Dobry zwyczaj, nie pożyczaj... – mówi
stare polskie porzekadło i muszę powiedzieć, że coraz bardziej zaczynam
przychylać się do wprowadzenia go w życie. Kupuję dużo książek, jak zresztą dobrze wiecie,
więcej niż daję radę przeczytać. Stąd komitet kolejkowy z rosnącą liczbą
książek do przeczytania. Niektóre pozycje są pilniejsze, przeczytam je
wcześniej. Inne mogą poczekać dłużej, nawet kilka lat (tak, mam takie przypadki
w domowej biblioteczce).
Zawsze jednak miałam obawy przy pożyczaniu
książek. Wzięły się one stąd, że pożyczyłam już kilka książek, które albo do
mnie nie wróciły, jak chociażby My, dzieci z dworca ZOO czy Spotkamy
się kiedyś w moim raju. Inne wracały, po długim czasie co prawda,
lecz w stanie opłakanym. Miałam bardzo ładne wydanie Mitologii Parandowskiego.
Pożyczyłam je w rodzinie, bo potrzebna była mojemu młodszemu kuzynostwu do
szkoły. Książka wróciła do mnie po kilku latach w stanie takim, że książka
nie nadawała się już do niczego. Strony zalane atramentem, pokreślone markerem,
okładka ledwo trzymająca się całości. I to kłamanie w żywe oczy, że w takim
stanie książkę im dałam... Na samo wspomnienie zgrzytam zębami.
Potem miałam straszne opory przed pożyczaniem moich książek. Bo znowu do
mnie nie wrócą lub wrócą w opłakanym stanie. W końcu się jednak
przemogłam. Pożyczyłam kilka powieści, wróciły do mnie w stanie idealnym i w miarę
szybko. Co ciekawsze, niektóre z nich pożyczyłam osobom, których tak
naprawdę nie znam osobiście, bowiem poznałam je na portalu lubimyczytac.pl. Ale
było dobrze, przestałam się więc bać, że powtórzy się historia i okaże
się, że moje książki poszły na wieczne nieoddanie.
...jeszcze lepszy, nie oddawaj. Tak, nie
oddawaj... I się stało.
Kilka miesięcy temu pożyczyłam znajomemu książkę.
Nowiutkie Metro, którego sama jeszcze nie przeczytałam (co
niejako było niezgodne z moimi przyzwyczajeniami, bowiem pożyczam
zazwyczaj książki, które już przeczytałam). Miał mi oddać ją szybko. Jako że
powieść ta jest dość obszerna, to było oczywiste, że czytanie – nawet przy
szczerych chęciach – trochę czasu zajmie. Ilekroć pytałam się go, gdy się z nim
widziałam, jak tam postępy w lekturze, twierdził, że już wkrótce będzie ją
kończył i mi ją odda. Ostatnia taka rozmowa miała miejsce kilka tygodni
temu. Od tamtej pory z kolegą nie mam żadnego kontaktu i zaczynam się
zastanawiać czy jeszcze kiedyś zobaczę moją książkę...
Przez to znowu znalazłam się w punkcie,
kiedy zaczynam rozważać zamknięcie swojej biblioteczki dla innych i niepożyczanie
książek, bo mogą do mnie nie wrócić... Wiem, że przypomina to trochę mierzenie
wszystkich ludzi jedną miarą, ale... chyba mnie rozumiecie...
Dobry zwyczaj, nie pożyczaj...
Rozumiem Twoje rozterki, bo i mnie na zdrowie nie wyszło pożyczanie książek. Ostatnio musiałam walczyć o kilka swoich egzemplarzy, poza tym w swojej karierze 'bibliotecznej" straciłam już kilka książek, dlatego pożyczam, swoje okazy, tylko zaufanym ludziom.
OdpowiedzUsuńAch! Święte słowo. Ja przezywam to samo- kilka koleżanek pożyczyło jakoś w kwietniu ode mnie książki, skończyłyśmy gimnazjum, dalej tych książek nie oddały- było: a to się jakoś spotkamy, obiecuję. A poszłyśmy do innych szkół, nasze drogi się rozeszły, a książek jak nie miałam tak nie mam :c
OdpowiedzUsuńTwój post przypomniał mi, że muszę do nich napisać i wyjaśnić sprawę ;-)
I pożyczałam, i mi nie oddawano lub niszczono, i nie oddawałam sama.
OdpowiedzUsuńZnam to dobrze i w zasadzie nie pożyczam książek. Czasem coś podrzucę bratu (ale wiem, gdzie go szukać, by sobie odebrać) albo koleżance, która jest równym molem książkowym, co ja (też wiem gdzie jej szukać;)) Obojgu mogę zaufać i wiem, że nawet jak to nieco potrwa to książki do mnie wrócą.
OdpowiedzUsuńSama raczej nie pożyczam książek, mam stanowczo zbyt dużą Poczekalnię, ale jak mi się zdarzało coś pożyczyć, to starałam się jak najszybciej i w jak najlepszym stanie oddać.
Życzę by Metro do Ciebie wróciło!
Nie przepadam za pożyczaniem, choć też zależy komu. Mam kilka bliskich osób, które regularnie pożyczają ode mnie książki i zawsze zwracają się po kilku tygodniach w stanie idealnym. Ale np. jedną książkę dostałam niedawno z powrotem po.... uwaga uwaga... 3 (słownie - trzech) LATACH!
OdpowiedzUsuńJa jeszcze nie miałem okazji nikomu pożyczać, więc jestem w tym temacie świeży, ale myślę, że gdyby kiedyś nastała taka sytuacja, to najpierw zważyłbym, kto chce pożyczyć, a potem wydałbym werdykt, który brzmiałby zawsze tak samo - "Nie". Moje i koniec :P Chcesz? To sobie kup i po sprawie :D
OdpowiedzUsuńDoskonale Cię rozumiem! Ja strasznie się boję pożyczać książki ze swojej biblioteczki. No cóż poradzę? Są dla mnie naprawdę cenne i zrobiłabym krzywdę każdemu, kto zagiąłby choćby róg czy naderwał stronę...
OdpowiedzUsuńJa także Cię rozumiem i po prostu stosuję się do zasady, że pożyczam książki rodzicom, rodzeństwu, przyjaciółce...bo wiem, że oni uszanują moją własność...co do reszty to tyle razy się przejechałam, że po prostu mam wybrane osoby;)
OdpowiedzUsuńTak, też kiedyś pożyczyłem książki koledze. Niestety wróciły brudne, poszarpane i brzydkie. Oczywiście kolega zapierał się, że nie ma z tym nic wspólnego ;) Są różni ludzie, ale ja pożyczam bardzo mało ;)
OdpowiedzUsuńDobrze to znam i Cię rozumiem. Sama nie za bardzo lubię pożyczać komuś książki, bo jak wiadomo- nie wszyscy potrafią zadbać i uszanować czyjąś własność. Kilka razy zdarzyły mi się historie z nieoddaniem książek lub też zniszczeniem. Sądzę, że po prostu trzeba trafić i wyselekcjonować odpowiednią osobę. Chociaż...ja pożyczyłam kiedyś masę książek mojej "najlepszej przyjaciółce" swoich czasów. I co? Przyjaźń przeminęła (a niby 7 lat..), niby chodzimy do jednej klasy, ale książek jak nie było tak nie ma niestety, a ja chyba nie mam ochoty już się o nie upominać.. Ale na pocieszenie mam też drugą dość miłą historię. Tak więc jakiś czas temu pożyczyłam mojemu koledze moją ukochaną trylogię "Igrzyska śmierci". Niestety uległy znikomego uszkodzeniu (naderwał się róg) podczas niefortunnego wypadku, ale mojemu koledze było tak przykro i głupio z tego powodu, że nie chciał mi oddać książki w takim stanie, więc w rekompensacie kupił mi nową :).
OdpowiedzUsuńPo tych wszystkich historiach postanowiłam jednak nie wstrzymywać się z pożyczkami i chcę to kontynuować, aby słowo pisane rozprzestrzeniać. A czy książka wróci? Należy wierzyć, że są na tym świecie dobre dusze, które szanują czyjąś własność :)
Również Cię doskonale rozumiem. To przykre jak ludzie nie potrafią szanować cudzej własności... Sama nie mogłabym zniszczyć czyjeś książki, a przynajmniej nie specjalnie. Jeśli już coś takiego by się stało, myślę, że prędzej odkupiłabym nową niż oddała starą, będącą w opłakanym stanie. A co się tyczy nie oddawania pożyczonych książek... Nie rozumiem, jak ludzi mogą nie dręczyć wyrzuty sumienia. Oczywiście, mogę przyjąć do wiadomości brak czasu i długie trzymanie książki, ale nawet "Metro", choć obszerne, nie zajmuję kilku tygodni. Sama na szczęście nie spotkałam się osobiście z takim zachowaniem. Mam też nadzieję, że nigdy się nie spotkam.
OdpowiedzUsuńJa książek nie pożyczam, bo wiem, że nie wrócą w stanie idealnym. Miałam kiedyś piękne wydanie ,,Faraona", pożyczyłam - i książki nie poznałam:/
OdpowiedzUsuńHah, też zaginęła mi książka "My, dzieci z dworca ZOO". Chyba namiętnie się tę książkę pożyczało w młodości. Straciłam już bardzo dużo książek i z reguły już nie pożyczam, ale czasami się ugnę - wówczas dopominam się o swoje po kilku miesiącach. Nie wiem, skąd taka maniera? Czemu to takie typowe, że ludzie nie oddają książek? A jak oddadzą, to albo poplamione kawą, albo coś...
OdpowiedzUsuńTeż mam złe doświadczenia z pożyczaniem książek, dlatego teraz pożyczam wyłącznie osobom zaufanym. Wtedy mam pewność, że wrócą całe i zdrowe;) Poza tym mam swoją listę, komu i co pożyczyłam.Pozwala to uniknąć nieporozumień.
OdpowiedzUsuńŚwietne temat, w sam raz do dyskusji! Ja mam jedną koleżankę, której często pożyczam książki, szczególnie nowości, ale powoli doprowadza mnie do szału ciągłe pytanie się kiedy skończę/kiedy będę miała itp. W maju tego roku pożyczyłam kryminał, w wakacje kontaktowałam się z inną koleżanką w kwestii oddania, ale nic z tego nie wyszło i ksiażkę dostałam dopiero we wrześniu. Na szczęście niezniszczoną. Ogółem bardzo nie lubię pożyczać swoich książek. Nie dlatego, że żałuję, ale po prostu nie ufam ludziom i wprost nienawidzę, jak trzymają moją książkę po kilka miesięcy.
OdpowiedzUsuńI dlatego właśnie pożyczam książki tylko trzem zaufanym osobom. No niestety u mnie nie biblioteka, może to trochę wredne, ale co mi tam, w końcu to moje książki i ja o nich decyduję :)
OdpowiedzUsuńDo mnie pożyczone książki wracają w takim stanie, w jakim je pożyczyłam, ale zdarzało mi się kilka razy, ze niektóre do mnie wróciły. Kiedyś przeżyłam osobisty koniec świata, jak pewna osoba zgubiła moją ulubioną książkę i choć postanowiłam się nie wściekać, wszak nie zrobiła tego specjalnie, to pod wpływem tej sytuacji powzięłam żelazne postanowienie - nie pożyczać tych książek, do których jestem najbardziej przywiązana. Tamtą cudem odzyskałam (dostałam w prezencie), ale następnym razem mogę nie mieć tyle szczęścia, bo była to dość rzadka książka. Nie pożyczam także ludziom, o których wiem, że nie czytają ich i oddają po roku, dwóch jak już ich sterroryzuję.
OdpowiedzUsuń"ale zdarzało mi się kilka razy, ze niektóre do mnie nie wróciły."
OdpowiedzUsuńLiterkowy chochlik ;]
A ja pożyczam swoje książki, ale tylko zaufanym osobom ;)
OdpowiedzUsuń