Historia nas oceni
Piotr Głuchowski i Marcin Górka, Karbalawydawnictwo: Agora S.A.
data wydania: 20 sierpnia 2015 r.
liczba stron: 384
ISBN: 978-83-268-2267-4
okładka: broszurowa ze skrzydłami
Kiedy w 2003 roku polscy żołnierze wylecieli do Iraku, w mediach panowała opinia, że jest to misja stabilizacyjna. PKW Irak objęło dowództwo nad pięcioma prowincjami: Babil, Wasit, Al-Nadżaf, Al-Kadisijja i Karbala. Misjonarze mieli patrolować wyznaczone tereny, pomagać w przywracaniu porządku politycznego oraz szkolić iracką policję i wojsko. Nie było mowy o regularnych walkach. Wszak to misja stabilizacyjna. W jej trakcie polscy żołnierze stanęli do walk przeciwko rebeliantom. Ich symbolem była obrona City Hall w Karbali.
Karbala autorstwa Piotra Głuchowskiego i Marcina Górki jest zapisem wspomnień żołnierzy, którzy brali udział w misji stabilizacyjnej w Iraku. W książce zostały opisane wydarzenia rozgrywające się w latach 2004–2008 w Iraku. Ostatnie rozdziały dotyczą obecności polskich żołnierzy w Afganistanie. Treść publikacji została oparta na wypowiedziach weteranów, którzy w tamtych latach przebywali w Iraku. Najwięcej jest w niej wspomnień podpułkownika Grzegorza Kaliciaka – wówczas w stopniu kapitana – dowódcy obrony City Hall. Oprócz niego licznie wypowiadają się żołnierze poszczególnych zmian, którzy byli na misji w Iraku. Ich słowa pokazują brutalną prawdę o wojnie. Było ciężko, trudno, krwawo.
Tak było w Somalii, wcześniej w Wietnamie i tak jest tutaj. Najpierw błędy robią politycy. Potem generałowie. Później żołnierze lądują po uszy w gównie i wtedy nadchodzi czas na bohaterskie czyny, które staną się kanwami i książek, i filmów.
To, co rzuca się czytelnikowi w oczy już na samym początku lektury, to przepaść technologiczna i mentalna między wojskiem polskim a amerykańskim. Polscy misjonarze nie mieli pojęcia jak wygląda współczesna wojna, walka z terrorystami w gęsto zabudowanym pustynnym mieście. Nie byli do niej w żaden sposób przygotowani. Większość żołnierzy widziała w wyjeździe do Iraku szansę dorobienia, myśląc przy tym, że służba będzie przypominała misje-wczasy, jakie miały miejsce na przykład w Libanie. Szybko jednak okazało się, że w okupowanym Iraku czeka ich prawdziwa walka.
Sprzęt, w większości pamiętający jeszcze czasy radzieckie, był przestarzały i na szybko dostosowywany do warunków, jakie panują w Iraku. Tarpany zmieniły się w Honkery, które nie miały nawet porządnego opancerzenia, lecz miały na wyposażeniu łopaty do odśnieżania i zwykłe gaśnice samochodowe, które w przypadku wybuchu miny nie nadają się do niczego. Ciekawostka: Amerykanie widząc ten sprzęt wojskowy, stwierdzili, że Polacy muszą mieć jaja ze stali, że nie boją się wyjeżdżać na patrole w tych maszynach; oni sami wszak mieli do użytku dobrze opancerzone humvee.
Zespół stresu pourazowego – taką diagnozę wojskowi lekarze postawili między innymi siedmiu obrońcom City Hall. Jeden z ciężej chorych – kapral, zwiadowca – został niedawno zawieziony do zamkniętego szpitala psychiatrycznego, gdzie biega w piżamie od okna do okna, wypatrując nadciągających partyzantów.
Sama obrona City Hall została poprzedzona porannymi krwawymi zamachami, jakie miały miejsce w trakcie święta Aszury w 2004 roku. Zaś w nocy terroryści przypuścili atak na ratusz w Karbali, który był symbolem nowej władzy. Ciemną nocą Polacy ruszyli wspomóc irackich policjantów, broniących budynku. Był to dla nich pierwszy sprawdzian, pierwsza prawdziwa walka w mieście. Musieli stawić czoło przerażeniu, a także walczyć z własnym sumieniem, kiedy celując w stronę rebeliantów, raz za razem pociągali za spust. Polscy żołnierze musieli poradzić sobie z wieloma przeciwnościami i choć w końcu zwyciężyli i nie oddali City Hall w ręce rebeliantów, to o ich odwadze przez lata było cicho. W końcu była to misja stabilizacyjna. Niektórzy za udział w walce zapłacili za to wysoką cenę...
Karbala to nie tylko opowieść o największej walce polskich żołnierzy od czasu zakończenia II wojny światowe. To również w dużej mierze zapis konsekwencji, jakie spotkały misjonarzy i ich bliskich. Zespół stresu pourazowego, zniszczone życie rodzinne, rozwody i rozpady związków. Poważne rany na duchu i ciele. Kalectwo i śmierć. Autorzy wspominają każdego z dwudziestu dwóch poległych polskich żołnierzy.
Ostatnie rozdziały publikacji poświęcone są udziałowi polskich żołnierzy w misji w Afganistanie. Nie są już tak rozległe jak te dotyczące działań w Iraku, ale pokazują, że nasi misjonarze wynieśli stamtąd dużo doświadczenia. Przełożyło się ono na zrozumienie współczesnego pola walki, a także lepszym wyposażeniu. Mimo to straty w ludziach nadal są. Do lata bieżącego roku w Afganistanie zginęło czterdziestu czterech polskich żołnierzy.
Człowiek może odejść z wojska, ale wojsko z człowieka nie odejdzie nigdy.
Karbala została napisana przystępnym językiem. Choć występuje w niej sporo zwrotów wojskowych, to czytelnikowi nieobytemu z terminologią militarystyczną bardzo łatwo jest się do nich przyzwyczaić. Rozdziały opisujące obronę City Hall są dynamiczne i pełne emocji. I bardzo naturalistyczne. Osoby wrażliwe mogą poczuć się nieswojo czytając o rozerwanych i rozczłonkowanych zwłokach rebeliantów, leżących na stosach w centrum miasta. To nie film, taka jest wojna...
Teraz to, co najważniejsze: autorzy nie oceniają ani wydarzeń, jakie miały miejsce, ani żołnierzy w nich uczestniczących. Przedstawiają wszystko tak, jak zostało im to opowiedziane przez weteranów, którzy po latach wrócili pamięcią do tamtych chwil, kiedy przebywali w Iraku. Niestety, szczegóły się zatarły, lecz mimo to ich relacje są bardzo dokładne i szczegółowe.
Plusem publikacji są fragmenty opisujące historię Iraku. Pomagają one zrozumieć czytelnikowi obecną sytuację panującą w tamtej strefie. Wspomniane zostają również sylwetki osób, które sprawowały władzę w Iraku: Husajna i Al-Sadra. Ponadto w Karbali zamieszczono sporą ilość zdjęć: żołnierzy, miasta po ataku, płonących pojazdów, co potęguje emocje, jakie płyną z lektury. Wewnętrzną część okładki zdobią mapy, które pomogą rozeznać się w topografii miasta i regionu. Przydają się w określonych fragmentach opowiadanej historii.
Podsumowując: Karbala to publikacja mocna, momentami brutalna, a przy tym szczera do bólu. U czytelników może budzić skrajne emocje, w zależności od tego, jakie jest ich nastawienie do wojny i udziału polskiego wojska w misjach na Bliskim Wschodzie.
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję
Wydawnictwu Agora S.A.!

Uwielbiam taką prozę! Jest ona tak oderwana od naszej rzeczywistości, tak niewiarygodna, a zarazem przecież prawdziwa, że zawsze uderza mnie ten kontrast i kiedy tylko mam okazję, sięgam po książki ukazujące inne jej oblicze.
OdpowiedzUsuńDokładnie. Wszystko, co zostało opisane w tej książce, zdarzyło się naprawdę. Tyle tylko, że opinia publiczna poznała te fakty po latach...
UsuńZupełnie nie moja tematyka, ale może kiedyś po tę książkę sięgnę. Po to, by lepiej zrozumieć co się wówczas działo w Iraku i co nasi rodacy musieli przejść skoro jak zawsze byli niedoposażeni.
OdpowiedzUsuńmam praktycznie identyczne zdanie. Choć to nie moja tematyka, to warto takie rzeczy wiedzieć, bo otrzymujemy wiele sprzecznych informacji - niestety;) Pozdrawiam ciepło!
Usuń@Dominika: "Karbala" pomoże nie tylko zrozumieć co się działo tam 10 lat temu, ale też dlaczego wydarzenia potoczyły się tym torem. Wszystko dzięki fragmentom dotyczącym historii Iraku, w których została wspomniana też geneza konfliktu między szyitami a sunnitami.
Usuń@Marta: W przypadku wydarzeń w City Hall w Karbali opinia publiczna nie otrzymywała praktycznie żadnych informacji. Czasami tylko PAP coś podał, jakiś strzęp wiadomości, z których nie zawsze wszystko było jasne.
O jacie, muszę tę książkę zdobyć! Znam kogoś, kto służył wtedy w Iraku. Ostatnio czytałam coś podobnego "Snajper"Chrisa Kyla i bardzo mi się spodobała, ale była o amerykańskich Navy SEAL, miło będzie poczytać coś o polskich siłach specjalnych :))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :*
Latające książki
Tam nie było naszych "specjalsów" tylko zwykli żołnierze. Kilka dni temu skończyłem czytać i powiem, że to bardzo dobra książka i szkoda, że tak niewiele pozycji ukazuje się o polskim wojsku, bo tymi "amerykańskimi" to już jestem przesycony.
Usuń@Yelle: W "Karbali" nie przeczytasz o Gromie czy Formozie. W walkach brali udział zwykli żołnierze. O polskich oddziałach specjalnych przeczytasz w książkach takich, jak: "Grom.pl", "Przetrwać Belize" i wiele innych. Całkiem sporo jest ich na rynku :)
Usuń@Krzysztof: Powinniśmy doprecyzować: GROM był w tamtych latach w Iraku, tyle tylko, że pomagał amerykańskim siłom specjalnym. Wraz z Navy SEALs działali m.in. w trakcie I bitwy o Faludżę.
Ostatnio częściej po takie książki sięgam. Chętnie przeczytam, by poszerzyć swoją wiedzę na ten temat :)
OdpowiedzUsuńCieszy mnie to :)
UsuńTo taki trochę żart losu, że po latach Agora wydaje książkę w gruncie rzeczy potępiającą interwencję w Iraku, gdy wówczas Michnik pisał artykuły wskazujące na konieczność podjęcia takich działań... Naczytałem się o tym Iraku cholernie dużo, ale napisałaś na tyle wyczerpującą opinię, że nie mam raczej nic do dodania. Brak uzbrojenia, słabe wyszkolenie na potrzeby tego rodzaju działań, idiotycznie sprecyzowane cele operacji, a co równie istotne - kompletnie niewykorzystane możliwości ekonomicznego rozwoju płynące z kontraktów na odbudowę Iraku - głupota, jedna wielka głupota.... ;(
OdpowiedzUsuńPlusem książki jest to, że nie ma w niej ani potępienia misji, ani wychwalania decyzji o zaangażowaniu się w interwencję. To w gruncie rzeczy wspomnienia żołnierzy.
UsuńPonadto wspomniane w niej zostały kontrakty na odbudowę. Tyle tylko, że wszystko było tak rozciągnięte w czasie, tak sztucznie wydłużane, że wielu zainteresowanych po prostu się wycofało.
Książkę posiadam, ale zapał na jej przeczytanie minął. Coś czuję, że będę się przy niej tylko wkurwiać. Wysyłać żołnierzy w miejsce gdzie panuje wojna z przestarzałym sprzętem... w sumie już mam wkurwa.
UsuńTo miała być misja stabilizacyjna, nikt nie mówił o walkach. Nasi żołnierze po prostu widzieli w wyjeździe możliwość dorobienia, wierząc w to, że będzie podobnie jak kilka lat wcześniej w Libanie. Zresztą, przeczytasz tę książkę. Ja to wiem.
UsuńOczywiście, że przeczytam XD Ja nie mówię tu o żołnierzach, tylko o tych co ich wysłali. To tak jakby wysłać ludzi do lasu pełnego wilków, bo mają tylko sobie po nim chodzić i uzbroić ich w koszyki na grzyby... Ludzie, którzy idą do tego lasu mogą nie zdawać sobie z tego sprawy, ale ci co zorganizowali wycieczkę, już tak.
UsuńPowiem tak: nasi misjonarze, przed wyjazdem do Iraku, byli "szkoleni" przez członków amerykańskiej Gwardii Narodowej. Wielokrotnie pytali się ich jak tam jest. Jedyną odpowiedzią jaką usłyszeli było: "Przekonacie się o tym sami".
UsuńNie żebym usprawiedliwiała elity władzy. Po prostu czasem bywa tak, że przepływ informacji jest ograniczony z jednej lub z drugiej strony. Tak było również w tym przypadku.
Ale powiem Ci, że nasi żołnierze, wysłani do lasu pełnego wilków i uzbrojeni tylko w koszyki na grzyby, przetrwaliby. Tego właśnie uczono ich wcześniej: jak przeżyć w lesie :) Dopiero wyjazd do Iraku zweryfikował poglądy dowództwa na temat nowoczesnej wojny i walki z terroryzmem.
Po książkę na pewno sięgnę, bo taka tematyka mnie niezmiernie interesuje, w planach mam również film - miałam nawet iść do kina, ale w terminie jakim go puszczono w mieście, nie było mnie w domu ;/
OdpowiedzUsuńZdecydowanie nie moja bajka ;)
OdpowiedzUsuń