Przeszłość została zjedzona
Robert Cichowlas i Łukasz Radecki, Zombie.plwydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 15 lutego 2016 r.
liczba stron: 436
ISBN: 978-83-7785-849-3
okładka: broszurowa ze skrzydłami
Jak większość z Was zapewne wie uwielbiam książki z zombie w tle, zarówno tym bliższym, jak i dalszym. Dlatego też kiedy widzę na horyzoncie kolejny tytuł powieści, w której pojawiają się żywe trupy, to po prostu muszę ją przeczytać. Tym razem miałam okazję zapoznać się z polską odpowiedzią na w dalszym ciągu popularną literaturę spod znaku zombie. Jak poradziliby sobie Polacy w obliczu nagłej i niespodziewanej apokalipsy?
Czy można przegapić koniec świata? Tak, jeśli poprzedniego wieczora wypije się nieco za dużo. Przekonał się Karol Szymkowiak, który po suto zakrapianej imprezie budzi się wczesnym popołudniem i orientuje się, że coś jest nie tak. Lato, Gdańsk, miasto turystyczne, a wokół cisza. Przyjaciel Karola nie żyje, a przez głowę głównego bohatera przewija się tylko jedna myśl: wrócić do domu, do Poznania, do żony i synka. Szymkowiak opuszcza hotel i wychodzi na ulice Gdańska, gdzie teraz zamiast turystów, szwendają się zombie. Czy uda się mu dotrzeć do rodziny? Czy w świecie pełnym żywych trupów jest jeszcze miejsce na zachowanie ludzkich odruchów i empatii?
Jaka jest zombie apokalipsa, każdy wie. Dużo krwi, wnętrzności wylewających się z rozerwanych powłok brzusznych, krzyku i przemocy. Nie ma w niej miejsca dla jednostek słabych, które nie potrafią o siebie zadbać. Rządzi prawo silniejszego, co udowodnili zarówno inni pisarze, jak i scenarzyści filmowi i telewizyjni. Ludzie słabi, wahający się zostają pożarci przez zombie. I to powinno też spotkać Karola Szymkowiaka, ale stało się inaczej. Dzięki przypadkowo spotkanym ludziom protagoniście udaje się przeżyć i powoli zaczyna pojmować nowe zasady rządzące światem. Główny bohater kilkakrotnie ociera się o śmierć i tylko dzięki pomocy innych ocalałych nie zasila szeregów zombie. Szymkowiak sam w sobie jest przeciętny i chyba to jest jego największą zaletą. Nie zna się na broni palnej, początkowo ma opory przed zabiciem żywego trupa. Jest jednak inteligentny i łatwo wyczuwa innych. W tych trudnych czasach empatia i chęć niesienia pomocy inny jest towarem deficytowym, a przez niektórych ocalałych nawet niemile widzianym.
Drugoplanowych bohaterów, mających znaczenie w fabule, nie ma zbyt wielu. Znacznie więcej jest tych, którzy pojawiają się w tle, tylko na chwilę. W stosunku do tej grupy czytelnik ma obojętny stosunek, równie dobrze mogłoby ich nie być. Z kolei postaci wyraźniejsze, bardziej zaznaczone na kartach powieści, budzą już rozmaite uczucia – od delikatnej sympatii przez żal i współczucie po niechęć. I tak właśnie zarysowane charaktery lubię.
Autorzy nie rozpisują się na temat początku końca naszych czasów. Akcja powieści gna do przodu i tylko w nielicznych momentach bohaterowie książki rozmawiają ze sobą na ten temat, lecz praktycznie żadne z nich nie ma nic wartościowego do powiedzenia. Ot, nagle stało się coś, co zmieniło znakomitą część populacji Gdańska (tylko Gdańska? Polski? świata?) w łaknące ludzkiego mięsa żywe trupy. I to w dodatku w zastraszająco szybko! Choć trochę przeszkadzał mi brak znajomości faktów, czyli jak doszło do apokalipsy zombie (wirus? bakteria? kosmici? rosyjska broń biologiczna?), to szybkie tempo wydarzeń sprawiło, że przestałam się tym zagadnieniem przejmować, a moją uwagę skupiły kolejne wydarzenia rozgrywające się w książce.
W Zombie.pl ocalali wykazują zdolność do szybkiego organizowania się i radzenia sobie w trudnych warunkach (w końcu Polak potrafi). Cichowlas i Radecki w kilku słowach opisali też, jak ludzie charyzmatyczni potrafią wpływać na innych i bardzo szybko przekonywać ich do swoich racji. Dla niektórych jednostek podobny kryzys jest idealną okazją dla urządzenia świata według własnego widzimisię. I bez względu na to, jak absurdalne wydają się ich pomysły, szybko znajdą się inni, którzy zechcą do nich dołączyć. Postać Jarogniewa, który pojawia się w drugiej połowie książki kojarzyła mi się z amerykańskimi telewizyjnymi kaznodziejami, którzy charyzmą i pewnością siebie potrafią pociągnąć za sobą tłumy.
Jak wspomniałam wcześniej, akcja Zombie.pl jest szybka, z licznymi niespodziewanymi zwrotami. Mimo iż dużo w niej schematów znanych z innych powieści i filmów, to książka wciąga czytelnika, a prosty, lecz zarazem plastyczny język sprawia, że lektura jest przyjemna. Oczywiście pod warunkiem, że lubi się krwiste, brutalne sceny. Bowiem w Zombie.pl fragmentów spod znaku gore jest dużo i są bardzo sugestywnie opisane, co mi osobiście odpowiada.
Ogólnie rzecz ujmując, najnowsza powieść duetu Cichowlas-Radecki nie jest lekturą wymagającą, jak zresztą większość książek o tej tematyce. Niemniej jednak czas przy niej spędzony jest przyjemny na swój trupi sposób. Czytając ostatnie zdania Zombie.pl można zasugerować się tym, że autorzy być może kiedyś wrócą do tej historii... z tym, że niekoniecznie, bowiem finał powieści jest niejednoznaczny. Wszystko się okaże, o ile w Polsce nagle nie zaroi się od zombie.
Za odwiedziny w zainfekowanym Gdańsku i Malborku
serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!


Prawda, prawda. Polak potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji, więc mam nadzieję, że kontynuacja nadejdzie. Jakie zombie ośmieli się zaatakować ten kraj?! ;) Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńWiesz, zakończenie powieści jest bardzo niejednoznaczne. Autorzy mogą więc kontynuować historię, ale równie dobrze zostawić ją tak, jak jest :) I na dobrą sprawę każde z tych rozwiązań będzie dobre ;)
UsuńCzyli jestem poniekąd twoją odwrotnością, bo mnie motyw zombie odrzuca :)
OdpowiedzUsuńJa zombie uwielbiam, choć przyznam, że nie wszystkie powieści z nimi przypadły mi do gustu :)
UsuńNa zombie na razie nie mam ochoty i z książek, które czytałam o tej tematyce pamiętam tylko "Narodziny gubernatora". Może za jakiś czas :)
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci spokojnych, radosnych Świąt Wielkanocnych spędzonych z najbliższymi.
UsuńTo ja jednak mam za sobą trochę zombie-lektur ;) Ale w dalszym ciągu kilka przede mną, wśród nich seria "Zmierzch świata żywych" ;)
UsuńOj kochana tym razem nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuńNo cóż, nie wszyscy lubią nieumarłe piękności ;)
UsuńTeż jestem entuzjastką zombie w postaci wszelakiej, więc koniecznie muszę poznać tę książkę. Wszystko wskazuje na to, że będzie mi się podobać :) Muszę jeszcze nadrobić "Infekcję", czyli inną polską książkę o zombie, czytałaś może?
OdpowiedzUsuńNie, tej książki nie czytałam. Mam za to "Infekcję" Singlera, ale tam zombie nie ma ;)
UsuńZ tego, co czytałam, to ponoć "Szczury Wrocławia" to dobrze napisana powieść z zombie w tle :)
"Szczury Wrocławia" dostałam w prezencie niedawno, więc na pewno niedługo przeczytam :)
UsuńTo teraz mam problem, bo niedawno przeczytałam miażdżącą recenzję (zabij, ale nie pamiętam gdzie) tej książki i dałam sobie z nią spokój... ale może nie jest tak źle?
OdpowiedzUsuńWiesz, nie jest to powieść pokazująca zombie z jakiejś nowej perspektywy, ale czyta się ją dobrze. Może nieco zgrzyta wspomniana zdolność do szybkiego organizowania się i brak konkretnej informacji na temat tego, jak doszło do pandemii zombizmu (wirus rozprzestrzenia się błyskawicznie, jakby zupełnie nie było okresu inkubacyjnego). Ale z drugiej strony nie jest to arcydzieło literatury, jak niżej wspomniał Simon, tylko powieść z szybką akcją z zombie w tle :)
UsuńKawał dobrej rzemieślniczej roboty. Obaj panowie nie piszą arcydzieł literatury, ale rozrywkę zapewniają całkiem udaną.
OdpowiedzUsuńOtóż to!
UsuńBardzo lubię twórczość obu autorów i jestem ciekawa ich wspólnej książki, zwłaszcza że też lubię zombie, szkoda tylko że pewne elementy zawodzę, ale co mi to, ciekawość moja i tak weźmie górę.
OdpowiedzUsuńI to mnie cieszy :) Ciekawość to w końcu pierwszy stopień do poznania ;)
Usuń