
Dopóki nie zaśniesz
Stephen King, Doktor Sentytuł oryginalny: Doctor Sleep
przekład: Tomasz Wiliusz
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 24 września 2013 r.
liczba stron: 656
ISBN: 978-83-7839-618-5
Najnowsze dzieło Stephena Kinga, Doktor Sen od momentu pojawienia się w zapowiedziach wydawniczych, należało do jednych z najbardziej oczekiwanych książek roku 2013. Fakt ten wcale nie dziwi, jeśli wziąć pod uwagę to, że historia ta stanowi kontynuację bestsellerowego Lśnienia, które w Polsce zostało po raz pierwszy wydane w 1977 roku i od tamtego czasu jest jedną z najpoczytniejszych powieści króla horroru. Dlatego też przed lekturą recenzowanego dzieła postanowiłam sobie odświeżyć nieco pamięć i ponownie zagłębić się w historię rodziny Torrance. I bardzo cieszę się, że poświęciłam dodatkowy czas na lekturę, za chwilę napiszę Wam dlaczego. Najpierw jednak poznajmy po trosze fabułę najnowszej powieści Kinga.
Śmierć to nie mniejszy cud niż narodziny.
Minęło ponad dwadzieścia lat od wydarzeń opisanych w Lśnieniu.
Danny Torrance, dzięki pomocy Dicka Halloranna, nauczył się kontrolować
swój dar jasności, lecz nie uchroniło go to od popełnienia wielu błędów.
Popadłszy w alkoholizm, podobnie jak jego ojciec, mężczyzna coraz
częściej miewa problemy zarówno z otrzymaniem i utrzymaniem pracy, jak i
upiorami przeszłości. Zagubiony mężczyzna, przenosząc się z miejsca na
miejsce, trafia w końcu do Frazier w hrabstwie New Hampshire, gdzie
odnajduje życiowe powołanie: pomaga pacjentom hospicjum w spokojnym
przejściu na tamten świat. Nadal ma w głowie słowa swojego przyjaciela i
mentora, Dicka, twierdzącego, że na świecie żyje więcej osób
obdarzonych jasnością, w mniejszym lub większym stopniu. I choć jasność
Dana jest silna, to wkrótce po osiedleniu się mężczyzny we Frazier na
świat przychodzi Abra, dziewczynka, u której dar okazuje się o wiele
mocniejszy niż u głównego bohatera. Z tego też powodu dziecko będzie
ścigane przez Zło, ukryte pod postacią Prawdziwego Węzła i przewodzącej
mu Rose Kapelusz. Zrobią oni wszystko, by dostać Abrę w swoje ręce i
wydobyć z niej to, co najcenniejsze: życiodajną parę...
Nazywałem jego picie Złą Rzeczą, pomyślał Dan. Tyle że czasem jest to Dobra Rzecz. Kiedy budzisz się z koszmaru, który, jak wiesz, w co najmniej pięćdziesięciu procentach, wziął się z jasności, to Bardzo Dobra Rzecz.
Choć lektura Doktora Sen dawno za mną, to nadal pozostaję pod dużym
wrażeniem wyobraźni Kinga. Nie żeby w jakiś sposób zaskoczył on swoich
czytelników kreowaniem fabuły czy wprowadzaniem nowych elementów do
sposobu opowiadania historii. W tym momencie chodzi mi o postać
Danny’ego, chłopca, który przez tyle lat istniał w jego wyobraźni,
dorastając, wchodząc w wiek męski, po prostu żyjąc. Bo takie właśnie
wrażenie odnosi się w trakcie lektury Doktora Sen, że King nie
wyciągnął go po prostu z kapelusza i postawił na scenie przed tłumem
niecierpliwych widzów. Nie, Dan przeżył swoje, jego dzieciństwo nie było
łatwe, co w znaczny sposób ukształtowało mu psychikę i charakter. I
choć lata burzliwej młodości ma on już za sobą, to wraz z kolejnymi
rozdziałami czytelnik odkrywa, że tak naprawdę bohater dopiero zaczął
wchodzić w dorosłość, tę prawdziwą, mentalną. Odnalazłszy swój cichy
kącik w New Hampshire zdaje się właśnie teraz doceniać swój dar oraz to,
jaki niesie pożytek.
Skoro istnieją siły dobra w postaci jaśniejących Dana, Abry i
Billy’ego – mężczyzny, który wyciągnął pomocną dłoń ku młodemu
Torrance’owi, kiedy ten przybył do Frazier – to pora na przedstawienie
antagonistów, Prawdziwego Węzła. Po raz kolejny King zaskoczył mnie
swoją pomysłowością. Bo choć Zło z reguły przybiera bardzo niewinną,
przeciętną postać, to ubranie go w społeczność, nazwijmy to kamperską,
było mistrzostwem samym w sobie. Któż by się spodziewał jakiegokolwiek
zagrożenia ze strony grupki osobników podróżujących w kamperach,
rozmawiających o ostatnim postoju na polu namiotowym w Kolorado i
noszących koszulki z napisami oświadczającymi wszem i wobec, iż kochają
stan Nebraska. Ot, pokolenie dzieci-kwiatów, make love not war,
chciałoby się rzecz. Nic bardziej mylnego. Prawdziwy Węzeł, czyli
swoiste wampiry energetyczne czerpiące swoją moc oraz długowieczność z
energii (pary) ludzi jaśniejących, konkretniej... dzieci. Im młodsze,
tym lepsze... Lecz kto by powiązał zniknięcia pojedynczych małolatów z
przejeżdżającą niedaleko kawalkadą kamperów? Wszak to tacy nieszkodliwi
ludzie...
Koniec końców życie jest głupie jak te bójki. Świat to nie hospicjum ze świeżym powietrzem, świat to hotel Panorama, gdzie zabawa nigdy się nie kończy. Gdzie zmarli żyją wiecznie.
Tak, zmarli u Kinga żyją wiecznie, w szczególności ci z książki Lśnienie. Bowiem wiele z wydarzeń opisanych w Doktorze Sen to echo
historii opisanej w wyżej wspomnianej powieści. Duchy pani Massey czy
pana Derwenta, pamiętna noc w Panoramie, udział Halloranna w tamtych
wydarzeniach... Bez znajomości wspomnianej przed chwilą powieści nie ma
co się zabierać za czytanie Doktora Sen, bo nie zrozumie się wielu
rzeczy, nie pokojarzy wielu faktów. Oczywiście nie jest to żaden wymóg,
każdy zrobi, jak uważa. Ja jednak pozostanę przy zdaniu, że wcześniejsza
lektura bestsellerowego Lśnienia tylko wyjdzie na dobre czytelnikom,
którzy mają w planach zapoznanie się z najnowszą książką Kinga.
Zastanawiam się na ile można nazwać Doktora Sen kontynuacją
powieści z 1977 roku. Fakt jest taki, że łączą je osoby i niektóre
wydarzenia, lecz problematyka okazuje się zupełnie inna. O ile Lśnienie ukazało narodziny problemu, jakim był obłęd Jacka, tak
recenzowane właśnie dzieło Kinga koncentruje się na skutkach podjętych
decyzji, czynów. W pewnym sensie obłęd zgasł, wypalił się, teraz
pozostało pokazanie jego konsekwencji.
Doktor Sen jest, podobnie jak Lśnienie, powieścią grozy z mocno
zaznaczonym wątkiem psychologicznym. Akcja przebiega wielotorowo, lecz
nie sprawia problemów z odnalezieniem się w niej. Nie jest przy tym
napuszona czy przesadzona. King wszystko sobie dokładnie przemyślał –
choć jego list do fanów wyraźnie mówi, że obawiał się reakcji odbiorców
na napisane dzieło – i stworzył książkę o niesamowitej atmosferze, która
ma w sobie to coś, co wręcz zmusza do zagłębienia się w jeszcze jeden
rozdział... i jeszcze jeden... aż nagle czytelnik spostrzega, że właśnie
skończył ostatnie zdanie i jedyne, co przychodzi mu na myśl, to
„dlaczego tak szybko?!”. Tak przynajmniej było w moim przypadku, w Doktora Sen po prostu się zaczytałam.
Na koniec jeszcze się trochę pochwalę. Egzemplarz Doktora Sen, który do mnie dotarł, był zaopatrzony w dwa prezenty. Jednym z nich była opaska na oczy z napisem Musisz zasnąć, to wszystko..., zaś drugim tajemnicza, czarna koperta. W środku niej znalazłam list Stephena Kinga do czytelników. Bardzo ciekawie przemyślana – i miła z punktu widzenia czytelnika – kampania reklamowa.
![]() |

Ksiązki Stephena Kinga mnie kuszą i to bardzo ;-)
OdpowiedzUsuńBo i ma pan King czym kusić czytelnika ;)
UsuńPozdrawiam!
Ta gadżety były tylko dla VIPów, zazdroszczę dostąpienia zaszczytu ich otrzymania! :-) A sama książka, cóż, King potrafi wiele więcej, mnie podobała się umiarkowanie, choć na pewno nie mogę powiedzieć, bym podczas lektury się nudził. O nie, emocje spore :-)
OdpowiedzUsuńVIPowskie powiadasz? No to tym bardziej mi miło, że je otrzymałam :)
UsuńMoże i King potrafi dać z siebie więcej, nie zaprzeczę, ale mi "Doktor Sen" podobał się bardzo. Raz, że chwilę wcześniej czytałam "Lśnienie", a dwa, że mistrz potrafi dotrzeć do strachliwej podświadomości czytelnika nie pisząc o strachu bezpośrednio :)
Cieszę się, że ci spodobała, bo kupiłam ją swojej koleżance ;)
OdpowiedzUsuńNa pewno się jej spodoba :)
UsuńUwielbiam Kinga, na pewno przeczytam.
OdpowiedzUsuńKawał dobrej książki, naprawdę polecam :)
UsuńMuszę przeczytać najpierw "Lśnienie", by zabrać się za "Doktora Sen". Rzeczywiście pomysłowa kampania reklamowa :)
OdpowiedzUsuńTeż przed lekturą "Doktora..." czytałam "Lśnienie" i uważam to za bardzo dobrą - i mimo wszystko wskazaną - kolejność ;)
Usuń"Lśnienie" czytałam tak dawno, że niewiele z niego pamiętam, dlatego zanim przystąpię do lektury "Doktor Sen" wcześniej zrobię powtórkę z "Lśnienia". Wyobraźnia Kinga, jak wszechświat, jest nieograniczona :-) Prezenty super, taka opaska na oczy bardzo by mi się przydała.
OdpowiedzUsuńMuszę się przyznać, że jeszcze z niej nie korzystałam ;)
UsuńŁaaaaaaaaał, ale masz fajny zestaw. Zazdraszczam. :D
OdpowiedzUsuńMój wewnętrzny paw się napuszył z radości i dumy ;)
UsuńSzkoda że prawie nie pamiętam już "Lśnienia" :( Zastanawiam się czy teraz warto byłoby je sobie odświeżyć, czy jednak czytać "Doktora..." w ciemno :) Chyba zaryzykuję.
OdpowiedzUsuńPowiem tak: jeśli czytałeś kiedyś "Lśnienie" i najważniejsze fakty pamiętasz, to według mnie raczej nie musisz sobie powtarzać tej książki przed "Doktorem" :) Ja z mojej pierwszej lektury "Lśnienia" mało co pamiętałam, więc mi to akurat na plus wyszło :)
UsuńWłaśnie to mi się podobało w Doktorze, że King wypełnił niejako lata życia Danny'ego, które nas ominęły. Nie jest tak, że Dan urwał się z choinki, miał 6 lat a teraz ma 30 i nic w międzyczasie się nie wydarzyło. King wypełnił tą lukę i fajnie mu to wyszło. I ładnie napisane z tymi konsekwencjami czynów - tak na to nie patrzyłam. Ciekawy punkt widzenia i chyba właściwy. Dołączam się do poleceń.
OdpowiedzUsuńAch, i gadżetów zazdroszczę, zwłaszcza opaski na oczy - zawsze chciałam taką mieć! Tzn niekoniecznie Kingową, ale w ogóle. Opaskę na oczy. Nigdy nie miałam, a w filmach mają. Grr ;)
Na filmach są z reguły białe, koronkowe lub z czerwonego atłasu :P Ja mam mhroczną, czarną ;)
Usuńświetna recka! ja najpierw przeczytam Lśnienie! i strasznie chcę tę opaskę na oczy!!! oj jak bardzo;PPPP
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Tak, jeśli nie czytałaś "Lśnienia", to warto to zrobić przed "Doktorem...", aby w pełni zrozumieć całą historię rodziny Torrance :)
UsuńZ wielką przyjemnością przeczytałem twoją recenzję ... tuż po odłorzoniu świeżo przeczytanego egzemplarza tej książki. Z marszu pomyślałem ... o ... zakładkę z tego bloga trzeba włożyć w katalog o nazwie "Blogi na które zaglądam" ... W końcu osoba która dobrze pisze i przynajmniej w tym przypadku myśli tak jak ja.
OdpowiedzUsuńPo zajrzeniu w zakładkę "O wiedźmie" wszystko się wyjaśniło. Politolog. Oczywiście.
Kolejna rzecz która nas łączy.
ehh ... nie ważne ... ;-)