W sieci intryg
Robert Foryś, Każdy musi płacićwydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 5 lipca 2013 r.
liczba stron: 460
ISBN:978-83-7574-890-1
Biorąc do ręki książkę, którą zamierzam przeczytać, pierwszą czynnością, jaką wykonuję, jest zapoznanie się z treścią okładki. Blurb pozwala mi na przybliżenie fabuły powieści, zaś krótkie, kilkuzdaniowe recenzje krytyków bądź znawców tematu delikatnie podpowiadają czego mogę się spodziewać. W przypadku najnowszej książki Roberta Forysia zatytułowanej Każdy musi płacić spotkałam się z intrygującym napisem głoszącym, że jest to „polska odpowiedź na Grę o tron”. Jako że dzieło Martina już znam, to ciekawiło mnie na ile owo dumnie brzmiące hasło okaże się prawdziwe. Teraz, będąc już po lekturze, powiem Wam jedno: występują podobieństwa w prowadzeniu fabuły obu historii, lecz, na szczęście, książki Forysia w żadnym razie nie można nazwać kopią Gry o tron. Dzięki temu Każdy musi płacić okazuje się naprawdę wartościową i dobrze napisaną powieścią.
Wszyscy chcą tego samego, przyjemnych półprawd, bezpiecznych niedopowiedzeń i słodkich kłamstw.
Alternatywna wizja średniowiecznej Europy. Justycjariusz Tankrid z Krom przybywa do Wyrburga, aby znaleźć i osądzić sprawcę okrutnych zbrodni na młodych dziewczętach. Na dworze zastaje swoją dawną miłość, Arminę Value, obecnie czcigodną matkę wstawienniczkę, której zadaniem jest służyć hrabinie Wyrburga radą i uczynkiem. W tym samym czasie do stolicy cesarstwa, po trzech latach niewoli, wraca nieślubny syn władcy Henryka Jareńskiego, Heinz, prosząc o zbrojną pomoc dla zakonu braci sanitariuszy, gdzie służy. Kilkanaście stron dalej czytelnik dowiaduje się o istnieniu niejakiej Mai, nowicjuszki w klasztorze w Liedelsn, przygotowującym dziewczęta obdarzone darem Oczekiwanej Matki do roli wstawienniczek. Życie zakonne daje się młodej kobiecie mocno we znaki, tym bardziej że jest szykanowana przez starszą stażem siostrę zakonną. Do tego dodajmy „odwieczną” walkę o władzę między episkopem a cesarzem, krucjaty mające na celu szerzenie Wiary i tworzącą się grupę zbuntowanej ludności wiejskiej, która chce przejąć rządy. W taki oto świat wprowadza odbiorców autor powieści Każdy musi płacić.
Foryś zaserwował swoim czytelnikom przemyślaną, dobrze napisaną, wielowątkową fabułę. Szybkość akcji i mnogość opisów nie pozwalają się nudzić, a dzięki barwnym, mocno zarysowanym postaciom, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowym, możliwym staje się poznanie ludzkich zachowań. A że wspomnianych postaci jest bardzo dużo, to, mimo wszystko, przy czytaniu trzeba się skupić, by się nie pogubić w późniejszym przebiegu akcji.
Choć przyznam, że niektórzy mogą, tak jak ja na początku, napotkać nieco problemów z ustaleniem „w głowie” ogólnego chociażby zarysu fabuły oraz tego kto, z kim i dlaczego. Autor zdecydował się bowiem na ryzykowny krok polegający na wrzuceniu czytelnika od razu na głęboką wodę, bez zastosowania jakiegokolwiek wprowadzenia do akcji, jednakże już po kilkudziesięciu kartkach sytuacja zaczyna się klarować i lektura powieści przeradza się w prawdziwą przyjemność. Przyznam jednak, że brakowało mi map i słowniczków z podstawową terminologią, która na pewno ułatwiłaby poruszanie się w wykreowanym przez pisarza świecie. A przy okazji byłby to miły wizualnie dodatek dla czytelnika.
Dużym plusem dla mnie okazał się język, którym Foryś posługiwał się przy tworzeniu swojego dzieła. Pasujący do klimatu powieści, lecz przy tym łatwy do zrozumienia dla osób niemających wcześniej styczności z podobną literaturą. Nie uświadczycie co prawda parady barwnych, lecz zarazem kreatywnych, wulgaryzmów, czego – o dziwo – w przypadku tej lektury mi brakowało. Mimo to cała reszta trzyma poziom i dobrze buduje atmosferę quasi-średniowiecznej europejskiej rzeczywistości.
Wrócę jeszcze na moment do fabuły: urywa się ona w dość gorącym, pełnym napięcia, momencie, w którym praktycznie żadnego z wątków nie zamknięto, a wręcz podsycono je nowymi faktami i wydarzeniami. Z takim właśnie niedosytem zostawia Foryś czytelników powieści Każdy musi płacić oraz z nadzieją, że kiedyś będzie kontynuował rozpoczęte dzieło. Bo jest ono naprawdę dobre i choć chwyt marketingowy polegający na przyrównaniu go do Gry o tron miał za zadanie – i pewnie doskonale się z tego wywiązał – przyciągnąć do książki jak największą ilość odbiorców, to po raz kolejny zaapeluję o to, by najnowszej historii Forysia wcale do niej nie porównywać. Bo choć występują elementy wspólne dla obu dzieł, to powieść Każdy musi płacić okazała się być zupełnie inna i dobrze napisana. Ciekawa, z wciągającą fabułą i wyrazistymi bohaterami, osadzona w alternatywnej wizji średniowiecznej Europy. Jest to książka, po którą naprawdę warto sięgnąć.
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
dziękuję portalowi eFantastyka.pl oraz Wydawnictwu Fabryka Słów

Zapowiada się ciekawie.
OdpowiedzUsuńCo do "rzucania na głęboką wodę", to ja osobiście wolę być tak wrzucona, niż zapoznawać się dwie godziny ze wstępem, wstępem do wstępu i wstępem wstępu do wstępu... ;]
Ja czasami wolę te długaśne wstępy, bo dzięki nim mogę się zorientować w realiach i w miarę szybko sobie wszystko poukładać :)
UsuńJa nie czytałam, ale dałam ją swojemu chłopakowi i jak na razie średnio mu się podoba, jakoś go nie wciągnęła zbytnio :( Mam nadzieję, że tak jak piszesz - później, jak wszysstko jakoś sobie poukłada, lektura stanie się dla niego przyjemnością;)
OdpowiedzUsuńWiesz, jest tak, jak napisałam, nie można tej książki porównywać z "Grą o tron". Martin osiągnął mistrzostwo w knuciu intryg i podobnych smaczkach. U Forysia, co prawda, rozmaite spiski też są, ale nie aż tak wielopoziomowe (wiąże się to też z objętościami obu powieści). Wg mnie, tak jak napisałam, jest dobrze :)
UsuńChoć fantastyki nie czytuję, to ogromnie mnie cieszy to, że Polacy tworzę równie dobre książki tego gatunku, jak powstają za granicą.
OdpowiedzUsuńDokładnie, jest się z czego cieszyć :)
UsuńChyba jakoś nie dla mnie, ostatnio przejadła mi się fantastyka.. Aczkolwiek uważam, że Polacy są naprawdę dobrzy w tej kategorii :)
OdpowiedzUsuńTak, w te klocki są całkiem dobrzy :) Przynajmniej w mojej ocenie :)
UsuńBardzo chcę przeczytać, a Twoja recenzja sprawiła, że chcę jeszcze bardziej :D
OdpowiedzUsuńCieszę się niezmiernie i dziękuję :)
UsuńNiby średniowieczne klimaty, ale postaci typowo historycznych raczej nie uświadczymy? Lubię podobne ksiązki, ale widzę też sporo wad. Ten chaos, brak jakiejś fajnej grafiki-mapki, słowniczka etc. Szkoda że nie pomyślano, by jeszcze bardziej uprzyjemnić lekturę :(
OdpowiedzUsuńNie, historycznych postaci nie uświadczymy.
UsuńJak wspomniałam w recenzji, też lubię takie graficzne smaczki, ale tym razem musiało się bez tego obejść. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma ;)
Recenzja dodana do wyzwania "Czytam Fantastykę"
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)
Dziękuję :)
UsuńZdecydowanie warto po nią sięgnąć :D Czekam na kolejny tom :D
OdpowiedzUsuńCiekawe kiedy się ukaże - o ile się ukaże ;)
UsuńKsiążka zupełnie nie w moim klimacie, ale koleś na okładce strasznie mi przypomina aktora grającego Thorina w Hobbicie. I jakoś tak śmiesznie wygląda, sorrki ;)
OdpowiedzUsuńSpokojnie, moje pierwsze skojarzenie, kiedy zobaczyłam okładkę to też był Thorin Dębowa Tarcza :) i im dłużej się mu przyglądam, tym mocniejsze jest to wrażenie ;)
UsuńJa też zobaczyłam Thorina :D a tomisko muszę sobie kupić, a co! :D
UsuńI tak ma być! Takie podejście się ceni! ;)
UsuńLubię Forysia, zwłaszcza za Sztejera:) Twoja recenzja brzmi całkiem przychylnie, więc tym bardziej mój apetyt na książkę rośnie!
OdpowiedzUsuńJa serii Sztejera nie skończyłam :) Ale mam wszystkie trzy tomy w domu ;)
Usuń