
Narodziny bestii
François Forestier, Marlon Brando. Piękna bestiatytuł oryginalny: Un si beau monstre
przekład: Martyna Jarząb
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: 18 września 2013 r.
liczba stron: 286
ISBN: 978-83-7508-703-1
Marlona Brando znam głównie z przeczytanych tu i tam anegdot. Obejrzałam kilka filmów, w których wystąpił, głównie tych z okresu jego, bądźmy szczerzy, upadku. Nie widziałam Tramwaju zwanego pożądaniem, Dzikiego czy Viva Zapata! Będę jednak całkowicie szczera, po lekturze powieści Marlon Brando. Piękna bestia mam ochotę obejrzeć kilka filmów z jego wczesnej kariery. Być może – czytaj: całkiem prawdopodobne – że będę należeć do grona tych kobiet, które dałyby się ponieść urokowi aktora. Anioła i diabła w jednej osobie.
Niektórzy mówią, że anioł.
Inni dodają: upadły.
Jeszcze inni, że fuck machine.
Jest wszystkim po trochu.
Książka Marlon Brando. Piękna bestia jest biografią tytułowego aktora. Jednakże jak bardzo różni się ona od innych publikacji biograficznych... Autor, François Forestier, postanowił skupić się na mrocznej stronie Marlona Brando, która destrukcyjnie wpływała na otoczenie aktora, jak i na niego samego.
Uwielbia i zarazem nienawidzi być kochanym. Cały Brando.
Kiedy Marlon Brando w 1943 roku wysiada na dworcu kolejowym w Nowym Jorku, ma w kieszeni tylko 10 dolarów, w głowie zaś marzenie: by stać się najbardziej znanym aktorem, by zdetronizować samego Laurence’a Oliviera, króla sceny teatralnej. Pewność siebie, buńczuczność i niesamowita uroda młodego Marlona pozwoli mu w bardzo szybkim, by nie powiedzieć, że zastraszającym tempie, osiągnąć wyznaczony sobie cel. Jednakże cena, którą przyjdzie mu i jego otoczeniu za to zapłacić, okaże się być niezwykle wysoka...
Uważa się za aktora w najczystszej postaci. Ale jak się odnaleźć w tym sprzedajnym zawodzie? Jest rozdarty. I tak już będzie do końca jego dni. Na zawsze pozostanie niepewny swojej tożsamości seksualnej, z rozmytym powołaniem, ambicjami bez precyzyjnie wyznaczonego celu i urodą przyćmioną tuszą. Czuje pogardę dla świata i jego pośpiechu. Szuka, szuka siebie, nie wie, dokąd zmierza.
Marlon Brando faktycznie uchodził za wielką gwiazdę teatru, potem zaś srebrnego ekranu. Świadomy swojej urody i efektu, jaki jego zwierzęcy magnetyzm wywołuje w ludziach, wykorzystywał go dla osiągnięcia własnych celów i dla własnej przyjemności.
Choć mówiono o nim głośno w świecie filmowym, to nigdy nie były to komentarze miłe dla ucha. Brando był leniwy, bełkotał zamiast wyraźnie wypowiadać swoje kwestie. Znikał z planu filmowego kiedy tylko miał taką ochotę, a jeśli już zdecydował się poświęcić swój cenny czas na pracę, to albo nie znał tekstu swojej roli, albo też instruował wszystkich wokół jak ma wyglądać dane ujęcie – łącznie z reżyserami, scenarzystami, technikami i pozostałą ekipą na planie. Najczęściej jednak robił i jedno, i drugie. Pomimo iż wszyscy mieli dość Marlona Brando, nie chcieli z nim pracować, to dostawał kolejne angaże, ba, był nimi zasypywany. Ponieważ publiczność go uwielbiała. Szalały za nim i kobiety, i mężczyźni. Brando otwarcie prowadzał się z partnerami obojga płci. Czy robił to na pokaz, by wstrząsnąć opinią publiczną, czy faktycznie miał naturę biseksualisty? Nie wiadomo do końca, mimo iż w 1976 roku otwarcie się do wspomnianego biseksualizmu przyznał, mówiąc, że „Jak wielu mężczyzn miałem doświadczenia homoseksualne, i nie wstydzę się tego”. Jednakże do końca życia nie będzie pewny swojej orientacji.
Jeśli zaś chodzi o kobiety – i mężczyzn – którzy przewinęli się przez łóżko aktora, to na dobrą sprawę łatwiej jest wymienić kogo w nim nie było. Oprócz armii bezimiennych statystek, studentek, gospodyń domowych, krawcowych i innych, do zdobyczy Marlona Brando należały najsłynniejsze i najpiękniejsze i najbardziej pożądane kobiety świata. Ava Gardner, Marylin Monroe, Vivien Leigh, Stella Adler, Eartha Kitt, Rita Moreno, Jerri Gray... Długo by wymieniać, a lista ta wcale nie jest krótka... Ponadto, jak wspomniałam, Brando miał również wianuszek adoratorów: Willy Cox, Christian Marquand, bracia Mille... Wszystko wskazuje na to, że ten facet musiał mieć w sobie to coś... Jakiś zwierzęcy magnetyzm, bo co innego mogłoby w nim oprócz niego i ładnej buźki pociągać? Charakter miał okrutny, maniery żadne... Jednakże ludzie do niego lgnęli, co niejednokrotnie kończyło się dla nich tragicznie.
Jak wspomniałam na początku, François Forestier, skupia się na mrocznej naturze Marlona Brando. W jaki sposób – świadomie lub nie – niszczył ludzi, w tym swoich bliskich: swoje żony i dzieci. W trakcie lektury biografii Marlon Brando. Piękna bestia można wychwycić pojedyncze fakty, które być może stoją za przyczyną ogromnego narcyzmu aktora: Marlon kochał matkę wręcz bezgranicznie i starał się jej to okazywać, lecz jego stosunki z ojcem daleko się miały do poprawnych nawet. Marlon senior gardził synem, co rusz pokazując mu, że nic nie znaczy... Kto wie, może to stało się przyczyną, z powodu której bożyszcze kobiet na całym świecie stał się potworem?
Marlon Brando. Piękna bestia. Dawno nie czytałam tak dobrze napisanej biografii. Jej lektura zajęła mi dosłownie kilka godzin. Piękna bestia wciągnęła mnie od pierwszych stron. Przede wszystkim dlatego, że nie jest napisana w sposób szablonowy. Nie ma w niej typowych dla biografii sformułowań: „Urodził się... Dorastał w... Uczęszczał do szkoły w... Pierwszy film nakręcił w roku... Partnerowała mu...”. Nie, tego w Pięknej bestii nie znajdziecie. Przeczytacie za to pasjonującą historię jednego z najbardziej znanych – i chyba jednego z najbardziej znienawidzonych przez świat filmowy – aktorów. François Forestier wybrał te wydarzenia z życia Brando, które uwydatniały jego diabelską naturę, a było ich całkiem sporo, przekonacie się o tym, sięgając po tą książkę.
Choć mówiono o nim głośno w świecie filmowym, to nigdy nie były to komentarze miłe dla ucha. Brando był leniwy, bełkotał zamiast wyraźnie wypowiadać swoje kwestie. Znikał z planu filmowego kiedy tylko miał taką ochotę, a jeśli już zdecydował się poświęcić swój cenny czas na pracę, to albo nie znał tekstu swojej roli, albo też instruował wszystkich wokół jak ma wyglądać dane ujęcie – łącznie z reżyserami, scenarzystami, technikami i pozostałą ekipą na planie. Najczęściej jednak robił i jedno, i drugie. Pomimo iż wszyscy mieli dość Marlona Brando, nie chcieli z nim pracować, to dostawał kolejne angaże, ba, był nimi zasypywany. Ponieważ publiczność go uwielbiała. Szalały za nim i kobiety, i mężczyźni. Brando otwarcie prowadzał się z partnerami obojga płci. Czy robił to na pokaz, by wstrząsnąć opinią publiczną, czy faktycznie miał naturę biseksualisty? Nie wiadomo do końca, mimo iż w 1976 roku otwarcie się do wspomnianego biseksualizmu przyznał, mówiąc, że „Jak wielu mężczyzn miałem doświadczenia homoseksualne, i nie wstydzę się tego”. Jednakże do końca życia nie będzie pewny swojej orientacji.
Jeśli zaś chodzi o kobiety – i mężczyzn – którzy przewinęli się przez łóżko aktora, to na dobrą sprawę łatwiej jest wymienić kogo w nim nie było. Oprócz armii bezimiennych statystek, studentek, gospodyń domowych, krawcowych i innych, do zdobyczy Marlona Brando należały najsłynniejsze i najpiękniejsze i najbardziej pożądane kobiety świata. Ava Gardner, Marylin Monroe, Vivien Leigh, Stella Adler, Eartha Kitt, Rita Moreno, Jerri Gray... Długo by wymieniać, a lista ta wcale nie jest krótka... Ponadto, jak wspomniałam, Brando miał również wianuszek adoratorów: Willy Cox, Christian Marquand, bracia Mille... Wszystko wskazuje na to, że ten facet musiał mieć w sobie to coś... Jakiś zwierzęcy magnetyzm, bo co innego mogłoby w nim oprócz niego i ładnej buźki pociągać? Charakter miał okrutny, maniery żadne... Jednakże ludzie do niego lgnęli, co niejednokrotnie kończyło się dla nich tragicznie.
Jak wspomniałam na początku, François Forestier, skupia się na mrocznej naturze Marlona Brando. W jaki sposób – świadomie lub nie – niszczył ludzi, w tym swoich bliskich: swoje żony i dzieci. W trakcie lektury biografii Marlon Brando. Piękna bestia można wychwycić pojedyncze fakty, które być może stoją za przyczyną ogromnego narcyzmu aktora: Marlon kochał matkę wręcz bezgranicznie i starał się jej to okazywać, lecz jego stosunki z ojcem daleko się miały do poprawnych nawet. Marlon senior gardził synem, co rusz pokazując mu, że nic nie znaczy... Kto wie, może to stało się przyczyną, z powodu której bożyszcze kobiet na całym świecie stał się potworem?
Marlon Brando. Piękna bestia. Dawno nie czytałam tak dobrze napisanej biografii. Jej lektura zajęła mi dosłownie kilka godzin. Piękna bestia wciągnęła mnie od pierwszych stron. Przede wszystkim dlatego, że nie jest napisana w sposób szablonowy. Nie ma w niej typowych dla biografii sformułowań: „Urodził się... Dorastał w... Uczęszczał do szkoły w... Pierwszy film nakręcił w roku... Partnerowała mu...”. Nie, tego w Pięknej bestii nie znajdziecie. Przeczytacie za to pasjonującą historię jednego z najbardziej znanych – i chyba jednego z najbardziej znienawidzonych przez świat filmowy – aktorów. François Forestier wybrał te wydarzenia z życia Brando, które uwydatniały jego diabelską naturę, a było ich całkiem sporo, przekonacie się o tym, sięgając po tą książkę.
Dodatkowo czytanie uprzyjemnia masa faktów z życia innych gwiazd kina: wspomnianych wcześniej kochanek Marlona Brando, jak i również jego partnerów i rywali z planu: Laurence’a Oliviera, Lee Marvina, Franka Sinatry... Wstawki te, wspomnienia pozwalają na spojrzenie na aktora z zupełnie innej perspektywy.
Książkę Marlon Brando. Piękna bestia polecam nie tylko fankom – i fanom – aktora, lecz również czytelnikom zaintrygowanym mroczną stroną osobowości Brando, która doprowadziła do licznych tragedii, przede wszystkim zaś jego własnej.

Lubię filmy z Brando, uwielbiam "Tramwaj zwany pożądaniem" , ale nie mam fioła na jego punkcie, chociaż nie powiem, w młodości był apetyczny, dlatego nie dziwi mnie, że łóżko mu nie stygło. Pomijając to, świetny był z niego aktor.
OdpowiedzUsuńWręcz bardzo apetyczny. Z tego też powodu wcale się nie dziwię, że tyle ludzi przez łóżko mu się przeminęło :)
Usuńkurczę! nie wiedziała że z niego taki casanova był...co do filmów i jego życia to ja już tak mam że nie interesuje mnie życie prywatne gwiazd i do końca nie przepadam za biografiami, więc to co przeczytałam w Twojej recenzji wystarcza mi w zupełności;) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTak, dosłownie "fuck machine" :) A książka napisana jest dobrze, więc jeśli kiedyś będziesz chciała sięgnąć po jakąś biografię, to "Piękną bestię" bardzo Ci polecam :)
UsuńOczywiście, że miał w sobie to coś! Jejciu, prawie jak James Dean! Nie dziwi mnie więc ta jego (ekhm) rozwiązłość. Swoją drogą ciekawe, że pewne zasady show-biznesu nie przemijają - obecnie też każdy wie, kto z kim i dlaczego ;)
OdpowiedzUsuńAle że był potworem, to nie wiedziałam. Hm, przyszedł mi na myśl Mel Gibson - kto by się spodziewał. Nie każdy daje radę udźwignąć brzemię sławy, jak widać - a gdy jeszcze ma kiepskie wzorce rodzinne czy złe dzieciństwo za sobą, to już w ogóle.
Niewielu aktorów ciekawi mnie na tyle, by czytać ich biografie, więc po tę pewnie też nie sięgnę. Ale dobrze poczytać recenzję.
Wiesz, Brando okazuje się być większym potworem niż Gibson. Brando pośrednio - a i bezpośrednio też często - zniszczył życie wielu kobietom, doprowadzając je do samobójstwa lub wpadnięcie w alkoholizm. Zresztą, dla swojej najbliższej rodziny też nie był przykładnym ojcem i mężem... Syn siedział w więzieniu, córka powiesiła się na smyczy psa...
UsuńEkstra. Po prostu ekstra.
UsuńJednak już go nie lubię.
Ups, zepsułam Ci jego wyobrażenie najwyraźniej... :)
UsuńOch jej! Ależ bym chciała dorwać ta książkę, zamknąć się z Brando sama w pokoju i.... czytać, czytać , czytać :D
OdpowiedzUsuńPodoba mi się Twoje podejście do tematu ;)
UsuńNie jestem fankom biografii , ale na "Piękną bestię" narobiłaś mi apetytu
OdpowiedzUsuńCieszę się z tego :)
UsuńWidziałam jedynie "Ojca Chrzestnego" z jego udziałem. Na książkę może kiedyś się skuszę.
OdpowiedzUsuń