
Jedyna nadzieja ludzkości
Peter Higgins, Czerwony golemtytuł oryginalny: Wolfhound Century
przekład: Marcin Wawrzyńczak
cykl: Wolfhound Century tom 1
wydawnictwo: Akurat
data wydania: 6 listopada 2013 r.
liczba stron: 336
ISBN: 978-83-7758-494-1
Kocham powieści fantasy, lecz bardzo często z gatunkiem science fiction nie jest mi po drodze. Albo trafiam na powieści zbyt trudne jak na mój prosty umysł ze względu na mnogość neologizmów mających powiązanie z nowinkami technicznymi lub informatycznymi lub na książkę hard science fiction. Wszystkie te powieści są mi polecane przez osoby, które gatunek ten uwielbiają. Nie powiem, może i są dobre, ja jednak nie potrafię tego docenić. Dlatego też stosuję metodę "małych kroczków", powoli i ostrożnie dobierając sobie lektury pod egidą SF. Jedną z nich jest debiutancka powieść Petera Higginsa, Czerwony golem. I muszę przyznać, że z tą powieścią nie miałam większych problemów, chociaż nie była to książka łatwa i lekka. Mimo to, a może raczej dzięki temu, poniekąd trafiła w mój gust.
Alternatywna wizja stalinowskiej Rosji. Śledczy z Podczornoka, Wissarion Hipolitowicz Łom, zostaje wezwany przez górę do stolicy kraju, Mirgorodu. Władze wyznaczyły go do śledztwa mającego na celu odszukanie i zlikwidowanie podejrzanego o terroryzm Józefa Kantora. Łom widzi w tym dla siebie szansę na rozwinięcie swojej kariery, na awans, który od wielu lat był mu systematycznie odmawiany. Wkrótce po przybyciu do Mirgorodu śledczy przekonuje się, że poszukiwania Kantora nie będą jedynym problemem, z którym przyjdzie mu się zmierzyć. Odkryje bowiem spisek, którego konsekwencje dotyczyć będą życia każdego obywatela Właści.
Łom sprawdził kiedyś w słowniku synonimy słowa „Właść”. Zajmowały niemal pół kolumny. Rządy. Panowanie. Władza. Zwierzchność. Kontrola. Kierownictwo. Autorytet. Ster. Przywództwo. Dominacja. Dominium. Urząd. Naród.
Kiedy skończyłam czytać Czerwonego golema przez jakiś czas nie mogłam pozbierać myśli po lekturze. Zdarza mi się to gdy w mniej lub bardziej oczywisty sposób powieść zrobiła na mnie wrażenie. Tak też było w przypadku literackiego debiutu Higginsa. Na dobrą sprawę można by powiedzieć, że wszystko już było: alternatywne wizje znanego nam świata są stałym elementem literatury fantastycznej, walka z terroryzmem czy inwigilacja społeczeństwa przez władze centralne. Jednakże Higgins biorąc te poszczególne elementy stworzył coś nowego, skomponował swoją powieść tak, że trudno tu mówić o oklepanym schemacie.
Miasto było ogromne, nie do pojęcia. Pleniło się w nieskończoność, rojąc się i rozrastając. Ludzie tworzyli tu własne, intymne miasto, zbudowane wokół kilku miejsc, kilku twarzy, kilku wydarzeń. Wewnętrzne, wyobrażone miasta, milion miast nakładających się na siebie w czasie i przestrzeni, półprzezroczystych. Miasta jak warstwy cebuli, stosy miast, delikatnych i misternych, powiązanych wijącymi się, krzyżującymi, niewidocznymi nićmi machiny informacyjnej.
Pierwsze, co przykuwa uwagę czytelnika, to przedstawienie świata, owej alternatywnej stalinowskiej Rosji. To tu, trzysta lat wcześniej, spadły na ziemię pierwsze martwe anioły. Ich ciała posłużyły konstruktorom na stworzenie golemów, powszechnie nazywanych mużykami (mużyk to starorosyjskie określenie na zacofanego, ciemnego chłopa, co, jak czytelnik przekona się w trakcie lektury, do większości owych olbrzymów pasuje doskonale). Mużyki stały się wykorzystywanymi przez panujący reżim machinami bojowymi. Wraz z upadkiem na ziemię pierwszego anioła, nastąpiło rozwarstwienie w społeczeństwie rosyjskim, które podzieliło je na ludzi oddanych reżimowi oraz żyjących w bliskości z naturą, czujących, iż las to nie tylko zbiór flory i fauny, lecz całkowicie odrębny byt. Byt, którzy dawni bogowie, wraz z upadkiem wspomnianego już anioła, zamknęli w tajemniczym przedmiocie, nazywanym Pollandorem, którego przeznaczenie jest niezwykłe i istotne dla przeszłości, teraźniejszości i przyszłości zarazem. I choć istnienie Pollandora większość ludzi traktuje jako zabobon, zakazaną przez Właść mitologię, to niektórzy obywatele Mirgorodu nieświadomie odczuwają jego istnienie, które zaczęło manifestować się coraz silniej, gdy w okolice stolicy spadł kolejny anioł, tym razem żywy...
Myślę, że wątek walki między siłą anioła (co do których trudno powiedzieć, by miały białe skrzydła) a Pollandorem, dwóch ścierających się i przenikających przyszłości jest najsilniejszym atutem całej powieści. Jeśli jednak chodzi o postacie pojawiające się na kartach książki, to tylko o głównym bohaterze można powiedzieć, że posiada jakąś głębię wyrazu. Reszta wydaje się być jednowymiarowa. Na dobrą sprawę nie wiem jak ludzie, dla których reżim i wszechobecna inwigilacja jest codziennością, przeżywają osobiste tragedie, lecz wątpię by spływało to po nich, jak po kaczce. A tak właśnie jest w Czerwonym golemie. Widzę tutaj trochę zmarnowany potencjał.
Życie Kantora ukształtowała dialektyka strachu i zabijania: jeżeli coś przepełniało cię lękiem, przyglądałeś się temu, uczyłeś się od tego wszystkiego, co możliwe, a potem to zabijałeś. Jeżeli napotykałeś coś jeszcze bardziej przerażającego, robiłeś to ponownie. I znowu. I tak rosłeś w siłę, aż strach, który wzbudzałeś, stawał się silniejszy od tego, który czułeś.
Choć powieść składa się z krótkich rozdziałów, dzielących fabułę na dwie części, to nie mogę powiedzieć, by te nieco ponad trzysta stron czytało się migiem. Miejscami powieść jest zagmatwana, bowiem autor zdecydował się wrzucić czytelnika na głęboką wodę i dopiero wraz z rozwojem akcji dowiaduje się o stworzonej przez Higginsa rzeczywistości. Być może nie utrudnia to mocno czytania, lecz na pewno zmusza do lektury powolnej, w skupieniu, sprawiając tym samym, że nie jest to – jak zaznaczyłam na wstępie – powieść lekka i łatwa w odbiorze. Jeśli chodzi o mnie, nie postrzegam tego jako minus, lecz raczej jako plus. Lubię, kiedy powieść wymaga ode mnie czegoś więcej niż tylko przewracania kolejnych stron, dając tym samym możliwość do przemyśleń i rozważań. A takie przy Czerwonym golemie się nasuwają.
Fabuła w powieści urywa się w dość kulminacyjnym momencie, przez co jej zakończenia (lub kontynuacji) spodziewać się należy w listopadzie 2014 roku, na kiedy to jest zaplanowane wydanie Prawdy i strachu. Jeśli autor poprawi nieco warsztat pisania postaci to myślę, że będzie to jeszcze lepsza i bardziej intrygująca powieść spod znaku literatury science fantasy i thrillera politycznego.
Ogólnie rzecz ujmując: polecam!
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję
pani Joannie z Business & Culture oraz Wydawnictwu Akurat
pani Joannie z Business & Culture oraz Wydawnictwu Akurat

haha! u mnie w poniedziałek;P wymieniamy się tymi książkami....ta książka jest zdecydowanie w moim guście dla mnie nie była ciężka, ale pozostawiła za duży niedosyt i za dużo wątków rozpoczętych...więc czekam na kontynuację
OdpowiedzUsuńTak, kończy się dość nagle i sporo wątków pozostało bez odpowiedzi... a na kontynuację trzeba nam poczekać rok... Nie lubię takich długich przerw, bo zazwyczaj zapominam przez ten czas jakieś istotne szczegóły :(
UsuńHej, przeczytałam tę książkę teraz i bezskutecznie szukam kontynuacji. Czytałaś ciąg dalszy? Wszędzie znajduję zapowiedzi na ukazanie się w polskich księgarniach w 2014 drugiej części pt. "Prawda i strach". Czy ta książka w ogóle została wydana w polskim tłumaczeniu? Pozdrawiam:)
UsuńPS
UsuńWłaśnie doszukałam się i trzeciej części w oryginale. "Radiant State". Chyba w Polsce można o niej pomarzyć ;)
Recenzja dodana do wyzwania "Czytam Fantastykę",
OdpowiedzUsuńserdecznie pozdrawiam :)
Dziękuję i również pozdrawiam :)
Usuń"Na dobrą sprawę nie wiem jak ludzie, dla których reżim i wszechobecna inwigilacja jest codziennością, przeżywają osobiste tragedie, lecz wątpię by spływało to po nich, jak po kaczce" - Patrząc na zachowania ludzi żyjących w warunkach reżimów totalitarnych, gotów byłbym zaryzykować stwierdzenie, że przyjmują oni tragedie swych bliskich łatwiej. Po prostu dają sobie z czasem wmówić, że liczy się tylko system, a nie ludzie. Wbrew pozorom człowieka da się do tego przekonać.
OdpowiedzUsuńNiby tak, ale jak ktoś prawie że na twoich oczach zabija twoją matkę, to raczej jakoś zareagować powinieneś, a nie dość szybko przejść z tym do porządku dziennego. Albo jak widzisz zwłoki swojego najlepszego przyjaciela, który z twojego powodu był torturowany i umarł w męczarniach...
UsuńWidzisz - systemy totalitarne potrafią działać w zupełnie inny sposób. Odwołam się tutaj np. do kambodżańskiej reedukacji. Matką była partia. Dzieciaki zabierano do szkół i uczono je donosić na swoich biologicznych rodziców. Większość małych, słodkich szkrabów była zwykłymi szpiegami przekonanymi o tym, że działają na korzyść większego ideologicznego zwycięstwa. Zwłoki i tortury to powszedniejąca wszystkim wypadkowa dążeń. Wiem że to okrutne i nieprawdopodobne, ale tak to działa. Myślisz że dlaczego Rwandyjczycy którzy przeżyli masakry z 1994 nie dopominali się zbyt głośno o kary śmierci dla prześladowców? Otóż przeżyli tylko Ci którzy potrafili zostawić swych bliskich i uciec, porzucić przyjaciół i schronić się w dżungli. Wyobrażasz sobie jak mogliby oni przetrwać nie potrafiąc dość szybko przejść nad tym do porządku dziennego (wiadomo, z głowy nikt tego nie potrafi wyrzucić, ale funkcjonować - owszem). Jakkolwiek to bardzo okrutne człowiek potrafi się przystosowywać w zdumiewającym sposób, a Twoje honorowe podejście do rodziny i przyjaciół, to raczej efekt kulturowy - filmy, książki, edukacja - wszystko oscyluje wokół dobra zwyciężającego w człowieku. Niestety są regiony świata, gdzie dobro przegrywa, ale ludzie wciąż jakoś egzystują.
UsuńRozumiem o co Ci chodzi. Tylko, że w książce masz historię pokazaną z kilku punktów widzenia. Wśród nich jest też spojrzenie owej kobiety, której wspomnianą wcześniej matkę zabito. Na dobrą sprawę kobieta niezbyt się tym przejęła... Ale może i autor wyszedł z założenia, które właśnie zaprezentowałeś :) Niby o indoktrynacji wiele nie napisał, bardziej się skupił na inwigilacji społeczeństwa...
UsuńJednakże kłócić się nie będę :)
W życiu bym się z Tobą nie kłócił - to zwykła, spokojna dyskusja :D Zresztą system w Rosji nie działał aż tak drastycznie jak w przytoczonych przeze mnie przykładach :) Nieodparcie kojarzy mi się on z Orwellowską wizją. Ale w pewnym stopniu każdy system totalitarny uczy obojętności. Tak to już jest.
UsuńZróbmy tak: przeczytasz "Czerwonego golema" i wtedy pogadamy o głębi postaci tam wykreowanych ;) Może zrozumiesz o co mi chodzi, jak już poznasz tamten przykład :)
UsuńZaintrygowałaś mnie! gdyby nie Twoja recenzja pewnie olałabym ten tytuł ze zwykłej ignorancji! Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńTo cieszę się, że udało mi się zwrócić nań Twoją uwagę ;)
UsuńKolejny raz potwierdza się, że mamy podobny gust - o ile uwielbiam fantasy, do sf podchodzę jak pies do jeża. Natomiast "Czerwony golem" wygląda interesująco, jestem na etapie, że wszystko co związane z Rosją wpisuje się w moje zainteresowania, a poza tym lubię alternatywne wizje świata :)
OdpowiedzUsuńTo powinno Ci się podobać, mimo iż to science fiction ;)
UsuńCo do ciekawych, alternatywnych wizji świata, to może "Osama" by Ci się spodobał :)
"Osamę" mam w planach, już się naczytałam pozytywnych recenzji :)
UsuńKsiążka czeka na półce na recenzję, ale po Twojej już widzę, że będzie mi się ją dobrze czytało :)
OdpowiedzUsuńnaczytane.blog.pl
Jeśli odpowiada Ci gatunek i treść, to myślę, że tak, będziesz czerpała przyjemność z lektury ;)
UsuńOd sci-fi trzymam się jak najdalej, więc to zdecydowanie nie dla mnie lektura :P
OdpowiedzUsuńTemu akurat nie zaprzeczę ;)
UsuńZ takimi książkami jest mi zdecydowanie nie po drodze i w przeciwieństwie do Ciebie, nawet nie próbuję się z nimi zaprzyjaźnić. ;)
OdpowiedzUsuńJa lubię czasem podjąć ryzyko, bo a nuż, powieść mi się spodoba ;)
Usuń