Żona despoty
Melanie Benjamin, Żona lotnika. Kobieta, która podbiła niebotytuł oryginału: The Aviator’s Wife
przekład: Joanna Sawicka
wydawnictwo: MUZA S.A.
data wydania: 23 października 2013 r.
liczba stron: 400
ISBN: 978-83-7758-491-0
Będę szczera: przed lekturą powieści Żona lotnika. Kobieta, która podbiła niebo, nazwisko Lindbergh nic mi nie mówiło. Fakt, nie interesuję się ani historią awiacji, ani przemysłem lotniczym, a z obiema dziedzinami wiąże się nazwisko Lindbergh. Niepozorny, nieśmiały wręcz, niebieskooki chłopak, Charles Lindbergh, w maju 1927 roku dokonał czegoś nieprawdopodobnego, czegoś wręcz niemożliwego; samotnie odbył lot z Nowego Jorku do Paryża. Przelot zajął mu ponad 33 godziny. Nagle, z dnia na dzień nikomu nie znany chłopak, zajmujący się rozwożeniem poczty lotniczej, stał się niemalże bohaterem narodowym. Jego nazwisko nie schodziło z ust nie tylko obywateli USA, lecz i Europy. Jednakże, jak sam tytuł wskazuje, książka opowiada przede wszystkim o jego żonie, Anne Morrow Lindbergh, kobiecie całkowicie mu oddanej, jego załodze.
Byłam Mamą. Byłam Żoną. Byłam Tragedią. Byłam Pilotką. One wszystkie były mną, a ja nimi.
Charles Augustus Lindbergh. Od pewnego pamiętnego dnia w maju 1927 roku nie było osoby, która by nie wiedziała kim jest ten jasnowłosy, nieśmiały, dwudziestokilkuletni chłopak. Samotny przelot z USA do Francji zapewnił mu nie tylko sławę i uwielbienie tłumów. Kiedy dwa lata później ożenił się z jedną z córek amerykańskiego ambasadora w Meksyku, Dwighta Morrowa, świat ogarnęło istne szaleństwo. Wszyscy chcieli poznać ową dziewczynę, wybrankę Szczęściarza Lindy’ego. A kim ona była? Kim naprawdę była Anne Spencer Morrow? Jak wyglądało jej życie u boku (a może raczej w cieniu?) wielkiego lotnika, żyjącej legendy? Czy wyjście za mąż za bohatera było dla niej spełnieniem marzeń?
Nic nie mogło mnie przygotować na małżeństwo z człowiekiem takim jak Charles Lindbergh, mężczyzną tak innym niż wszyscy znani mi kiedykolwiek mężczyźni, różni bankierzy, prawnicy, naukowcy. Charles był dobry, odważny, z determinacją dążył do celu; z tych jego cech zdawałam sobie sprawę. Przyszło mi jednak do głowy, że musiało być jeszcze wiele innych, na razie ukrytych.
Melanie Benjamin, autorka powieści Żona lotnika. Kobieta, która podbiła niebo, przedstawiła czytelnikom pozostającą w cieniu sławnego męża Anne Lindbergh. O Charlesie przeczytać można wiele, wydano mnóstwo jego biografii, książek historycznych opisujących jego wkład w rozwój lotnictwa. Sam Lindbergh napisał książkę o swoim historycznym, transatlantyckim locie, The Spirit of Saint Louis, za którą w 1955 roku otrzymał Nagrodę Pulitzera. O jego żonie tak naprawdę napisano bardzo mało. Zawsze gdzieś z boku, cicha, by nie powiedzieć, że szara i przeciętna. A wcale taka nie była. Jako pierwsza Amerykanka uzyskała licencję pilota szybowcowego; była licencjonowanym radiooperatorem, ba, jednym z pierwszych w ogóle, nie tylko jako kobieta. Napisała książkę, Dar od morza. Jednak mimo to nie zapisała się w pamięci wielu osób, w przeciwieństwie do swojego męża. Melanie Benjamin postanowiła to zmienić i przedstawiła Anne jako kobietę odważną, silną, inteligentną, ale również uległą i tragiczną.
Gdybym wyszła za mąż za lekarza, byłabym panią Doktorową; gdybym wyszła za adwokata, panią Prawnikową. Żadna zamężna kobieta nie miała odrębnej tożsamości, nawet moja własna matka, z cały, jej wykształceniem i energią. Była przede wszystkim żoną senatora. Ja jako żona lotnika, musiałam być inna, ale wcale nie mniej uzależniona od męża. Wiedziałyśmy o tym, ja i te kobiety, ale nie wiedziała moja ukochana siostra, z jej wykształceniem i wyniosłymi ideałami.
Powieść Żona lotnika. Kobieta, która podbiła niebo ma formę wspomnień Anne Lindbergh, w których współczesny jej rok 1974, przeplata się z latami jej młodości, kiedy to poznała swojego księcia z bajki, pułkownika Lindbergha. Dlaczego akurat rok 1974? Charles Lindbergh zmarł na Hawajach 26 sierpnia 1974 roku, u boku mając dzieci i żonę, swoją załogę. Ich ostatnie spotkanie, mimo ciężkiej choroby mężczyzny, ma formę rozliczenia z przeszłością. Głównie Anne chce od męża wyjaśnienia wielu spraw, zarówno tych z przeszłości, jak i niedawnych. Bowiem i sławni ludzie mają swoje sekrety, nawet tak z pozoru kryształowo czyści jak Charles Lindbergh.
Wróciłam w poniedziałek rano (...). Wróciłam mimo pewności, że już nigdy nie będę mogła rozmawiać z moim mężem o naszej wspólnej tragedii. I mimo niepewności jutra, ponieważ nie sposób było powiedzieć, co to będzie dla nas oznaczało w długim okresie. Wróciłam, wiedząc, że nigdy nie będę umiała spojrzeć na syna, nie myśląc o jego ojcu.To, co stanowi główny magnetyzm powieści pani Benjamin, to rewelacyjnie nakreślone, głębokie portrety psychologiczne postaci. Choć główną bohaterką powieści jest Anne Lindbergh, to nie mogło zabraknąć mężczyzny, przy którym tak naprawdę się rozwinęła, stała się tą Anne, jaką zna historia.
Czytelnik poznaje poszczególne stadia w jej życiu: jak z nieśmiałej córki ambasadora staje się osaczoną przez paparazzi żoną Szczęściarza Lindy’ego; jak staje się matką wewnętrznie rozdartą między obowiązkami matki a wymagającej pełnego poświęcenia mężem; matki, która w wyniku tragedii, musi powstrzymać się od łez i przeżywania targających nią silnych emocji, bowiem jej mąż nie chce jej widzieć w takim stanie; kobiety, która z uśmiechem na ustach broni swojego męża, który w czasie II wojny światowej praktycznie z dnia na dzień z ulubieńca tłumów i prasy, staje się niemalże wrogiem publicznym; kobiety otoczonej gromadką dzieci, lecz mimo to samotnej, od której coraz bardziej oddala się mąż.
Co najbardziej zaskakuje przy obserwacji kolejnych etapów w życiu Anne? To, że będąc praktycznie przez całe życie osobą cichą, dosłownie tłamszoną przez męża, Anne potrafiła się odbić, odrodzić jak Feniks z popiołów i stać się kobietą, o której marzyła w młodości: pewną siebie, przebojową, cenioną nie ze względu na osiągnięcia męża, lecz po prostu za samą siebie. Lecz zanim Anne do tego dojrzeje, będzie musiała przełknąć wiele gorzkich łez.
Charles Lindbergh był despotą, przygniatającym swoją osobowością swoją uległą żonę, później zaś i dzieci. Świat widział w nim bohatera z 1927 roku, lecz tylko jego bliscy znali jego prawdziwą twarz. Lecz nie było tak od samego początku. Fakt, Lindy był wymagający wobec Anne, już od pierwszego dnia ich małżeństwa zmuszając ją do nauki latania, obserwacji nieba, posługiwania się różnymi potrzebnymi dla pilotów przyrządami. W końcu był szczery wobec żony mówiąc, że jest ona jego załogą. Dosłownie i w przenośni. Zmieniła go dopiero tragedia z 1932 roku, po której coraz bardziej zamykał się w sobie, nie dopuszczając do swojego serca zarówno dzieci, jak i żony. Właśnie to spojrzenie sprawiło, że w moich oczach nie był on do końca postacią negatywną, choć niewątpliwie był wspomnianym już despotą. Tak naprawdę Charles naprawdę był Szczęściarzem Lindym, bo znalazł swoją Anne. Zdolną do poświęceń, odważną, później zaś i prawdziwie go widzącą kobietę.
Żona lotnika. Kobieta, która podbiła niebo to opowieść piękna, głęboka. Doskonale przedstawione charaktery postaci, barwne opisy, wszechobecne emocje pozwalają spojrzeć na Pierwszą Podniebną Parę Ameryki w sposób inny, niż sugeruje to większość wydanych o nich książek. Autentyczność, wzruszenie i podziw, to wszystko znaleźć można w tej powieści. Nie sposób czytać ją szybko, bowiem bardzo absorbuje myśli, jednakże lektura sprawia czystą przyjemność, zaś treść pozostaje w pamięci na długo.
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję
Wydawnictwu MUZA S.A.


Szkoda że teraz o pilotach się nie pamięta. Przypomnę że w zawodach szybowcowych Polacy wygrywają niemal wszystko co się da.
OdpowiedzUsuńCo do książki - myślę że miałaś świadomość, że akurat ja nie będę zainteresowany :)
Tak, miałam świadomość, że nie jest to książka z kręgu Twoich zainteresowań :)
UsuńAle już wkrótce mam w planach przeczytać coś, co myślę, że Cię zainteresuje ;)
Genialna książka! Uwielbiam historie życia nieprzeciętnych kobiet, a ta wręcz mnie zachwyciła:)
OdpowiedzUsuńZgadzam się, historia Anne Lindbergh zachwyca i porusza jednocześnie. Ale tylko ktoś, kto książkę przeczyta, zrozumie to w pełni :)
UsuńCieszę się, że się podobało :) U mnie książka wywołała podobne odczucia.
OdpowiedzUsuńNawet bardzo się podobało :)
UsuńMieszane uczucia mam. Z jednej strony czuję się dość zaintrygowana, a z drugiej jednak nie sądzę, by to była książka dla mnie. Może czasem jednak warto przeczytać coś piękniejszego, głębszego, poważniejszego? Pomyślimy. Swoją drogą - kwestia autentyczności historii zawsze dodaje +10 punktów do mojego zainteresowania, a jeśli to historia kobiety - jeszcze wiecej. Może, może... :)
OdpowiedzUsuńPowiem tak: byłoby mi niezwykle miło, gdybyś kiedyś zapoznała się z tą książką i by Ci się ona spodobała mimo iż niezbyt wpasowuje się ona w Twoje czytelnicze gusta :)
UsuńAle z drugiej strony, jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz :)
teraz czytam, więc przeczytam i zajrzę by porównać opinie;P haha tak się wymieniamy;P
OdpowiedzUsuńMamy to samo, dobre źródło ;)
UsuńCzekam więc na Twoją opinię na temat tej książki :)
Bardzo oryginalna tematyka, z chęcią po nią sięgnę :)
OdpowiedzUsuńCieszę się :)
UsuńBędę miała na uwadze ten tytuł przy kolejnych wyborach książek w Muzie ;)
OdpowiedzUsuńTo super :) Myślę, że Ci się spodoba :)
UsuńAle kusisz! Co prawda nie ty pierwsza, ale tylko podsyciłaś mój apetyt!!! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńBędę szczera: lubię to robić ;)
Usuń