Farmaceutyczny babilon
Jamie Reidy, Miłość i inne używkitytuł oryginalny: Hard Sell. The Evolution of Viagra Salesman
przekład: Ewa Budrewicz-Wałaszewska
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 9 lutego 2011 r.
liczba stron: 240
ISBN: 978-83-247-2005-7
Dawno, ale to dawno nie miałam okazji przeczytać książki, której tytuł byłby aż tak źle dobrany. Tak, w tym przypadku dobrany to odpowiednie słowo, bowiem odwołuje się on do filmowej adaptacji książki z 2010 roku z Gyllenhaal’em i Hathaway w rolach głównych. Jako że filmowa Miłość i inne używki jest historią miłosną, to ogólnie rzecz ujmując akcja jest przewidywalna. Jake poznaje Anne w ciekawych okolicznościach, hmm, przyrody, potem mamy kilka scen łóżkowych (można pooglądać zgrabny tyłeczek Jake’a), burzliwych scen rozstania, by na koniec dowiedzieć się, że żyli długo i szczęśliwie. The end. Należy jednak powiedzieć, że film Zwicka jest adaptacją książki Reidy’ego i w tym przypadku – tak na dobrą sprawę – nie ma z nią prawie nic wspólnego...
Miłość i inne używki to autobiografia Jamie’go Reidy, który przez kilka lat pracował jako przedstawiciel handlowy Pfizera, firmy farmaceutycznej, producenta między innymi Zithromaxu, Difluctanu, czy najpopularniejszego, najbardziej medialnego leku wszech czasów: Viagry.
Zastanawiałem się, czy w proteście nie zaprzestać kupowania pastylek m&m’s, ale okazało się to niemożliwe. Mimo woli kojarzyłem się ze smakołykiem i panie utożsamiały mnie z pastylkami m&m’s. Mogły nie wiedzieć, jakie leki sprzedaję, ale cholernie dobrze wiedziały, że jestem facetem od m&m’s.
Reidy w bardzo ciekawy, pełen autoironii sposób opisał swoją karierę zawodową w Pfizerze. Począwszy od rekrutacji, przez 6-tygodniowy obóz szkoleniowy, po samodzielne wyjazdy w teren i próby wkupienia się w łaski pielęgniarek (by go wpuściły do gabinetu lekarskiego) i lekarzy (by przepisywali sprzedawane przez niego leki). Właśnie, z tymi wyjazdami w teren i ogólnym kombinowaniem Jamie’ego, to miałam solidne podejrzenia, że facet ma polskie korzenie, bowiem jego cwaniactwo i przekręty z serii tych „co zrobić by zarobić, ale się przy tym nie narobić” były na bardzo, ale to bardzo wysokim poziomie. Przez całą lekturę zastanawiałam się jak zareagowało szefostwo Pfizera po rewelacjach, które Reidy przedstawił w swojej książce.
Wydawać by się mogło, że taktyka zatrudniania byłych wojskowych (większość przedstawicieli handlowych Pfizera oraz osób wyżej postawionych w hierarchii firmy) się sprawdzi, bowiem kto jak kto, ale wojskowi są nauczeni, aby wykonywać rozkazy i przestrzegać rygoru pracy, który w przypadku przedstawicieli handlowych był wskazany. Jak się jednak w Miłości i innych używkach okazało, nie tylko jeden Jamie był kombinatorem. Większość kolegów i koleżanek z pracy miała swoje sposoby, by oszukać system.
Wydawać by się mogło, że taktyka zatrudniania byłych wojskowych (większość przedstawicieli handlowych Pfizera oraz osób wyżej postawionych w hierarchii firmy) się sprawdzi, bowiem kto jak kto, ale wojskowi są nauczeni, aby wykonywać rozkazy i przestrzegać rygoru pracy, który w przypadku przedstawicieli handlowych był wskazany. Jak się jednak w Miłości i innych używkach okazało, nie tylko jeden Jamie był kombinatorem. Większość kolegów i koleżanek z pracy miała swoje sposoby, by oszukać system.
To, co wyczyniał Reidy teraz by nie przeszło, ze względu na różnorakie systemy namierzania i sprawdzania pracowników czy aby na pewno czas pracy przeznaczają na spotkania handlowe z lekarzami czy też wykorzystują go na własne przyjemności. Wtedy, w latach 90. minionego wieku GPSy i inne lokalizatory były dopiero w powijakach i nawet tak ogromne koncerny farmaceutyczne jak Pfizer jeszcze z nich nie korzystały.
Urolog stał akurat za kontuarem i uśmiechnął się na mój widok. Zamiast wpuścić mnie do środka, otworzył drzwi i wyszedł do zatłoczonej poczekalni. Znalazłem się w samym środku uwagi, kiedy wyciągnął w moją stronę palec, nic przez chwilę nie mówiąc, a faceci zastanawiali się, kim ja do cholery jestem. W końcu oznajmił teatralnie dramatycznym tonem:– A oto facet od Viagry.W tym momencie pacjenci wstali z miejsc i zaczęli klaskać. To była moja pierwsza owacja na stojąco. I pomyśleć, że dostałem ją od nieznajomych facetów, którym nie stawał!
Biograficzna powieść Reidy’ego jest pełna humoru i rozmaitych anegdot związanych z jego pracą dla Pfizera. Autor w ciekawy sposób przedstawił kulisy działania przemysłu farmaceutycznego w ostatniej dekadzie XX wieku. Z lektury czytelnik może się dowiedzieć w jaki sposób przedstawiciele handlowi przechodzili pranie mózgu w trakcie pierwszego, sześciotygodniowego szkolenia. W jaki sposób dostawali się do gabinetów lekarskich (niech żyje fundusz reprezentacyjny!) oraz jak wiekopomnym odkryciem było wynalezienie Viagry, leku, który początkowo miał leczyć dusznicę bolesną, lecz jego skutki uboczne zdradziły całkiem nowe zastosowanie:
Porażka leku w uśmierzaniu bólu w piersiach udowodniła jedynie, że nie rozszerza on naczyń wieńcowych i nie zwiększa dopływu krwi do serca. Często występujące erekcje wskazywały, że lek poprawia przepływ krwi nie w tych naczyniach, które przewidziano. To odkrycie miało wkrótce przynieść bardzo duże korzyści. Naukowcy szybko zbadali i ustalili, że sildenafil ma słaby wpływ na PDE 4, za to dużo większy na PDE 5, enzym w prąciu. Sildenafil jest inhibitorem wybiórczym (czyli blokerem) PDE 5, który wydłuża czas oddziaływania cząsteczek tlenku azotu, najważniejszego czynnika powodującego erekcję. Tak narodziła się Viagra, przebywając drogę od serca do prącia.
Przyznam, terminologii medycznej i nazw leków jest w książce mnóstwo, ale w końcu jak swoją pracę miał opisywać przedstawiciel firmy farmaceutycznej? Na tym właśnie, na sprzedaży leków i – co ważniejsze, ich znajomości – polegała jego praca. Wątpię by ta spora dawka fachowej wiedzy mogła kogoś odstraszyć od lektury, tym bardziej że cała ta wiedza została napisana bardzo przystępnym językiem, bliskim laikom w dziedzinie medycyny.
Jedyne czego mogę być pewna to to, że osoby zachwycone wspomnianym na samym początku filmem, będą zawiedzione. Jedyne co Miłość i inne używki ma wspólnego z filmem to osoba Jamie’go i jego praca przedstawiciela handlowego Pfizera. Tyle. Nie ma żadnej Anne Hathaway, nie ma mniej czy bardziej rozwiniętego wątku miłosnego. Ja nie narzekam, bo książka mi się bardzo podobała. Pełna humoru i anegdot historia człowieka, który dostał owację na stojąco od mężczyzn, którym nie stawał...

Te nazwy farmaceutyczne trochę mnie przerażają, ale czasem lubie poczytać i takie historie, więc kiedyś może się skuszę,
OdpowiedzUsuńMoże Ci się spodobać :)
UsuńKsiązka mnie nie kręci. Podobnie jak tyłek jakiegos tam Jake'a. Niby jeszcze go nie widziałem, ale w ciemno stawiam, że nie będzie mnie kręcił :P
OdpowiedzUsuńAle myślę, że tyłeczek i cycki Anne Hathaway jednak mogłyby Cię kręcić, a w filmie występują obok tyłka Jake'a Gyllenhaala :P
UsuńNie jestem przekonana, zazwyczaj nie sięgam po obyczajowki:)
OdpowiedzUsuńJak kto woli :) Ja tam lubię od czasu do czasu powieść obyczajową przeczytać :)
UsuńPrzeczytałabym! Film oglądałam, i mnie tam wynudził, zbyt typowy, prosta komedia romantyczna miejscami tak słodka, że aż mdliło. Ale książkę o gościu, który zrewolucjonizował pożycie, ekhm, wielu panów, to na pewno niezła gratka. I jeszcze w fajny sposób przedstawiona. No, i mało wspólnego z kiepskim filmem ;)
OdpowiedzUsuńTak, w porównaniu z filmem książka jest wręcz rewelacyjna :)
UsuńTa ksiązka była kiedys w Weltbildzie w promocji :D Ale jakoś stwierdzilam, ze to nie pozycja dla mnie:)
OdpowiedzUsuńJa ją właśnie na weltbildzie kupiłam swego czasu ;)
UsuńNie lubię takich historii.. Nie skuszę się :)
OdpowiedzUsuńSkoro nie w Twoim stylu, to nie będę namawiać :)
UsuńNo ewentualnie mogłabym przeczytać, skoro książka nie ma nic wspólnego z filmem, bo film pamiętam... okropny był...
OdpowiedzUsuńMoże nie okropny, ale bardzo nudny... Przynajmniej moim zdaniem :)
UsuńNie czytałam książki ani nie widziałam filmu. Ale chyba nic nie straciłam ;)
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o film, to tak. Co do książki, to zależy czy lubisz taką literaturę ;)
UsuńOstatnio rzadko czytam tego typu książki ;)
UsuńZastanawia mnie, jakim cudem filmowcy nakręcili komedię romantyczną na podstawie książki bez wątków romansowych, tak przy okazji. Ich inwencja po raz kolejny mnie zaskakuje ;)
OdpowiedzUsuńKsiążki nie czytałam, i biorąc pod uwagę wydłużającą się wciąż listę, tak już długą, że nie wiem, czy starczy mi na nią wolnego czasu i środków, nie wiem, czy przeczytam.
Jest to adaptacja, czyli bardziej można ingerować w treść dzieła.
UsuńO filmie nie wiem nic... Kompletnie źle dobrany tytuł? Za jakiś czas sięgnę po tę książkę, muszę się wygrzebać z mojego stosiska! :)
OdpowiedzUsuńTak, tytuł książki powinien bardziej się odnosić do tytułu oryginalnego. Polski tytuł zaś odnosi się do tytułu adaptacji filmowej, co naprawdę nie wyszło na dobre powieści...
UsuńCoś dla mnie! Z chęcią przeczytałabym tę książkę i cieszy mnie, że niewiele ma ona wspólnego z bardzo przeciętnym filmem. Pozdrawiam! ;)
OdpowiedzUsuń