
Cenić chaos to cenić życie
Joel Shepherd, Sashatytuł oryginalny: Sasha
przekład: Jakub Steczko
cykl: Próba krwi i stali tom 1
wydawnictwo: Jaguar
data wydania: 8 maja 2013 r.
liczba stron: 680
ISBN: 978-83-7686-175-3
okładka: miękka
Zanim sięgnęłam po Sashę, nazwisko Joela Shepherda było mi całkowicie nieznane. Ten pochodzący z Australii pisarz jest autorem sześciotomowego cyklu powieści science fiction, Cassandra Kresnov, który nie został wydany w naszym kraju. W Polsce czytelnicy mogli zapoznać się z jego prozą dopiero wraz z ukazaniem się drugiej serii książek, tetralogii Próba krwi i stali.
Z pochodzenia Sashandra jest księżniczką, córką panującego nad Lenayin króla Torvaala, lecz nie ma to dla niej większego znaczenia. Od ponad dwunastu lat wiedzie życie z dala od dworu, w spokojnym miasteczku Baerlyn, jako uczennica legendarnego wojownika Kessligha Cronenverdta. Jej dni wypełnia nauka svaalverdu – niezwykle wymagającej sztuki walki pochodzącej z Saalshenu – połączona z zagłębianiem się w filozofię Nasi-Kethu i opieką nad końmi. Jednakże coraz więcej znaków wskazuje na to, że jej bezpieczne i pozbawione niepokojów życie ulegnie całkowitej zmianie. Wszystko przez narastające napięcie między dwoma najważniejszymi grupami wyznaniowymi: verentyjczykami i goeren-yai. Nadciąga wojna, a przeznaczenie pchnie Sashę w centrum wydarzeń...
Gdybyś jak ja, widziała tak wielu ludzi zabitych, a wszystko z tego powodu, że jeden wierzy w to, a drugi w tamto, nie uważałabyś tego za tak nieszkodliwe. Opowieści i legendy są zabawne, ale przekonania, Sasho, przekonania bywają niebezpieczne. Uważaj, w co wierzysz, wiara bowiem jest znacznie groźniejsza od mieczy.
Sasha to tom rozpoczynający tetralogię high fantasy zatytułowaną Próba krwi i stali. Wśród rekomendacji zamieszczonych na okładce książki przeczytać można o jej podobieństwie do bestsellerowej sagi Pieśń Lodu i Ognia George’a R.R. Martina. Przyznam szczerze, że podobne porównania drażnią mnie tym, że marketingowcy próbują zbudować sobie grono odbiorców, bazując na popularności innego cyklu fantasy. Ale marketing rządzi się swoimi prawami, a czytelnicy pokochają książkę bez względu na to czy jest zbliżona stylem do innej.
Głównym motywem przewijającym się przez całą powieść – a prawdopodobnie i cykl – jest wojna na tle religijnym i to, jakie szkody może wyrządzić. W Lenayin, gdzie rozgrywa się akcja Sashy, dominują dwa wyznania. Goeren-yai oddają cześć dawnym duchom, związanym z naturą. Wiara ta praktykowana jest przede wszystkim przez ludność zamieszkującą tereny wiejskie. Po drugiej stronie stoją pochodzący głównie z miast verentyjczycy, wyznający wiarę w bogów nizinnych. Istnieje też i trzecia droga, Nasi-Keth, kierujący się filozofią pochodzącą z odległego Saalshenu. Jest to religia unikająca konfliktów, opierająca się na doświadczeniu, nie kanonach wiary. Goeren-yai stanowią mniejszość wśród rządzących poszczególnymi prowincjami, zaś verentyjscy lordowie w imię obrony swojej świętej religii pragną wytępić „pogan”. Zadanie to wydaje się o tyle łatwe, że czczący duchy są z różnych powodów ze sobą skłóceni i trudno byłoby im zjednoczyć się w obliczu niebezpieczeństwa.
Kontrast, kiedy stali tak obok siebie, zmroził Sashy krew w żyłach; oto dwie połówki Lenayin, verentyjczycy oraz goeren-yai, rozdzieleni podobnie morderczą nienawiścią. Módl się, aby ten płomień nie rozniósł się na cały kraj. Módl się, pomyślała, do bogów lub duchów; którzykolwiek raczą posłuchać.
Już od samego początku powieści czytelnik zasypywany jest całym mnóstwem imion, nazwisk i innych nazw własnych. Choć na wstępie książki autor umieścił mały glosariusz dotyczący postaci, to nie do końca jest on pomocny. Owszem, pomaga się rozeznać w tym, kto jest kim, ale nie znajdzie się w nim wielu słów, które pojawiają się w tekście. Z czasem można domyślić się ich znaczenia, ale między innymi z tego powodu pierwsze strony nie sprawiają, że lektura jest łatwa i przyjemna.
Fabuła Sashy rozwija się szybko i jest w niej dużo zwrotów akcji, lecz muszę przyznać, że początkowe rozdziały w ogóle mnie nie wciągnęły. Dopiero w okolicach sto pięćdziesiątej strony historia zaczęła mnie żywo interesować. Wątki poboczne zaczęły się rozrastać, a rozliczne intrygi gmatwać. O ile początkowo często odkładałam książkę na bok, tak później trudno było mi się od niej oderwać. Dodatkowym plusem jest też w mojej opinii mnogość scen walki. Są niezwykle dynamiczne i nie sprawiają wrażenia wtórności, jak to bywa w niektórych lekturach. Opisy scen batalistycznych są plastyczne, naturalistyczne i krwawe.
Wszystko z powodu idiotycznej świętej wojny za wiarę, której połowa mieszkańców Lenayin nie wyznawała. A także ponieważ jej biedni ukochani poganie naprawdę stanowili skłóconą zgraję, dokładnie tak jak twierdzili wielmoże.
Przydałoby się napisać jeszcze kilka słów o tytułowej bohaterce. Sasha jest pyskata, momentami uciążliwa i nieco egoistyczna, lecz przy tym odważna, oddana i lojalna. Urodziła się jako verentyjka, większość swojego życia spędziła wśród goeren-yai, sama zaś podąża ścieżkami Nasi-Kethu. Nie chce pogodzić się z tym, że Lenayin pogrąża się w wojnie domowej, której podłożem jest religia. Widzi, jakie zagrożenie niesie ze sobą poszerzająca się władza arystokracji oraz obawia się wynikających z tego konsekwencji. Sasha ma trudny charakter, jest pełna sprzecznych emocji, które raz po raz budzą w niej wewnętrzne konflikty.
Podsumowując: Sasha to powieść dobra. Choć początkowo mnie nie wciągnęła, to później, wraz z rozwojem akcji, wzbudziła moje zainteresowanie. Pierwszy tom serii Próby krwi i stali jest ciekawie skonstruowany i wielowątkowy, co tylko zachęca do sięgnięcia po kolejne części cyklu, które zapewne w swojej treści rozwijać będą rozpoczęte w Sashy motywy. Zapowiada się intrygująco.
Cykl Próba krwi i stali:
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję
portalowi eFantastyka.pl!

Widzę, że to cechy takie typowe dla high fantasy - skomplikowane nazwy własne i trudne przebrnięcie przez początek :P Podoba mi się temat wojny na tle religijnym, do tego mój ulubiony gatunek - z chęcią ją przeczytam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
http://magiel-kulturalny.blogspot.com/
Często z nazwami własnymi mam tak, że jak są długie i trudne do wymówienia, to sobie je "przerabiam" na swój sposób. Tylko potem muszę pamiętać, by ich nie przekręcić, kiedy zabieram się za pisanie recenzji ;)
UsuńSeria zapowiada się całkiem interesująco :). Chętnie bym ją poznała.
OdpowiedzUsuńPolecam, może akurat Ci się spodoba :)
UsuńNie należę do osób, które zniechęcają się po kilku stronach, czasami do końca liczę na jakieś wow. Niestety nie zawsze się tego doczekuję. :)
OdpowiedzUsuńA serię będę miała na uwadze.
Też spotkałam się z takimi książkami, co do których liczy się, że coś się stanie na tej ostatniej stronie, w ostatniej linijce tekstu. I klapa :)
UsuńAle "Sasha" jednak ma swoje momenty. Trzeba tylko do nich doczekać ;)
680 stron, to jakieś przegięcie XD Do tego jakaś wojna na tle religijny,... ja pasuję.
OdpowiedzUsuńA co jeśli Ci powiem, że teraz czytam książkę, która liczy sobie ponad 800 stron? :P
UsuńA ma chociaż jakieś obrazki? Jak nie, to powiem Ci tylko tyle:
Usuńwszystkie dzieci nasze są...
Tak się składa, że nie ma. Taki dziwny zbieg okoliczności.
Usuń