Wow! i przez najbliższych kilka godzin co jakiś czas powraca do mnie w myślach. W całości lub w poszczególnych fragmentach. Nie przestaję o niej myśleć i choć czasami nie wiem jaki konkretnie czynnik wywołał u mnie taką reakcję. Tak było przypadku powieści Krew, pot i łzy, debiutanckiej powieści Carli Mori. Parafrazując reklamę popularnej sieci sklepów kosmetycznych, jest to książka z efektem Wow!
Hotel Mercure w Częstochowie. W pokoju 615 sprzątaczka znajduje zwłoki pary kochanków, blisko czterdziestoletniego mężczyzny i najprawdopodobniej nieletniej dziewczyny. Ogólny bałagan panujący w pokoju, rozbite wazony i poprzesuwane meble, skłaniają częstochowską policję do przyjęcia tezy o prawdopodobnym zabójstwie kochanków. Jednakże już pierwsze badania lekarza sądowego wskazują na dziwne, nieprawdopodobne wręcz nieprawidłowości... Sprawą tajemniczego morderstwa zajmuje się prokurator Zuzanna Bachleda. Wspiera ją w tym dziennikarka łódzkiego magazynu Na tropie, Klara Wasowicz, prywatnie bliska przyjaciółka Zuzanny, która dostaje wyłączność na opublikowanie sprawy w prasie. I choć wydaje się, że zabójstwo w hotelu Mercure to sprawa jednorazowa, wkrótce dochodzi do kolejnego, równie dziwnego zgonu. Czy wszystkie te zdarzenia coś łączy? Czy ofiary miały ze sobą coś wspólnego? I co mają wspólnego te zbrodnie z jasnogórskim klasztorem?
Jasna Góra w Częstochowie to odwieczne miejsce pielgrzymek wielu Polaków. Klasztor jasnogórski wraz z całym kompleksem pomniejszych świątyń oblegany jest przez pątników praktycznie przez cały rok, co, jako że Polska uważana jest za kraj głęboko wierzący (przynajmniej tak większość się deklaruje), wcale nie dziwi. W takim właśnie prokatolickim kraju pojawiła się Carla Mori ze swoją debiutancką powieścią Krew, pot i łzy. Bo trzeba zaznaczyć, że książka jest mocno kontrowersyjna, może wywołać atak epilepsji u osób, które z kościołem katolickim wiążą silne emocje. Jako że z kościołem nie łączą mnie bliższe więzi, a lubię tematy kontrowersyjne, to Krew, pot i łzy od samego początku wpasowały się w mój gust.
Główną bohaterką jest około trzydziestoletnia dziennikarka, Klara Wasowska, z urodzenia częstochowianka, przejawiająca silną awersję do kościoła, nie do samej religii. Nosi pod sercem nieślubne dziecko, wynik romansu z Januszem, którego poznajemy na dalszych stronach powieści. Sprawa w hotelu Mercure miała być dla Klary dodatkową robotą, możliwością zrobienia szybkiego i kontrowersyjnego materiału oraz, przy okazji, zdobyciem dodatkowej gotówki przed narodzeniem dziecka. Wszystko się jednak komplikuje, gdy w bardzo krótkim czasie pojawiają się kolejne dziwne zgony oraz gdy cała sprawa coraz bardziej zaczyna osobiście dotykać Klarę.
Bardzo mnie korci, by opisać dokładniej fabułę książki, ale wiem, że to żadna przyjemność czytać powieść, kiedy już się wie, co się zdarzy dalej. Dlatego wstrzymam się i napiszę coś niecoś o moich odczuciach po przeczytaniu książki.
Przede wszystkim Krew, pot i łzy to powieść wciągająca już od pierwszych stron. Czytasz, czytasz i nie wiesz kiedy, a już dochodzisz do ostatnich stron powieści. Fabuła książki, osnuta wokół klasztoru jasnogórskiego i czarnej magii dynamizuje akcję. Dodatkowo autorka w trakcie pisania powoływała się na powszechnie znane (choć nie powszechnie akceptowane przez katolików) opinie dotyczące prawdziwego rodowodu kościoła oraz jego zapożyczeń z innych, pogańskich religii. Kontrowersja goni kontrowersję, powieść budzi emocje, więc nie przejdzie się obok niej obojętnie, bez względu na to, czy czytelnik jest osobą wierzącą czy też nie.
Akcja książki, jak już wspomniałam, jest dynamiczna oraz mocno brutalna i krwawa. W szczególności w ostatnich rozdziałach. Prosty, lecz barwny i żywy język, którym posługuje się autorka sprawił, że wydarzenia przez nią opisane są prawie namacalne. Potęguje to wrażenia, jakie Krew, pot i łzy wywołuje na czytelniku. I powiem szczerze, że książka w pełni zasługuje na umieszczenie jej w cyklu wydawniczym ja gorę.
Od siebie mogę dodać jeszcze to, że mam nadzieję, że Carla Mori nie napotka na swojej drodze fanatycznych moherów i będzie jej dane napisać jeszcze wiele książek, które po cichu liczę, że będą choć trochę podobne do jej debiutu.
Naprawdę dobra książka to dla mnie taka, po przeczytaniu której myślę Wow! i przez najbliższych kilka godzin co jakiś czas powraca do mnie w myślach. W całości lub w poszczególnych fragmentach. Nie przestaję o niej myśleć i choć czasami nie wiem jaki konkretnie czynnik wywołał u mnie taką reakcję. Tak było przypadku powieści Krew, pot i łzy, debiutanckiej powieści Carli Mori. Parafrazując reklamę popularnej sieci sklepów kosmetycznych, jest to książka z efektem Wow!
Hotel Mercure w Częstochowie. W pokoju 615 sprzątaczka znajduje zwłoki pary kochanków, blisko czterdziestoletniego mężczyzny i najprawdopodobniej nieletniej dziewczyny. Ogólny bałagan panujący w pokoju, rozbite wazony i poprzesuwane meble, skłaniają częstochowską policję do przyjęcia tezy o prawdopodobnym zabójstwie kochanków. Jednakże już pierwsze badania lekarza sądowego wskazują na dziwne, nieprawdopodobne wręcz nieprawidłowości... Sprawą tajemniczego morderstwa zajmuje się prokurator Zuzanna Bachleda. Wspiera ją w tym dziennikarka łódzkiego magazynu Na tropie, Klara Wasowicz, prywatnie bliska przyjaciółka Zuzanny, która dostaje wyłączność na opublikowanie sprawy w prasie. I choć wydaje się, że zabójstwo w hotelu Mercure to sprawa jednorazowa, wkrótce dochodzi do kolejnego, równie dziwnego zgonu. Czy wszystkie te zdarzenia coś łączy? Czy ofiary miały ze sobą coś wspólnego? I co mają wspólnego te zbrodnie z jasnogórskim klasztorem?
Jasna Góra w Częstochowie to odwieczne miejsce pielgrzymek wielu Polaków. Klasztor jasnogórski wraz z całym kompleksem pomniejszych świątyń oblegany jest przez pątników praktycznie przez cały rok, co, jako że Polska uważana jest za kraj głęboko wierzący (przynajmniej tak większość się deklaruje), wcale nie dziwi. W takim właśnie prokatolickim kraju pojawiła się Carla Mori ze swoją debiutancką powieścią Krew, pot i łzy. Bo trzeba zaznaczyć, że książka jest mocno kontrowersyjna, może wywołać atak epilepsji u osób, które z kościołem katolickim wiążą silne emocje. Jako że z kościołem nie łączą mnie bliższe więzi, a lubię tematy kontrowersyjne, to Krew, pot i łzy od samego początku wpasowały się w mój gust.
Główną bohaterką jest około trzydziestoletnia dziennikarka, Klara Wasowska, z urodzenia częstochowianka, przejawiająca silną awersję do kościoła, nie do samej religii. Nosi pod sercem nieślubne dziecko, wynik romansu z Januszem, którego poznajemy na dalszych stronach powieści. Sprawa w hotelu Mercure miała być dla Klary dodatkową robotą, możliwością zrobienia szybkiego i kontrowersyjnego materiału oraz, przy okazji, zdobyciem dodatkowej gotówki przed narodzeniem dziecka. Wszystko się jednak komplikuje, gdy w bardzo krótkim czasie pojawiają się kolejne dziwne zgony oraz gdy cała sprawa coraz bardziej zaczyna osobiście dotykać Klarę.
Bardzo mnie korci, by opisać dokładniej fabułę książki, ale wiem, że to żadna przyjemność czytać powieść, kiedy już się wie, co się zdarzy dalej. Dlatego wstrzymam się i napiszę coś niecoś o moich odczuciach po przeczytaniu książki.
Przede wszystkim Krew, pot i łzy to powieść wciągająca już od pierwszych stron. Czytasz, czytasz i nie wiesz kiedy, a już dochodzisz do ostatnich stron powieści. Fabuła książki, osnuta wokół klasztoru jasnogórskiego i czarnej magii dynamizuje akcję. Dodatkowo autorka w trakcie pisania powoływała się na powszechnie znane (choć nie powszechnie akceptowane przez katolików) opinie dotyczące prawdziwego rodowodu kościoła oraz jego zapożyczeń z innych, pogańskich religii. Kontrowersja goni kontrowersję, powieść budzi emocje, więc nie przejdzie się obok niej obojętnie, bez względu na to, czy czytelnik jest osobą wierzącą czy też nie.
Akcja książki, jak już wspomniałam, jest dynamiczna oraz mocno brutalna i krwawa. W szczególności w ostatnich rozdziałach. Prosty, lecz barwny i żywy język, którym posługuje się autorka sprawił, że wydarzenia przez nią opisane są prawie namacalne. Potęguje to wrażenia, jakie Krew, pot i łzy wywołuje na czytelniku. I powiem szczerze, że książka w pełni zasługuje na umieszczenie jej w cyklu wydawniczym ja gorę.
Od siebie mogę dodać jeszcze to, że mam nadzieję, że Carla Mori nie napotka na swojej drodze fanatycznych moherów i będzie jej dane napisać jeszcze wiele książek, które po cichu liczę, że będą choć trochę podobne do jej debiutu.

Aż taka dobra? No to... Wow! I takie rzeczy w Częstochowie... ;) Dopisuję do listy. Dziwię się tylko, czemu autorka, miast posługiwać się własnym nazwiskiem, wybrała obcobrzmiące przezwisko...
OdpowiedzUsuńTeż nie wiem dlaczego użyła pseudonimu przy publikacji książki, ale ponieważ mi się sama powieść podobała, to nie stanowi to dla mnie większego problemu. ;)
UsuńNo... przeczytałam powieść i wcale się autorce nie dziwię, że używa pseudonimu. Na pewno też bym się kryła - mieszkać w Cz-wie i pisać o takich rzeczach? Spokoju by jej nie dali :)
UsuńNa pewno przeczytam, bo choć nie lubię polskich autorów/autorek to myślę, że Mori wykazała się wielką odwagą pisząc coś takiego i umiejscowiając akcję w Częstochowie. Choćby z tego powodu uwaga jej się należy:)
OdpowiedzUsuńJa lubię twórczość polskich autorów, w szczególności z gatunku fantasy ;) Ale jakiś czas temu czytałam kryminał "Schodząc ze ścieżki" autorstwa Jamrozińskiego. Przyznam się szczerze, że bardzo mi się podobał, choć miałam początkowo obawy czy podoła zadaniu. Całe szczęście udało mu się to :)
UsuńNie ma więc co wkładać autorów do jednego worka ze względu na ich narodowość, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto złamie schemat :)
No proszę, super, takie książki chce się czytać. Powieść dopisuje do listy, i już czuję do sympatię, choćby za umiejscowienie akcji na naszym rodzimym podwórku. Myślałam, że ta powieść to nietutejsze wydanie. Nazwisko autorki jest mylące.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że jak pierwszy raz widziałam tą książkę w zapowiedziach Oficynki, to też miałam takie podejrzenia, tym bardziej że nie było wtedy jeszcze opisu wydawcy do niej. Ale jak widać, nasze podwórko może być miejscem akcji dobrego horroru z wątkiem kryminalnym ;)
UsuńI to się chwali :-)
UsuńPrzyznaję, mnie również zaciekawiło, że na okładce obce nazwisko i w tle Jasna góra:) heh z chęcią przeczytam książkę, szczególnie, że aktualnie mieszkam w Częstochowie:)
OdpowiedzUsuńW takim razie przyjemności i emocji płynących z czytania życzę ;)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńJa niedawno czytałam jeszcze bardziej kontrowersyjną powieść - "Ślad życia, ślad śmierci" Paula Maiera. O odnalezieniu kości Chrystusa i zawirowaniach na świecie z tym związanych. Jej recenzję umieściłam u siebie na blogu. A teraz czytam "Coś więcej niż ślad" tego autora o Jeszui z Galilei, który podaje się za Jezusa.
UsuńJako, że nie straszne mi takie tematy, mimo że uważam się za osobę wierzącą, być może skuszę się też na "Krew pot i łzy". ;)
Oooo zapowiada się ciekawie :) W wolnej chwili poszukam, bo zaintrygowałaś mnie tą powieścią :)
OdpowiedzUsuń