Wieczna plaga Salem
Rob Zombie i B.K. Evenson, Panowie Salemtytuł oryginalny: The Lords of Salem
przekład: Adrian Napieralski
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 2 września 2013 r.
liczba stron: 376
ISBN: 978-83-7785-242-2
Salem. Miasteczko w stanie Massachusetts. Znane przede wszystkim z
postępowań sądowych przeciwko czarownicom, które miały miejsce w 1692
roku. Owe głośne i niezwykle brutalne procesy stały się bardzo wdzięcznym
tematem dla pisarzy. Tematykę tę wykorzystali między innymi Stephen
King, Arthur Miller i Jodi Picoult, a także kilku innych autorów. Do
grona wspomnianych twórców, osadzających w Salem akcję swoich utworów,
należy dopisać Roba Zombie – muzyka, reżysera, twórcę komiksów – który
wraz z B.K. Evensonem, amerykańskim pisarzem, autorem między innymi
powieści Last Days, Fugue State czy Contagion (ciekawostka: żadne z
jego dzieł nie ukazało się w Polsce), stworzył dzieło zatytułowane Panowie Salem. Ci, co choćby kojarzą sylwetkę Roba Zombie, powinni
dość szybko się zorientować, jaką książkę mógł zaserwować czytelnikom.
Bo jest ona naprawdę mocna.
Panowie nadchodzą, a naszym zadaniem jest rozgłaszanie tego faktu.
Rok 1692. Sędzia Hawthorne, wraz ze swoimi braćmi w wierze, skazuje
na śmierć grupę kobiet, oskarżając je o sprzeniewierzenie wiary i
zaprzedanie duszy diabłu. Tuż przed skonaniem, przywódczyni czarownic,
Margaret Morgan, rzuca klątwę na potomków swoich oprawców. Wiedźma
umiera, lecz nie zło zasiane w jej duszy i słowach.
Współczesne Salem. Heidi pracuje w rockowej rozgłośni radiowej. Pewnego dnia w pracy, w swojej przegródce na listy, znajduje dziwne rzeźbione pudełko. W środku jest płyta zespołu Panowie. Heidi, po namowie kolegi, postanawia puścić jedno z nagrań na antenie radia. Odtworzenie tajemniczego utworu uruchamia lawinę wydarzeń, które spowodują nastanie piekła na ziemi...
Współczesne Salem. Heidi pracuje w rockowej rozgłośni radiowej. Pewnego dnia w pracy, w swojej przegródce na listy, znajduje dziwne rzeźbione pudełko. W środku jest płyta zespołu Panowie. Heidi, po namowie kolegi, postanawia puścić jedno z nagrań na antenie radia. Odtworzenie tajemniczego utworu uruchamia lawinę wydarzeń, które spowodują nastanie piekła na ziemi...
Pociągnęła kołdrę. W okolicach stóp nieprawdziwej Heidi leżał Steve. Pies był pokryty krwią, z łba zerwano mu futro i skórę, pozostawiając krwawą miazgę i odsłaniając w kilku miejscach śliską, lśniącą czaszkę. Jego łapy zostały odcięte i ułożone w niewielki stosik przy brzuchu, niczym szczeniaki gotowe do wykarmienia.
Aż trudno było mi uwierzyć, że powieść Roba Zombie to jego debiut
literacki. Naprawdę. Historia jest bardzo dobrze skonstruowana i
przemyślana. Wydaje mi się, że w dużej mierze zawdzięczać to można
Evensonowi, który ma już wyrobiony warsztat pisarski.
Jak już wspomniałam, osoby kojarzące choć trochę muzykę czy filmy
Roba Zombie, mogą się domyślać, że nie będzie to zwykły horror. Nie, Panowie Salem to horror, ale bardzo krwisty i brutalny. Prawdziwe gore.
Z mnóstwem szczegółowych opisów brutalnego seksu, rozrywanych ciał...
Krew spływa z kolejnych stron książki, brudząc dłonie, ręce i ubranie,
lecz nie zwraca się na to uwagi, brnąc dalej w bluźniercze wersy
powieści, czekając na kolejną sadystyczną scenę. A w Panach Salem
można się natknąć na sporo takich momentów, i to już od pierwszych stron
książki, brutalny rytuał zabójstwa brzemiennej kobiety i jej
nowonarodzonego dziecka.
Lecz nie samym gore czytelnik żyje, ważna jest przede
wszystkim atmosfera powieści. A ta gęstnieje z każdą kolejną przewróconą
kartką. Klimat Panów Salem jest ciężki, wręcz duszny. Momentami
przytłacza czytelnika, który, podobnie jak Heidi, niezbyt orientuje się w
tym, co się wokół niego dzieje. W przypadku tej powieści działa to
jednak na korzyść. Dotyczy to głównie tych momentów, kiedy odbiorca nie
wie czy dane wydarzenia są rzeczywiste, czy też stanowią część
koszmarów na jawie Heidi. Te fragmenty mocno wciągają i sprawiają, że ma
się ochotę czytać kolejne rozdziały, bez względu na godzinę na zegarze.
Bo tak naprawdę Panowie Salem nie są straszni, lecz nie zaprzeczę,
że wywołują dreszcz niepokoju. Powieść nie niesie za sobą żadnego
głębszego przekazu, jest nastawiona głównie na sprawdzenie ile
brutalności, przemocy i krwi zniesie czytelnik zanim ją odłoży i powie
„dość!”. Cóż, ja tego nie zrobiłam, lubię klimaty gore i gorącą
juchę zachlapującą mi twarz w trakcie lektury. Oznacza to jednak, że Panowie Salem są skierowani raczej do grona fanów gatunku.
Przypadkowemu odbiorcy powieść ta może się nie spodobać, czy wręcz
obrzydzić czytanie. Dlatego też polecam ją wspomnianym fanom, do których
sama należę.
Choć zakończenie Panów Salem nie sugeruje, że będzie jeszcze okazja
poznać kontynuację historii zemsty czarownic z Salem, to styl i pomysły
Roba Zombie – we współpracy czy bez niej – przypadły mi do gustu i
jeśli tylko napisze on kolejną powieść, to ja ją przeczytam.
Ciekawostka: książka, z niewielkimi zmianami, powstała na podstawie
scenariusza filmowego, Panowie Salem, którego autorem i reżyserem jest
Rob Zombie. W rolę głównej bohaterki, Heidi, wcieliła się żona autora,
Sheri Moon Zombie.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję
portalowi eFantastyka i wydawnictwu Zysk i S-ka
portalowi eFantastyka i wydawnictwu Zysk i S-ka

W sumie to mogłabym powtórzyć mój ostatni komentarz - wiedziałam, że Ci się spodoba ;)
OdpowiedzUsuńA książka faktycznie nie dla każdego, raczej dla fanów gatunku. I tak się muszę przyznać, że od czasu jej lektury nieswojo się czuję biorąc kąpiel ;)
Wesoło chlapiąca i ciapiąca jucha zawsze mi się podoba ;) Taka już moja skrzywiona psychika ;)
UsuńOj tam, chwilami ta książka straszy... :) Jak czytałam ją późnym wieczorem to bałam się spojrzeć w róg łóżka... :)
OdpowiedzUsuńTak jak napisałam w komentarzu Kasi, może mam już tak zdewastowaną psychikę, że "Panowie Salem" mnie nie wystraszyli. Nie oznacza to jednak, że ktoś faktycznie może mieć ciarki w trakcie lektury tej powieści :)
UsuńOkropnie to zabrzmi, ale jestem miłośniczką gore, nie straszne mnie obrzydliwości i makabra. Roba Zombie nie znam, ale przed chwilę obejrzałam jeden z jego klipów i cóż mogę powiedzieć... jest oryginalny ;-)
OdpowiedzUsuńTo myślę, że książka Ci się spodoba, bo to naprawdę dobrze napisane gore :)
UsuńTwoja recenzja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że ta książka będzie dla mnie idealnym prezentem gwiazdkowym :)
OdpowiedzUsuńDość oryginalnym, jeśli mogę zauważyć ;)
UsuńNie wierzyłem, że z tego może wyjść dobra książka, a tu proszę, kawał przyzwoitego gore. Brać i nie marudzić. W tym roku mógłbym ją dostać zamiast rózgi :)
OdpowiedzUsuńWymagający jesteś :P
UsuńChciałabym przeczytać tę książkę. Autor naprawdę ma na nazwisko Zombie? :P
OdpowiedzUsuńNie ma tak pięknie, niestety ;) Się pan nazywa Robert Bartleh Cummings, jednakże przybrał nazwisko Robert Wolfgang Zombie, czyli po prostu Rob Zombie ;)
Usuń