Miej nadzieję na najlepsze, przygotuj się na najgorsze
Kendare Blake, Anna we Krwi
tytuł oryginalny: Anna Dressed in Blood
przekład: Grzegorz Komerski
cykl: Anna tom 1
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 12 kwietnia 2012 r.
liczba stron: 320
ISBN: 978-83-7839-109-8
ocena: 3/6
Lubię szeroko pojętą tematykę paranormalną. Duchy, upiory, demony, wampiry i inne zjawiska nadprzyrodzone. Nie żebym się ich bała i lektura książek bazujących na tych tematach miała w stosunku do mnie działanie masochistyczne. Tutaj raczej chodzi o coś innego, o chęć poznania nieznanego. Anna we Krwi, sądząc po opisie wydawcy, była książką jak najbardziej w tym stylu. I była, choć kilka rzeczy zgrzytało...
Tezeusz Cassio Lowood, Cas dla przyjaciół i rodziny, wydaje się być zwyczajnym siedemnastolatkiem. Choć często się przeprowadza i ciągle zmienia szkoły, to nie ma z nim żadnych problemów pedagogicznych. Przynajmniej według obiegowej opinii. Małe grono najbliższych mu osób wie jednak kim naprawdę jest Cas oraz jaki jest powód częstych zmian miejsca zamieszkania.Cas bowiem odziedziczył po swoich przodkach niezwykły zawód: zabija umarłych. To właśnie z ich powodu ciągle się przemieszcza, szukając kolejnych duchów, które trzeba przemocą zmusić do opuszczenia tego świata. Jednakże kryje się za tym drugie dno, tajemnica, o której nastolatek nikomu nie wspomina: chce dopaść ducha, który zabił jego ojca. Pragnienie zemsty doprowadza Casa, jego matkę-czarownicę i kota Tybalda, do Thunder Bay, gdzie na jego drodze staje duch dziewczyny, w brutalny sposób mordujący osoby, które choć postawią stopę w jej rodzinnym domu. Mieszkańcy nazywają ją Anną we Krwi. Cas postanawia zabić ducha, który wydaje się na tyle mocny, że walka z nim w odpowiedni sposób przygotuje go do walki z mordercą ojca...
Lubicie serial Supernatural? Ja osobiście uwielbiam. I od pierwszych stron Anny we Krwi właśnie skojarzenie z tym serialem przyszło mi do głowy. Są naprawdę bardzo podobne. Cas, jak młody Dean, szukający zemsty za śmierć rodziców, kontynuując przy tym rodzinny fach. Buntownik, nie szukający przyjaciół, skupiający się tylko i wyłącznie na wykonaniu zadania. Przyznam się szczerze, że to właśnie przyciągnęło moją uwagę do książki. Nie wiem czy autorka również zna ten serial, bo zbieżności jest aż nadto, ale w ten wątek wnikać głębiej nie będę.
Sama książka jest trochę mieszanką powieści grozy, gatunku gore i paranormal romance. Ale po kolei. Akcja powieści jest dosyć dynamiczna, dzieje się dużo i szybko. Duchów jest od groma, część całkowicie nieszkodliwa, inne mają mordercze instynkty. I dobrze, dzięki temu jest ciekawie. Najważniejsze, że nigdy nie wiadomo kiedy któryś z nich się pojawi.
Całą historię poznajemy z punktu widzenia głównego bohatera, czyli Casa. Taka pierwszoplanowa narracja ma to do siebie, że nieco zawęża spojrzenie na cały rozwój wydarzeń, prawie że wykluczając z fabuły inne osoby, postacie czy wydarzenia, które również mogłyby się okazać ciekawe. Pozostali bohaterowie powieści znajdują się w cieniu Casa, a szkoda, bo na przykład jego matka, biała czarownica, czy postać Morfrana mogłyby okazać się znacznie ciekawsze, gdyby autorka dała im możliwość większego udziału w fabule książki.
Język książki jest bardzo przystępny, co skutkuje tym, że książkę czyta się bardzo szybko, kolejne strony przelatują i nie wiedzieć kiedy, docieramy do ostatniej strony.
To, co mi przeszkadzało w książce, pojawiło się pod sam jej koniec. Tą łyżką dziegciu w beczce miodu okazało się wplecenie wątku typowego dla paranormal romance. Takich rzeczy się nie robi! Nie żebym była krytycznie nastawiona do tego gatunku, po prostu w tym wydaniu zepsuł mi całą przyjemność czytania. W momencie, kiedy się pojawił miałam ochotę jak najszybciej skończyć książkę.
Ogólnie jednak rzecz ujmując, Anna we Krwi to dobra książka, w szczególności dla osób, które lubią tematykę paranormalną w połączeniu z krwawym, makabrycznym horrorem. To mi się w tej książce podobało.
Za jakiś czas pewnie wydawnictwo Prószyński i S-ka zapowie wydanie kolejnej części powieści, bo takowa już jest napisana, a za oceanem miała premierę w sierpniu 2012 roku.
Ciekawostka: od kiedy można być jednocześnie wielbicielem krwistych steków i wegetarianizmu? Bo jako miłośniczkę obu opisuje autorkę wydawnictwo.
Lubię szeroko pojętą tematykę paranormalną. Duchy, upiory, demony, wampiry i inne zjawiska nadprzyrodzone. Nie żebym się ich bała i lektura książek bazujących na tych tematach miała w stosunku do mnie działanie masochistyczne. Tutaj raczej chodzi o coś innego, o chęć poznania nieznanego. Anna we Krwi, sądząc po opisie wydawcy, była książką jak najbardziej w tym stylu. I była, choć kilka rzeczy zgrzytało...
Tezeusz Cassio Lowood, Cas dla przyjaciół i rodziny, wydaje się być zwyczajnym siedemnastolatkiem. Choć często się przeprowadza i ciągle zmienia szkoły, to nie ma z nim żadnych problemów pedagogicznych. Przynajmniej według obiegowej opinii. Małe grono najbliższych mu osób wie jednak kim naprawdę jest Cas oraz jaki jest powód częstych zmian miejsca zamieszkania.Cas bowiem odziedziczył po swoich przodkach niezwykły zawód: zabija umarłych. To właśnie z ich powodu ciągle się przemieszcza, szukając kolejnych duchów, które trzeba przemocą zmusić do opuszczenia tego świata. Jednakże kryje się za tym drugie dno, tajemnica, o której nastolatek nikomu nie wspomina: chce dopaść ducha, który zabił jego ojca. Pragnienie zemsty doprowadza Casa, jego matkę-czarownicę i kota Tybalda, do Thunder Bay, gdzie na jego drodze staje duch dziewczyny, w brutalny sposób mordujący osoby, które choć postawią stopę w jej rodzinnym domu. Mieszkańcy nazywają ją Anną we Krwi. Cas postanawia zabić ducha, który wydaje się na tyle mocny, że walka z nim w odpowiedni sposób przygotuje go do walki z mordercą ojca...
Lubicie serial Supernatural? Ja osobiście uwielbiam. I od pierwszych stron Anny we Krwi właśnie skojarzenie z tym serialem przyszło mi do głowy. Są naprawdę bardzo podobne. Cas, jak młody Dean, szukający zemsty za śmierć rodziców, kontynuując przy tym rodzinny fach. Buntownik, nie szukający przyjaciół, skupiający się tylko i wyłącznie na wykonaniu zadania. Przyznam się szczerze, że to właśnie przyciągnęło moją uwagę do książki. Nie wiem czy autorka również zna ten serial, bo zbieżności jest aż nadto, ale w ten wątek wnikać głębiej nie będę.
Sama książka jest trochę mieszanką powieści grozy, gatunku gore i paranormal romance. Ale po kolei. Akcja powieści jest dosyć dynamiczna, dzieje się dużo i szybko. Duchów jest od groma, część całkowicie nieszkodliwa, inne mają mordercze instynkty. I dobrze, dzięki temu jest ciekawie. Najważniejsze, że nigdy nie wiadomo kiedy któryś z nich się pojawi.
Całą historię poznajemy z punktu widzenia głównego bohatera, czyli Casa. Taka pierwszoplanowa narracja ma to do siebie, że nieco zawęża spojrzenie na cały rozwój wydarzeń, prawie że wykluczając z fabuły inne osoby, postacie czy wydarzenia, które również mogłyby się okazać ciekawe. Pozostali bohaterowie powieści znajdują się w cieniu Casa, a szkoda, bo na przykład jego matka, biała czarownica, czy postać Morfrana mogłyby okazać się znacznie ciekawsze, gdyby autorka dała im możliwość większego udziału w fabule książki.
Język książki jest bardzo przystępny, co skutkuje tym, że książkę czyta się bardzo szybko, kolejne strony przelatują i nie wiedzieć kiedy, docieramy do ostatniej strony.
To, co mi przeszkadzało w książce, pojawiło się pod sam jej koniec. Tą łyżką dziegciu w beczce miodu okazało się wplecenie wątku typowego dla paranormal romance. Takich rzeczy się nie robi! Nie żebym była krytycznie nastawiona do tego gatunku, po prostu w tym wydaniu zepsuł mi całą przyjemność czytania. W momencie, kiedy się pojawił miałam ochotę jak najszybciej skończyć książkę.
Ogólnie jednak rzecz ujmując, Anna we Krwi to dobra książka, w szczególności dla osób, które lubią tematykę paranormalną w połączeniu z krwawym, makabrycznym horrorem. To mi się w tej książce podobało.
Za jakiś czas pewnie wydawnictwo Prószyński i S-ka zapowie wydanie kolejnej części powieści, bo takowa już jest napisana, a za oceanem miała premierę w sierpniu 2012 roku.
Ciekawostka: od kiedy można być jednocześnie wielbicielem krwistych steków i wegetarianizmu? Bo jako miłośniczkę obu opisuje autorkę wydawnictwo.

Książkę mam na półce, czeka na swoją kolej :)
OdpowiedzUsuńdodałam recenzję do wyzwania,
dziękuję za link :)
tylko na drugi raz nie zapomnij podać mi autora + tytułu książki, bo był tylko link ;P
W sumie już dosyć dawno ją czytałam, trochę więcej od niej oczekiwałam niż dostałam, ale lektura całkiem miła.
OdpowiedzUsuńOj, nie dla mnie, niestety, choć tytuł mnie zaintrygował. Jednak szukam czegoś innego w horrorze.. A serialu nie znam, więc też nie umiem się odnieść do porównania. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńKiedyś już wspominałam, że sympatyzuję z duchami, a jak ich jest od groma, to jeszcze lepiej :-) Dlatego chętnie przebrnęłabym przez tę książkę, tym bardziej że swego czasu podobał mi się serial Supernatural, no i horrorowatość to ja lubię, obawiam się tylko tej łyżki dziegciu, ale może jakoś go przełknę ;-)
OdpowiedzUsuńw razie czego służę książką ;)
UsuńAnna to jednak bardzo młodzieżowa wersja Supernatural, tak ją odebrałam w każdym razie.
OdpowiedzUsuńHmm, może autorka jest wielbicielką idei wegetarianizmu i smaku steków? Albo wegetarianin uwielbiający ideę steków brzmi zbyt absurdalnie ;)
Przez dłuższy czas miałam tę książkę u siebie w domu. Pożyczyłam ją z biblioteki w przypływie chwili i niestety w rezultacie jej nie przeczytałam. Spadła na plan dalszy, gdyż wyparły ją inne tytuły...
OdpowiedzUsuń