Zstąpił do piekieł i zmartwychwstał...
Manel Loureiro, Apokalipsa Z. Gniew Sprawiedliwychtytuł oryginału: Apokalipsis Z. La ira de los justos
przekład: Stanisław Bończyk
cykl: Apokalipsa Z tom 3
wydawnictwo: MUZA S.A.
data wydania: 15 stycznia 2014 r.
liczba stron: 495
ISBN: 978-83-7758-582-5
okładka: broszurowa
To już jest koniec, nie ma już nic,
Jesteśmy wolni, możemy iść.
– śpiewali panowie z Elektrycznych Gitar. I to prawda. To już jest koniec. Gniew Sprawiedliwych to ostatni tom Apokalipsy Z, bodajże pierwszej – poprawcie mnie, jeśli się mylę – europejskiej serii książek o żywych trupach. I pod pewnymi względami jakoś tak smutno, że historia opowiadana przez pana Manela Loureiro się skończyła...
Po ucieczce z Teneryfy grupka ocalałych – wraz z kotem Lukullusem – podróżuje bez wyraźnego celu. Jedyne o czym marzą to dotarcie na stały ląd i znalezienie choć odrobiny spokoju. Nie jest jednak im to dane. W trakcie sztormu ich łódź zostaje uszkodzona i niechybnie czekałaby ich śmierć na morzu, gdyby nie przepływający obok supertankowiec „Itaka”, którego załoga ratuje rozbitków. Na pokładzie grupka ocalałych dowiaduje się, że na terenie niegdysiejszych Stanów Zjednoczonych utworzyła się kolonia ludzi ocalałych z apokalipsy, a przywództwo nad nimi objął pastor Greene. I choć ocalałym malował się raj na ziemi, który w zamierzeniu miał być ostatecznym miejscem ich podróży, okazuje się być prawdziwym piekłem na ziemi...
Było w kaznodziei coś przerażającego, lecz z drugiej strony promieniował on mroczną charyzmą, z jaką Grapes nigdy dotąd się nie spotkał. Czuł, że chce być blisko tej energii. W więzieniu zetknął się z najbardziej zwyrodniałymi, brutalnymi i najokrutniejszymi ludźmi, jakich można sobie tylko wyobrazić, ale żaden z nich nie równał się z tym źródłem przedziwnej energii ukrytym gdzieś na dnie oczu wielebnego.
Apokalipsa Z. Gniew Sprawiedliwych to ostatni tom trylogii zombie. Podobny do pierwszych dwu części i zarazem... jakże inny od nich. Czy wychodzi to na lepsze czy na gorsze, zadecyduje każde z Was, w momencie, gdy będziecie po lekturze. I całe szczęście, okładka wróciła do normalności.
W trzeciej części serii czytelnik znowu spotyka się z bohaterami z poprzednich części: prawnikiem z Ponteverdy, Ukraińcem Wiktorem Pritczenko i młodziutką Lucíą oraz kotem Lukullusem. Ta niezwykła rodzina po raz kolejny doświadcza serii szczęśliwych zbiegów okoliczności, które przekształcają się niekiedy w prawdziwy koszmar. Uratowani przez załogę supertankowca, która mówi im, że gdzieś tam, na Zachodzie, istnieje zorganizowana grupa ludności, którzy wiodą spokojne życie z dala od Nieumarłych, myślą, że w końcu złapali Boga za nogi. Słodki smak szczęście jednakże psuje fakt, że grupa marynarzy, która ich uratowała, wydaje się być – delikatnie rzecz ujmując – religijnymi fanatykami. Co gorsza bardzo szybko, jeszcze przed dotarciem do Gulfport, nowej Jerozolimy, okazuje się, że wyznają oni ideologię czystości rasowej i wykorzystują ludzi o innej karnacji do walki z żywymi trupami. Ich zapłatą jest tajemniczy lek o nazwie cladoxpan... Gdy docierają do Gulfport potwierdzają się ich najgorsze obawy: miasteczko pod fasadą sprawiedliwości i dostatniego życia dla ocalałych, kryje chorobę toczącą miasto.
W trzeciej części serii czytelnik znowu spotyka się z bohaterami z poprzednich części: prawnikiem z Ponteverdy, Ukraińcem Wiktorem Pritczenko i młodziutką Lucíą oraz kotem Lukullusem. Ta niezwykła rodzina po raz kolejny doświadcza serii szczęśliwych zbiegów okoliczności, które przekształcają się niekiedy w prawdziwy koszmar. Uratowani przez załogę supertankowca, która mówi im, że gdzieś tam, na Zachodzie, istnieje zorganizowana grupa ludności, którzy wiodą spokojne życie z dala od Nieumarłych, myślą, że w końcu złapali Boga za nogi. Słodki smak szczęście jednakże psuje fakt, że grupa marynarzy, która ich uratowała, wydaje się być – delikatnie rzecz ujmując – religijnymi fanatykami. Co gorsza bardzo szybko, jeszcze przed dotarciem do Gulfport, nowej Jerozolimy, okazuje się, że wyznają oni ideologię czystości rasowej i wykorzystują ludzi o innej karnacji do walki z żywymi trupami. Ich zapłatą jest tajemniczy lek o nazwie cladoxpan... Gdy docierają do Gulfport potwierdzają się ich najgorsze obawy: miasteczko pod fasadą sprawiedliwości i dostatniego życia dla ocalałych, kryje chorobę toczącą miasto.
– Wiktor! Wiktor!W ostatniej części Apokalipsy Z spotkać można znacznie mniej zombie, które praktycznie mają występy gościnne w powieści, więcej jest za to problemów o podłożu społecznym i politycznym. Po raz pierwszy od początku serii czytelnik dowiaduje się co nieco o innych zakątkach świata, i z pewną dozą zdziwienia dowiaduje się o tym, że jeden kraj przetrwał (!) wybuch pandemii, ponosząc znikome straty. Ciekawe, prawda? I choć mogłoby to się wydawać naciągane, to jeśli pomyśleć nad tym dłużej, to dojść można do wniosku, że nie jest to takie całkiem niemożliwe.
– Tu jestem. – Ukrainiec wyczołgał się spod sterty azbestu. – Co to, do jasnej cholery, było?
– Nie mam pojęcia, ale chyba jesteśmy w piekle.
Co innego pastor Greene. Pewnie część z Was kojarzy owych szczególnych amerykańskich telewizyjnych kaznodziei, którzy otrzymali z niebios dar i są nowymi mesjaszami, którzy przyniosą pokój i sprawiedliwość na całym świecie. Człowiekiem takiego pokroju jest właśnie wielebny. Uważa, że poprzez swoją osobę niesie boskie posłannictwo, że tylko dzięki niemu ludzkość dostąpi zbawienia i będzie mogła uwolnić świat od dzieci szatana, jak określa Nieumarłych. Jak łatwo jest się domyślić, wielebny Greene, wraz ze swoją przyboczną Zieloną Gwardią, jest schwarz charakterem w tej książce, i to doskonale skonstruowanym.
Apokalipsa z pewnością mnie zmieniła. Pytanie tylko, czy były to zmiany na lepsze i czy ich skutki okażą się trwałe.
Gniew Sprawiedliwych jest w mojej opinii najbardziej krwawą, najbrutalniejszą częścią Apokalipsy Z, mimo iż – jak wspomniałam wcześniej – liczba Nieumarłych została znacznie zredukowana w porównaniu do wcześniejszych tomów. Akcja powieści jest również o wiele dynamiczniejsza, zaś ilość zwrotów akcji... jest ich całe mnóstwo. Dzięki temu lektura trzyma czytelnika w napięciu do samego końca.
Jest jednak jeden minus, jak dla mnie. Zakończenie. Nie mogę powiedzieć o co dokładnie mi chodzi, bowiem zaspoilerowałabym je Wam. Bo... tak nie można skończyć tej książki... Ja się z tym nie zgadzam. Po prostu... było mi strasznie przykro i smutno, kiedy odkładałam Gniew Sprawiedliwych na stos książek przeczytanych...
No cóż, co się stało, to się nieodstanie. Historia zakończona, a na samym jej końcu autor przenosi czytelnika w króciutkim epilogu do... Hiszpanii, sześć lat później. I to właśnie w nim, na tych czterech kartkach, autor zdradza imię głównego, bezimiennego dotychczas, bohatera.
Godziny, które spędziłam na czytaniu całej trylogii Apokalipsy Z były dla mnie czasem relaksu i wspaniałej rozrywki w otoczeniu moich ulubionych zombie. Książki pana Loureiro mogę polecić zarówno osobom, które dopiero zaczynają swoją nieumarłą przygodę, jak i wiernym fanom gatunku.
Cykl Apokalipsa Z:
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję
wydawnictwu MUZA S.A. i pani Darii z Business&Culture


Cóż ja mogę dodać? Moje zdanie na temat tego, co Ciebie zawiodło już znasz... I też mi się to nie podoba. :/
OdpowiedzUsuńNiestety :(
UsuńKurcze, "choruję" na tę trylogię od kiedy pierwsza część pojawiła się na rynku... :)
OdpowiedzUsuńW takim razie nie pozostaje nic innego, jak tylko Ci ją dorwać i przeczytać :)
UsuńJak burza pokonałaś tomy. Musze narzucić sobie większe tempo, bo doczekać się tej części nie mogę, zwłaszcza że jest bardziej krwawa i dużo bardziej dynamiczniejsza.
OdpowiedzUsuńOj, jest... I na dobrą sprawę do tej części również pasują słowa, które przytoczyłam przy recenzji drugiego tomu, o tym, że to żywych trzeba się obawiać, nie martwych :)
UsuńCiekawa jestem zakończenia serii :)
OdpowiedzUsuńJest... ciekawe... i smutne zarazem... Przynajmniej w mojej opinii :)
UsuńMnie zombie niestety nie pociągają i zupełnie nie przekonują... Jakoś nie lubię umarlaków i w książkach i w filmach i grach... :)
OdpowiedzUsuńCóż, więc nie będę Cię namawiać do tej i innych pozycji :)
UsuńO rany! A myślałam, że Twoja recenzja poprzedniego tomu jest nad wyraz sugestywna. Jednak powyższa jest taka jeszcze bardziej :P (wyszło masło maślane, ale co tam :D) Teraz mam ochotę od razu ściągnąć oba tomy z półki, zaszyć się gdzieś w kącie i non stop czytać :P
OdpowiedzUsuńRecenzja dodana do wyzwania :D
Czytaj, czytaj, a ja potem wpadnę do Ciebie i przeczytam Twoją recenzję ;)
UsuńCzemu Ci się zakończenie nie podobało? Oj, tam. Ja to się cieszyłam, że trafiłam w swojej recenzji 1 części z imieniem bohatera ;) Bo skoro bezimienny, to na pewno tak się właśnie nazywa... :) Wolałabyś otwarte zakończenie? Czy śmierć wszystkich? ;)
OdpowiedzUsuńNo nie podobało. Ze względu na Prita :( Tylko i wyłącznie.
UsuńTrylogia jeszcze przede mną, a mam na nią wielką chęć :)
OdpowiedzUsuńzgadzam się z tobą
OdpowiedzUsuńzakończenie... płakać i płakać
czytałam w autobusie, doszłam do tego momentu... ludzie gapili się na płaczącą dziewczynę z książką w rękach
pociesz mnie tylko to, że Greene miał bolesną śmierć
Wiktor wiecznie żywy w naszych sercach <3