Nie ma bata na Wywijasa
Marcin Mortka, Wyspy Plugawecykl: Morza Wszeteczne tom 2
wydawnictwo: Uroboros
data wydania: 21 października 2015 r.
liczba stron: 416
ISBN: 978-83-280-2128-0
okładka: miękka
Na drugi tom serii Morza Wszeteczne
czekałam już od momentu, gdy przeczytałam jej pierwszą część. Pirackie
przygody kapitana Rolanda Wywijasa i jego specyficznej załogi szalenie
przypadły mi do gustu. Kiedy po wielu dniach oczekiwania trzymałam
wreszcie w rękach Wyspy Plugawe, wiedziałam, że czeka mnie kilka godzin wspaniałej rozrywki. Moje oczekiwania spełniły się pod każdym względem.
Pobyt
w Piekle nie służy każdemu. Przekonał się o tym kapitan Roland Wywijas,
który po zakończonej wojnie aniołów z demonami przebywał na swoistych
wczasach w tamtych okolicach. Gdy z radością i pewną rewelacyjną nowiną
wrócił na Wyspy Rozpustne, zobaczył, że jego załoga do reszty
zdziadziała, znaczy się – rozleniwiła. Kiedy wreszcie Rolandowi udaje
się tchnąć pirackiego ducha w swoich kompanów, zabierają się do roboty,
która przede wszystkim dotyczy dwóch spraw: jak uwolnić kapitana od
podpisanego cyrografu oraz dowiedzieć się, co takiego planują diabły. Bo
po co byłby im potrzebny okręt podwodny z bonusem w postaci ośmiornica
Dyszelka (rodzaj męski!) i załoga szaleńców do przeprowadzania działań
lądowo-dywersyjnych?
Stęskniłam
się za Rolandem i jego kompanami. Brakowało mi duchów Baobaba, stukotu
racic Grzmota, falbanek Julii i niejednoznacznego oblizywania się w
wykonaniu Berbelucha oraz samego Wywijasa, którego spokojna postawa
sugeruje, że za chwilę rozpęta się piekło na ziemi... No właśnie,
Piekło. Diabelskie sprawy i interesy stanowią główną oś fabularną Wysp Plugawych.
Roland tuż po powrocie z Piekła podejmuje starania mające na celu
uwolnienie go od podpisanego cyrografu, według którego na okres
najbliższych trzynastu miesięcy został mianowany dowódcą pierwszego w
historii okrętu podwodnego, wyposażonego w nowoczesną (czytaj: będącą w
fazie testów) aparaturę. Diabły na pewno coś szykują i kapitan Wywijas
musi się tym zająć, tym bardziej że sprawa dotyczy jego pirackiej
wolności i duszy!
Bardzo
spodobał mi się obraz Piekła, jaki autor przedstawił swoim czytelnikom.
Biurokracja na najwyższym szczeblu, aktywnie działające skupy dusz i
zarządzanie diabelskim przedsiębiorstwem w sposób właściwy wielkim
korporacjom. Trzeba przecież wypełnić niszę, jaka pozostała po aniołach i
demonach, a kto inny nadawałby się do tego lepiej niż diabły i spółka? W
końcu ktoś musi zadbać o ludzkie dusze, które zresztą są „tylko całkiem zbytecznym dodatkiem do wspaniałego charakteru”. Dodatkiem, za który Piekło jest w stanie sporo zapłacić. I jak tu się nie skusić?
Na
kolejnych stronach powieści czytelnik spotyka znane już twarze
Mandragora, Berbelucha, Wierzbaka i innych kamratów Rolanda, choć losy
poszczególnych bohaterów ujawniane są stopniowo. Niektórzy z nich
wracają dopiero w połowie książki, inni pod sam jej koniec. Ale są.
Wszyscy. A oprócz nich pojawiają się nowe postaci, równie barwne jak
załoga kapitana Wywijasa. Muszę przyznać, że autor pod tym względem
wykazał się ogromną pomysłowością, tworząc kolejnych bohaterów o
unikalnym charakterze. Nieważne czy pojawiają się na stronach powieści
na chwilę, czy też zostaną na dłużej, biorą faktyczny udział w
rozgrywających się wydarzeniach i wpływają na zachowania innych postaci.
Muszę jednak
przyznać, że brakowało mi okrętu Błędny Rycerz i blaszanego stewarda.
Ten ostatni co prawda pojawił się na chwilę w Wyspach Plugawych i cały czas miałam nadzieję na więcej fragmentów z jego udziałem, ale tych, niestety, brakło.
Fabuła Wysp Plugawych
nie jest przesadnie rozbudowana, jej oś dotyczy w sumie dwóch spraw, o
których już wcześniej wspomniałam: uwolnienia Rolanda od zapisów
cyrografu oraz pokrzyżowania planów diabłów – jakiekolwiek by nie były.
Niemniej jednak akcja powieści jest bardzo szybka, jedno wydarzenie goni
następne, poprzedzane zazwyczaj
śmiałym/ryzykownym/niebezpiecznym/niemożliwym do wykonania/samobójczym
(wybierz właściwe) planem Rolanda. A im bliżej końca, tym bardziej ona
przyspiesza, co na dobrą sprawę wydaje się niemożliwe, ale tak właśnie
jest. Książkę przepełniają elementy humorystyczne, zarówno w dialogach,
jak i opisach oraz finezyjne, soczyste pirackie przekleństwa, które, co
ważne, wcale nie drażnią uszu, lecz wzbudzają uśmiech na twarzy. Dzięki
temu naprawdę trudno odłożyć książkę na bok choć na chwilę. Język
powieści jest prosty, lekki i przyjemny. Stworzona przez Mortkę historia
pirackiej bandy bawi – bardzo często do łez – i sprawia, że czas
spędzony na lekturze Wysp Plugawych staje się chwilą prawdziwego relaksu.
A na koniec najważniejsza informacja: to nie koniec! Roland Wywijas i spółka powrócą w trzecim tomie, który będzie nosił tytuł Zaułki St. Naarten!
Już się nie mogę doczekać, tym bardziej, że wszystko wskazuje na to, że
będzie w nim jeszcze więcej akcji i szalonych pomysłów Rolanda! Tego
nie mogę przegapić.
Cykl Morza Wszeteczne:
| Morza Wszeteczne | Wyspy Plugawe | Zaułki St. Naarten |
Za wycieczkę do Piekła i z powrotem serdecznie dziękuję
portalowi eFantastyka.pl!


Trochę Pratchettem mi to pachnie - i to jak najbardziej komplement :D Nie wiem, co ma w sobie ten Mortka, że wszystkie kobiety szaleją na jego punkcie, ale też to chcę! :D
OdpowiedzUsuńMusisz zacząć pisać fantastyczne książki o piratach :P
UsuńTeoretycznie, to w ogóle nie dla mnie, ale... jak mnie ta książka ciekawi! Mam słabość do pirackich tematów, o Mortce mówią dobrze, a nawet bardzo, no i ten humor!
OdpowiedzUsuńNotuję cykl na wypadek, gdybym któregoś dnia chciała przeczytać coś innego niż zwykle. :)
Mam nadzieję, że Ci się spodoba, gdy już po niego sięgniesz :)
UsuńPomyślę, wygląda, że warto przeczytać!
OdpowiedzUsuńPod warunkiem, że lubi się fantastykę :)
UsuńO, to się cieszę, że ten poprzedni tom dobry :). Dostałam go od Janka z Tramwaju nr 4 na spotkaniu bloggerów, ale jeszcze nie przeczytałam. Trzeba to będzie nadrobić ;).
OdpowiedzUsuńOj, to koniecznie trzeba zabrać się za lekturę :)
UsuńSpodobała mi się już sama okładka, chociaż nie czytałam pierwszego tomu. Seria zapowiada pełną przygód i humoru wyprawę :)
OdpowiedzUsuńI taka właśnie jest :)
UsuńPoluję na tę serię! :)
OdpowiedzUsuńBookeaterreality
Jeśli masz w pobliżu swojego miejsca zamieszkania księgarnie "Tak Czytam", to kilka tygodni temu widziałam tam pierwszą część w dobrej cenie :)
UsuńCiekawa jestem powieści Mortki i to Twoja w tym zasługa :D
OdpowiedzUsuńZastanawiam się, czy przypadłyby mi do gustu ;)
Mam nadzieję, że Ci przypadną! :) Taka przyjemna, lekka lektura :)
UsuńDo Mortki mam ambiwalentny stosunek. Lekko się go czyta, pomysły ma fajne, a jednak jakoś mnie razi ten facet.
OdpowiedzUsuńOj, a to dlaczego?
UsuńSimon się nie zna XD
Usuń"czytaj: będącą w fazie testów"
OdpowiedzUsuńJuż widzę te przekleństwa, domysły "do czego to może służyć" i ten niesamowity wkurw kapitana XD