Czcijcie muzykę
Scott Ian i Jon Wiederhorn, I’m the Man. Autobiografia tego gościa z Anthraxtytuł oryginalny: I’m the Man. The Story of that Guy from Anthrax
przekład: Robert Filipowski
wydawnictwo: In Rock
data wydania: 16 marca 2016 r.
ilość stron: 412
ISBN: 978-83-64373-31-2
okładka: miękka
Lubię mocne brzmienia i wyraziste postaci muzyków, którzy je tworzą. W świadomości społecznej utarło się przekonanie, że życie wykonawców obracających się w kręgach rocka i metalu, koncentruje się na seksie, narkotykach, alkoholu i muzyce. Mniej więcej w takiej kolejności. Okazuje się jednak, że istnieją wśród nich wyjątki. Faceci, którzy kochają muzykę, stronią od narkotyków, a przypadkowy seks należy do odległej przeszłości. Do tego rodzaju mężczyzn należy Scott Ian, jeden z założycieli grupy Anthrax.
W książce I’m the Man. Autobiografia tego gościa z Anthrax Scott Ian opowiada zarówno o swoim życiu, jak też przedstawia historię powstania Anthrax, jednego z zespołów zaliczanych do Wielkiej Czwórki trash metalu, tuż obok Metalliki, Megadeth i Slayera. A były to szalone i burzliwe lata, kiedy muzykowi nieraz życie waliło się na głowę. Tak się bowiem składa, że Scott Ian nie unika mówienia o trudnych chwilach, dotyczących zarówno jego życia zawodowego, jak i prywatnego. W jego autobiografii można przeczytać o nieudanych małżeństwach i problemach rodzinnych, kłopotach w zespole – personalnych, jak i tych związanych z wytwórniami, oraz całej masie innych, niefortunnych zdarzeń. Jednakże nie jest to depresyjna autobiografia. Scott Ian opowiedział w niej też o wielu zabawnych sytuacjach, na niemalże każdej stronie publikacji można znaleźć anegdoty dotyczące sceny metalowej i znanych muzyków.
Czytelnik zyskał możliwość poznania prawdziwej twarzy Scotta Iana. To sympatyczny, zabawny gość, który nie kreuje się na gwiazdę muzyki. Ma dystans do siebie, ale zarazem potrafi bronić swojego zdania. Bywa szczery do bólu, ale jednocześnie unika obrażania osób, których nie poznał. To facet, który uwielbia komiksy Marvela i książki (głównie Stephena Kinga), a w swojej autobiografii wielokrotnie się do nich odwołuje, opisując niektóre z wydarzeń. Przyznam, że dzięki temu poczułam do niego jeszcze większą sympatię.
To, na co zwraca się uwagę już od pierwszych stron I’m the Man jest humor, szczerość i cięty język autora. W książce nie znajdzie się górnolotnych, napuszonych frazesów, lecz prostą, choć jednocześnie trudną opowieść o życiu i przemyśle muzycznym.
W I’m the Man czytelnik znajdzie sporą liczbę prywatnych zdjęć Iana, a także zespołu Anthrax. Innym interesującym dodatkiem jest krótki komiks autorstwa Scotta Iana i ilustracjami Stephena Thompsona. Jego tytuł brzmi „Dotrzymać kroku Lemmy’emu” i opisuje dzień, w którym Ian poznał Lemmy’ego Kilmistera, założyciela zespołu Motörhead. Dla wielu fanów będzie to swoisty hołd dla nieżyjącego już muzyka, ale i historia ku przestrodze, że czasem nie warto dotrzymywać niektórym kroku w ich dziedzinie.
Podsumowując, I’m the Man. Autobiografia tego gościa z Anthrax to świetnie napisana, szczera i wciągająca autobiografia Scotta Iana. Na pewno przypadnie do gustu nie tylko fanom zespołu, ale też innym czytelnikom, którzy cenią sobie otwartą literaturę. I na koniec taka ciekawostka, jaką znalazłam w publikacji: „Babcia ze strony mamy, Lena, pochodziła z Rosji, a jej mąż, Moe, urodził się w 1902 roku w małej, nieistniejącej już polskiej wiosce Nisko.” Tak się akurat składa, że Nisko nadal istnieje, tyle że nie jako wioska, ale miasto. Wiem, bo tam mieszkam. I tak się teraz zastanawiam czy nie poszukać kontaktu do Scotta Iana i nie napisać mu o tym małym szczególe. Jak myślcie? ;)
W książce I’m the Man. Autobiografia tego gościa z Anthrax Scott Ian opowiada zarówno o swoim życiu, jak też przedstawia historię powstania Anthrax, jednego z zespołów zaliczanych do Wielkiej Czwórki trash metalu, tuż obok Metalliki, Megadeth i Slayera. A były to szalone i burzliwe lata, kiedy muzykowi nieraz życie waliło się na głowę. Tak się bowiem składa, że Scott Ian nie unika mówienia o trudnych chwilach, dotyczących zarówno jego życia zawodowego, jak i prywatnego. W jego autobiografii można przeczytać o nieudanych małżeństwach i problemach rodzinnych, kłopotach w zespole – personalnych, jak i tych związanych z wytwórniami, oraz całej masie innych, niefortunnych zdarzeń. Jednakże nie jest to depresyjna autobiografia. Scott Ian opowiedział w niej też o wielu zabawnych sytuacjach, na niemalże każdej stronie publikacji można znaleźć anegdoty dotyczące sceny metalowej i znanych muzyków.
Czytelnik zyskał możliwość poznania prawdziwej twarzy Scotta Iana. To sympatyczny, zabawny gość, który nie kreuje się na gwiazdę muzyki. Ma dystans do siebie, ale zarazem potrafi bronić swojego zdania. Bywa szczery do bólu, ale jednocześnie unika obrażania osób, których nie poznał. To facet, który uwielbia komiksy Marvela i książki (głównie Stephena Kinga), a w swojej autobiografii wielokrotnie się do nich odwołuje, opisując niektóre z wydarzeń. Przyznam, że dzięki temu poczułam do niego jeszcze większą sympatię.
To, na co zwraca się uwagę już od pierwszych stron I’m the Man jest humor, szczerość i cięty język autora. W książce nie znajdzie się górnolotnych, napuszonych frazesów, lecz prostą, choć jednocześnie trudną opowieść o życiu i przemyśle muzycznym.
W I’m the Man czytelnik znajdzie sporą liczbę prywatnych zdjęć Iana, a także zespołu Anthrax. Innym interesującym dodatkiem jest krótki komiks autorstwa Scotta Iana i ilustracjami Stephena Thompsona. Jego tytuł brzmi „Dotrzymać kroku Lemmy’emu” i opisuje dzień, w którym Ian poznał Lemmy’ego Kilmistera, założyciela zespołu Motörhead. Dla wielu fanów będzie to swoisty hołd dla nieżyjącego już muzyka, ale i historia ku przestrodze, że czasem nie warto dotrzymywać niektórym kroku w ich dziedzinie.
Podsumowując, I’m the Man. Autobiografia tego gościa z Anthrax to świetnie napisana, szczera i wciągająca autobiografia Scotta Iana. Na pewno przypadnie do gustu nie tylko fanom zespołu, ale też innym czytelnikom, którzy cenią sobie otwartą literaturę. I na koniec taka ciekawostka, jaką znalazłam w publikacji: „Babcia ze strony mamy, Lena, pochodziła z Rosji, a jej mąż, Moe, urodził się w 1902 roku w małej, nieistniejącej już polskiej wiosce Nisko.” Tak się akurat składa, że Nisko nadal istnieje, tyle że nie jako wioska, ale miasto. Wiem, bo tam mieszkam. I tak się teraz zastanawiam czy nie poszukać kontaktu do Scotta Iana i nie napisać mu o tym małym szczególe. Jak myślcie? ;)
Za poznanie historii tego gościa z Anthrax
serdecznie dziękuję Wydawnictwu In Rock!


Oo, właśnie podsunęłaś mi pomysł na prezent dla narzeczonego :) A jak mu kupię to i z pewnością sama przeczytam.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że autobiografia Iana przypadnie Wam do gustu :) Naprawdę, bardzo dobrze się ją czyta :)
UsuńTym razem jakoś mnie do tej książki nie ciągnie :)
OdpowiedzUsuńSzkoda, ale rozumiem :)
Usuń