Jestem zmęczony, szefie...
Stephen King, Zielona Milatytuł oryginalny: The Green Mile
przekład: Andrzej Szulc
wydawnictwo: Albatros
data wydania: 29 lipca 2011 r.
liczba stron: 416
ISBN: 978-83-7659-654-9
okładka: miękka
W poprzedniej ankiecie akcji Pomóż Wiedźmie przeczytać książkę większością Waszych głosów zdecydowaliście, że moją następną lekturą powinna być jedna z najbardziej popularnych powieści Stephena Kinga, Zielona Mila. Powiem Wam, że dziwnie czyta się książkę, co do której zna się kolejność wydarzeń i, co ważniejsze, jej zakończenie. Ekranizację tej historii widziałam wielokrotnie i za każdym razem przeżywałam ją na nowo. Jak dla mnie jest to najsmutniejsza historia, jaka wyszła spod pióra tego autora.
Ameryka lat trzydziestych minionego wieku. Więzienie w Cold Mountain. Do celi śmierci śmierci w bloku E trafia John Coffey, olbrzymi Murzyn, skazany za zgwałcenie i zabicie dwóch ośmioletnich sióstr bliźniaczek. Wkrótce po jego przyjeździe na Zielonej Mili, jak nazywają swoje miejsce pracy strażnicy, zaczynają dziać się dziwne rzeczy...
Ameryka lat trzydziestych minionego wieku. Więzienie w Cold Mountain. Do celi śmierci śmierci w bloku E trafia John Coffey, olbrzymi Murzyn, skazany za zgwałcenie i zabicie dwóch ośmioletnich sióstr bliźniaczek. Wkrótce po jego przyjeździe na Zielonej Mili, jak nazywają swoje miejsce pracy strażnicy, zaczynają dziać się dziwne rzeczy...
– Śniłam o tobie – wyszeptała zdumionym głosem. – Śniłam, że błądzisz gdzieś w mroku, podobnie jak ja. Odnaleźliśmy się.
John Coffey milczał.
– Odnaleźliśmy się w mroku – powtórzyła.
Historię opisaną w Zielonej Mili czytelnik poznaje ze wspomnień Paula Edgecombe, naczelnego strażnika na bloku E, gdzie osadzano więźniów z wyrokami śmierci. Za jego sprawą odbiorca poznaje zarówno historię samej placówki w Cold Mountain, jak i rutynę pracy strażnika więziennego. Choć bardzo często to, co się dzieje na bloku wiąże się z ryzykiem i zagrożeniem życia, kiedy do celi śmierci trafia psychopatyczny i przez to niezwykle niebezpieczny straceniec. Nawet wtedy trzeba trzymać się regulaminu, aczkolwiek pozwala on na podejmowanie pewnych akcji mających na celu utemperowanie więźnia.
Choć narratorem powieści jest wspominany już szef Edgecombe, to głównym bohaterem powieści jest John Coffey, ogromny Afroamerykanin skazany na karę śmierci za zgwałcenie i zamordowanie dwóch dziewczynek. Kiedy zostaje przywieziony do Cold Mountain sprawia na strażnikach piorunujące wrażenie. Jest olbrzymi, bez problemu poradziłby sobie z nimi nawet zakuty w kajdanki, lecz zachowuje się jak trusia. Coffey jest cichy, spokojny, można nawet rzec, że nieśmiały. Zupełnie nie pasuje do opisu brutalnego gwałciciela i mordercy. Jego postać intryguje szefa strażników, który korzystając z wolnych chwil w pracy stara się dowiedzieć o nim czegoś więcej.
Obok Coffey’a i Edgecombe’ego istotną rolę dla rozwoju fabuły stanowią pozostali bohaterowie Zielonej Mili, w szczególności więźniowie Eduard Delacroix i William Whatron oraz strażnik Percy Wetmore i... Pan Dzwoneczek, mysz, którą opiekował się Francuz. Del jest raczej nieszkodliwym skazanym, który jeszcze przed wydaniem wyroku żałował swoich czynów. Wharton z kolei jest niebezpiecznym psychopatą, ślepo zapatrzonym w postać Billy’ego Kida. Z kolei Percy Wetmore jest bezmyślnym, pysznym i brutalnym idiotą, który jest przekonany o swojej nietykalności. Pracę na bloku został tylko dzięki rodzinnym koneksjom. Już od samego początku swojej kariery jest wrzodem na tyłku dla współpracowników, pragnących jedynie tego, by Percy się wyniósł z Zielonej mili. Jak dla mnie King stworzył jednego z najbardziej antypatycznych bohaterów świata literatury. W Wetmorze nie ma nic, co mogłoby sprawić, że poczuje się do niego chociażby iskierkę sympatii. Każde jego słowo czy działanie budzą niechęć w czytelniku.
Jestem strasznie zmęczony bólem, który słyszę i czuję, szefie. Zmęczony tym, że ciągle wędruję, samotny jak drozd na deszczu. Nie mając nigdy żadnego kumpla, z którym mógłbym wędrować i który powiedziałby mi, skąd, dokąd i po co idziemy. Jestem zmęczony tym, że ludzie są dla siebie niedobrzy. To boli, jakbym miał w głowie potłuczone szkło. Jestem zmęczony tym, że nie zawsze mogłem pomóc. Zmęczony ciemnością. Czuję głównie ból. Jest go za dużo. Gdybym mógł z tym skończyć, zrobiłbym to. Ale nie mogę.
King w ciekawy sposób oddał atmosferę lat trzydziestych dwudziestego wieku, zarówno pod kątem kulturalnym, jak i społecznym. Dużo miejsca poświęcił zjawisku rasizmu i wymiaru sprawiedliwości wobec osób czarnoskórych, co dobitnie podkreślają słowa zastępcy szeryfa McGee dotyczące tego, że nawet jeśli skazany Murzyn jest niewinny, to i tak zostanie na nim wykonany wyrok śmierci. Innym aspektem, do którego niejednokrotnie wraca w książce jest zjawisko nepotyzmu, co dobitnie podkreśla postać Percy’ego Wetmore’a. Osadzanie na odpowiedzialnych stanowiskach krewnych i znajomych, nieposiadających odpowiednich uprawnień i cech charakteru, może być przyczyną wielu kłopotów, a nawet tragedii.
Zieloną Milę czyta się szybko, choć brak chronologii w początkowych rozdziałach nieco utrudnia ułożenie sobie wydarzeń po kolei. W dalszej części powieści sytuacja się już normuje i jedyne elementy retrospekcji stanowią opisy z czasów współczesnych dla narratora, Paula Edgecombe’a, przebywającego w domu spokojnej starości.
Każdy musi umrzeć, wiem, że od tej reguły nie ma wyjątku, ale czasami, Boże mój, Zielona mila jest taka długa.
Książka została napisana typowym dla Kinga rozwlekłym stylem. Szczegółowy, opisowy, z celnymi dialogami. Przy Zielonej Mili czytelnik się nie nudzi, a wręcz przeciwnie, niecierpliwie czeka na rozwój wydarzeń, chcąc jak najszybciej się dowiedzieć co stanowi naturę Johna Coffey’a. Przyznam szczerze, że choć wiedziałam jak się ta historia skończy, to mimo to przeżywałam ją. To tragiczna opowieść o cudzie, krzywdzie i niesprawiedliwości, a także o bólu i bezsilności. W pewien sposób piękna i nadzwyczajna, choć jej tematyka wcale taka nie jest. Polecam!
Książka przeczytana w ramach akcji Pomóż Wiedźmie przeczytać książkę.

Bardzo, bardzo chcę przeczytać tę książkę.
OdpowiedzUsuńJeśli jeszcze nie znasz tej historii, chociażby z filmu, to czekają Cię spore emocje.
UsuńCzytałam ją podobnie jak Ty po obejrzeniu ekranizacji, ale mimo to emocji w trakcie lektury nie brakowało. :)
OdpowiedzUsuńDomyślam się, że za każdym razem lektura "Zielonej Mili" wywołuje te same emocje :)
Usuń"To tragiczna opowieść o cudzie, krzywdzie i niesprawiedliwości, a także o bólu i bezsilności."
OdpowiedzUsuńI właśnie dlatego nie przeczytam :)
A ja myślę, że z tego właśnie powodu powinnaś przeczytać :)
UsuńNie, nie i jeszcze raz nie. Ja będę wypruta przez kolejny miesiąc, będę płakać za każdym razem jak przypomnę sobie tego wielkie Murzyna o gołębim sercu. NIE!
UsuńZainstaluj Disqusa, bo prześladowanie Cię bez niego jest niesamowicie trudne.
Ale jakże emocjonujące! Nigdy nie wiesz co i gdzie napiszę :P
UsuńWidziałam film, a i książkę mam w planach
OdpowiedzUsuńSuper :)
UsuńDawno temu widziałam tylko film, książkę też koniecznie muszę przeczytać!
OdpowiedzUsuńJeśli nie chcesz jej kupować, to myślę, że bez problemu powinnaś znaleźć ją w bibliotece :)
UsuńUwielbiam, i książkę, i film! Coś niesamowitego.
OdpowiedzUsuńAle ale, co ja paczę, że Ty czytasz? :DDD
Dobrze paczysz :D "Królowie przeklęci" na tapecie! :D
UsuńKurczę, narobiłaś mi ochoty, żeby ją odświeżyć, chociaż znowu pewnie strasznie będę ją przeżywać...
OdpowiedzUsuńTo jest jedna z tych książek, gdzie w trakcie lektury ma się ochotę sprawić, by w jakiś sposób jej bohaterowie mogli usłyszeć, co się do nich mówi...
Usuń"Zielona mila" cały czas czeka na półce, a ja jestem jej tym bardziej ciekawa, że nie czytałam jeszcze żadnej książki Kinga...
OdpowiedzUsuńSkoro jeszcze nic Kingowego nie czytałaś, to "Zielona Mila" powinna być idealna na początek :)
UsuńPłakałaś na koniec? Jeśli nie, to się nie liczy, czytaj jeszcze raz :P
OdpowiedzUsuńNie płakałam, ale było mi cholernie smutno. Samo to, że czytałam gdzieś tak do 1:30 w nocy i choć rano miałam problemy, by wstać, to nie żałowałam tej nieprzespanej nocy.
UsuńJak mogłaś nie płakać?! Jesteś bez serca! Możesz nie płakać nad ludźmi ze swiata realnego, ale jak możesz nie płakać nad cudownym wielkoludem?! Ty jesteś chyba jakim robotem... bez uczuć robotem, bo nawet roboty mają uczucia.
UsuńNie płakałam przy książce, bo płakałam na filmie... :(
UsuńJa też :( Ja też płakałam na filmie. Chociaż płacz to zapewne mało powiedziane XD
UsuńZasmarkałaś się z emocji po prostu ;)
UsuńByłaś przy tym?! Nie mów tylko nikomu :)
UsuńCoffey to jeden z najlepszych bohaterów wykreowanych przez Kinga. :)
OdpowiedzUsuńChoć jeszcze nie poznałam wszystkich, to zgadzam się z Tobą w 100% :)
Usuńhistoria, która do mnie trafia. Dawno dawno temu jak nie wiedziałam, że książkę napisał King byłam w szoku gdy odkryłam, że facet co napisał Miasteczko Salem stworzył Zieloną Milę i Skazanych... ;)
OdpowiedzUsuńTak, trzeba przyznać, że to całkowicie skrajne pomysły :)
UsuńOglądałam jedynie film. Ale planuje przeczytać książkę ;)
OdpowiedzUsuńWidziałam kiedyś film :)
OdpowiedzUsuńOczywiście obejrzałam film i to wiele razy, bardzo go lubię... książki nie czytałam, ale obiecałam sobie, że kiedyś poznam tę historię czytając książkę :))
OdpowiedzUsuńOczywiście obejrzałam film i to wiele razy, bardzo go lubię... książki nie czytałam, ale obiecałam sobie, że kiedyś poznam tę historię czytając książkę :))
OdpowiedzUsuń