Wstań i walcz
Marcin Mortka, Wojna pod pękniętym niebemcykl: Dom pod pękniętym niebem tom 3
wydawnictwo: Zielona Sowa
data wydania: 24 kwietnia 2015 r.
liczba stron: 248
ISBN: 978-83-7983-186-9
okładka: broszurowa ze skrzydłami
Jak już kilkakrotnie zdążyliście się przekonać, bardzo lubię i cenię prozę Marcina Mortki. Jednym z moich ulubionych książkowych cykli tego autora jest Dom pod pękniętym niebem, literatura młodzieżowa utrzymana w postapokaliptycznym klimacie. W kwietniu tego roku ukazała się jego ostatnia część, zatytułowana Wojna pod pękniętym niebem i niniejszym zapraszam na jej recenzję.
Heather zaginęła. Rada Ocalenia Ludzkości przestała istnieć wraz z atakiem reptilian na ich główną siedzibę. Mieszkańcy Domu pod Pękniętym Niebem starają się przywrócić chociaż namiastkę cywilizacji w swoim schronieniu. Pogodzili się z faktem, że struktury władzy nie istnieją i przy pomocy Jane starają się uratować cudem ocalałe jednostki. Tylko Wendy nie chce przyjąć do wiadomości, że szeroko pojęta społeczność ludzka przestała istnieć. Wierzy, że jest jeszcze możliwość powrotu do poprzedniego stanu rzeczy i sprawienia, by życie wróciło do stanu sprzed Końca Świata. Dziewczyna postanawia odnaleźć swoją przyjaciółkę Heather i walczyć o zwycięstwo ludzkości. Tylko czy jej się to uda?
Wojna pod pękniętym niebem to trzeci tom fantastycznie napisanej postapokaliptycznej trylogii dla młodzieży. W poprzednich dwu częściach główną bohaterką powieści była Heather. Lecz jako że jej los pozostaje nieznany, na pierwszy plan wysuwa się pozostająca wcześniej w jej cieniu Wendy. Dziewczyna przed Końcem Świata była wścibską, uwielbiającą ciężką muzykę gothką, która nie przepadała za swoim młodszym bratem-nerdem. Teraz przeistoczyła się w dziewczynę starającą się walczyć o ocalenie ludzkości i przywrócenie cywilizacji. Dlatego też wykorzystuje okazję i w pewnym momencie opuszcza swoją grupę, udając się na poszukiwanie zaginionej przyjaciółki. Swego rodzaju inspiracją dla Wendy jest pamiętnik Heather, który do Domu pod Pękniętym Niebem przywiózł włóczęga Frank. Jego lektura dała nastolatce nadzieję na to, że jeszcze nie wszystko stracone, że można spróbować odbudować cywilizację.
Już na samym początku czytelnik wyczuje różnicę między obiema bohaterkami. Heather jest rozważna, przekonana w swoich poglądach. Natomiast Wendy jest jej nieco lekkomyślna, z gatunku tych osób, które najpierw działają, a potem myślą. Chce dobrze, jej cel z założenia jest wspaniały, lecz drogi do niego są bardzo kręte i pełne niebezpieczeństw. Dziewczynie jednak brak jest rozwagi, którą posiada jej przyjaciółka, oddziela się od grupy z założeniem, że jakoś to będzie i kiedy bardzo szybko dopadają ją problemy w głębi serca zaczyna powątpiewać w słuszność swojej misji, lecz swoisty upór sprawia, że nie zawraca z obranej drogi i idzie przed siebie. Dzięki temu czuje się w stosunku do niej sympatię, mimo iż zdarza się jej marudzić i narzekać na swój los.
W Wojnie pod pękniętym niebem nie ma elementów opisowych, zwalniających tempo akcji. Wydarzenia następują jedno po drugim, przez co od powieści trudno jest się oderwać. Duża ilość zwrotów w fabule dodatkowo potęguje napięcie, choć już nie w takim stopniu, jak to miało miejsce w pierwszych dwóch tomach. Co ciekawe, pojawiają się kolejne rodzaje Odmienionych, co niejako urozmaica lekturę. Z początku wydawało mi się, że autor nie będzie pod tym względem wprowadzał nowości, jako że różnorodnych potworów przewinęło się przez trylogię całe mnóstwo. A tu mamy kolejne i w pewnym sensie chyba najobrzydliwsze ze wszystkich.
Zakończenie trzeciego tomu jest otwarte. Nie wiem czy autor będzie kontynuował przygodę z Końcem Świata, bo ma ku temu możliwości, ale z drugiej strony dla mnie historia mogłaby pozostać taką, jaka jest. Epilog nie jest w typowo hollywoodzkim stylu, ma delikatny słodko-gorzki posmak i to niezmiernie mi się podoba, bo zazwyczaj rozwiązania powieści w stylu "i żyli długo i szczęśliwie" psują całą książkę, szczególnie, gdy utrzymana jest ona w klimacie postapokalipsy, jak jest do czynienia w tym przypadku.
Podsumowując: Wojna pod pękniętym niebem to dobre zakończenie trylogii. Choć ma zdecydowanie bardziej młodzieżowy charakter niż wcześniejsze części, to czyta się ją z równie dużą przyjemnością. Wciągająca fabuła i liczne zwroty akcji oraz powrót postaci znanych ze poprzednich tomów sprawia, że szkoda jest odłożyć powieść na półkę. Polecam!
Już na samym początku czytelnik wyczuje różnicę między obiema bohaterkami. Heather jest rozważna, przekonana w swoich poglądach. Natomiast Wendy jest jej nieco lekkomyślna, z gatunku tych osób, które najpierw działają, a potem myślą. Chce dobrze, jej cel z założenia jest wspaniały, lecz drogi do niego są bardzo kręte i pełne niebezpieczeństw. Dziewczynie jednak brak jest rozwagi, którą posiada jej przyjaciółka, oddziela się od grupy z założeniem, że jakoś to będzie i kiedy bardzo szybko dopadają ją problemy w głębi serca zaczyna powątpiewać w słuszność swojej misji, lecz swoisty upór sprawia, że nie zawraca z obranej drogi i idzie przed siebie. Dzięki temu czuje się w stosunku do niej sympatię, mimo iż zdarza się jej marudzić i narzekać na swój los.
W Wojnie pod pękniętym niebem nie ma elementów opisowych, zwalniających tempo akcji. Wydarzenia następują jedno po drugim, przez co od powieści trudno jest się oderwać. Duża ilość zwrotów w fabule dodatkowo potęguje napięcie, choć już nie w takim stopniu, jak to miało miejsce w pierwszych dwóch tomach. Co ciekawe, pojawiają się kolejne rodzaje Odmienionych, co niejako urozmaica lekturę. Z początku wydawało mi się, że autor nie będzie pod tym względem wprowadzał nowości, jako że różnorodnych potworów przewinęło się przez trylogię całe mnóstwo. A tu mamy kolejne i w pewnym sensie chyba najobrzydliwsze ze wszystkich.
Zakończenie trzeciego tomu jest otwarte. Nie wiem czy autor będzie kontynuował przygodę z Końcem Świata, bo ma ku temu możliwości, ale z drugiej strony dla mnie historia mogłaby pozostać taką, jaka jest. Epilog nie jest w typowo hollywoodzkim stylu, ma delikatny słodko-gorzki posmak i to niezmiernie mi się podoba, bo zazwyczaj rozwiązania powieści w stylu "i żyli długo i szczęśliwie" psują całą książkę, szczególnie, gdy utrzymana jest ona w klimacie postapokalipsy, jak jest do czynienia w tym przypadku.
Podsumowując: Wojna pod pękniętym niebem to dobre zakończenie trylogii. Choć ma zdecydowanie bardziej młodzieżowy charakter niż wcześniejsze części, to czyta się ją z równie dużą przyjemnością. Wciągająca fabuła i liczne zwroty akcji oraz powrót postaci znanych ze poprzednich tomów sprawia, że szkoda jest odłożyć powieść na półkę. Polecam!
Cykl Dom pod pękniętym niebem:
Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję
Wydawnictwu Zielona Sowa
Wydawnictwu Zielona Sowa


Czytałem tylko jedną książkę Mortki, było to fantasy "Martwe jezioro", z interesującą fabułę i całkowicie nieprzekonującym mnie stylem oraz językiem bohaterów. Odczucia mieszane, nigdy więcej nie miałem okazji go czytać, ale po pierwszą część tej trylogii mógłbym sięgnąć i się prezkonać
OdpowiedzUsuń"Martwe jezioro" mam na półce, ale jeszcze się za nie nie zabrałam. Mi osobiście bardzo podoba się jego styl. Możesz spróbować zapoznać się z trylogią albo sięgnąć po mój absolutny numer jeden, czyli "Morza Wszeteczne" :)
UsuńUwielbiam twórczość Mortki :)
OdpowiedzUsuńTo jest nas więcej ;)
UsuńZazdraszczam straszliwie... Znowu! CHyba się jednak zakradnę do Twojej biblioteczki :)
OdpowiedzUsuńTo miniemy się pod drodze, bo mam w planach wpadnięcie do Ciebie w celu bliższego..., hmmm..., zapoznania się z Twoimi książeczkami ;)
UsuńTo może po prostu weź ze sobę nowego Mortkę i wpadnij, spoję Cię moimi herbatkami i może uda mi się co nieco podwędzić ;)
UsuńNiecny plan... To kiedy mam wpaść? ;)
UsuńNie znam tej trylogii i raczej nie poznam, nie moje klimaty ;)
OdpowiedzUsuńWiem :) Ale kto wie, może kiedyś będziesz chciała spróbować zapoznać się z nią? Nigdy nic nie wiadomo ;)
Usuńbardzo jestem ciekawa Marcina Mortki jako autora! Z chęcią rozpocznę przygodę z pierwszą częścią serii. Fajnie, że są takie książki polskich pisarzy ;)
OdpowiedzUsuńMortka pisze rewelacyjnie :) Na tą chwilę czekam na jego powieść "Wyspy Plugawe" :)
UsuńNo nie i jak mogę nie wiedzieć o pojawieniu się tej części :) z tego co piszesz nie jest źle :) może i dobrze że to koniec bo co za dużo to niezdrowo :) nie mogę się doczekać kaidy wpadnie w moje łapki :)
OdpowiedzUsuńBo jakoś tak echa nie było przy okazji jej premiery... Nie wiem w sumie dlaczego, ale cieszę się, że mogłam ją przeczytać :)
Usuń