Książka (tak jakby) o wampirach
Marcus Sedgwick, Pocałunek śmiercitytuł oryginalny: The Kiss of Death
przekład: Maciejka Mazan
cykl: Królowa Cieni tom 2
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
data wydania: 14 kwietnia 2010 r.
liczba stron: 272
ISBN: 978-83-10-11720-5
ocena: 2/6
Muszę przyznać, że lubię czytać książki o wampirach. No, może za wyjątkiem Zmierzchu. Ogólnie nie pogardzę żadną książką o tematyce paranormalnej. Lubię ten świat, lubię różnorodność podejścia do tematu. Sięgając po Pocałunek śmierci spodziewałam się... no właśnie. Nie wiem do końca czego tak naprawdę. Na pewno wampirów z prawdziwego zdarzenia. Takich w starym starym, dobrym stylu. Klasycznych. No i... nie było ich. Prawie w ogóle w całej książce.
Marco jest najstarszym z dziewięciorga dzieci lekarza Alessandro, który od długich tygodni nie daje znaku życia. Jedynie krótki liścik pozwala ustalić, że ostatnim miejscem pobytu lekarza była Wenecja. Marco decyduje wyruszyć się w podróż, aby sprowadzić ojca do domu. Tymczasem, po przybyciu do Wenecji okazuje się, że jego ojciec zaginął, a ostatnią osobą, która go widziała jest Simono Bellini, miejscowy mistrz rzemieślnictwa, zajmujący się tworzeniem we szkle. Jednakże z powodu dziwnych wydarzeń, Simono oszalał i utracił kontakt ze światem. Jedyną pomoc – niechętną w dodatku – może mu zaoferować nastoletnia córka Belliniego, Sorrel. Dwoje młodych wyrusza na poszukiwanie zaginionego doktora w szykującej się do karnawału Wenecji. A wenecki karnawał obfituje w cuda i dziwy, o których nie śniło się waszym filozofom...
Jak wspomniałam na początku, do przeczytania Pocałunku śmierci skusiło mnie okładkowe zapewnienie o „odkrywaniu legend, które dały początek mitowi wampira”. Fakt, w trakcie czytania zostaje przytoczona w kilku fragmentach baśń – wymyślona przez samego autora, więc szerzej nieznana – która posłużyła mu do stworzenia własnej legendy o powstaniu Dzieci Nocy. Samych jednak wcześniej wspomnianych jest mało, bo aż jedna, nazwana Królową Cieni. Pozostali tworzą jej orszak ludzi poddanych urokowi wampirzycy i gotowych spełnić każde jej życzenie. Wszystkich ich jednak spotykać można dopiero pod koniec książki i to w ilościach naprawdę skromnych.
Książka przenosi nas w świat osiemnastowiecznej Wenecji, miasta słynącego już wtedy z bogactwa, wszechobecnych kanałów i niesamowitego, kolorowego karnawału. Autor dosyć dobrze opisał życie w tamtych czasach, obywateli noszących maski, czasami nie tylko w porze karnawałowej. I mogłabym powiedzieć, że na tym wszystko, co dobre w tej książce, się kończy.
Akcja jest żwawa, wydarzenia toczą się szybko, nie dając czasu na nudę, ale mimo tego całego pędu książka jest po prostu nudna. I to było dla mnie największym szokiem. W jeden dzień, w jeden wieczór konkretnie, przeczytałam książkę, która ani trochę mnie nie zaciekawiła, mimo mnogości zdarzeń, wampirów i szybkiej akcji. Z takim obrotem sprawy jeszcze nigdy się nie spotkałam. Żadna z postaci nie zajęła moich myśli chociaż na minutę po odłożeniu książki. Nawet swoisty Van Helsing, walczący z siłami zła, chcący tylko jednego: zabić Królową Cieni. Nawet on wydawał mi się postacią płytką, niewyrazistą.
Pocałunek śmierci ma swoją kontynuację, a raczej prequel, w postaci powieści Królowa Cieni, gdzie została przedstawiona historia Petera, wspomnianego przeze mnie wcześniej Van Helsinga. Lecz obawiam się, że moja wiedza pod kątem przyczyn przemiany Petera w łowcę wampirów pozostaną niepełne. Obawiam się bowiem, że i ta książka by mnie po prostu zanudziła.

Lepiej zajrzeć do "Nekroskopa" Briana Lumleya ;-)
OdpowiedzUsuńPoszukam, popatrzę :)
UsuńWarto, zapewniam. Żadnych wymoczkowatych wampirków sypiających w trumnach, noszących pelerynki i długie, ulizane włoski. Za to otrzymasz niepowtarzalną postać Harry'ego Keogha, nekroskopa, a wraz z nim alternatywny świat pełen wampirzych, naprawdę przerażających bestii.... jakie przeniknęły również do świata ludzi.
UsuńOryginalny pięcioksiąg "Nekroskopa" czytałem jako nastolatek i ten horror mnie wtedy oczarował ;-) Piszę "oryginalny pięcioksiąg", ponieważ przed rokiem 2000 ten cykl posiadał tylko pięć części, a przynajmniej tak mi się wydaje. Reszta prawdopodobnie została dopisana później i nie wypowiem się na jej temat, gdyż nie czytałem. Natomiast dla fanów wampirów i horrorów pięcioksiąg to już prawdziwa klasyka ;-)
Czytałam "Królową Cieni" i muszę przyznać, że książka bardzo mi się podobała. Jej surowy klimat, wampiry, które były wampirami, a nie jakimiś gogusiami oraz nawiązanie do pradawnych legend zauroczyło mnie. Dlatego mimo Twojej oceny, której w sumie nie do końca rozumiem :-) spróbuję przeczytać "Pocałunek śmierci".
OdpowiedzUsuńW Pocałunku śmierci właśnie nie ma tych wampirów. Czekałam na nie, a one ciągle się nie pojawiały. Tylko rzeczona Królowa Cieni przemknęła po ostatnich stronach. Myślałam, że Sedgwick będzie przypominał nieco stylem pisarskim Anne Rice, ale niestety nie.
UsuńZresztą ocena jest taka, a nie inna, głównie ze względu na nudę panującą w książce. Jeśli "Królowa Cieni" Ci się podobała, to może i Pocałunek śmierci będzie w Twoim guście. Mi ta książka niestety nie odpowiadała :)
Raczej to ksiązka nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuńTysięczna książka o wampirach... raczej sobie odpuszczę
OdpowiedzUsuńSzkoda...
OdpowiedzUsuńDziękuję za podesłanie linka do recenzji,
dodałam tytuł do wyzwania :)
pozdrawiam serdecznie!
Ech, podziękuję, ale szkoda.Książki o wampirach lubię. Pod warunkiem, że nie nudzą.
OdpowiedzUsuń